| Małżeński duet od trefnych punktów kasowych |
| |
Anna i Grzegorz W., właściciele punktów opłat kasowych, działali na szkodę klientów – twierdzi bialska policja, która postawiła im zarzuty. Pod lupą śledczych jest także terespolski oddział spółki. A to dopiero wierzchołek góry lodowej. W ubiegłym roku, także za oszustwa, do sądu w Radzyniu trafił akt oskarżenia przeciwko Grzegorzowi W. Jego sprawami zajmowały się lub zajmują również sądy i prokuratury w Białej Podlaskiej, Łukowie i Lublinie.
Wiesławę Trochimiuk z Międzyrzeca Podlaskiego skusiła bardzo niska prowizja. Zapłaciła więc w miejscowym biurze, przyjmującym opłaty i realizującym przelewy, rachunek za energię elektryczną – w sumie 271 zł. Jednak pieniądze nie trafiły na wskazane konto, a do pani Wiesławy zaczęły przychodzić upomnienia. Potem energetycy odłączyli prąd. – Czuję się oszukana. Nie dość, że musiałam wszystko uregulować drugi raz, to jeszcze dodatkowo zapłacić za przyłącze – opowiada zdenerwowana.
Inna klientka punktu, Sylwia K., zostawiła w nim 2643 zł. Opłaciła kredyty ratalne, faktury za towar i bieżące rachunki. Gotówkę przyjął pracownik okienka Andrzej S., przybił pieczątkę, pokwitował. Gdy dostała wezwania do zapłaty wraz z odsetkami, poszła wyjaśnić nieporozumienie. W Międzyrzecu powiedziano jej, że są chwilowe kłopoty z systemem, a potem zamknięto drzwi na cztery spusty. Pełnomocnika spółki, 41-letniego Grzegorza W., odnalazła w Białej Podlaskiej, w biurze przy ulicy Stacyjnej. – Pani się nie martwi, wszystko będzie dobrze – usłyszała. A gdy pieniądze wciąż nie wpływały na wskazane konta, mężczyzna zniknął. Nie odbierał również telefonów.
Raz na wozie, raz pod wozem
Wiesława Trochimiuk postanowiła od razu powiadomić policję. Podobnie postąpiło trzynastu innych poszkodowanych, których pieniądze przywłaszczyło międzyrzeckie biuro Dobry Kredyt i powiązana z nim personalnie i kapitałowo firma An-Wi. Oszukani to mieszkańcy Międzyrzeca, Wólki Łózeckiej, Brzozowicy, Grochówki, Berezy, Rzeczycy, Sokól i Jelnicy. Wpłacali tam rachunki za kablówkę, telefon, ubezpieczenie, prąd, gaz. Łącznie Grzegorz W. winien jest im ponad 6 tys. zł, nie licząc odsetek i kosztów operacji finansowych.
Mężczyzna twierdzi, że nie chciał nikogo oszukać, a zaległości wzięły się z utraty płynności finansowej przedsiębiorstwa. Komornik zajął mu bowiem – na poczet świadczenia zasądzonego na rzecz byłej pracownicy – firmowe konto, na którym leżała gotówka z bieżących wpłat. Co więcej, okraść go miał nieuczciwy pracownik kolejnego należącego do niego punktu opłat kasowych, tym razem w Łukowie. Zamiast przelewać pieniądze, przywłaszczył ponad 10 tys. zł wpłat klientów.
Jak sprawdziliśmy, istotnie Grzegorz W. zgłosił kradzież, a materiały trafiły już do sądu. Wcześniej jednak prowadzone były wstępne czynności, w których to on był podejrzewany. – Doniesienie złożyła jedna z klientek okienka, której pieniądze nie trafiły na rachunek wierzyciela. Ostatecznie do wszczęcia śledztwa jednak nie doszło, bo Grzegorz W. wpłacił zaległą kwotę – informuje Andrzej Biernacki, oficer prasowy Komendy Powiatowej Policji w Łukowie.
