Powiat bialski: Ten rok jest dla nas stracony - mówią rolnicy z regionu

  • 22.07.2020, 10:53
  • Anna Chodyka
Powiat bialski: Ten rok jest dla nas stracony - mówią rolnicy z regionu
W ostatnich tygodniach na południowym Podlasiu setki rolników zostało poszkodowanych, ze względu na liczne opady gradu i nawalnych deszczy. Straty, które ponieśli, wynoszą często, nawet 90 proc.  całości upraw. To spowodowało, iż ten rok uważają za stracony. Przyznają też, że mają problem ze znalezieniem pracowników sezonowych, którzy mogliby zebrać, chociażby to, co pozostało.

W gminie Konstantynów spadł ostatnio grad, który zniszczył uprawy w ponad stu dwudziestu gospodarstwach. Tyle wniosków o odszkodowanie z powodu strat, wpłynęło tylko w zeszłym tygodniu.

– Wnioski wciąż spływają, więc sądzę, że pokrzywdzonych jest znacznie więcej. Grad spowodował ogromne spustoszenie. Najwięcej wniosków zostało przyjętych z Zakalinek, Witoldowa oraz Wandopola. Straty mogą wynosić, nawet 80 proc. w przypadku sadów owocowych – mówi wójt Romuald Murawski.  

Dodaje też, że duży ubytek został poniesiony też w uprawach rzepaku. - W tym przypadku straty można szacować na ok. 70 proc. Obecnie gminna komisja szacowania strat ocenia skalę zniszczeń w poszczególnych gospodarstwach rolnych. Na tej podstawie powstaną protokoły,  które następnie trafią do wojewody. Kolejno rolnicy będą mogli wystąpić o odszkodowanie do Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa. Jednak, na ten moment niewiele wiemy, jeśli chodzi o finansowanie strat. Do tej pory ze strony rządu padły jedynie propozycje udzielenia nisko oprocentowanych kredytów. Cały czas czekamy na informację z Ministerstwa Rolnictwa, co rolnicy w tej sytuacji mogą otrzymać. W dodatku, niektórzy rolnicy nie otrzymali jeszcze wypłat za szkody poniesione w wyniku ubiegłorocznej suszy – zauważa wójt Romuald Murawski. (...)

Jerzy Hawryluk przewodniczący komisji zajmującej się szacowaniem strat, działającej przy Urzędzie Gminy Leśna Podlaska wyjaśnia, iż grad i nawalne deszcze spowodowały znaczne straty.

– Największy grad był u nas 8 czerwca, później przyszły kolejne opady gradu i nawalne deszcze. Ostatnie opady, które spowodowały znaczne zniszczenia upraw miału miejsce 26 czerwca. Dotychczas złożono ponad 80 wniosków i wciąż trwa ich nabór. Straty w gospodarstwach rolnych wynoszą od 30 do 80 proc. W niektórych miejscach straty się skumulowały. Najwięcej pokrzywdzonych informowało nas o zalanych łąkach, ale są też osoby, które straciły zbiory owoców ze swoich sadów. Wielu rolników przyznaje też, że z powodu wilgoci gniją na ich polach truskawki – mówi Jerzy Hawryluk. (...)

Józef Bogusz rolnik z Worguli przyznaje, że największe straty poniósł przy uprawie truskawek, których miał 1,5 hektara.

- Zebrałem jedynie 6 ton, to jedynie 1/3 ogólnego zbioru, jaki był w poprzednich latach. Truskawka była zabezpieczona najlepszymi środkami ochrony, mimo to po deszczach, owoce w większości gniją. Duże straty też mam w uprawie kukurydzy. Ostatnio zauważyłem, że na środek pola, gdzie rośnie kukurydza, lądują bociany i czaple. Ze zdziwieniem poszedłem sprawdzić, co się dzieje. Okazało się, że tam zrobiło się jeziorko o powierzchni 150 na 200 metrów. Po śladach wywnioskowałem, że przychodziły tu również dziki. Zbiornik wody utworzył się w wyniku nawalnych deszczy. Z tego powodu kukurydza wysycha i widać już na niej grzyby. Robiłem kilkukrotnie opryski, a jeden nawalny deszcz zniszczył wszystko – denerwuje się rolnik. (...)

Ewa Naumiuk właścicielka sadów z Zakalinek Koloni wyjaśnia, że najdotkliwsze dla jej gospodarstwa, w tym roku były trzy opady gradu, które miały miejsce 8 czerwca, 28 czerwca i 10 lipca.

- Mamy pola w różnych miejscach, więc mocno nas dotknęły wszystkie opady gradu. Straty wynoszą ok. 90 proc. W czasie gradobicia jabłka zostały uderzone, nawet dwadzieścia razy. Takie jabłko nie nadaje się do konsumpcji, a jednie na przetworzenie w soki. Owoce dalej wiszą, ale po takim obiciu już nie będą rosły. Posiadam 14 hektarów sadów wieloletnich, czyli sadów wiśniowych, jabłoniowych i gruszowych, tylko na powierzchni 2 hektarów nie było silnych opadów gradu. Jabłko jest na ten moment jedynie przemysłowe, co oznacza, że można je sprzedać za 0,30 zł, a nie za 1,5 zł za kilogram – mówi Ewa Naumiuk.

(...)

Cały artykuł przeczytacie w papierowym i elektronicznym wydaniu Słowa Podlasia, z 21 lipca

Anna Chodyka

Podziel się:

Oceń:


Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu Słowo Podlasia. Grupa Wydawnicza SŁOWO sp z o.o. z siedzibą w mieście stołecznym Warszawa (Domaniewska 17/19/133, 02-672) jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.

Pozostałe