Legenda: Duch powstańca, co gajowego uratował

  • 08.08.2020, 15:35
  • Paulina Chodyka
Legenda: Duch powstańca, co gajowego uratował
Przez parczewskie lasy biegnie tzw. szlak partyzancki. Turyści, którzy docierają w te strony napotykają na niedostępne i rozległe bagna, które od lat kryją mroczne tajemnice. Nieobeznany z terenem człowiek szybko może stracić orientację lub nawet utknąć i umrzeć w grzęzawisku. Jest i w tej okolicy grób powstańca styczniowego, którego duch do tej pory pomaga przebrnąć przez zdradliwe mokradła. Pomaga jednak tylko tym, którzy mają dobre zamiary…

Szlak partyzancki jest też zwany „czerwonym”. Jego długość  to 30 km, a  trasa ma początek na stacji kolejowej „Parczew”, dalej wiedzie przez Laski, rezerwat „Jezioro Obradowskie”, przez Lasy Parczewskie, przechodząc przez rezerwaty „Królowa Droga”, „Lasy Parczewskie” oraz miejscowości: Ochożę, Gościniec, aż do Ostrowa Lubelskiego. Celem stworzenia szlaku było poznanie walorów przyrodniczych oraz miejsc związanych z walkami partyzanckimi prowadzonymi w czasie II wojny światowej.

Niebezpieczna misja gajowego
W tej okolicy, obok jednej z rzadko uczęszczanych leśnych dróżek, która nie wiedzieć czemu, prowadzi ku bagnu, leży duży, o prawie metrowej średnicy głaz. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że na tym terenie nie spotyka się kamieni narzutowych. Ten, kto więc pozostawił tutaj głaz musiał go samodzielnie przyciągnąć i bardzo dawno temu, bo kamień tkwił w ziemi już prawie do połowy. Ludzie powiadają, że to grób powstańca styczniowego, a jeszcze do niedawna stał w tym miejscu także krzyż, który zniszczył już upływający czas.  Z tym miejscem, związane są wspomnienia jednego z parczewskich leśników, któremu dwukrotnie życie uratował duch powstańca…

Pierwszy raz zdarzył się zimą roku 1942. Gajowy pracował wtedy w tartaku, gdzie ze swoimi współpracownikami utworzyli grupę konspiracyjną, pomagającą partyzanckiemu oddziałowi leśnemu, który od pewnego czasu działał w tej okolicy. Utrzymywali z nimi kontakt, dostarczali żywności, ale przede wszystkim meldunki. I właśnie jeden z takich meldunków, musiał pewnej mroźnej, styczniowej dostarczyć bohater naszej opowieści. Początkowo to nie jemu została powierzona ta misja, jednak łącznik, który miał to zrobić, miał wypadek, a wiadomość musiała koniecznie być dostarczona tej samej nocy.

Poprzez śnieżycę i ciemności
Gajowy ruszył w drogę zaraz o zmierzchu. Podążał leśnymi ścieżkami, grzęznąć co chwilę po kolana w śniegu. Zima była bowiem tego roku wyjątkowo śnieżna i mroźna. W dodatku, w połowie drogi rozpętała się niemała zawierucha, a płatki śniegu niemal natychmiast zasypywały ślady leśnika. Wiatr nie dawał spokoju, huczał, gwizdał, a niektóre powiewy niemal zwalały rosłego mężczyznę z nóg. Niekiedy podmuchy były tak głośne i silne, że zdawało się iż tuż nad głową przelatuje mu cała flota samochodów. Czasem zaś odgłosy przypominały stado wyjących wilków. To wzbudzało ogromny strach gajowego, który już nie raz słyszał historię o tym, że wygłodniałe zwierzęta atakowały i pożerały ludzi. Nasłuchiwał więc uważnie dźwięków, które co chwilę dochodziły do jego uszu. Leśnik wiedział, że nie miałby żadnych szans w starciu z bestiami, bowiem nie miał przy sobie żadnej broni, a jedynie zapałki, które w ostateczności mogłyby posłużyć do rozpalenia ognia. Biorąc jednak pod uwagę, że wokół był tylko śnieg, trudno byłoby znaleźć odpowiednie miejsce i choć kilka suchych gałązek. Serce leśnika więc kołatało coraz mocniej, a w jego głowie co chwilę pojawiały się niespokojne myśli. W pewnym momencie zaczął przeklinać swój los, na który tak lekkomyślnie się zgodził. Klął też na łącznika, który jednak nie ze swojej winy musiał zrezygnować z tej trudnej misji. Dodatkowo mężczyzna co chwilę kasłał i słabł z każdym krokiem, a ciało co chwilę drżało w gorączce. Był bowiem poważnie przeziębiony.

Tajemniczy przewodnik
W pewnym momencie, leśnik, który do tej pory myślał, że zna parczewskie lasy jak własną kieszeń zaczął gubić trasę. Nie wiedział też dokładnie, w jakie miejsce ma się dostać i gdzie stacjonuje leśny oddział. Bał się, że nie trafi do żołnierzy i nie przekaże ważnego meldunku. Postanowił trzymać się więc drogi, w nadziei, że w końcu dotrze do jakiegoś posterunku. Czuł się coraz bardziej zmęczony, a śnieżyca nie ustawała. Miał najgorsze przeczucia…

(...)

Cały artykuł przeczytacie w papierowym i elektronicznym wydaniu Słowa Podlasia, z 4 sierpnia

Paulina Chodyka

Podziel się:

Oceń:


Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu Słowo Podlasia. Grupa Wydawnicza SŁOWO sp z o.o. z siedzibą w mieście stołecznym Warszawa (Domaniewska 17/19/133, 02-672) jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.

Pozostałe