Karol Stanisław Radziwiłł, zwany "Panie Kochanku" (1734-1790), cz. I

  • 30.11.2017, 08:35 (aktualizacja 30.11.2017 08:48)
  • Słowo Podlasia | Polub nas na Facebooku
Karol Stanisław Radziwiłł, zwany "Panie Kochanku" (1734-1790), cz. I
Już za życia uchodził za jedną z najbardziej barwnych, ale i kontrowersyjnych postaci. Towarzyszyła mu w pełni zasłużona opinia hulaki, awanturnika i pijaka. W literaturze podmiotu przylgnęła do niego niechlubna sława "pierwszego warchoła Rzeczypospolitej". Urodził się w Nieświeżu 27 lutego 1734 r. z ciąży bliźniaczej. Jego brat bliźniak, Janusz Tadeusz, zmarł jednak 10 października 1750 r. w wieku zaledwie szesnastu lat. Odtąd Karol Stanisław stał się "oczkiem" w głowie rodziców, gdyż tylko on pozostał w rodzinie jako jedyny potomek męski.

Wprawdzie matka Karola Stanisława, Franciszka Urszula z Wiśniowieckich z licznych ciąż urodziła "tylko" siedmioro dzieci, ale były to w większości dziewczynki. Pierworodny syn Radziwiłłów, Michał Krzysztof, zmarł przeżywszy zaledwie dwa lata (1727-1729), zaś z czterech córek dwie (Anna i Ludwika) zmarły w niemowlęctwie, a wiek dorosły osiągnęły: Teofila (1738-1818) oraz Katarzyna Karolina (1740-1789). Zatem już tylko Karol Stanisław mógł być nadzieją rodziców na przedłużenie rodu i objęcie w przyszłości olbrzymiej fortuny nie tylko po Radziwiłłach, ale i Wiśniowieckich.

Jeden z dwóch

Obaj bliźniacy w wieku chłopięcym nie przejawiali żadnej ochoty (ani zdolności) do nauki. Nauczyciel domowy (jezuita Mikołaj Kuczewski), który podjął się zadania nauczenia chłopców czytania, miał nie lada problem. Wpadł jednak na bardzo oryginalny, ale i sprytny sposób, aby obaj opanowali alfabet. Na kawałkach kory wypisał poszczególne litery, a chłopcy z pistoletów strzelali do tak sporządzonych tarcz z konkretnymi literami. 

Świadek czasów, klient Radziwiłłów, znany pamiętnikarz Marcin Matuszewicz, o edukacji i wychowaniu bliźniaków w swoim diariuszu napisał: Jako wszystkim było wiadomo, dość rozwiązłej [byli] edukacji, bez żadnej dyscypliny w samym pochlebstwie i pozwalaniu wszystkiego wychowani [zostali]. Obaj bracia już od wczesnych lat chłopięcych wzrastali w przekonaniu, że droga do kariery, stanowisk, zaszczytów wcale nie zależała od ich edukacji, lecz wystarczyło, że urodzili się jako Radziwiłłowie. To przekonanie potwierdzała praktyka życia – bliźniacy mieli zaledwie po sześć lat, gdy zostali uhonorowani (?) przez palatyna reńskiego Orderem św. Huberta. 

Rodzinna tragedia roku 1750, spowodowana nagłą i niespodziewaną śmiercią Janusza Tadeusza, sprawiła, iż Karol Stanisław pozostał jedynym potomkiem męskim w rodzinie (po bliźniakach księżna Franciszka Urszula rodziła już tylko córki). Dla "Rybeńki" był to dostatecznie mocny sygnał, że nadszedł czas, aby rozejrzeć się za kandydatką na synową. Michał Kazimierz liczył także, że ożenek jedynego już syna wpływie pozytywnie na jego niesforny charakter, stonuje jego zapędy do życia hulaszczego i pełnego beztroskich zabaw w gronie licznych już wówczas adherentów. "Rybeńko" zwrócił uwagę na młodziutką Izabelę Elżbietę Czartoryską, córkę Augusta Czartoryskiego. Ku swemu zdumieniu, a zapewne i zaskoczeniu, spotkał się jednak z grzeczną, ale stanowczą odmową. 

"Rybeńko" nolens volens musiał przełknąć nader gorzką pigułkę odmowy (Radziwiłłowie nie nawykli, aby im odmawiano!) i wkrótce podjął negocjacje w sprawie małżeństwa syna z Fryderyką Dorotą von Branderburg-Szwedt, córką margrabiego Fryderyka Wilhelma. Margrabia z zadowoleniem odniósł się do inicjatywy "Rybeńki", a projekt małżeństwa "Panie Kochanku" z margrabianką poparł sam król pruski Fryderyk II Hohenzollern, stawiając jednakże warunek, że książę "Rybeńko" będzie popierał jego politykę. Mimo tak sprzyjających okoliczności i tym razem do małżeństwa nie doszło. 

