| Wszechmogący organ prowadzący
|
| |
W Sosnowicy wystawiono sztukę o tym, jak władza wzięła edukację. Przedstawienie pod roboczym tytułem „Jest źle i tak dalej być nie może” trwało prawie dwa lata i wciągnęło policję, prokuraturę oraz gminnych radnych. A przy okazji mocno podzieliło miejscową społeczność. Role epizodyczne zagrali w nim lubelski kurator oświaty oraz wojewoda. Na koniec wyborcy dali na mszę – w intencji oświecenia wszystkich aktorów mądrością Ducha Świętego.
Krystyna Jaśkiewicz to energiczna kobieta w średnim wieku. Rzutka, kreatywna, ale i nieznosząca sprzeciwu – mówią o niej w gminie. Cztery lata temu wygrała wybory pod hasłem mądrego gospodarowania. Kandydowała z Ligi Polskich Rodzin, obecnie sympatyzuje z Platformą Obywatelską, której miejscowe koło prowadzi jej mąż. Z wykształcenia polonistka i była nauczycielka. Ceni turystykę rowerową, popiera zdrowy styl życia. Najbardziej nie lubi kłamczuchów.
Teresa Paluch-Kasprzyk mentalnie jest nawet trochę podobna do wójtowej – ten sam znak zodiaku, ten sam dystans i przenikliwość, czasem melancholia. Jeszcze do 25 stycznia była dyrektorem miejscowego Zespołu Szkół Publicznych oraz specjalistką nauczania zintegrowanego. Teraz, dzięki donosowi szefowej gminy, tłumaczy się w prokuraturze z zatrudnienia księgowej. Obie łączy kodeks karny: wójtowa oskarża dyrektorkę o nadużycia, a dyrektorka wójtową o psychiczne prześladowanie. Dzieli diametralnie różny stosunek do zawartych w tym kodeksie przepisów.
Lekcja wychowawcza
Sprawa jest żywym dowodem na to, że nie tylko mężczyźni, lecz także kobiety spierać się lubią i potrafią. Toteż wydarzenia, jakie miały miejsce na dzień przed pedagogiczną radą klasyfikacyjną, oraz późniejsza awantura na sesji rady gminy na długo zapadną w pamięci mieszkańców i samorządowców. Podczas obrad między radnymi a wójtową wywiązała się pyskówka. Później podniesionym głosem mówiła Teresa Paluch-Kasprzyk, odsunięta od obowiązków dyrektor szkoły: – Zawieszając mnie w czynnościach nauczyciela, spowodowała pani, że po dwudziestu latach pracy przestaję być nauczycielem. Powiedziała pani mojej referent, że będzie się smażyć w piekle, ale mnie zniszczy. A co, jestem przestępcą? Niebezpieczną dla środowiska?
Te gorzkie słowa padły po tym, jak Krystyna Jaśkiewicz zaczęła powątpiewać w wiedzę prawną radnych, którzy otwarcie kwestionowali podstawy zawieszenia dyrektor oraz zarzucili jej szykanowanie i publiczne pomawianie nauczycielki. Byli też oburzeni nadzwyczaj ostrymi sankcjami, jakie zastosowano wobec byłej dyrektor. Odebrano jej bowiem połowę wynagrodzenia, chociaż teoretycznie jest to kara najsurowsza, używana w przypadkach tymczasowego aresztowania. Potem oblicza wielu zasępiły się, z ust posypały się słowa oburzenia, a kilku polityków groźnie zmarszczyło swe czoła.
Ostatecznie stanęło na tym, że Jaśkiewicz, niegdyś koleżanka Paluch-Kasprzyk ze szkoły, podtrzymała swoją decyzję. Ze względu na „prokuratorskie zarzuty wobec dyrektor”. Zwolennicy tej drugiej wyrazili głębokie zdumienie „kolejną polityczną hucpą”. Skończyło się więc na zawieszeniu sesji rady gminy – „do czasu, aż wójt przestanie szykanować dyrektorkę”.
Układy gminne i inne
W Sosnowicy o polityczne wpływy walczą między sobą ludzie Polskiego Stronnictwa Ludowego oraz reszty świata. Bój, na początku salonowy, nabrał rozmachu, gdy pierwszoplanowe stanowiska zajęły tam dwie z trzech najważniejszych kobiet w gminie. A rozgorzał na dobre, odkąd w rozpisanym w ubiegłym roku nieudanym referendum postanowiono wójtową odwołać. Na czele ludowców stoi obecny wicestarosta parczewski, szef sosnowickiej i powiatowej organizacji partyjnej, który bronił byłej dyrektor. Zwolenników wicestarosty – niegdyś szefa miejscowego geesu i jej kontrkandydata w wyborach na wójta – Jaśkiewicz nazywa „maśluchowcami”.
