Międzyrzec Podlaski: Lekarz tłumaczy - "Pojechałem do domu po leki"

  • 11.04.2019, 13:03
  • Paulina Chodyka
Międzyrzec Podlaski: Lekarz tłumaczy - "Pojechałem do domu po leki"
Nie cichną echa sytuacji, która miała niedawno miejsce w międzyrzeckim szpitalu powiatowym. Chodzi o pacjentkę, która pojawiła się w placówce i jak wynikało z informacji przekazanych prasie, nie otrzymała pomocy na oddziale ginekologicznym, ponieważ lekarza dyżurującego nie było w tym czasie w szpitalu. Andrzej Barszczewski, lekarz-ginekolog, który zszedł wtedy z dyżuru zabrał głos w sprawie.

Przed tygodniem opisywaliśmy sytuację, która miała miejsce w SPZOZ w Międzyrzecu Podlaskim. Pacjentka miała trafić na oddział ginekologiczny, ale z powodu nieobecności lekarza dyżurującego nie uzyskała tam fachowej pomocy.  Informację potwierdził wówczas dyrektor placówki. – Pacjentka została odwieziona na trakt porodowy do szpitala wojewódzkiego w Białej Podlaskiej. Czekam na wyjaśnienia lekarza, dlaczego w czasie dyżuru nie był obecny na oddziale. Z pewnością będą wyciągnięte konsekwencje. To jest niedopuszczalna sytuacja, która grozi konsekwencjami dla całego szpitala – komentował sprawę dyrektor SPZOZ w Międzyrzecu Podlaskim, Wiesław Zaniewicz. 

Do sytuacji postanowił się odnieść sam zainteresowany, lekarz Andrzej Barszczewski, który zwołał w piątek, 5 kwietnia, konferencję prasową. – Chcąc wyjaśnić sytuację, pragnę poinformować, że 28 marca, pełniąc dyżur na oddziale ginekologiczno-położniczym, zaobserwowałem u siebie niepokojące objawy. Od wielu lat jestem chory na złośliwe nadciśnienie tętnicze, a nie miałem ze sobą tego dnia niezbędnych leków. Postanowiłem więc pojechać po nie do domu. Moim błędem było, że nie zgłosiłem tego faktu lekarzowi pełniącemu według szpitalnych zasad funkcję starszego lekarza dyżuru – usprawiedliwiał swoją nieobecność. 

Cały artykuł przeczytacie w najnowszym numerze i e-wydaniu Słowa Podlasia, nr 15

 

Paulina Chodyka
Podziel się:
Oceń:

Komentarze (4)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu Słowo Podlasia. Grupa Wydawnicza SŁOWO sp z o.o. z siedzibą w mieście stołecznym Warszawa (Domaniewska 17/19/133, 02-672) jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.
WIEM
WIEM 16.04.2019, 15:37
z tego co wiem to dr A. Barszczewski mieszka 200 m w linii prostej od szpitala, gdyby poszedł np na konsultację na internę (drugi budynek) to niewiele mniej oddaliłby się od oddz. ginekologii. , był w zasięgu możliwości konsultacji w 5 min. o co więc chodzi.? jeśli jakiś lekarz na dyżurze robi zabieg, operacji na chirurgii czy ginekologii, czy reanimacji z założeniem elektrody do serca na internie, to czas potrzebny do zakończenia zabiegu i przybycia na izbę przyjęć jest dłuższy niż opuszczenie szpitala w odległ. 200 m.
Ja
Ja 13.04.2019, 14:54
Juz sie komentujacy nie podniecajcie. Jesli bylo tak jak mowi co jest dla odpowiednich ludzi nie trudne do ustalenia to jaka tam jego wina dziewczyna nawet nie dojechala na ginekologie nie miała nawet kontaktu z tym lekarzem zadnego bledu medycznego nie popelnil sama jest sobie winna 19 lat dorosla osoba nie wierze ze nie wiedziala ze jest ciazy zamiast od razu powiedziec lekarzom to robila z siebie wariata. Na co liczyla to nie katar ze leczony czy nie i tak przejdzie. Tyle dziekowac bogu ze sama nie zeszla przez swoja glupote.
Aaaa
Aaaa 12.04.2019, 07:39
Dziecinnie tłumaczenie się
Ww
Ww 11.04.2019, 16:10
Te "złośliwe" nadciśnienie hehe

Pozostałe