Region: W noc świętego Andrzeja, pannom z wróżby nadzieja

  • 29.11.2021, 16:31
  • Paulina Chodyka-Łukaszuk
Region: W noc świętego Andrzeja, pannom z wróżby nadzieja Obraz Henryka Siemiradzkiego/Wikipedia
Dziewczyna, której placek najszybciej zje pies, wyjście za mąż jako pierwsza. Szybkie zamążpójście wróżyło też… dziobnięcie przez gąsiora, a szczekanie psa miało przepowiadać, skąd będzie pochodził przyszły mąż. Wróżby i zwyczaje andrzejkowe na południowym Podlasiu i Lubelszczyźnie są nieodłącznym elementem naszego regionalnego folkloru. Skąd wzięła się tradycja obchodzenia w taki sposób wigilii świętego Andrzeja i jak nasi przodkowie bawili się w tym czasie?

Choć tegoroczne andrzejki już za nami, warto przypomnieć, jak kiedyś wyglądał ten dzień, a raczej wieczór i noc, w naszym regionie. Na początek jednak krótka definicja tego święta. Andrzejki to wieczór wróżb, odprawianych w nocy z 29 na 30 listopada, w wigilię świętego Andrzeja, patrona Szkocji, Grecji i Rosji. Pierwsza polska wzmianka literacka o nim pojawiła się w 1557 za sprawą Marcina Bielskiego. Andrzej Apostoł pochodził z żydowskiej rodziny, mieszkającej nad Jeziorem Galilejskim. Był bratem świętego Piotra. Początkowo był uczniem Jana Chrzciciela, a następnie Jezusa Chrystusa, którego po raz pierwszy zobaczył podczas chrztu w Jordanie. Św. Andrzej głosił Ewangelię i zginął śmiercią męczeńską na krzyżu w kształcie litery X. Jest patronem narodów słowiańskich, małżeństw, podróżujących, rybaków, rycerzy, woziwodów oraz rzeźników. Nic z tego nie pasuje jednak do wróżb i przepowiadania przyszłości.

Święty Andrzej wróżbita?

Jaka jest więc geneza andrzejek? Historycy oceniają, że zwyczaj ten wywodzi się jeszcze ze starożytnej Grecji. Imię Andrzej jest kojarzone ze starogreckimi „andros” i „aner”, oznaczającymi męża bądź mężczyznę lub „adnreios” (dzielny, mężny), nawiązującymi do męczeńskiej śmierci św. Andrzeja. Uważano również, że święty jest szafarzem, rozdającym mężów. Stąd też tak bardzo rozpowszechnione wróżby, dotyczące zamążpójścia.

W tradycji ludowej pojawia się legenda, według której św. Andrzejowi przypisuje się moce, polegające na umiejętności wróżenia. W legendzie pewien król zamknął Andrzeja w więzieniu. W tym samym lochu mieli przebywać jeszcze dwaj inni więźniowie, których święty zapytał o poranku następnego dnia, co im się śniło. Jeden z nich wyjawił, że śnił o cieście w dzieży, do którego weszła mysz, ale zaraz potem wyszła. Drugiemu śniło się niemal to samo, z tą różnica, że zamiast myszy, była mucha, która z ciasta nie wyszła. Św. Andrzej wywróżył pierwszemu rychłą wolność, drugiemu zaś więźniowi śmierć. Etnografowie twierdzą, iż legenda ta powiązana jest z wiarą, iż sny w andrzejkową noc mają proroczą moc.

Inne źródła mówią o starogermańskim pochodzeniu andrzejek, związanym z kultem boga płodności, miłości i bogactwa. Wszystkie, tradycyjne zabawy andrzejkowe odnoszą się jednak do tego samego – do przepowiadania przyszłości. Również w naszym regionie funkcjonowało wiele zwyczajów, związanych właśnie z andrzejkami.