– Logika jest taka: tych, którzy trzymają z wicestarostą, trzeba ustawić, zaś tych, którzy wykonują polecenia, należy awansować i wynagradzać. To może i pragmatyczne, ale w tak małej gminie dość egzotyczne myślenie. Mamy naprawdę poważniejsze problemy niż zabawa w politykę. A samorząd nie jest dobrym miejscem na przenoszenie zwyczajów z ulicy Wiejskiej – uważa Antoni Niezabitowski, wiceprzewodniczący rady gminy w Sosnowicy.
Jaśkiewicz nie chce rozmawiać o konflikcie z dyrektorką ani o kulisach miejscowej polityki. Przyjmuje nas w swym gabinecie tylko na pięć minut, bo spieszy się na ważną naradę. – Proszę przysłać pytania pocztą elektroniczną. Wtedy się zastanowię, ale najpierw porozmawiam z naszym radcą prawnym. Mam nadzieję, że spotkamy się jeszcze w miłych okolicznościach – kwituje. W urzędzie, położonym nomen omen przy ulicy Spokojnej, rzeczywiście jest spokojnie i bardzo miło. Ludzie mówią, że to wpływ nieznanej tu wcześniej politycznej alchemii.
Sprawa wstydliwa
Paluch-Kasprzyk dyrektorką ZSP w Sosnowicy została w 2007 roku. Na stanowisko powołała ją obecna wójt. Ale problemy były już od początku. – Nominację wręczono mi w zaciszu gabinetów, jakby się czegoś wstydzono, a podczas rozpoczęcia roku szkolnego nie przedstawiono mnie rodzicom – wspomina była dyrektor. Później miało być już tylko gorzej. Wójtowa coraz silniej akcentowała swoją władzę, a dyrektorka niezależność. Problemem były nawet przydzielane nauczycielom godziny, nie mówiąc o bezpośredniej ingerencji w szkolne personalia. – Pani wójt sugerowała mi, kogo mam zatrudniać, a kogo nie. Nie ulękłam się, gdyż takie postępowania uznałam za nieetyczne – tłumaczy Paluch-Kasprzyk.
Później posypały się złośliwości: dyrektorce nie wypłacono nagrody z okazji Dnia Edukacji, nie przydzielono na stałe dodatku motywacyjnego, mimo spełniania formalnych kryteriów. Następnie spadły na szkołę kontrole, których liczba zaczęła dezorganizować pracę. – Na same odpowiedzi na pisma pani wójt musiałam nieraz poświęcić czas do południa. Mimo to nieustannie słyszałam, jaki to ze mnie niekompetentny i krnąbrny pracownik. Dochodziły też do mnie słuchy, że wójtowa publicznie mnie oczernia i poniża. Tego dłużej nie mogłam akceptować – mówi.
Czarę goryczy przelało pierwsze, bezprawne odwołanie Paluch-Kasprzyk, do którego doszło w 2009 r., na kilka dni przed rozpoczęciem roku szkolnego. Wojewoda uchyliła jednak tę decyzję ze względu na naruszenie trybu dokonywania oceny dyrektora szkoły. – Nie powiadomiono kuratora oświaty o wszczęciu postępowania, nie zwrócono się też do niego o cząstkową ocenę pracy dyrektora – wyjaśnia Rafał Przech, rzecznik wojewody lubelskiego.
Nauczycielki i paragrafy
Potem obie panie zajęły się rozpamiętywaniem sprawy mianowania nowej księgowej w szkole. Jaśkiewicz dyrektorce zarzuciła wtedy prywatę i działanie szkodzące szkole. Wójtową rozwścieczył fakt, iż w konkursie startowały trzy osoby z kwalifikacjami ekonomicznymi, jedna miała studia ekonomiczne, a dyrektor zdecydowała się na zootechnika. – Jako przewodnicząca komisji uważałam taką decyzję za słuszną i podjęłam ją, bo miałam takie prawo. Poza tym osoba, która wygrała, podjęła naukę. A pani wójt chodziło nie o dobro szkoły, tylko o to, bym zatrudniła jej człowieka – wyjawia Paluch-Kasprzyk.
By rzecz dogłębnie wyjaśnić, Jaśkiewicz doniosła na dyrektorkę do prokuratury, zaś ta poskarżyła się tam na psychiczne prześladowanie. Oba postępowania rozpatrywała ta sama Prokuratura Rejonowa we Włodawie, mimo że w podobnych przypadkach, ze względu na zasadę obiektywności, sprawy zazwyczaj przekazuje się do innej jednostki. Czynności zlecone wykonywała policja w Parczewie. Tam z kolei ten sam funkcjonariusz dwa razy badał, czy wójtowa poniża dyrektorkę. Za każdym razem bez rezultatów, mimo zeznań świadków.
