nowy numer
zobacz więcej


data i godzina
01:09:48
wtorek, 07 września 2010


imieniny


horoskop

cały horoskop


motoryzacja
SKODA Superb Combi 2.0 TDI
motoryzacja

Czy skasują oddział

Czarne chmury zawisły nad dwoma oddziałami bialskiego szpitala – ftyzjopulmonologicznym i obserwacyjno-zakaźnym – mieszczącymi się w budynkach przy ulicy Warszawskiej. Dyrektor Dariusz Oleński twierdzi, że są nierentowne, a ich modernizacja nieopłacalna. Pracujący tam personel medyczny jest załamany, obawia się masowych zwolnień. Kilka dni temu Danuta D., pielęgniarka ftyzjopulmonologii, zaginęła w drodze do pracy. W sobotę znaleziono ją martwą w domku letniskowym. Jej znajomi twierdzą, że od kilku dni była bardzo przygnębiona, obawiała się, że straci pracę.

51-letnia Danuta D. całe swoje życie związała z pulmonologią. Na początku był to szpital w Poznaniu. Gdy 28 lat temu poznała swojego męża Krzysztofa, przyjechała wraz z nim na Podlasie. Zamieszkali w Rokitnie. Podjęła pracę w szpitalu gruźliczym jeszcze przy ul. 1 Maja. Wszystkie te lata przepracowała jako pielęgniarka oddziału pulmonologii.

Była pielegniarką z powołania

Kilkanaście dni temu dowiedziała się o planach likwidacji jej oddziału. W czwartek 28 stycznia wyszła do pracy. Na dyżur jednak nie dotarła. Zaniepokojony mąż powiadomił o zaginięciu policję. Sam też, na własną rękę, rozpoczął poszukiwania. W sobotę znalazł ją w Kajetance w ich domku letniskowym pod lasem. Martwą. Siedziała na krześle przy kominku. Osierociła czwórkę dzieci.
– W rodzinie nie było żadnych problemów – twierdzi Krzysztof D. – Dowiedziałem się od osób pracujących z nią w szpitalu, że Danusia ostatnimi czasy martwiła się, czy nie zostanie zwolniona. Tego dnia wyszła jak zawsze na przystanek do pracy. Od tej pory nie wiem, co się z nią działo. Zadzwoniłem na oddział. Usłyszałem, że nie dotarła do pracy.
Jej syn dodaje, że domek letniskowy był ostatnim miejscem, jakie przyszło im do głowy, żeby szukać matki, bo nie lubiła go. Mieszkańcy wsi są wstrząśnięci tą nagłą śmiercią. – Danusia zawsze była pogodna, życzliwa, uśmiechnięta. Dusza kobieta. Każdemu pomogła, doradziła – wspomina jedna z kobiet, którą spotkaliśmy w niedzielę przed kościołem w Rokitnie.
Na polecenie prokuratury z ciała zmarłej pobrano materiał biologiczny do badań. Mają stwierdzić m.in. obecność we krwi substancji toksycznych, np. leków czy trucizny.
Chociaż dyrektor szpitala Dariusz Oleński oficjalnie nie potwierdza obaw personelu oddziału ftyzjopulmonologii, w najbliższym czasie planuje zwolnić ponad pięćdziesięciu pracowników szpitala, w tym sześciu lekarzy. Dokładnie tylu, ilu pracuje na tym oddziale. Z przedstawionych przez niego dokumentów wynika, że decyzja ta została już pozytywnie zaopiniowana przez związki zawodowe.

