Region: Dwóch myśliwych na diabelskim weselu

  • 01.02.2020, 07:14
  • Paulina Chodyka
Region: Dwóch myśliwych na diabelskim weselu
Tym razem w naszym cyklu „Tajemnice podlaskich legend” wyjdziemy niedaleko poza granicę powiatu bialskiego. Mianowice zajrzymy do gminy Hanna i okolic miejscowości Konstantyn, gdzie młodzieniec ze swoim stryjem, w zimową księżycową noc, natrafili w lesie na diabelskie wesele…

W jednej z nadbużańskich wsi mieszkała rodzina z dawien dawna zwana Myśliwcami. Nikt nie wiedział tak naprawdę skąd się wziął ten przydomek. Przypuszczano, że może pochodzić od jednego z przodków,  który swego czasu wyrzeźbił w drewnie postać św. Huberta, będącego patronem myśliwych, a którą swego czasu odkupił od niego hrabia Zamojski. Później odprawiał przed nią rytuał rozpoczęcia i zakończenia każdego ze swych polowań. Z kolei część rodziny uważała, że przydomek zawdzięcza Michałowi Myśliwcowi, który niegdyś był zwykłym kłusownikiem, ale tak wprawionym w polowania, że zdołał okpić hrabiowskich gajowych. Każdy z członków rodziny miał w swoich zasobach jakąś broń, jednak większa część rzadko jej używała. Rzadko też Myśliwce brali udział w polowaniach.

Pewnego razu jednak jeden z synów Michała wraz ze swoim stryjem Stanisławem, postanowili, że aby ich przydomek mimo wszystko nie został zapomniany i aby nie stracił na wartości, wybrać się do lasu nieopodal swojej miejscowości na łowy. Być może zrobili to dlatego, że obudziła się w nich myśliwska żyłka…

Był to piękny, zimowy wieczór. Nadchodziła ponowa, a od strony Nowinek, z niedużego lasku, wychodzą na żer dziki. Dokoła leżały hałdy śniegu, a od tej białej powłoki już po chwili zaczęło odbijać się jasne księżycowe światło. Noc zapowiadała się piękna, a księżyc świecił wyjątkowo zachęcająco do nocnej wyprawy. W taką noc można było godzinami wpatrywać się w niebo. Z żadnej strony nie dochodził nawet szmer wiatru, a wokół panowała wręcz niepokojąca cisza. Magiczna aura spowiła las i ośnieżone pola. Rzadko zdarzają się takie noce.

Kilka kilometrów za wsią, młodzieniec wraz ze swym stryjem znaleźli odpowiednie miejsca, by zaczaić się na zwierzynę. Starszy, Stanisław miał ze sobą wypchany słomą wór, który podrzucił sobie pod nogi, by klękając nie uszkodzić kolan i ich nie zmrozić. Młodszy z kolei nazbierał świerkowych gałązek, by na nich spocząć. Tuż przed zajęciem myśliwskich stanowisk, z których jedno znajdowało się nieopodal wielkiego krzaka samotnie stojącego na miedzy, zaś drugie pod niewielkimi leszczynami na skraju lasu, dokonali ostatniej narady. (...)

Cały artykuł przeczytacie w papierowym i elektronicznym wydaniu Słowa Podlasia, z 28 stycznia

Paulina Chodyka

Podziel się:

Oceń:


Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu Słowo Podlasia. Grupa Wydawnicza SŁOWO sp z o.o. z siedzibą w mieście stołecznym Warszawa (Domaniewska 17/19/133, 02-672) jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.

Pozostałe