Inaczej było w przypadku śledztwa przeciwko dyrektorce. Postępowanie zakończyło się postawieniem zarzutu poświadczenia nieprawdy, choć wcześniej też je umorzono. Co sprawiło, że po zażaleniu wójtowej śledztwo nabrało impetu? – Prokurator jeszcze raz przeanalizował cały materiał i tym razem dopatrzył się naruszenia prawa w dokumentacji konkursowej. Chodzi o zapis informujący, że wszystkie startujące osoby spełniały formalne kryteria, podczas gdy w przypadku jednego z kandydatów było inaczej. W tej sprawie podejrzane są jeszcze dwie inne osoby – precyzuje prokurator Agnieszka Kępka, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Lublinie.
Taka gmina
Paluch-Kasprzyk nie przyznaje się do stawianych jej oskarżeń. Co więcej, sugeruje, że śledztwo od początku prowadzono tak, by postawić jej zarzuty, a jednocześnie nie znaleźć nic na wójtową. Dlatego jej prawnik już w czerwcu ubiegłego roku zwracał się o przeniesienie sprawy gdzie indziej. Prokuratura nie badała bowiem z równą przenikliwością oskarżeń o psychiczne znęcanie się wójtowej nad dyrektorką. Jak wynika z zażalenia jej pełnomocnika, podczas śledztwa zupełnie pominięto zeznania świadków. Jeszcze większym „zaangażowaniem” wykazała się parczewska policja, która protokolarne dowody z zeznań świadków zastępowała zapiskami lub notatkami urzędowymi z telefonicznych rozmów. W ten sposób „przesłuchano” kilka osób, w tym wójtową. Nic dziwnego, że Sąd Rejonowy we Włodawie w ubiegłym tygodniu uwzględnił zażalenie byłej dyrektor i zwrócił sprawę prokuraturze.
To wszystko jednak nie zapobiegło powtórnemu odsunięciu Paluch-Kasprzyk od zarządzania szkołą. Bo po postawieniu zarzutu wójtowa mogła skorzystać z szeregu kar przewidzianych w Karcie nauczyciela. Tym razem związane ręce miała też wojewoda, która musiała utrzymać zarządzenie. Przy okazji pozbawiono dotychczasową dyrektor pełnomocnictwa do reprezentowania szkoły w projekcie Europejskiego Funduszu Społecznego Lepszy Start, który osobiście wywalczyła i miała na jego temat największą wiedzą.
– Działania pani wójt są tak czytelne, że trudno nie zauważyć pełnej premedytacji. Co gorsza, taka polityka prowadzona jest bez względu na konsekwencje. A to podważa autorytet całej gminy i naraża nas na ośmieszanie. Na takie zachowanie jako rada nie zamierzamy pozwalać – podkreśla Bronisława Grzywaczewska, przewodnicząca rady gminy.
Zrobił się magiel
Publiczny pojedynek dwóch najważniejszych kobiet w gminie jednych interesuje, a u innych budzi niesmak. – Od początku staraliśmy się pomóc, ale uderzył nas brak chęci do negocjacji. Toteż niewiele wskórał nawet mój zastępca, który usiłował mediować. W sprawie nie można już nic zrobić, póki nie wyjaśnią się prokuratorskie zarzuty – zaznacza Krzysztof Babisz, lubelski kurator oświaty.
Konflikt obu pań wywołał też inne reperkusje: złożenie kolejnego doniesienia do prokuratur. Tym razem radni powiadomili o możliwości popełnienia przestępstwa przez wójtową przy naborze na funkcję kierownika w Gminnym Zakładzie Komunalnym oraz na stanowisko inspektora w Gminnym Ośrodku Pomocy Społecznej. Sama Jaśkiewicz uparcie zaprzecza istnienia jakiegokolwiek konfliktu między nią a zawieszoną dyrektor, zaś o swych decyzjach mówi, że „były warunkowane jedynie przesłankami merytorycznymi”. Przyznaje też, że jej celem jest wyłącznie dobro gminy, sprawa Paluch-Kasprzyk nie należy już do jej kompetencji. Wójtowa czeka też na opamiętanie się rady, „do której wielokrotnie zgłaszała wnioski o wznowienie sesji”.
– Kryśka jest bardzo ambitna i wspaniałomyślna, ale w zamian wymaga całkowitego podporządkowania. Najgorzej temu, kto nadepnie jej na odcisk – mówi jeden z radnych. Jego zdaniem konflikt może negatywnie wpłynąć na jej szanse na reelekcję, pomimo niezłego wyniku Sosnowicy, np. w ubiegłorocznym wojewódzkim rankingu Europejska Gmina. Zaznacza jednak, że klasyfikację opracowano trochę na wyrost, gdyż poziom wykorzystania unijnych dotacji wciąż jest zbyt niski. Rozumie też postawę byłej dyrektor.
– Walczy, bo inaczej nie może. I bardziej broni się, niż atakuje. Na swoją pozycję pracowała dwadzieścia lat i ma świadomość, że nie może odpuścić, gdyż byłby to jej koniec – zauważa.
|
| |
|