Pacjenci są w szoku

Oddział ftyzjopulmonologii, zwany potocznie gruźliczym, oraz zakaźny mieszczą się w budynkach starego szpitala przy ul. Warszawskiej. O niepokojących sygnałach poinformowała nas rodzina jednej z pacjentek. – Uważam, że to skandal – twierdzi jej syn Antoni P. – Nie jestem w stanie zrozumieć tego typu posunięć dyrekcji szpitala. Ekonomia nie może być ważniejsza od zdrowia pacjentów. Najbliższe tego typu ośrodki są w Warszawie i Lublinie.
– Od 1953 roku oddział funkcjonował w budynku przy ul. Janowskiej, gdzie obecnie mieści się urząd stanu cywilnego – wyjaśnia ordynator ftyzjopulmonologii Halina Siemaszko-Konon. – W 1994 roku zostaliśmy przeniesieni do budynku przy ul. Warszawskiej, gdzie funkcjonujemy do dzisiaj. Rocznie hospitalizujemy ponad tysiąc pacjentów. Są to chorzy cierpiący na nowotwory płuc, przewlekłą obturacyjną chorobę płuc, zapalenie płuc, opłucnej, astmę oskrzelową i gruźlicę. Zapotrzebowanie na nasze usługi jest duże. W minionym roku wykonaliśmy około 140 procent limitu, jaki został dla nas uzgodniony przez dyrektora szpitala z Narodowym Funduszem Zdrowia. Pomimo tego w tym roku kontrakt na nasze usługi został zmniejszony o prawie 30 procent w porównaniu do ubiegłego roku.
Dyrektor Oleński tłumaczy, że we wszystkich oddziałach szpitala kontrakt w 2009 roku był wykonany z dużym przekroczeniem. – W niektórych oddziałach nawet o 200 procent. W wielu oddziałach kontrakt z NFZ na 2010 rok jest niższy od ubiegłorocznego, o różne wielkości. Zwiększone zostały umowy w zakresie chemioterapii oraz świadczeń nielimitowanych (ostre zespoły wieńcowe, neonatologia, położnictwo). Niestety w pozostałych oddziałach wielkość zobowiązań jest niższa. W całości kontrakt szpitala z NFZ na pierwsze półrocze 2010 roku jest porównywalny do kontraktu z pierwszego półrocza ubiegłego roku. Umowa jest zawarta tylko na sześć miesięcy. Świadczenia z zakresu pulmonologii (leczenie chorób płuc) mogą być realizowane w innych oddziałach, np. chorób wewnętrznych czy geriatrii – wyjaśnia.

Strachu nie ma, a łóżek jest w bród

Szkopuł w tym, że wymienione przez Oleńskiego neonatologia, położnictwa czy OZW są oddziałami nielimitowanymi, czyli że NFZ pokrywa wszystkie zabiegi, jakie zostaną tam wykonane. Niezależnie od tego, jaki zostałby podpisany kontrakt, szpital zawsze dostanie na te usługi pieniądze. Wszak nie można zaplanować liczby narodzin, porodów czy zawałów. Inaczej jest w przypadku ftyzjopulmonologii czy zakaźnego, gdzie ordynator musi się ściśle trzymać umowy kontraktowej, bo za wykonane nadwyżki nie otrzyma pieniędzy. Tymczasem, jak na ironię, dyrektor zawarł znacznie wyższe kontrakty niż rok temu głównie z tymi oddziałami, które mają umowy nielimitowane. Żeby bilans wyszedł na zero, bo cały kontrakt szpitala jest identyczny jak przed rokiem, trzeba było komuś zabrać. Wypadło na najbiedniejszych, w tym oddziały obserwacyjno-zakaźny i ftyzjopulmonologiczny. Nic dziwnego, że personel tego drugiego obawia się, że to pierwszy krok do likwidacji.
Oleński: – Oświadczam z pełną odpowiedzialnością, że nie ma planów likwidacji oddziału ftyzjopulmonologicznego. Plany dotyczą zmiany miejsca udzielania świadczeń z zakresu pulmonologii i chorób zakaźnych. Wnioski z prowadzonych analiz odpowiedzą na pytania, czy możemy te oddziały ulokować w obiektach przy ul. Terebelskiej. Ten plan, a nie decyzja, uzasadniony jest bardzo złymi warunkami, w jakich przebywają pacjenci, niemożliwością dostosowania zasobów lokalowych do wymagań określonych w przepisach, niemożliwością zrealizowania decyzji sanepidu, dużymi kosztami funkcjonowania obiektów oraz optymalnym wykorzystaniem zasobów szpitala przy ul. Terebelskiej.
Jak twierdzi dyrektor, budynek przy Terebelskiej może pomieścić znacznie więcej pacjentów niż obecnie. Uważa, że chorych leczących się na ftyzjopulmonologii może przejąć interna, geriatria czy onkologia. A chorzy na gruźlicę trafiliby do ośrodka w Adampolu pod Włodawą, który się w tym specjalizuje.

