Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
niedziela, 24 maja 2026 18:13
Reklama
Reklama

Katarzyna z Sobieskich (1634-1694), księżna Radziwiłłowa (cz. I)

7 stycznia 1634 r. w Złoczowie w rodzinie Jakuba Sobieskiego i jego drugiej żony Teofili z Daniłowiczów urodziło się ich czwarte dziecko – córka Katarzyna. Miała dwóch starszych braci: Marka (1628-1652) oraz Jana (1629-1696), przyszłego króla Polski.
Katarzyna z Sobieskich (1634-1694), księżna Radziwiłłowa (cz. I)

Teofila Sobieska wyniosła z domu rodzinnego bardzo surowe i bogobojne wychowanie. Nie inaczej wychowywała swoje córki, nie przywiązując większej wagi do ich wykształcenia. Tak więc zarówno Katarzyna, jak i jej młodsza siostra Anna nie odebrały innego wykształcenia, jak tylko domowe, ale obie, a zwłaszcza Katarzyna, wyniosły z domu rodzinnego nawyk czytania, a lektura z konieczności musiała im zastępować edukację. 

Pierwszy wybranek

Z chwilą wybuchu powstania Bohdana Chmielnickiego Teofila wraz z córkami schroniły się we Lwowie. Tu młodziutką Katarzyną zainteresował się książę Dymitr Jerzy Wiśniowiecki (1631-1682), starszy syn Janusza Wiśniowieckiego i Katarzyny Eugenii z Tyszkiewiczów. Młodzi zapałali do siebie pierwszą gorącą młodzieńczą miłością i wkrótce zostali kochankami, planując nawet wspólną przyszłość. 

Ślub obojga, do którego dążył zwłaszcza Wiśniowiecki, wydawał się być szczęśliwym zwieńczeniem ich młodzieńczej miłości, a mógł być wręcz przez obie rodziny pożądany, gdyż Katarzyna zaszła w ciążę. Zdecydowany sprzeciw matki Katarzyny zniweczył wszelkie plany młodych na wspólne życie. Kategorycznej postawie Teofili Sobieskiej (Katarzyny nikt nie pytał o zdanie) próbował sprzeciwić się książę Dymitr Jerzy, który planował nawet porwanie panny i ślub z Katarzyną wbrew woli jej matki. Rodzina i przyjaciele odradzili jednak Wiśniowieckiemu ten desperacki postępek. 

Tymczasem sytuacja wynikająca z już zaawansowanej panieńskiej ciąży Katarzyna "pachniała" skandalem obyczajowym. Aby go uniknąć, Teofila Sobieska zmuszona była szybko wydać córkę za mąż, ale już za wybranego przez siebie kandydata. Jej wybór padł na świeżo owdowiałego, dwukrotnie od Katarzyny starszego, Władysława Dominika Zasławskiego-Ostrogskiego. Jedyną "zaletą" księcia Władysława Dominika była jego ogromna fortuna, którą odziedziczył po swoich rodzicach. Już wśród współczesnych miał opinię pozbawionego zalet i talentów utracjusza. Zgoda księcia Władysława Dominika na ślub z ciężarną Katarzyną była korzystna nie tylko ze względów majątkowych, ale przede wszystkim przyczyniła się do "zatarcia" skandalu obyczajowego.

Ślub Katarzyny z Władysławem Dominikiem odbył się w ostatniej dekadzie lutego 1650 r. we Lwowie. W około dwa tygodnie po ślubie, bo 6 marca tego roku, Katarzyna urodziła zdrowego syna, któremu nadano imiona – Aleksander Janusz. Ówczesne prawo, ale też i obyczaj, stanowiło, że dziecko urodzone w małżeństwie, jeśli nawet jego biologicznym ojcem nie był mąż, stawało się prawnie dzieckiem tego małżeństwa i otrzymywało nazwisko męża matki. 

O małżeństwie Katarzyny z księciem Zasławskim-Ostrogskim niewiele wiemy. Trwało ono stosunkowo krótko, gdyż książę zmarł 5 maja 1656 r., przeżywszy zaledwie 38 lat. Wiemy natomiast, iż w małżeństwie z Zasławskim-Ostrogskim księżna Katarzyna urodziła w Starym Siole w 1654 r. córkę Teofilę Ludwikę.