Wszyscy na pewno znamy topienie wosku, który przelewano następnie przez dziurkę od klucza, a dawniej również przez słomę, miotłę bądź podkowę. Po zastygnięciu woskowej plamy, przyglądano się jej pod światło i interpretowało rzucany przez nią cień.

Który placek zje pies?

Kolejna wróżba polegała na tym, że panny zbierały się w jednym miejscu i przygotowywały placki zwane „andrzejkami”, „kukiełkami” lub „gomułkami”. Każda z nich przynosiła ze sobą garść mąki lub żyta, które mielono w żarnach w odwrotnym kierunku – w lewo. Ważnym składnikiem placków była woda, którą dziewczęta musiały… przynieść w ustach z wiadra, stojącego przy studni. W niektórych miejscowościach woda do placków musiała być przyniesiona prosto z rzeki, a w innych jednym z zadań chłopców było przeszkadzanie dziewczętom w tym zadaniu.

Gdy już ta sztuka się udała, przygotowane placki należało upiec w piecu, do którego dokładano drewno… skradzione od sąsiadów. Następnie na plackach dziewczęta wypisywały swoje imiona, smarowały je tłuszczem i kładły na wieku dzieży lub maglownicy. Do izby wpuszczały psa. Wróżba polegała na tym, że której placek zwierzę zjadło jako pierwsze, ta pierwsza wyjdzie za mąż. Dodatkowo, jeśli pies złapał placek i pobiegł z nim do progu, również oznaczało to zamążpójście. Nie były to tylko pomyślne wróżby, bo ta z której plackiem pies schował się pod łóżko, miała szybko umrzeć. A jeśli zwierzę tylko nadgryzło produkt to miało znaczyć, że kawaler porzuci dziewczynę i do ślubu nie dojdzie.

Było też tak, że dziewczęta biegały do rzeki i nabierały wodę wiadrem. Gdy z wodą nabrały patyków mówiły, oznaczało to, że ich mężem będzie stolarz lub stelmach, gdy natomiast ziemię – przyszły mąż będzie rolnikiem.  Przed przystąpieniem do wróżb dziewczęta starały się pozyskać pomoc i opiekę św. Andrzeja przez modlitwy i zachowywanie postu.

Kogo dzióbnie gąsior?

Z pewnością niektóre dawne zwyczaje mogą wydawać nam się dziwne. Jednym z nich jest ten, związany z gąsiorem. W niektórym miejscowościach na Lubelszczyźnie przyprowadzano bowiem do izby gąsiora i zawiązywano mu łeb. Dziewczynie, którą pierwszą… dziobnął wróżono szybkie zamążpójście.

Natomiast np. w miejscowości Gęś niedaleko Parczewa, dziewczęta wołały do izby koguta lub kurę, sypały po garści pszenicy koło siebie i dziewczyna, do której kogut lub kura zbliżyły się pierwsze, miała wkrótce wyjść za mąż. Tam również znany był zwyczaj pieczenia placków, ale wróżba z nimi związana wyglądała nieco inaczej. Dziewczęta zawieszały placek u powały i podskakiwały, starając się uchwycić go zębami. Gdy ta sztuka im się udała przepowiednia była pomyślna. W Kłodzie Dużej natomiast dziewczęta w wigilię św. Andrzeja robiły kluski z pszennej mąki, znaczyły je i wrzucały na gorącą wodę. Pierwsza za mąż miała wyjść ta dziewczyna, której kluska najpierw wypłynęła na wierzch.

Bywało i tak, że w andrzejkowy wieczór dziewczęta wybiegały na podwórze i nasłuchiwały, z której strony zaszczeka pies. Wróżyć to miało, skąd nadejdzie przyszły mąż.