To powolna agonia oddziału

– Mam bardzo dobrą opinię na temat oddziału ftyzjopulmonologii w Białej Podlaskiej. Znam dobrze pracujących tam lekarzy – mówi Jarosław Religioni z Instytutu Gruźlicy i Chorób Płuc w Warszawie. – Współpracujemy z wieloma ośrodkami w Polsce i widzę, jacy pacjenci trafiają do nas z Białej Podlaskiej. Nigdy nie mieliśmy żadnych zastrzeżeń odnośnie diagnostyki i procesu leczniczego. Uważam, że powinien się tym zainteresować krajowy konsultant ds. pulmonologii. Mógłby wywrzeć jakąś presję na dyrekcji szpitala. W Białej jest jedyny w regionie ośrodek o tym profilu leczenia, co zabezpiecza potrzeby mieszkających tam ludzi.
– Na drzwiach naszego oddziału widnieje napis: „Dobro pacjenta naszym celem nadrzędnym”. To zresztą motto całego szpitala – mówi jeden z lekarzy. – Jednak to, co chcą z nami zrobić, świadczy, że szpital się coraz bardziej rozmydla w tej deklaracji, a mottem nadrzędnym staje się pieniądz. My i zakaźny mamy oddzielne izby przyjęć, odciążające szpital. Dzięki temu nasi pacjenci, często prątkujący, nie mają kontaktu z pacjentami przy Terebelskiej. Nie wyobrażam sobie, by nasi chorzy mieli teraz przechodzić przez przepełnioną izbę przyjęć szpitala przy Terebelskiej, stać tam w kolejce i zarażać.
– Gruźlica jest chorobą zakaźną i powinna być leczona w ośrodku izolowanym – dodaje Religioni. – Propozycja rozdzielenia łóżek z ftyzjopulmonologii na wiele oddziałów w szpitalu mija się z celem, bo tym samym oddział ten przestanie funkcjonować. Jest to zespół lekarzy i pielęgniarek, którzy ściśle ze sobą współpracują. Nie mogą biegać po całym szpitalu za swoimi pacjentami i wchodzić w kompetencje pracujących tam lekarzy. Propozycja dyrekcji zmierza do całkowitej likwidacji oddziału i profilu leczenia tych chorób w Białej Podlaskiej. Jeśli dyrektor jest taki chętny do rozparcelowywania łóżek, proszę go zapytać, czy położyłby gruźlika przy noworodku.

