| Fatalny finał konfliktu dwóch kolejowych spółek |
| |
Wątpliwym zwycięstwem PKP Cargo SA i jego mazowieckiego zakładu w Małaszewiczach zakończył się kilkuletni spór ze spółką CTL Południe o terminal gazowy w Podsędkowie. Kolejarze wprawdzie zdołali utrudnić pracę konkurencyjnego przewoźnika, ale nie zdołali odzyskać terenu z infrastrukturą. Dodatkowo grozi im również widmo wypłaty odszkodowań.
Pierwsze sygnały o mających nadejść kłopotach dotarły do władz Mazowieckiego Zakładu Spółki PKP Cargo SA, tj. administratora nieruchomości w Małaszewiczach, pod koniec ubiegłego roku. Związane były z przegranym przez PKP Cargo procesem przed sądami gospodarczymi w Białej Podlaskiej i w Lublinie. – Kolej wystąpiła tam z żądaniem wydania oraz przywrócenia do pierwotnego stanu infrastruktury w Podsędkowie. Ale pozew upadł – informuje Wojciech Niewiasiuk, prezes miejscowego oddziału spółki. Sąd stwierdził bowiem, że PKP Cargo nie jest formalnym właścicielem terenu.
Dzierżawa była na gębę
Wtedy na drogę sądową wystąpiła również firma CTL Południe z Krakowa, która zażądała od państwowego molocha wykonania umowy dzierżawy, szacując jego zobowiązania na prawie 74 tys. zł. Zdecydowała się też walczyć o odszkodowanie wynikające z zablokowania jego działalności w Podsędkowie. – PKP Cargo nieuczciwie wykorzystały wówczas swoją pozycję rynkową, naruszając standardy wolnej i nieskrępowanej konkurencji. Według naszych szacunków, tylko za jeden miesiąc ponieśliśmy ponad 300 tys. zł strat. I z takim żądaniem wystąpiliśmy. Nadal jednak jesteśmy gotowi do negocjacji i polubownego załatwienia sporu – mówi Marcin Ścisło, prezes zarządu CTL Południe.
Spółka jest częścią międzynarodowego koncernu CTL Logistics, jednej z największych prywatnych firm logistycznych w Polsce, działających na rynku towarowych przewozów kolejowych. Współwłaścicielem CTL Południe jest PKP SA, która ma 49 proc. udziałów w postaci obiektów kolejowych.
Na Podlasiu firma wpadła w tarapaty w 2007 roku. Zwróciła się wówczas do nieistniejącego już Zakładu Przewozów Towarowych i Przeładunku w Małaszewiczach PKP Cargo (którego następcą prawnym jest dziś MZS PKP Cargo SA) o zatwierdzenie regulaminu pracy na terminalu w Podsędkowie w gminie Zalesie. Zgody nie uzyskała ze względu na brak umowy dzierżawy infrastruktury torowej. W efekcie krakowska centrala wystąpiła do dyrekcji generalnej PKP Cargo SA o zalegalizowanie bezumownego użytkowania terenów pod terminalem przeładunku gazów. Negatywna odpowiedź spowodowała, że CTL, które od lat bezskutecznie usiłowało wymóc na PKP uregulowanie praw do terminalu, musiała zawiesić działalność i zwolnić większość pracowników. Ze współpracy z nią zaczęli wyłamywać się także partnerzy biznesowi.
PKP nie chciały się dogadać
Problemu nigdy by nie było, gdyby spółka kolejowa zechciała się dogadać z prywatnym przewoźnikiem, na dodatek będącym w sporej części własnością PKP (wspomniane 49 proc. udziałów). Co więcej, zarobiłaby spore pieniądze z tytułu czynszu dzierżawnego i innych opłat, a jako zarządca torów miałaby też prawo żądać od spółki bieżącego utrzymania technicznego zajmowanych obiektów.
Tymczasem brak praw do nieruchomości nie pozwalał nie tylko na roboty naprawcze, lecz także na inwestycje poprawiające bezpieczeństwo. – PKP jeszcze przed zainwestowaniem w Małaszewiczach podpisały z CTL list intencyjny, w którym przyrzekły wydzierżawienie terenu na 20 lat. Jedyną umowę zawarto jednak tylko na pierwsze cztery lata, później zaś PKP wycofały się z przyjętego zobowiązania – podkreśla Eugeniusz Markowski, były dyrektor oddziału CTL Południe w Małaszewiczach.
Gazowa wojna między CTL Logistics a PKP Cargo trwa od czasu, gdy PKP przestały podstawiać wagony z gazem płynnym do przeładunku na terminal w Podsędkowie. Wstrzymana obsługa manewrowa spowodowała, że wybudowane kosztem 7 mln zł instalacje stały się bezużyteczne. Efektem wcześniejszych nieporozumień była też skarga CTL do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Prawnicy spółki zarzucili sprzeczność polskich regulacji z prawem unijnym, zgodnie z którym przewoźnik nie może być jednocześnie operatorem sieci kolejowej. Pozostawienie w gestii PKP Cargo ważnych elementów infrastruktury, mimo wyodrębnienia Polskich Linii Kolejowych SA, w swoim raporcie krytykowała także Najwyższa Izba Kontroli badająca działalność państwowego spedytora.
Lament nad odszkodowaniami
Nad pozwami oraz historią sporu w biurze prawnym PKP Cargo SA pracują teraz tęgie głowy. Lament o możliwych odszkodowaniach, których kwota może się jeszcze znacznie zwiększyć, usłyszał już bowiem zarząd PKP Cargo SA, który rozpatruje wszystkie możliwe scenariusze. Być może dlatego w sprawie oddziału CTL nie chce się więc wypowiadać miejscowy dyrektor PKP Cargo. – Najlepiej będzie, jak zwróci się pan najpierw do warszawskiej centrali – tłumaczy Dorota Paszkiewicz-Zając z biura MZS PKP Cargo SA w Małaszewiczach. Przedstawiciele kolejowego giganta nie zgadzają się z zarzutami o wykorzystywanie monopolistycznej pozycji na rynku. Inaczej widzą też podłoże sporu z konkurencyjnym przewoźnikiem.
Na stronie internetowej służby prasowe PKP podkreślają, że wszyscy przewoźnicy mają pełny dostęp do infrastruktury, czego przykładem jest rosnący udział konkurencyjnych firm w rynku kolejowym, który w 2008 roku wynosił już 50 proc. Poza tym obecna struktura majątkowa spółek kolejowych nie ogranicza konkurencji. PKP Cargo ma jednak prawo stosować preferencyjne zasady wykorzystywania infrastruktury. – Mając jednak na uwadze fakt, iż w powyższych sprawach toczą się spory sądowe, trudno obecnie rozpatrywać konsekwencje ewentualnych rozstrzygnięć. Dlatego też PKP Cargo negatywnie ocenia działania oraz wypowiedzi CTL Południe, sugerujące, jakoby spory zostały rozstrzygnięte na korzyść tej spółki – podkreśla Przemysław Ciszak, zastępca dyrektora biura organizacyjno-prawnego PKP Cargo SA.
|
| |
|