Katarzyna Eugenia Skumin Tyszkiewicz, druga żona Aleksandra Ludwika Radziwiłła

  • 10.01.2018, 08:11 (aktualizacja 09.01.2018 13:22)
  • Słowo Podlasia | Polub nas na Facebooku
Katarzyna Eugenia Skumin Tyszkiewicz, druga żona Aleksandra Ludwika Radziwiłła Janusz Skumin Tyszkiewicz, ojciec Katarzyny Eugenii
Janusz Skumin Tyszkiewicz (1570-1642), pisarz wielki litewski, wojewoda trocki, i Barbara z Naruszewiczów mieli tylko jedno dziecko – córkę Katarzynę Eugenię. Dokładnej daty jej urodzenia nie znamy – najprawdopodobniej na świat przyszła na przełomie wieku XVI i XVII.

Nie zachował się (a przynajmniej nie udało się odnaleźć) portret Tyszkiewiczówny. Zdawkowy przekaz poety Samuela ze Skrzypny Twardowskiego informuje, że była blondynką, gdyż – jak napisał wspomniany poeta – rozczesywała bursztynowe kosy. Przystojna aparycja, jak i fakt, że była jedynaczką i ostatnią z rodu, a tym samym dziedziczką całej fortuny po rodzicach, czyniło ją niezwykle atrakcyjną partią, a o jej rękę zabiegało liczne grono kandydatów.

Wybór ojca dziewczyny padł na dworzanina królewskiego, Jana Wojciecha Rakowskiego, co – ze względu na pozycję społeczną, bliskie związki z królem i wykształcenie zdobyte we Włoszech – wydawało się być trafnym wyborem. Rakowski i Tyszkiewiczówna tylko się zaręczyli (7 maja 1620 r.), lecz – z nieznanych powodów – do zawarcia małżeństwa nie doszło, a zaręczyny zostały zerwane.

Wyszła za Wiśniowieckiego

Dalsze wiadomości o Katarzynie Eugenii pochodzą dopiero z roku 1627. 19 września tego roku Tyszkiewiczówna została wydana za Janusza Wiśniowieckiego (1599-1632), najstarszego syna Konstantego i Anny z Zahorowskich. Ślub młodej pary odbył się w Wilnie i miał bardzo skromny charakter z powodu niedawnej śmierci matki (zm. 1627 r.) panny młodej.

Pierworodny syn Wiśniowieckich (ur. w połowie 1628 r.) nie przeżył okresu niemowlęctwa, ale szczęśliwie dla rodziców czworo kolejnych dzieci osiągnęło wiek dorosły: Anna (1630-16630, Dymitr Jerzy (1631-16820, Barbara Katarzyna (1633-1655) i Konstanty Krzysztof (1635-1686). Szczęśliwy związek Katarzyny Eugenii i Janusza Wiśniowieckiego nie trwał jednak długo, gdyż książę Janusz, będąc słabego zdrowia, ciężko zachorował i zmarł w Zbarażu 9 listopada 1636 r.

Śmierć męża stała się początkiem ostrego konfliktu Katarzyny Eugenii z teściem. Konstanty Wiśniowiecki chciał przejąć pełną opiekę nad oboma wnukami (wnuczki go nie interesowały), a tym samym nad ich ogromnymi majątkami, które mieli odziedziczyć po zmarłym ojcu. Katarzyna Eugenia dość szybko zorientowała się, że samotnej walki przeciwko rodzinnemu klanowi Wiśniowieckich może nie wygrać, mimo wyraźnego wsparcia ze strony ojca, Janusza Skumin Tyszkiewicza.

W poszukiwaniu męża

W tej sytuacji nie pozostawało jej nic innego jak znaleźć oparcie w ponownym zamążpójściu. W marcu 1639 r. zdecydowała się przyjąć oświadczyny owdowiałego księcia Aleksandra Ludwika Radziwiłła. Zgodnie z ówczesnym prawem, ojczym stawał się automatycznie prawnym opiekunem pasierbów, a tym samym i ich majątków.