Firma wyrzuca śmieci
Wracając do poszkodowanych klientów punktu kasowego w Międzyrzecu, w listopadzie ubiegłego roku Prokuratura Rejonowa w Radzyniu Podlaskim wysłała do sądu akt oskarżenia przeciwko Grzegorzowi W. Zanim jednak zdążono wyznaczyć pierwszy termin procesu, W. trafił na ogłoszeniowe łamy prasy. Obwieszczenie o rozprawie zamieścił Sąd Rejonowy w Białej Podlaskiej, który od 2008 roku usiłuje go prawomocnie osądzić za wyrzucenie na osiedlowy śmietnik firmowej dokumentacji z danymi osobowymi oraz adresami klientów. – Odpowiada on za naruszenie artykułu 51 ustawy o ochronie danych osobowych. Sądzony jest u nas już po raz drugi – potwierdza Małgorzata Makarska, przewodnicząca VII wydziału karnego bialskiego sądu.
Upublicznienie łącznie ponad 400 dokumentów z danymi klientów firmy Dobry Kredyt prokuratura zarzuciła Grzegorzowi W. – jako pełnomocnikowi a zarazem administratorowi tejże bazy danych – jeszcze w 2007 r. Wśród walających się w koszach papierów były umowy o kredyty i pożyczki wystawione na osoby fizyczne, dowody wpłat, kwestionariusze osobowe, kserokopie dowodów osobistych, praw jazdy oraz paszportów. Za pierwszym razem bialski sąd uniewinnił W., nie znajdując dowodów na to, że oskarżony był administratorem danych. Jednak orzeczenie to sąd drugiej instancji uchylił i nakazał prowadzenie procesu od początku. Rozprawę wyznaczono na ubiegłą środę 27 stycznia. Ale nie odbyła się, gdyż nie dotarli na nią wezwani przez sąd świadkowie.
Kredyt tu, kredyt tam
Pochodzący z Lublina Grzegorz W. nie od dziś jest klientem wymiaru sprawiedliwości. W 2005 roku lubelski sąd grodzki skazał go na grzywnę za posługiwanie się fałszywymi dokumentami. Trzy lata później tamtejszy sąd rejonowy wymierzył mu półtora roku więzienia w zawieszeniu na pięć za oszustwo. Na Podlasie przeprowadził się za sprawą poznanej w Radzyniu żony. Pierwszy punkt kasowy w Białej Podlaskiej otworzył przy ulicy Podłącznej. – Pieniądze na uruchomienie interesu pożyczyła mu znajoma. Skończyło się na tym, że Grzegorz W. gotówkę przehulał. Ona została z długami, jemu nic nie udowodniono – wspomina jeden z pracujących nad sprawą policjantów.
Działalność gospodarczą formalnie założyła na siebie Anna W. – małżonka Grzegorza, którego następnie notarialnie upoważniła do jednoosobowego reprezentowania. Firmę zarejestrowano w Sosnówce, gdzie małżonkowie zamieszkali na stałe. Jako spółkę jawną można ją także znaleźć w KRS. Tam jednak jako wspólnik figuruje Łukasz Ł., znajomy Grzegorza W. – Z dokumentów rejestrowych wynika, że głównym przedmiotem działalności jest ogólnie pojęte pośrednictwo finansowe. Ale jej właścicieli już dawno nie widzieliśmy. Słyszałem, że się stąd wyprowadzili – mówi Czesław Romańczuk z Urzędu Gminy w Sosnówce.
Spółka miała zajmować się też udzielaniem szybkich kredytów, dzięki porozumieniom z kilkoma instytucjami finansowymi. Jej filie powstały w Białej Podlaskiej, Radzyniu, Międzyrzecu, Łukowie, Lubartowie, Terespolu, Dęblinie i Rykach.
Rób swoje, ryzyko jest twoje
W Białej Podlaskiej pierwsze zarzuty w sprawie nieuczciwych praktyk firmy Grzegorzowi W. i jego żonie postawiono jesienią ubiegłego roku. Oboje są podejrzani o popełnienie oszustwa. Proceder polegał na przyjmowaniu opłat, a następnie nieprzekazywaniu należności na konta wskazane przez odbiorców. Śledztwo jak na razie ujawniło 18 pokrzywdzonych. Niewykluczone, że liczba ta się zwiększy, bowiem na policję wciąż zgłaszają się ludzie, którzy korzystali z okienek kasowych w Białej Podlaskiej i Terespolu. Przestępstwa zarzucane małżeństwu W. popełniono od 27 kwietnia do 31 sierpnia 2009 r. i obejmują kwotę ponad 10 tys. zł. Tyle prowadzący działalność winni są swym klientom. Za każdą sumą, nawet najmniejszą, kryją się jednak ludzkie dramaty, bo przecież rachunek trzeba zapłacić jeszcze raz. A przy okazji najeść się wstydu.