Wychodząc za mąż z nakazu matki, Katarzyna nawet nie marzyła, że jeszcze kiedykolwiek będzie jeszcze miała bliski kontakt z Dymitrem Jerzym Wiśniowieckim, swoją pierwszą i niespełnioną miłością. Los jednak okazał się przewrotny, gdyż po kilkunastu latach, Wiśniowiecki po śmierci swej pierwszej żony Marianny Angeli z Zamoyskich, został jej zięciem, żeniąc się z Teofilą Ludwiką. Ślub Teofili Ludwiki i Dymitra Jerzego odbył 10 maja 1671 r. w Ujazdowie, a udzielał go biskup poznański Stefan Wierzbowski.

Została z majątkiem

Katarzyna z Sobieskich, wychodząc za mąż za Władysława Dominika, nie wniosła mężowi żadnego posagu. Przez męża została jednak hojnie uposażona. Po owdowieniu 4 kwietnia 1656 r. przyszło jej więc zarządzać nie tylko majątkami, które stanowiły jej dożywocie, ale całą ogromną schedą w imieniu swego nieletniego syna Aleksandra Janusza, który zgodnie z wolą przybranego ojca miał ją dziedziczyć w całości, gdy dojdzie odpowiedniego wieku. Było to zadanie ponad siły i możliwości księżnej i dlatego chętnie i z pełnym zaufaniem skorzystała z opieki i pomocy swego starszego brata, Jana Sobieskiego.

Księżna Katarzyna zdawała sobie sprawę, że brat obligowany szeregiem obowiązków nie zawsze będzie mógł przyjść jej z pomocą w potrzebach majątkowo-gospodarczych, zwłaszcza iż dla całego kraju zalewanego "potopem" szwedzkim nastały wyjątkowo trudne czasy. Przed działaniami wojennymi księżna Katarzyna schroniła się w Bardiowie na Słowacji. Tu poznała Michała Kazimierza Radziwiłła, który "zwabiony" stojącą za nią olbrzymią fortuną, rozpoczął zabiegi o jej rękę. Zabiegi te zostały uwieńczone sukcesem i już 13 czerwca 1658 r. w Dubnie strony podpisały intercyzę. 

Ślub z Radziwiłłem

Ślub Katarzyny z Michałem Kazimierzem odbył się 7 lipca 1658 r. w Starym Siole, zaś wesele 14 tego miesiąca we Lwowie. Ponowne zamążpójście sprawiło, iż księżna Katarzyna znalazła się w znacznie lepszej sytuacji przy negocjacjach w sprawach majątkowych ze swoim rodzeństwem. Znacznej komplikacji uległa kwestia ordynacji ostrogskiej, szczególnie po nagłej i niespodziewanej śmierci ostatniego ordynata, ukochanego syna księżnej Katarzyny, Aleksandra Janusza, który zmarł 31 maja 1673 r. 

Kluczowym zamkiem ordynacji Ostrogskiej było Dubno. W Dubnie zmarły ordynat utrzymywał stały garnizon wojskowy i tu deponował swoje najcenniejsze mobilia. Zarówno Radziwiłłowie, jak i Wiśniowiecki podjęli zabiegi o opanowanie zamku – twierdzy w Dubnie, ale spotkali się ze zdecydowanym oporem ze strony Adama Radlińskiego, komendanta garnizonu, ustanowionego przez ostatniego ordynata, Aleksandra Janusza. Radliński po śmierci ordynata poczuł się "panem na włościach" i nie zamierzał ustąpić z Dubna. Księżna Katarzyna i jej zięć, Dymitr Jerzy, nie tylko nie zamierzali połączyć sił, ale każde z nich działało na własną rękę. 

Zdecydowanie przeciwko zięciowi wystąpiła księżna Katarzyna, co tylko zaogniło spór. W tej sytuacji potrzebna okazała się być mediacja Jana Sobieskiego. Bieg wydarzeń w kraju sprawił, że spór o ordynację ostrogską musiał zostać czasowo zawieszony, gdyż 10 listopada 1673 roku zmarł we Lwowie król Michał Korybut Wiśniowiecki. W okresie bezkrólewia, tj. do 21 maja 1674 r. Jan Sobieski zbyt był zajęty sprawami elekcji, aby myśleć o sporze siostry z jej zięciem. 