Wydawać by się mogło, że los Katarzyny Eugenii radykalnie się zmienił na korzyść. Nie tylko znalazła oparcie w drugim mężu, ale okolicznością sprzyjającą była też śmierć obu szwagrów i teścia – Jerzy zmarł w 1639 r., a Aleksander w 1641 r. W tym też roku, zaledwie dwa dni po śmierci syna Aleksandra, zmarł również stary książę Konstanty.

Paradoksalnie jednak śmierć Wiśniowieckich nie tylko nie poprawiła sytuacji księżnej Radziwiłłowej, ale ją jeszcze bardziej skomplikowała. Stało się tak za sprawą testamentu teścia Katarzyny Eugenii, który w akcie ostatniej woli opiekę nad swoimi wnukami powierzył (bezprawnie) kuzynowi, księciu Jeremiemu Wiśniowieckiemu. Książę Jeremi, ignorując prawo, nie zamierzał ustąpić z siłą zajętych majątków.

Konflikt narastał

Długotrwałe spory i sprawy sądowe przedłużały i potęgowały konflikt. Sprawa – za staraniem księcia Aleksandra Ludwika i jego krewnego księcia Albrychta Stanisława Radziwiłła – trafiła do króla. Powołana przez władcę specjalna komisja zdecydowała o unieważnieniu testamentu księcia Konstantego, ale nie rozstrzygnęła kwestii opieki nad nieletnimi pasierbami Aleksandra Ludwika, sugerując jednak w tej sprawie "salomonowe" rozwiązanie, by opiekę nad nimi osobiście przejął król Władysław IV. 

Zdawało się, że wszystko zmierza ku polubownemu rozstrzygnięciu, o czym książę poinformował żonę po powrocie z Warszawy do Białej. Książę nie wiedział jednak, że Katarzyna Eugenia podjęła w międzyczasie negocjacje z księciem Jeremim. Poprosiła męża o zgodę na wyjazd wraz z dziećmi na zaproszenie Anny Zbaraskiej. Aleksander Ludwik zgodził się i księżna 15 maja 1642 r. wyruszyła z licznym pocztem w daleką podróż.

Odeszła od męża

W Zbarażu Katarzyna Eugenia przebywała zaledwie kilka dni i postanowiła wracać. Nie wróciła jednak do Białej, lecz udała się do Wiśniowca do księcia Jeremiego, który obiecał roztoczyć nad nią i jej dziećmi opiekę. Aleksander Ludwik na wieść o postępku żony, wysłał do niej specjalnego posłańca z listem. Radziwiłłowa nie tylko nie przyjęła posłańca, ale odmówiła też przeczytania listu od męża, popełniając – jak się wkrótce miało okazać – swój życiowy błąd. Brak źródeł pisanych nie pozwala na jednoznaczne stwierdzenie, jakimi powodami kierowała się Katarzyna Eugenia, odchodząc od męża. 4 lipca 1642 r. wydał orzeczenie o unieważnieniu małżeństwa Katarzyny Eugenii z Aleksandrem Ludwikiem.

Był to ze strony księżnej Radziwiłłowej największy błąd, jaki popełniła w życiu. Książę Jeremi nie dotrzymał słowa, a Katarzyna Eugenia pozbawiona opieki nad synami i już bez życzliwego wsparcia męża, napisała 30 października 1643 r. przejmujący w treści i pełen uzasadnionego żalu list do księcia Jeremiego, świadczący o jej załamaniu i rozgoryczeniu, na co sobie nie zasłużyła. Przytłoczona ciężarem kłopotów i trosk, księżna zmarła wczesną wiosną 1646 r., została pochowana 19 kwietnia tego roku w Zbarażu.

Całą historię przeczytacie w 52 numerze Słowa

(jd)

Słowo Podlasia | Polub nas na Facebooku
Podziel się:
Oceń:
  • TAGI:

 

Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu Słowo Podlasia. Grupa Wydawnicza SŁOWO sp z o.o. z siedzibą w mieście stołecznym Warszawa (ul. Chocimska 3A, 00-791) jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.

Pozostałe