Biała Podlaska: Szczypali mnie, bo nie należałem do partii

  • 12.01.2019, 09:03
  • Anna Chodyka
Biała Podlaska: Szczypali mnie, bo nie należałem do partii
Grzegorz Targosz wspierał finansowo internowanych solidarnościowców, rozprowadzał podziemną prasę, z tych przyczyn był wielokrotnie przesłuchiwany przez Służbę Bezpieczeństwa. Więziono go i straszono, mimo to nie dał się złamać, a świadomość, że jego działania denerwują władzę ludową sprawiała, iż mobilizował się jeszcze bardziej i angażował mocniej.

Działacz wychowywał się w rodzinie z patriotycznymi tradycjami, w której często słuchało się radia Wolna Europa. Mama zajmowała się dziećmi, a ojciec przed wojną pracował jako blacharz w Fabryce Samolotów. Później wykonywał zlecenia prywatne. Jednak wcześnie zmarł i ciężar opieki nad domem spadł na najstarszego z rodzeństwa - Grzegorza. – Ta sytuacja mnie przygwoździła, kończyłem właśnie technikum w Siedlcach i myślałem by ruszyć w Polskę aby dalej się rozwijać i kształcić, jednak musiałem porzucić swoje plany – wyjaśnia. Utrzymanie trójki rodzeństwa i rodzicielki nie było łatwe, dlatego musiał podjąć pracę w Podlaskich Zakładach Przemysłu Terenowego. Później trafił do Zakładu Inwestycji i Budownictwa Samopomocy Chłopskiej, a następnie do Zakładów Remontowych Sprzętu Melioracyjnego, gdzie spędził jedenaście lat. Mamie Grzegorza udało się zdobyć stanowisko w Bialskiej Fabryce Mebli. 

W każdym miejscu namawiany był do zapisania się w szeregi Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Jak zaręcza, nigdy nie czuł jednak potrzeby zrobienia kariery czy zdobycia wysokiego stanowiska kosztem poglądów i wyznawanych wartości. Z tego powodu omijały go wszystkie możliwe awanse, premie i podwyżki. Choć, ani wtedy, ani dziś niczego nie żałuje, zwłaszcza pozostania w zgodzie ze sobą. – A to przez doświadczałem tzw. "szczypania" przez kolegów, którzy należeli do partii. Było podgadywanie, że nie chcę się z nimi przyjaźnić, czy wywyższam się. na szczęście ze strony pracodawców, nie było gróźb, że stracę pracę – wspomina Targosz. W firmie oczywiście był podział na fachowców, którzy przed wojną pracowali w Fabryce Samolotów i osoby niekoniecznie mające profesjonalne umiejętności, ale należące do PZPR, a przez to czujące, że mają władzę. Większość pracowników ceniła specjalistów, którzy wykazywali się wysoką kulturą i przyjaznym nastawieniem, także do tych zatrudnionych na niższych stanowiskach. Stąd jeśli zaistniała potrzeba wyboru kierownika, głosowano na jednego z profesjonalistów. Sytuacja niezwykle denerwowała przedstawicieli komitetu partyjnego, gdyż czuli, iż nie mają dużych wpływów. Doszło nawet do kuriozalnej sytuacji, w której autor wyśmiewających komunistów rymowanek miał proces w sądzie z powodu hobby. Podobnie jak kilka innych osób, które chętnie czytało humorystyczne wierszyki i je przepisywało. Sprawa zakończyła się wyrokiem w zawieszeniu. – Wtedy przekonałem się, jakie jest prawdziwe oblicze władzy ludowej – zaznacza Grzegorz Targosz.

Cały artykuł przeczytacie w aktualnym numerze i e-wydaniu Słowa Podlasia, nr 2

 

 

Anna Chodyka
Podziel się:
Oceń:

Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu Słowo Podlasia. Grupa Wydawnicza SŁOWO sp z o.o. z siedzibą w mieście stołecznym Warszawa (Domaniewska 17/19/133, 02-672) jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.

Pozostałe