Historia: Ostatnia taka parafia na podlaskiej ziemi i całym świecie

  • 06.06.2020, 10:22
  • Igor Sokołowski
Historia: Ostatnia taka parafia na podlaskiej ziemi i całym świecie
Południowe Podlasie pełne jest pięknych, wyjątkowych miejsc. Jednak nawet na tym tle Kostomłoty nad Bugiem zdecydowanie się wyróżniają. Do niewielkiej wioski, malowniczo położonej tuż przy granicy z Białorusią, przyjeżdżają turyści z całej Polski. Co ich tutaj przyciąga? Na pewno spokój, cisza, łagodny wiejski klimat, drewniana architektura i bogata historia. Ale przede wszystkim umiejscowiona tu jedyna na świecie, katolicka, neounicka parafia obrządku bizantyjsko-słowiańskiego. Żeby zrozumieć, co to właściwie znaczy i dlaczego Kostomłoty są perłą w koronie nadbużańskiego krajobrazu, warto przyjrzeć się tej niepozornej miejscowości bliżej.

Niezależnie od tego, czy do Kostomłotów wjeżdżamy od północy, ze strony Terespola, czy od południa- z Kodnia, można na początku odnieść wrażenie, że zaszła jakaś pomyłka. W zasięgu wzroku nie ma żadnej cerkwi, a zamiast przytulnych, drewnianych chat, od głównej drogi odchodzą dwa rzędy ponurych bloków mieszkalnych. Sieć chodników łączy je z blaszanymi garażami, nowoczesnym placem zabaw i betonowym, poziomym klockiem, w którym umieszczono pocztę oraz sklep spożywczy. Naprzeciw niego stoi opuszczona, pomazana graffiti, niedokończona budowla, której istnienie wyjaśnia jeden z mieszkańców.

- To miał być kolejny blok. Zaczęli go budować jeszcze w latach osiemdziesiątych, ale jak komuna upadła, to już nie było komu tego dokończyć. Więc został tylko taki kikut. Za to nasz PGR, mimo wszystko, przetrwał jeszcze prawie dziesięć lat. To było potężne przedsiębiorstwo i dobrze funkcjonowało. Za PRLu nawet Oleksy tu przyjeżdżał i chwalił jak to działa! Ale po 1998 roku i tak wszystko upadło – tłumaczy nam jeden z mieszkańców Kostomłotów i nie ma tu mowy o żadnej pomyłce - wieś dzieli się na dwa sołectwa. Jedno, współczesne, położone przy wojewódzkiej trasie nr 816, tzw. „nadbużance”, zbudowano w Polsce Ludowej. Drugie, leżące prawie trzy kilometry dalej na wschód, miało swój początek jeszcze w XIV wieku. Droga do niego prowadzi przez rozległe pola byłego Państwowego Gospodarstwa Rolnego. Dopiero po pokonaniu paru zakrętów, na horyzoncie zaczynają majaczyć odbijające słońce, złote kopuły i krzyże sakralnych zabudowań historycznych Kostomłotów.

    Dzwonnica przy cerkwi

Zawiłe losy 
Z proboszczem parafii neounickiej pod wezwaniem św. Nikity, księdzem Piotrem Witkowiczem, spotykamy się w przytulnej, drewnianej plebanii sąsiadującej z kościołem. W ganku przed wejściem do domu proboszcza wisi ikona przedstawiająca trzynastu unickich męczenników z Pratulina. Ten obraz jest punktem wyjścia do tego, by opisać wyjątkowość parafii w Kostomłotach.

 Proboszcz parafii ksiądz Piotr Witkowicz

- Żeby zrozumieć, kim są neounici, trzeba również wyjaśnić, kim są unici. Najlepiej zacząć od samego początku – mówi w rozmowie ze „Słowem Podlasia” proboszcz Witkowicz.

– Pamiętajmy o tym, że kościół prawosławny, to nie jest struktura wymyślona przez Pana Jezusa. To jest efekt schizmy, która nastąpiła w XI wieku. Więc stworzenie kościoła unickiego, jak sama nazwa wskazuje, było próbą zjednoczenia wiernych kościoła katolickiego i prawosławnego, których drogi rozeszły się kilkaset lat wcześniej. I to się częściowo udało w 1596 roku podczas Unii Brzeskiej, którą podpisano zaledwie kilkanaście kilometrów stąd. Unia ta zakładała, że prawosławni dotąd mieszkańcy Królestwa Polskiego, pozostaną przy swoim wschodnim obrządku, ale uznają władzę Papieża. Mówiąc krótko, będą modlić się tak, jak do tej pory, ale nie będą już należeć do prawosławnej wspólnoty, tylko będą wiernymi kościoła rzymskokatolickiego. Potem, po synodzie zamojskim w 1720 roku, ustalono że kościół unicki będzie się nazywał greckokatolickim. Więc parafia w Kostomłotach również przyjęła taką nazwę. – wyjaśnia ksiądz Piotr Witkowicz.

(...)

