Nie chcą być przez wójta przekreśleni
Zapomniani i niedoceniani czują się dzisiaj Maria i Tadeusz Grochowscy z Mężenina w gminie Platerów. Emerytowani nauczyciele żyją w trudnych warunkach, bo gmina nie chce ani wyremontować, ani sprzedać im mieszkania w rozpadającej się starej szkole, gdzie przeżyli ponad 41 lat. Zabrano im bez żadnej rekompensaty działkę rolną. Czy wójt chce sprzedać atrakcyjnie położony budynek i dlatego nieprzychylnie odnosi się do starych lokatorów?
Maria Grochowska przez całe nauczycielskie życie wychowywała młode pokolenia. Uczyła języka polskiego w szkole w Patkowie, potem w rodzinnym Mężeninie. Jej mąż Tadeusz był kierownikiem w obu szkołach, a wcześniej kierował szkołą w Szydłówce w gminie Olszanka. Teraz jest ciężko chory i częściowo sparaliżowany po przebytym trzy lata temu udarze.
– Dzisiaj już nikt nie pamięta, ile zrobiliśmy dla tego środowiska. Stary nauczyciel jest zupełnie przekreślony. Poza nawiasem – pani Maria nie może powstrzymać łez. Cieszy ją jedynie, że nadal szacunkiem darzą ją i męża dawni uczniowie. Do Mężenina przychodzą życzenia nawet od wychowanki przebywającej w USA. Każdego roku przed świętami Grochowscy otrzymują stos kartek z życzeniami i kilka listów. „Jeżeli długo nie pisałem, nie znaczy to, że zapomniałem o moich najważniejszych nauczycielach. Wy pierwsi rozbudziliście w nas zainteresowanie teatrem, fotografią, fizyką, muzyką. Wiem, że pamiętają o tym również inni. Dziękuję wam, bądźcie zdrowi” – napisał z okazji świąt jeden z uczniów.
Od wójta Jerzego Garuckiego Grochowscy otrzymali w grudniu zupełnie inny list.
Rozsierdzili wójta
– Wójt to młody człowiek. Prężnie działa, wydawało się, że będzie dostrzegał problemy starych ludzi. Jest z tego środowiska, zna nas. Nieporozumienia zaczęły się, kiedy miało dojść do sprzedaży pałacu wraz z placem – mówi Grochowska. Mieli tam trzydziestoarową działkę rolną należącą do gminy, za którą przez wiele lat płacili czynsz dzierżawny. W końcu jednak dopatrzyli się w Karcie nauczyciela, że nie musieli tego robić, bo mają prawo do nieodpłatnego użytkowania. Gdy gmina nie zgodziła się anulować umowy o dzierżawę zawartej w 1982 roku, płacili dalej. W końcu doszło w ubiegłym roku do sprzedaży nieruchomości. Wtedy Grochowscy zwrócili się do gminy o odszkodowanie za nienależnie pobierany, w ich ocenie, czynsz dzierżawny. Odpowiedzi były odmowne. W sprawie zwrotu czynszu napisali skargę do marszałka województwa mazowieckiego.
– To nasze dochodzenie swoich racji chyba wójta bardzo zdenerwowało. Ale to przecież nie było wymierzone w niego. Po interwencji wójt odpisał, że może nam zwrócić tylko tysiąc złotych. Według naszej wyceny powinno to być 4,7 tys. zł. Wliczyliśmy w to także zasadzone na działce drzewka owocowe. Nie chcieliśmy się zgodzić na wymuszoną jałmużnę. No to wójt odpisał nam po raz drugi, że nic nie zwróci, i wypomniał, że zajmujemy samowolnie, nie płacąc, dodatkowe pomieszczenie i stodółkę, która jest na zewnątrz. Strasznie nam z tego powodu przykro – podkreśla pani Maria. Przyznaje, że za zgodą poprzedniej wójt do pustego mieszkania obok przeniosła rzeczy ze spiżarki, bo tam powstała łazienka. A do stodółki nawet nie wchodzi.
Cierpliwie znoszą siermiężne warunki
– Śpimy w ubraniach. Mieszkanie jest zimne, nie da się go ogrzać piecami kaflowymi, bo ma ponad trzy metry wysokości. Z zewnątrz jest nieocieplone, okna nie były wymieniane od 1968 roku, odkąd tu zamieszkaliśmy. Drzwi pamiętają jeszcze pewnie czasy przedwojenne. Łazienkę mamy dopiero od roku, ale to dzięki Małgorzacie Witkowskiej z Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie w Łosicach. Dała nam na to pieniądze z PFRON z tej racji, że mąż jest po udarze, leży i trzeba go pielęgnować. Zwracałam się kilka razy do wójta, żeby pomógł nam wyremontować mieszkanie. Tylko obiecywał, że się tym zajmie, i nic. Z zewnątrz sami obijaliśmy ścianę wykładziną. A teraz to już nie mamy na co liczyć – Maria Grochowska pokazuje kolejne pismo od wójta, w którym stwierdza on, że wszelkie naprawy w mieszkaniu i konserwacja urządzeń są obowiązkiem najemcy. Także wymiana okien i drzwi.
