| Szpitale nie ustąpiły, ale swojego nie wywalczyły
|
| |
Walkę o nowe kontrakty na usługi medyczne dyrektorzy szpitali powiatowych z naszego regionu prowadzili z lubelskim oddziałem Narodowego Funduszu Zdrowia od początku listopada. Na proponowane 15-procentowe obniżki żaden szpital się nie godził. Murem stanęli za nimi starostowie. Mimo że w końcu doszło do porozumienia, dyrektorzy źle oceniają perspektywy dalszej działalności.
Wszystkie rozmowy przedstawicieli lubelskiego NFZ z dyrektorami szpitali kończyły się fiaskiem. Ci drudzy zgodnie podkreślali, że zmniejszenie kontraktów o 15 procent to dla ich placówek powolna agonia. Brak porozumienia groził zaprzestaniem świadczeń usług medycznych. Tymczasem dzień po konwencie powiatów województwa lubelskiego, tj. 26 stycznia, na stronie lubelskiego oddziału NFZ ukazał się komunikat o zakończeniu negocjowania wartości kontraktów ze wszystkimi – a jest ich 55 – świadczeniodawcami leczenia szpitalnego. Uzgodniono wartości umów na poziomie z 30 czerwca 2009 r.
– Sukcesem jest to, że pierwsze propozycje NFZ były dużo niższe niż w 2009 roku. Przynajmniej mamy zapewniony poziom finansowania z roku ubiegłego – informuje Janusz Hordejuk, dyrektor SPZOZ w Parczewie. Dodaje jednak, że nadal zostaje nierozwiązany problem nadwykonań za lata 2008 i 2009. – A wszystko wskazuje na to, że pojawią się również w 2010 roku – dodaje.
Podobnego zdania jest dyrekcja radzyńskiego szpitala. – Nie jesteśmy zadowoleni z wysokości kontraktu na poziomie 2009 roku. W naszym szpitalu zmniejszyliśmy liczbę przyjęć o 300, a i tak koszty poszły w górę. Dochodzi kwestia niezapłaconych nadwykonań. Ugody w sądzie zakończyły się niestawieniem się przedstawicieli z centrali. Szpitale mają deficyt i jeżeli nie da się go załatać, będzie podobna sytuacja. Póki co bierzemy kredyty, ale przecież kiedyś trzeba będzie spłacić – mówi Dariusz Hankiewicz, dyrektor SPZOZ w Radzyniu Podlaskim.
Henryk Izdebski, zastępca dyrektora ds. ekonomiczno-eksploatacyjnych SPZOZ w Łukowie: – Podpisaliśmy złe kontrakty. Ale jakie mieliśmy wyjście? W marcu nie mielibyśmy już pieniędzy. Jesteśmy mali w stosunku do NFZ. Nie dziwię się, że małe zakłady się powyłamywały, bo dla nich to było być albo nie być. Teraz mamy problem, jak zamknąć budżet, a już wiemy, że nie da się zamknąć. Trzeba będzie robić restrukturyzację, szukać oszczędności, by nie utracić zdolności finansowej. Nie zapłacono nam prawie sześciu milionów za nadwykonania. Nie ma w województwie jednego zakładu, który by zamknął rok na plusie.
Sytuacja międzyrzeckiego szpitala jest podobna. – Trudno określić, czy te kontrakty są dobre, czy złe – zastanawia się Ireneusz Stolarczyk, dyrektor SPZOZ w Międzyrzecu Podlaskim. – Są takie jak w roku ubiegłym, a ceny leków, energii elektrycznej czy żywności znacznie podrożały. Czekamy na dodatkowe pieniądze, które spłynęłyby na Lubelszczyznę i pozwoliłyby zapłacić za nadwykonania.
– Podpisaliśmy protokół uzgodnień na pół roku. Zobaczymy, co nam później zaproponuje fundusz. Taki kontrakt nie satysfakcjonuje nas do końca, ponieważ kwota jest na tym samym poziomie co w czerwcu 2009 roku. Czas pokaże, czy wystarczy pieniędzy, czy nie. Robimy wszystko, żeby nie ucierpieli nasi pacjenci – zapewnia Joanna Kozłowiec, rzecznik prasowy Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Białej Podlaskiej.
Dyrektorzy lubelskich szpitali mogą tylko pozazdrościć swojemu koledze z SPZOZ w Łosicach w województwie mazowieckim. – Mieliśmy do podpisania siedem umów, na każdy dział oddzielnie, dlatego kontrakt podpisywaliśmy sukcesywnie. Mój jest o 50 tys. zł wyższy niż w ubiegłym roku. W przeciwieństwie do innych muszę pochwalić fundusz, który zachowuje się naprawdę dobrze – informuje dyrektor Henryk Brodowski. Dodaje, że pieniądze za nadwykonania za pierwsze półrocze 2009 roku już ma wypłacone. Pozostałe otrzyma do 18 lutego.
|
| |
|