- W międzywojniu nasza diecezja, siedlecka, miała fantastycznego biskupa, Henryka Przeździeckiego. On swoim myśleniem o kościele, jego wizją, wyprzedzał swoje czasy co najmniej o dwa pokolenia. – wyjaśnia proboszcz Witkowicz.

- Na początku lat dwudziestych XX wieku biskup Przeździecki miał do czynienia z sytuacją, w której spora część wiernych w diecezji była katolikami, ale modlącymi się w obrządku wschodnim. Z kolei kościół unicki był wcześniej przez cara pozbawiony struktur. W związku z tym biskup miał dwa wyjścia - albo tych wiernych trzeba było nauczyć obrządku łacińskiego, rzymskokatolickiego, albo odtworzyć kościół unicki. Henryk Przeździecki wybrał tę drugą drogę, bo oczywiście łatwiej było księży nauczyć drugiego obrządku liturgicznego, bizantyjsko słowiańskiego, niż wszystkim tutejszym wiernym zmienić sposób modlenia się – opowiada Piotr Witkowicz. (...)

 Wnętrze cerkwi w Kostomłotach

Kiedy z księdzem Piotrem Witkowiczem wychodzimy przed plebanię, wokół panuje niezmącona niczym cisza. Latem, szczególnie w weekendy, o taką trudno, bowiem przybywają tu pielgrzymi oraz turyści z całej Polski. Teraz, w zimnym i wietrznym maju, podczas epidemii, jeszcze wyraźniej czuć to, że Kostomłoty są położone na przysłowiowym końcu świata. W spokoju można przyjrzeć się sakralnemu kompleksowi, którego budynki scala spójna, drewniana architektura w stonowanych kolorach. Oczywiście centrum tego mini wszechświata stanowi siedemnastowieczna cerkiew św. Nikity. U jej stóp, po prawej stronie od wejścia, znajduje się nagrobek ważnej postaci dla historii całych Kostomłotów - księdza Aleksandra Przyłuckiego. (...)

W wyniku nowego układu granic, ustalonego na konferencji w Jałcie w 1945 roku, Polska utraciła kresy wschodnie na rzecz Związku Radzieckiego. Zarówno seminarium w Dubnie jak i większość probostw wschodnich katolików znalazło się poza naszym terytorium. Z prawie pięćdziesięciu ośrodków neounickich tylko trzynaście parafii pozostało w Polsce, wówczas już Ludowej. Ale i ten stan nie trwał długo, bowiem dwa lata później władze przeprowadziły tzw. akcję „Wisła”. Masowe deportacje na Ziemie Odzyskane m.in. Ukraińców oraz Łemków dotknęły także neounitów. Dlaczego tak się stało? (...)

W lipcu minie rok, odkąd ksiądz Piotr Witkowicz jest proboszczem w Kostomłotach. Pieczę nad parafią sprawuje biskup siedlecki Kazimierz Gurda. Bo chociaż tutejszy kościół jest wyjątkowy, to jak każda inna katolicka wspólnota w Polsce, podlega hierarchii i funkcjonuje według określonych, wspólnych zasad.

- Jestem księdzem rzymskokatolickim Diecezji Siedleckiej, a ponieważ parafia w Kostomłotach jest pod jurysdykcją biskupa siedleckiego, to właśnie Kazimierz Gurda mianuje duszpasterzy sprawujących tutaj posługę. Tak i ja tutaj trafiłem – wyjaśnia obecny proboszcz. (...)

Cały artykuł przeczytacie w papierowym i elektronicznym wydaniu Słowa Podlasia, z 2 czerwca

Igor Sokołowski

Podziel się:

Oceń:


Komentarze (2)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu Słowo Podlasia. Grupa Wydawnicza SŁOWO sp z o.o. z siedzibą w mieście stołecznym Warszawa (Domaniewska 17/19/133, 02-672) jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.
czyt
czyt 06.06.2020, 19:24
Królestwo Polskie - to twór pod zaborem rosyjskim - neounici nie mają ciągłości, a o schizmie, to wierni, RUSINI- należy zaznaczyć, nie mięli pojęcia, ponieważ polityką się nie interesowali. Kostomłocianie, chcięli wschodu, to Biskup dał księdza gdzieś w latach 30. - tekst zawiera wiele ...bzdur.
Gość
Gość 07.06.2020, 20:57
Myślę ze czas powiedzieć całą prawdę o unii. Niewątpliwie była to decyzja polityczna, narzucona siłą. Nie bez powodu Unici nazywani byli kościołem cierpiącym. Raz cierpieli kiedy stawali w obronie wiary prawosławnej, a później cierpieli obronie Unii. Wystarczy poczytać życiorysy św. Jozefata i św. Atanazego Brzeskiego. A później kiedy kiedy po raz kolejny zostali na siłę włączeni do prawosławia, po odzyskaniu niepodległości na siłą włączono ich do neounii, albo kościoła katolickiego, resztę szykanowano w okresie międzywojennym, a teraz odmawia się nawet pamięci. Nikt o tym nie chce pamiętać tak samo jak o bieżaństwie, akcji Wisła.

Pozostałe