Byle do wiosny, a jakoś będzie

Oleński uważa, że koszty modernizacji oddziału i przystosowania go do obowiązujących wymogów są wyższe niż stworzenia takiego oddziału od podstaw. W budynku przy Warszawskiej nie ma bowiem rezerwowego ujęcia wody i energii elektrycznej. Zbudowany powinien zostać dojazd od ul. Spółdzielczej. Do tego dochodzą koszty transportu pacjentów na konsultacje w szpitalu przy Terebelskiej. Zaznacza, że na 1500 hospitalizowanych tam pacjentów gruźlica stanowi niewielki odsetek. – W ubiegłym roku na ftyzjopulmonologii stwierdzono 42 rozpoznania gruźlicy. Leczenie prątkującej gruźlicy odbywa się w ośrodkach do tego przeznaczonych – mówi dyrektor.
– Choroby płuc w ostatnim czasie niestety są coraz częstsze – uważa bialski pulmonolog, proszący o niepodawanie nazwiska. – Odnotowujemy coraz więcej przypadków gruźlicy u dzieci. To bardzo niebezpieczne sygnały, gdyż dzieci podlegają przecież obowiązkowym szczepieniom przeciwko tej chorobie. Świadczy to o tym, że przebywają w pobliżu osób prątkujących (zarażających) z gruźlicą niewykrytą. Pojawia się też coraz więcej odmian tej choroby: najądrza, ucha, skóry węzłów chłonnych. Dowożeni są do nas pacjenci z ośrodka dla uchodźców. To nieprawda, że nie leczymy prątkujących pacjentów. My jako pierwsza falanga przyjmowaliśmy i diagnozowaliśmy pacjentów z gruźlicą. Niestety musieliśmy przekazywać ich dalej z powodu odgórnie narzuconych obostrzeń, a także byliśmy mocno ograniczeni kontraktem. Dostosowaliśmy się do tych zaleceń, a teraz jest to obracane przeciw nam. Na naszym oddziale panuje specyficzna atmosfera, nie ma bezosobowego traktowania pacjentów. Chorzy, mając wybór, w większości wracają do nas. My kontrakty dyżurowe mamy podpisane tylko do marca. Nie wiemy, co później nas czeka. W czasie rozmowy z nami dyrektor powiedział: Poczekajmy do marca, a potem się zobaczy. Będą duże zmiany i was one dotkną.

Ekonomia kontra pacjent

– W naszym oddziale leczymy zarówno naszych pacjentów, jak i z sąsiednich powiatów – mówi ordynator Halina Siemaszko-Konon. – Trafiają do nas chorzy w bardzo ciężkim stanie, gdy nie ma mowy o transporcie, jak np. przy krwotoku do płuc. Są też pacjenci, którzy za późno zostali zdiagnozowani. Mieliśmy w zeszłym roku kilka zgonów wśród młodych ludzi. Gdzie pójdą ci chorzy, gdy zlikwidowany zostanie oddział? Na nasze usługi jest duże zapotrzebowanie, i gdyby nie ograniczenie kontraktem, który i tak znacznie przekraczamy, moglibyśmy wykonać znacznie więcej świadczeń. Na naszym oddziale leczymy większość chorób płuc. W ubiegłym roku zdiagnozowaliśmy około 70 nowych przypadków gruźlicy w powiecie, 250 nowotworów płuc.
Do redakcji dotarły pogłoski, jakoby był już chętny na budynki po oddziałach ftyzjopulmonologii i zakaźnym. Ma być to prywatna jednostka opieki długoterminowej. Dyrektor Oleński stanowczo temu zaprzecza. – Właścicielem nieruchomości jest województwo lubelskie i tylko ono może decydować o sposobie wykorzystania swoich zasobów – wyjaśnia.

 PRZEDRUK Z „GAZETY LEKARSKIEJ”
„Za naszą wschodnią granicą pojawia się coraz więcej przypadków zachorowań. Eksperci Światowej Organizacji Zdrowia i Czerwonego Krzyża alarmują, że tak niebezpiecznej sytuacji z gruźlicą nie było od czasu zakończenia II wojny światowej. Pojawiły się bowiem nowe szczepy gruźlicy, na które nie działa większość lekarstw, a miejsca, gdzie te nowe bakterie wykryto, znajdują się już na obrzeżach Unii Europejskiej. W Rosji, na Białorusi, Ukrainie i w Rumunii liczba nowych zachorowań cały czas wzrasta.”

www.slowopodlasia.pl  |  Opracowanie graficzne Margraf  |  Programowanie i utrzymanie Łukasz Jakimiuk