Sama odebrała poród
Renata Jakubiuk-Wysocka z Wólki Komarowskiej nie mogąc doczekać się karetki pogotowia, która zakopała się w śniegu kilometr od domu, sama sobie odebrała poród. Dzielnie jej w tym pomagał mąż Ryszard. – To dlatego, że to nasze trzecie dziecko. Miałam doświadczenie – mówi skromnie pani Renata.
Michał, najmłodszy syn Wysockich, urodził się 18 stycznia tuż przed piątą rano. Wcześniej jednak dostarczył rodzicom niemało wrażeń. – Obudziłam się po godzinie czwartej. Początkowo nic niepokojącego się nie działo. Ale zaraz potem zaczęłam mieć lekkie skurcze. Po trzecim odeszły mi wody i mąż wezwał pogotowie – opowiada Renata Jakubiuk-Wysocka.
Załoga ambulansu, która wyjechała z Komarówki Podlaskiej, miała pewien problem z dotarciem do rodzącej. – Kilometr od domu karetka utknęła w zaspie. Sąsiad musiał wyciągać ją traktorem. Ale nie trwało to długo – podkreśla Ryszard Wysocki. Gdy już dojechała na miejsce, lekarz nie miał co robić. – Zaczęłam mieć bóle parte, po chwili zobaczyłam główkę dziecka. Wiedziałam, że niedługo urodzę, więc powiedziałam mężowi, żeby przyniósł ręczniki, a później nożyczki do przecięcia pępowiny. Poród trwał do 20 minut. Nie wiem, czy gdyby nawet była ładna pogoda, lekarz zdążyłby odebrać taki poród – uśmiecha się pani Renata.
Świetnie sobie ze wszystkim poradziła. Michał w chwili urodzenia ważył 3,4 kg. – Jest zdrowym dzieckiem. Kiedy przecinałam pępowinę, bałam się, czy aby wszystko dobrze zrobiłam. Załoga karetki była w szoku, że sama sobie dałam radę – mówi. Po porodzie musiała jednak spędzić kilka dni w parczewskim szpitalu, bo nie odeszło jej łożysko, a dziecko trzeba było przebadać.
Pan Ryszard jest bardzo dumny z żony. – Podczas porodu robiłem, co mi mówiła. Byłem w szoku, że w takiej sytuacji potrafiła trzeźwo myśleć – chwali.
Michaś jest trzecim dzieckiem Wysockich, ale pierwszym, które urodziło się w domu. – Mamy dwóch synów: trzynasto- i pięcioletniego. Wcześniejsze porody trwały dłużej i odbierali je specjaliści. Michałowi jednak bardzo spieszyło się z przyjściem na świat – uśmiecha się pani Renata. – Myślę, że każda kobieta postąpiłaby tak samo jak ja. W takiej sytuacji myśli się tylko o tym, żeby z dzieckiem było wszystko w porządku – dodaje. Bardzo pomocne dla niej okazały się kursy z udzielania pierwszej pomocy. Na jednym ze szkoleń uczono bowiem, jak zachować się podczas porodu.
Renata Wysocka jest nauczycielką techniki i informatyki w Szkole Podstawowej i Gimnazjum w Komarówce Podlaskiej. Praca z dziećmi, podobnie jak wychowywanie synów, sprawia jej wielką satysfakcję. Śmieje się, że kiedy najmłodszy Michał trochę podrośnie, opowie mu, w jakich niecodziennych okolicznościach przyszedł na świat.
|
|
|