W poszukiwaniu wybranki

Dwukrotna porażka i urażona duma nie zniechęciła "Rybeńki" w dalszym poszukiwaniu kandydatki na żonę dla swojego jedynaka. Michał Kazimierz jako hetman wielki litewski z oczywistych względów blisko kontaktował się ze swoim odpowiednikiem w Koronie Janem Klemensem Branickim. Obaj hetmani doszli wkrótce do porozumienia w tak palącej dla "Rybeńki" sprawie. Branicki zainteresował go kandydaturą swojej siostrzenicy, Marianny Karoliny Lubomirskiej, starościanki bolimowskiej, córki Jana Kazimierza Lubomirskiego i Urszuli z Branickich.

Wobec braku sprzeciwu ze strony matki Marianny Karoliny, obaj hetmani decydujące i ostateczne rozmowy w sprawie małżeństwa Karola Stanisława ze starościanką bolimowską przeprowadzili w lipcu 1753 r., ustalając zarazem, że zaręczyny i ślub młodej pary odbędą się jeszcze jesienią tego roku. Młodych o zdanie nikt nie pytał, nawet księżna Franciszka Urszula nie miała nic do powiedzenia. Jednakże zdecydowany protest przeciwko temu małżeństwu pojawił się ze strony najmniej spodziewanej – ślubowi z Marianną Karoliną z całą mocą usiłował przeciwstawić się sam Karol Stanisław "Panie Kochanku". Prosił i zaklinał ojca na wszystkie świętości, aby odstąpił od zamiaru ożenienia go z Lubomirską. "Rybeńko" pozostawał głuchy. 

W kwietniu (lub w maju) 1753 r. "Rybeńko" musiał udać się do Wilna w swoich sprawach, skąd – w tajemnicy przed żoną – zamierzał pojechać do Białegostoku do J. K. Branickiego, gdzie przebywała Marianna Karolina wraz z matką. Przed wyjazdem "Rybeńko" nakazał synowi, aby i ten stawił się w Białymstoku. "Panie Kochanku" podjął ostatnią próbę przeciwstawienia się woli ojca i o wezwaniu do Białegostoku powiadomił matkę, prosząc kolejny raz o wstawiennictwo za nim u ojca. Franciszka Urszula, mimo iż była już ciężko chora, wyruszyła natychmiast w podróż, aby zabiec drogę mężowi, gdy ten będzie udawał się z Wilna do Branickiego. W czasie tej podróży stan jej zdrowia gwałtownie się pogorszył i księżna zmarła 23 maja 1753 r. w Nowogródku, nie zdoławszy zobaczyć się z mężem.

Mimo tragedii rodzinnej i obowiązkowego, usankcjonowanego względami religijnymi, okresu żałoby, "Rybeńko" desperacko wręcz parł do ożenku syna z panną Lubomirską. Doprowadził do podpisania intercyzy 21 października 1753 r. w Mościskach, a 23 tego samego miesiąca (także w Mościskach) odbył się ich ślub, którego parze młodych udzielił biskup przemyski Wacław Hieronim Sierakowski.

Małżeństwo nie było udane

Karol Stanisław od chwili poznania Marianny Karoliny jawnie okazywał jej swoją niechęć. Tej postawy nie zmienił także po ślubie i to bez żadnych racjonalnych powodów. Nie licząc nocy poślubnej, Karol Stanisław ostentacyjnie stronił od żony, preferując wesołe towarzystwo swoich kompanów. 

Małżeństwo Radziwiłłów od pierwszego dnia po ślubie układało się źle, chociaż bardziej adekwatnym określeniem byłoby powiedzenie, że nie układało się w ogóle i pod każdym względem. Praktycznie – poza nocą poślubną, podczas której "Panie Kochanku" był mocno podpity – małżonkowie żyli w całkowitej od siebie izolacji. 

Dla wszystkich, z oboma rodzinami na czele, stało się sprawą oczywistą, iż małżeństwo Radziwiłłów nie ma przed sobą żadnych perspektyw. Doskonale rozumieli to także oboje małżonkowie, a Marianna Karolina próbowała (i to z powodzeniem) ułożyć sobie życie z dala od męża. Nie było już żadnych szans, aby małżeństwo syna spełniło najważniejsze oczekiwanie "Rybeńki" – spłodzenie potomka. Nie protestował zatem, gdy 16 sierpnia 1756 r. "Panie Kochanku" wystąpił do sądu konsystorza lwowskiego z pozwem o unieważnienie jego małżeństwa z Lubomirską. Jako powód do rozwiązania małżeństwa "Panie Kochanku" podał w pozwie przymus wywarty na nim ze strony ojca. Proces rozwodowy, chociaż właściwie należałoby powiedzieć postępowanie o unieważnienie małżeństwa, gdyż w prawie kanonicznym do dzisiaj nie istnieje pojęcie: rozwód, ciągnął się aż cztery lata. W rezultacie długotrwałego procesu 5 listopada 1760 r. małżeństwo Radziwiłłów zostało prawnie unieważnione.

Całą historię przeczytacie w 45 numerze Słowa

Jerzy Flisiński

 

Słowo Podlasia | Polub nas na Facebooku
Podziel się:
Oceń:
  • TAGI:

 

Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.


Pozostałe