Budynek jest bardzo stary. Od 1927 do lat 60. mieściła się w nim szkoła. Potem przeniesiono ją do pałacu obok. Grochowscy od kilku lat zabiegają o wykupienie mieszkania od gminy. Wtedy mogliby przystąpić do remontu. – Żyjemy tu od przeszło 40 lat i tu chcemy umrzeć. Chcieliśmy poprawić sobie warunki na starość. Ale nie możemy się porozumieć z gminą w żaden sposób. Podobno wieś się nie zgadza na sprzedaż, ale ja przecież zebrałam jakiś czas temu podpisy 54 mieszkańców, którzy nie mają nic przeciwko temu – pokazuje listę z nazwiskami.
– Mnie się wydaje, że ktoś inny chce to kupić. To przecież teren rekreacyjny, dookoła są domki wczasowe. Ta kobieta nie ma jak się bronić, nie może wychodzić z domu ze względu na męża. To smutne, że ma takie kłopoty. Dostaje od wójta jakieś pisma, żyje pod presją. Pamiętam, jak z mężem dbali o szkołę. Mieli pasje, którymi zarażali młodzież. Integrowali wieś. Pani Maria prowadziła teatrzyk, pisała wiersze. Bardzo wiele im zawdzięczam i podtrzymuję z nimi kontakt. Widzę jednak, że dzieje się im krzywda – mówi Wojciech Raczek z Białej Podlaskiej.
Prawnik będzie walczył o ich interesy
Radny z Mężenina Adam Kowalczyk twierdzi, że wieś jest przeciwna sprzedaży mieszkania. I nie ma w tym niechęci do Grochowskich. – Ludzie chcą, żeby te mieszkania nadal pozostały własnością gminy, żeby to nie przeszło w ręce prywatne. Tak się wypowiedzieli na zebraniu wiejskim, które odbyło się w tej sprawie – wyjaśnia. Kowalczyk nie wiedział, że Maria Grochowska zwracała się do wójta w sprawie remontu mieszkania. Radni nie zajmowali się tym na sesji. Nie wiedział także, że pozbawiono emerytów działki. – Byłem przekonany, że mają prawo dalej ją użytkować, mimo sprzedaży – tłumaczy.
O ile łosicki oddział Związku Nauczycielstwa Polskiego występował wcześniej do wójta, aby pomógł wykonać łazienkę, to w sprawę dochodzenia roszczeń za utraconą działkę organizacja nie chce się mieszać. – Sytuacja jest prawnie skomplikowana, więc nie możemy zajmować stanowiska. Zaproponowaliśmy pani Grochowskiej pomoc naszego prawnika. Mam nadzieję, że to pomoże rozwikłać spór – mówi Dariusz Chomiuk, prezes oddziału.
Wójt Jerzy Garucki, podobnie jak radny Kowalczyk, twierdzi, że mieszkańcy Mężenina nie zgadzają się na sprzedaż dawnego domu nauczyciela. Zaznacza, że według interpretacji prawnej ze strony urzędu gminy rekompensata za działkę nie należy się Grochowskim z racji przedawnienia roszczeń. – Ale w zamian postaramy się przekazać im wiosną inną działkę w pobliżu domu. A jeżeli chodzi o remont budynku, przyznaję, że jest potrzebny. Tylko że obiektów w podobnym stanie mamy w gminie wiele. W miarę posiadanych funduszy będziemy je modernizować, ale niestety nie planujemy tego w tym roku – informuje wójt.
Grochowska o działce nie chce już słyszeć. Proponowano im przystąpienie do przetargu na inny plac, ale nie skorzystali. – W moim wieku nie ma co już myśleć o uprawianiu działki. Jeżeli dostaniemy ją gdzieś daleko, nie będę przecież dojeżdżała. Ta, którą użytkowaliśmy, była zadbana. Trudno będzie znaleźć inną w podobnym stanie. Rekompensata tym bardziej nam się należy – mówi pani Maria.
Maria Grochowska nie spodziewała się, że po latach pracy w trudnym zawodzie nauczyciela spotka ją taka niewdzięczność |
|
|