Radzyń Podlaski: Karate to sztuka i filozofia życia [REPORTAŻ]

  • 14.01.2018, 08:00 (aktualizacja 14.01.2018 17:41)
  • Słowo Podlasia | Polub nas na Facebooku
Radzyń Podlaski: Karate to sztuka i filozofia życia [REPORTAŻ]
Trzydzieści lat szczepi w uczniach pasję do japońskiej sztuki walki. Wie, że włożony w nią wysiłek jest w stanie odpłacić później siłą, która utrzyma człowieka przy życiu. Sensei Marek Woroszyło filozofię japońskich wojowników zaszczepia w kolejnych pokoleniach.

Trzy razy w tygodniu w salce po byłej siłowni w kompleksie budynków przy al. Jana Pawła II zbierają się zawodnicy Radzyńskiego Klubu Karate Kyokushin "Raptor". Witają się tradycyjnym "oss", potwierdzając swoją gotowość do wykonania zadania. Przed rozpoczęciem  treningu jest chwila wyciszenia. Pozbywają się wszystkiego, z czym weszli na dojo (sala treningowa). Uwalniają umysł, by być gotowymi.

Walka wewnętrzna i kindersztuba

Ćwiczenia karate są transferem starych zasad kodeksu bushido do norm prezentowanych w życiu obecnym. Zawodnicy uczą się poszanowania starszych, powstrzymywania od gwałtowności, bycia szczerym wobec przyjaciół. – To cechy uniwersalne. Gdyby każdy je posiadał, życie byłoby łatwiejsze – zapewnia sensei Woroszyło (IV dan).

Ci, którzy stają do walki na zawodach, też nie robią tego dla poklasku czy sławy. – Walka, to sprawdzenie siebie nie przeciwnika. Walka jest bardzo twarda, to prawda, bo dorośli zawodnicy walczą bez ochraniaczy. Zawsze jednak wchodzą na matę i schodzą z niej z szacunkiem dla przeciwnika. Ukłonem przed i po walce dają temu wyraz – wyjaśnia Woroszyło.

Nie wszyscy to rozumieją, ale tacy, którzy trafiają do sekcji, by nauczyć się tylko kopać – szybko odchodzą. Takich ludzi wyczuć można od razu. Chcą szybkich efektów. Liczą, że po kilku spotkaniach poznają parę efektownych ciosów.

Nie liczy się wiek ani płeć

Na zajęcia przyjść może każdy. Pojawiają się więc dzieci nawet z pierwszej klasy podstawówki, jak i osoby w sile wieku. – Z dziećmi jest tak, że ich pasję muszą motywować rodzice. Jeśli chwalą ich postępy, śledzą dokonania, są dumni z sukcesów, dzieci chodzą na treningi. My ze swojej strony często zabieramy najmłodszych na turnieje różnej rangi, by zaprezentowały swoje umiejętności na tle innych zawodników w ich wieku. Z takich turniejów nikt nie wraca bez dyplomu. To motywuje maluchy – mówi sensei.

Dorosłych może trudniej wdrożyć, ale są wytrwalsi. Nie ćwiczą jedynie dla poklasku, zawodów czy dokonań. Traktują treningi jako indywidualny rozwój i inwestycję w siebie. Zajęcia są koedukacyjne. Obok siebie ćwiczą panie i panowie, dziewczynki i chłopcy. 

Karate to sztuka i dźwignia życia

Trening to ceremonia. Rozpoczyna się chwilą skupienia i oczyszczenia myśli. Później jest rozgrzewka w jej skład wchodzą podstawy karate (kihon) - trening na worku z tarczami. Wszystko ma tu swój rytm, czas i oprawę. – W Japonii wszystko jest sztuką: układanie kwiatów, parzenie herbaty. Z walk również uczyniono tam sztukę – mówi trener.

Bycie karateką nie jest więc prezentowaniem się na zawodach i zdobywaniem trofeów. To sztuka pracy nad sobą. Rozwój duchowy, fizyczny, światopoglądowy. Rekruci uczą się tego wszystkiego na treningach, bo większość z nich nie trafiła na zajęcia z ugruntowaną wiedzą na temat walki, której chcą spróbować. – Ten sport uczy pokory – mówi Woroszyło.

Trzydzieści lat w samodyscyplinie zrobiło swoje. Sensei już wie, jak wielką moc mają w sobie lata spędzone na trenowaniu karate i zanurzenie w filozofii tego sportu. – Miałem poważny wypadek. W domu wybuchł piec centralnego ogrzewania. Gasząc pożar poparzyłem nogi. Poparzenia sięgały III stopnia. Przez sześć tygodni lekarze walczyli o moje życie. Gdy wreszcie próbowałem zrobić pierwszy krok, zemdlałem z bólu – wspomina.

– Najpierw było załamanie – przyznaje, ale zaraz później była determinacja i ciężkie miesiące rehabilitacji. – Przyznaje, że nie byłby w stanie przestać uprawiać tego sportu, bo on determinuje jego życie.

Karate się nie zmienia, tylko ludzie

Z młodym narybkiem jest coraz trudniej. – Teraz jest moda na bycie on line. Sport, a szczególnie sztuki walki, tak wiele wymagające od zawodnika, nie są już tak modne jak kiedyś – mówi sensei. 

Ale są w tym i wyjątki. Na zajęciach jest dwóch młodych mężczyzn. Sensei wskazuje ich jako przykład. – Odeszli z sekcji, by rozwijać się w piłce nożnej. Niedawno jednak wrócili – cieszy się. Jak widać, karate wchodzi w człowieka pomału, ale gdy już zagości w jego wnętrzu - pozostaje tam i zawsze można powiedzieć - "oss".

Cały reportaż przeczytacie w numerze 51 Słowa Podlasia

Joanna Danielewicz

Słowo Podlasia | Polub nas na Facebooku

Zdjęcia (2)

Podziel się:
Oceń:
  • TAGI:

Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu Słowo Podlasia. Grupa Wydawnicza SŁOWO sp z o.o. z siedzibą w mieście stołecznym Warszawa (ul. Chocimska 3A, 00-791) jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.

Pozostałe