W tym roku nie będzie chodnika
Mieszkańcy Białej Podlaskiej, którzy codziennie przechodzą przez przejazd kolejowy na ul. Lubelskiej, narażeni są na potrącenie przez przejeżdżające obok samochody. Metalowe barierki wkopane wzdłuż jezdni zmuszają przechodniów do przechodzenia praktycznie brzegiem jezdni.
Bialczanie obawiają się, że w tym miejscu dojdzie w końcu do tragedii. – Byłem świadkiem, jak człowiek przewrócił się prosto pod koła samochodu. Latem jest tam niebezpiecznie. A teraz, kiedy jest ślisko, strach tamtędy chodzić – mówi mężczyzna. Mieszkańcy sami próbowali poruszyć władze miasta i PKP, jednak żadna z instytucji nie chciała podjąć się tego zadania. Odpowiedzialność przerzucają jedni na drugich. A mieszkańcy wciąż nie wiedzą czy chodnik kiedykolwiek powstanie.
Przejazd należy do Zakładu Linii Kolejowych w Siedlcach. Ale za budowę chodników na terenie miasta odpowiada wydział dróg i transportu UM w Białej Podlaskiej. Tylko współpraca obu instytucji może rozwiązać problem przechodniów. Nie byłoby go, gdyby podczas kładzenia nowego asfaltu na przejeździe ktoś pomyślał o przejściu dla pieszych. Ale wówczas jego budowy nie rozpoczęto, bo ZLK i Urząd Miasta nie podjęły współpracy. – Fakt, że wtedy nie zbudowaliśmy chodnika, nie oznacza, że już nigdy nie można tego zrobić. ZLK we współpracy z Urzędem Miasta może w każdej chwili podjąć działanie i nawet w tym roku zbudować nowe przejście. Kolej jednak nie zrobi tego sama i może tylko współfinansować inwestycję. Urząd miejski powinien zgłosić to do ZLK i po dokonaniu pisemnych formalności zaczniemy kłaść chodnik – zapewnia Andrzej Kmiecik, dyrektor ZLK w Siedlcach. Informacja miejskich urzędników nie jest już tak optymistyczna. Naczelnik wydziału dróg i transportu nie jest w stanie powiedzieć, kiedy może powstać chodnik. – W tym roku nie rozpoczniemy budowy przejścia. Zajmiemy się przejazdem w momencie modernizacji kolei w mieście. Nie mam informacji, kiedy taka się rozpocznie. Wcześniej nie ma sensu rozpoczynać budowy chodnika
– informuje Jarosław Kostecki.
Brak przejścia na przejeździe to niejedyny problem mieszkańców pobliskich osiedli. Nie mogą się też bowiem uporać z zaśnieżonymi chodnikami. Sławomir Sadownik, który codziennie chodzi ul. Łomaską i Witoroską, musi się przebijać przez śnieżne zaspy. – Gdyby ktoś prywatnie nie odśnieżył chodnika, to dostałby mandat. Obowiązek należy do Urzędu Miasta, dlatego problem pozostaje nierozwiązany. Nikt nie jest dziwakiem, nie poruszałby tej sprawy bez powodu – skarży się mieszkaniec ul. Podłącznej.
Urzędnicy znów odbijają piłeczkę. – To właściciele posesji przyległych do jezdni odśnieżają chodniki. Nawet jeśli jest to działka budowlana bez budynku czy łąka, to ma ona właściciela, a ten ma obowiązek oczyścić chodnik. My odśnieżamy główne ciągi w mieście, nie czekając na właścicieli – odpowiada Kostecki.
|
|
|