Wróżby z butami

Powszechne były również wróżby, do których wykorzystywano obuwie. Zgromadzone panny ustawiały od ściany do progu jeden za drugim swoje buty. Ta, której but pierwszy dotarł do progu, miała jako pierwsza wyjść za mąż. We wsiach w okolicach Włodawy i Białej Podlaskiej dziewczęta kładły buty do drewnianej niecki i kołysały nią. Mężatką jako pierwsza miała zostać ta, której but wypadł z niecki jako pierwszy. Wróżono też z kartek. Pod poduszkę dziewczęta kładły karteczki z wypisanymi imionami chłopców i niezapisane. Rano wyciągały jedną karteczkę. Jeśli znajdowało się na niej chłopięce imię, tak też miał się nazywać przyszły mąż. Puste natomiast oznaczały panieństwo.

Było też wiele rymowanek, które podczas obrzędów wypowiadały dziewczęta. Na terenie byłego województwa bialskopodlaskiego m.in. w Drelowie dziewczęta sypały len pod poduszkę i mówiły: „Andrzeju, Andrzeju ja tobie len sieju. Daj mi znać, z kim będę ślub brać”. W Gnojnie natomiast dziewczęta siały len za oknem mówiąc: „Andrzeju, Andrzeju ja na ciebie len sieju. Daj znać, z kim ja będę do ślubu stać”.

Puszczano również wianki z ruty lub miru, łupinki z orzecha, albo igły jodły, a gdy te zeszły się ze sobą, para miała stać się małżeństwem. Panny wróżyły również ze sztachet w płocie i drew przyniesionych z cudzego podwórka. Jeśli ich liczba była parzysta, oznaczało że panna jeszcze w tym roku wyjdzie za mąż, a jeśli nie, wtedy będzie musiała poczekać przynajmniej do przyszłego roku.

Uważaj na lustra

Bywały też wyjątkowo ryzykowne wróżby. Młoda dziewczyna w jednej części izby stawiała lustro, a naprzeciwko niego, najczęściej w sieni, drugie. Jej zadanie polegała na tym, że miała stanąć vis-à-vis jednego lustra w izbie, intensywnie wpatrując się w nie, a następnie gwałtownie odwrócić się i popatrzeć na drugie lustro w sieni. Dziewczyna miała w nim ujrzeć oblicze swego przyszłego męża. Było jednak ryzyko. Polegało ono na tym, że zamiast męża mogła ujrzeć w lustrze… śmierć.

Panny podchodziły też z zasłoniętymi oczami do kołków w płocie, jeśli trafiał się cienki, przyszły mąż miał być chudy. Gdy trafił się krzywy oznaczało to, że mąż będzie kulawy. W północnej części Lubelszczyzny dziewczęta motały wieczorem lniane nici na drodze do swojego domu. Jeśli chłopiec złapał się w nie, oznaczało to że zostanie mężem owej panny. Jeżeli nici poprzerywał, wróżba była niepomyślna.

Duże znaczenie miały też sny andrzejkowej nocy, aby się spełniły, dziewczyna zjadała bardzo słony placek upieczony z łyżki mąki i soli, a następnie pościła. Kto się jej przyśnił w nocy, podając wodę ― ten miał zostać przyszłym mężem. W Kłodzie Dużej np. dziewczę ustawiało pod łóżkiem miskę z wodą. Ten, kto we śnie przeprowadził ją przez wodę, miał zostać jej mężem. Dodatkowo o północy, by zobaczyć swojego narzeczonego, panny wpatrywały się w lustra lub w obrączkę zanurzoną w wodzie. Zamążpójście miało przyspieszyć obsypywanie łóżka ziarnem.

Źródła: www.teatrnn.pl, Barbara Ogrodowska, "Zwyczaje, obrzędy i tradycje w Polsce" (2001), Zygmunt Gloger, "Rok Polski. W życiu, tradycji i pieśni", Janina Petera, "Andrzejki na Lubelszczyźnie"

Paulina Chodyka-Łukaszuk

Podziel się:

Oceń:


Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu Słowo Podlasia. Grupa Wydawnicza SŁOWO sp z o.o. z siedzibą w mieście stołecznym Warszawa (Domaniewska 17/19/133, 02-672) jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.

Pozostałe