Zdaniem Katarzyny Wawiórko, bialskiego powiatowego rzecznika konsumentów, problem jak zwykle bierze się z niewiedzy. – Ludzie nie zdają sobie sprawy, że wpłacając pieniądze do okienka, nie kierują ich do odbiorcy, a jedynie powierzają osobie trzeciej. W ten sposób pozbawiają się możliwości jakiegokolwiek wpływu na los przekazanej gotówki. Tym bardziej, że obowiązujące regulacje nie wymagają od właścicieli punktów kasowych obowiązku ubezpieczenia ryzyka gospodarczego lub gwarancji bankowych. W efekcie na tak liberalnych przepisach korzystają oszuści – podkreśla rzecznik. W sprawie wspomnianych punktów pomagała już pisać ludziom pozwy cywilne, kierowała ich też na policję.
Zabroni tylko sąd
Być może już niedługo na każdego, kto zechce prowadzić tego typu działalność gospodarczą, zostanie nałożony obligatoryjny obowiązek wykupu polisy, a samo zajęcie będzie po części koncesjonowane. Wprawdzie szanujące się kasy z reguły ubezpieczają się same, są także sygnatariuszami Kanonu Dobrych Praktyk Rynku Finansowego. Nie gwarantuje to jednak przejrzystości całego rynku. Zwłaszcza że punkty kasowe, podobnie jak inne podmioty parabankowe, nie podlegają nadzorowi finansowemu.
– Obecnie trwają prace nad ustawą o instytucjach płatniczych. W projekcie znalazł się wreszcie długo oczekiwany zapis o obowiązkowym ubezpieczeniu transakcji. Niestety proces legislacyjny jest jeszcze w bardzo wstępnej fazie – ubolewa Marta Chmielewska-Racławska z Urzędu Komisji Nadzoru Finansowego w Warszawie. Nowe przepisy nadal jednak nie będą ograniczać możliwości zakładania niewielkich firm płatniczych. Wyjątkiem będą tylko przedsiębiorstwa z dużym progiem kapitałowym, które będą musiały uzyskać specjalne zezwolenie. Wciąż więc jedyną zaporą dla oszustów pozostanie sądowy zakaz prowadzenia określonej działalności gospodarczej.
Pełnomocnik się przebranżawia
Dotarliśmy do Grzegorza W. Jest uprzejmy, elokwentny, nie ucieka od pytań. Obecnie zawiesił działalność finansową, bo jak twierdzi „właśnie się przebranżawia”. – Na razie nie zdradzę, czym będę się zajmował, żeby nie zapeszyć. Kwestią oceny mojego postępowania w zakresie punktów kasowych zajmą się niezawisłe sądy. I to one ostatecznie ustalą, kto ma rację – wyjaśnia.
Do celowego działania na niekorzyść klientów się nie przyznaje. Zaprzecza też kategorycznie, by miał jakiekolwiek pieniądze przywłaszczyć. – W życiu bywałem już w gorszych tarapatach i wychodziłem z nich obronną ręką. Pomawiano mnie o gorsze rzeczy niż oszustwa, a sądy mnie uniewinniały. Sądzę, że tak też będzie i w tym przypadku. Niczego nie ukradłem i nie zabrałem, a problemy okienek kasowych wzięły się ze zwykłej ludzkiej nieuczciwości oraz dekoniunktury na rynku. Może trudno w to uwierzyć, ale to ja zostałem oszukany i wprowadzony w błąd – zaręcza.
Podkreśla, że prowadzone przez niego firmy otrzymały wiele branżowych nagród i wyróżnień oraz że przez kilka lat należały do wzorowych.
|
| |
|