Całą historię przeczytacie w numerze 3/2018 Słowa Podlasia

Jerzy Flisiński


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
KOMENTARZE
Autor komentarza: FeliksTreść komentarza: "Niepełnosprawni ze schorzeniami narządów ruchu mogą parkować na niebieskich kopertach" Nie tylko z takimi schorzeniami. Muszą posiadać Orzeczenie o umiarkowanym stopniu niepełnosprawności 04-O (choroby narządu wzroku), 05-R (upośledzenie narządu ruchu) 10-N (choroba neurologiczna). Wbrew nazwie spółdzielni mało osób z takimi schorzeniami tam pracuje " a w strefie płatnego parkowania za darmo. " Nie wszędzie. Strefa płatnego parkowania to nie niebieska kopertaData dodania komentarza: 23.05.2026, 14:57Źródło komentarza: Opłaty przy Prostej uderzą w pracowników spółdzielni?Autor komentarza: AninomowaTreść komentarza: Jedynej przychodni gdzie są spotkania co miesięcznie i można się spotkać i porozmawiać jak człowiek człowiekiem . Bardzo lubię chodzić na te spotkania co tam są życzliwi ludzie i bardzo mili.Mimo to że jestem pacjentką czuje się bardzo źle potraktowana na pewno nie tylko ja ale też inni pacjenci. Myślę też że nie tylko ja i inne osoby nie są zadowoleni tym faktem oraz że się nie zgadzają na takie potwakwoanie ludzi. Tam żyją żywe historie ludzi którzy mają problemy jak każdy inny na tym łez padole.Data dodania komentarza: 23.05.2026, 13:46Źródło komentarza: Alarm w bialskiej psychiatrii. NFZ zleci świadczenia Radzyniowi?Autor komentarza: Zulu GulaTreść komentarza: Nie ma takiej potrzeby. Niepełnosprawni ze schorzeniami narządów ruchu mogą parkować na niebieskich kopertach a w strefie płatnego parkowania za darmo. Wystarczy uzyskać odpowiednie zaświadczenie z Powiatowego Zespołu do Spraw Orzekania o Niepełnosprawności (w Białej Podlaskiej mieści się przy ulicy Stacyjnej). Jeśli chodzi o Elremet, to raczej zdrowym dyrektorów, prezesom, kierownikom itp. fachowej kadrze żal duszę ściska bo albo będą musieli zapłacić abonament albo przejść się pieszo na bezpłatny parking.Data dodania komentarza: 23.05.2026, 11:55Źródło komentarza: Opłaty przy Prostej uderzą w pracowników spółdzielni?Autor komentarza: Unia EuropejskaTreść komentarza: Rozumiem że można przycisnąć , zamyślić się , zagapić i z 90 km/ h zrobi się 110 . Ale jeżeli jest już 140 km/h na 90 to jest to już działanie z premedytacją . Jakim trzeba być ograniczonym umysłowo , co mieć lub czego nie mieć w tej łepetynie wiedzac że przekraczając prędkość o 50 km/h mogą zabrać mu prawo jazdy . Chyba , że tak ograniczony , nie zna się na znakach , nie wie co znaczy ograniczenie do 90 to tym bardziej zabrać prawo jazdy i skierować na powtórny kurs i egzamin . Przez takich ograniczonych umysłowo stają się wypadki na drogach. In złego a nawet dobrze , że giną sprawcy ale jeżeli ciagną za sobą niewinnych to już jest źle . Rozumiem jakby było to jakieś sportowe auto 400 koni to wyprzedzanie trwa 3 sekundy ale takim busem ???? Zanim wyprzedzi to mula tego busa ciśnie w dziurawą podłogę gaz i jest zagrożeniem jadących z przeciwka . Też uważam że kary i mandaty w Polsce są za niskie . Jesteśmy w Unii Europejskiej zarobki już się prawie wyrównały co do zachodu europy to i kary i mandaty też powinny być wyższe . Oczywiście tylko dla takich jak ten łamiących znacznie przepisy . Nie chodzi mi tu o jakieś przekroczenie prędkości o 5-20 km/ h .Data dodania komentarza: 23.05.2026, 10:07Źródło komentarza: Pędził 142 km/h, stracił prawo jazdyAutor komentarza: Mariusz .Treść komentarza: Dobrze , że tam w tym czasie rodzice z dziećmi nie spacerowali a często tam chodzą szczególnie wieczorami . Jeżdżą tymi Quadami po Bordziłówce i okolicach jak wariaty , nawet pojęcia nie mają o jeżdzie tylko gaz i prędkość . Sam widziałem w tym roku jechał właśnie przez Bordziłówkę taki stary siwy z takim małym knypkiem z metra ciętym może z 15 lat i oba mistrzunie bez kasków .Data dodania komentarza: 23.05.2026, 09:30Źródło komentarza: Śmiertelny wypadek w Starej Bordziłówce. Droga 1018L zablokowana, policja kieruje na objazdy
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama