Karol Stanisław Radziwiłł, zwany "Panie Kochanku" (1734-1790) część III

  • 12.12.2017, 07:59 (aktualizacja 11.12.2017 12:05)
  • Słowo Podlasia | Polub nas na Facebooku
Karol Stanisław Radziwiłł, zwany "Panie Kochanku" (1734-1790) część III Karol Stanisław Radziwiłł "Panie Kochanku".
Śmierć Augusta III w 1763 r. jeszcze bardziej zdynamizowała, ale i skomplikowała polską scenę polityczną. W okresie bezkrólewia Radziwiłł zachowywał się jak przysłowiowe "dziecko we mgle". Właśnie wtedy "Panie Kochanku" jako jeden z nominalnych przywódców tzw. obozu republikańskiego (obok hetmana Jana Klemensa Branickiego) miał niepowtarzalną okazję, aby zdobyć decydującą przewagę nad "Familią" Czartoryskich.

Radziwiłł zachował się jednak całkowicie biernie, oddając się bez reszty suto zakrapianym ucztom w gronie licznych jeszcze adherentów. Wydawało się, że do ucztowania "Panie Kochanku" miał dobry powód, gdyż Katarzyna II chwilowo wycofała się z poparcia "Familii". Czartoryscy, jako wytrawni gracze polityczni, nie dali jednak za wygraną i potajemnie przygotowali się do wyboru posłów na sejmiki, co zupełnie zaniedbał Radziwiłł, fetując odniesienie "zwycięstwa" nad Czartoryskimi. Gdy okazało się, że wybory do sejmików i sądów kapturowych wygrali Czartoryscy, Radziwiłł pod koniec lutego 1764 r. przybył do Wilna, chcąc ustanowić własny sąd kapturowy, co mu się nawet udało, a 27. tego miesiąca został jego marszałkiem.

Obsypał obelgami biskupa

Była to kolejna okazja do zorganizowania pijackiej libacji. Po pijanemu "Panie Kochanku" z obnażoną szablą wdarł się do pałacu biskupa wileńskiego, Ignacego Massalskiego, którego obsypał obelgami (Massalski nie dotrzymał uprzednio danego Radziwiłłowi słowa, iż będzie go popierał). Następnego dnia, gdy "Panie Kochanku" dostatecznie wytrzeźwiał, udał się do pałacu biskupiego, aby przeprosić za swoje zachowanie poprzedniego dnia, ale urażony i przerażony biskup nie chciał z nim w ogóle rozmawiać. O tym ekscesie zrobiło się głośno nie tylko w Wilnie, nad głową Radziwiłła zaczęły gromadzić się czarne chmury.

"Panie Kochanku" w tej sytuacji zmuszony był do rezygnacji z własnych sądów kapturowych i w pierwszych dniach marca co koń wyskoczył pognał na Podole do Podhorzec, gdzie z rodzicami mieszkała Teresa Karolina Rzewuska. 

Ślub księcia "Panie Kochanku" z Teresą Karoliną Rzewuską musiał zostać zaplanowany odpowiednio wcześniej, bo z chwilą przybycia do Podhorzec Radziwiłła sprawy potoczyły się w tempie wręcz ekspresowym. Strony 7 kwietnia 1764 r. podpisały intercyzę, a już następnego dnia młoda para została połączona węzłem małżeńskim w kościele w Podhorcach. 

Wacław Piotr Rzewuski w intercyzie wyznaczył córce posag w wysokości 200000 złp, zabezpieczony na dobrach ojczystych i macierzyńskich, Aktykacja zapisu posagowego w księgach grodzkich lwowskich ze strony W. P. Rzewuskiego miała jednak nastąpić dopiero po Trzech Królach w roku 1765. Co ciekawsze, w intercyzie znalazł się (stosunkowo rzadko spotykany) zapis zwalniający pannę młodą z obowiązku abrenuncjacji [akt wyrzeczenia się kobiety wychodzącej za mąż praw do majątku rodzinnego, w tym zwłaszcza nieruchomości]. Jak się okazało w przyszłości W. P. Rzewuski nie wywiązał się nigdy z zapisu dotyczącego posagu córki, a Karol Stanisław z przyrzeczonych 200000 złp nie otrzymał nigdy ani jednej złotówki. 

W czasie, gdy Radziwiłł bawił w Podhorcach u żony i teściów, w Grodnie pod laską Stanisława Brzostowskiego 16 kwietnia 1764 r. zawiązała się konfederacja generalna litewska, a jej akt wyliczał wszystkie dotychczas popełnione przez "Panie Kochanku" (i jego kompanów) gwałty, burdy i awantury jakich nominalny jeszcze wojewoda wileński dopuścił się na Litwie. Gdy wiadomość o konfederacji dotarła do Radziwiłła, książę zareagował – jak na swoje możliwości – niemal błyskawicznie. Przybył do Warszawy już 1 maja na czele oddziałów swojej prywatnej milicji w sile ok. tysiąca szabel. W rozmowach i naradach z hetmanem J. K. Branickim stanowczo żądał użycia siły. Jak zwykle zabrakło mu jednak zdecydowania i konsekwencji w działaniu. Zdobył się jedynie na podpisanie wraz z innymi przywódcami obozu republikańskiego manifestu przeciwko sejmowi konwokacyjnemu i wraz z J. K. Branickim na czele swojej milicji opuścił stolicę, udając się do Białej. 

Schronił się na Mołdawii

To właśnie wówczas (o czym już pisałem uprzednio) doszło do rozbicia sił radziwiłłowskich 26 czerwca 1764 r. pod Słonimiem. W tej sytuacji Radziwiłł, ratując głowę, zmuszony był przekroczyć granicę, chroniąc się w Ottakach na Mołdawii. Tu zwrócił się z prośbą do hospodara mołdawskiego i władz tureckich o pozwolenie wolnego przejazdu na Węgry. Pozwolenie uzyskał i na dłużej zatrzymał się w Preszowie (obecnie miasto na Słowacji), gdzie "utknął" na dłużej. W Preszowie, obok wciąż jeszcze dość licznej grupy adherentów, Radziwiłłowi towarzyszyła też żona, Teresa Karolina. 

Księżna dopuściła się zdrady

Sankcje nałożone przez konfederację litewską postawiły Radziwiłła w bardzo trudnej sytuacji materialnej, gdyż pozbawiały go wszelkich dochodów z majątków litewskich. W tej sytuacji miał prawo oczekiwać wsparcia zarówno od żony (przynajmniej moralnego), jak też od jej rodziny, zwłaszcza iż teść nie wypłacił mu obiecanego posagu żony. Tymczasem księżna Radziwiłłowa ani myślała o jakimkolwiek wsparciu materialnym męża i wyraźnie znudzona pobytem w Preszowie, wdała się w romans z bliskim współpracownikiem księcia "Panie Kochanku", podwojewodzim wileńskim Ignacym Bohuszem. Zdrada małżeńska Radziwiłłowej szybko wyszła na jaw. Było to dla księcia tym bardziej bolesne, że I. Bohusza uważał dotychczas nie tylko za bliskiego współpracownika, ale i przyjaciela. Podczas jednej z suto zakrapianych kolacji, dobrze już podchmielony książę usiłował nawet zastrzelić Bohusza. Był jednak tak już pijany, że spudłował z dość bliskiej odległości. Bohusz salwował się ucieczką i potajemnie zamieszkał w niewielkim domu na przedmieściu Preszowa. W pośpiechu Preszów opuściła też księżna Teresa Karolina – miała udać się na Wołyń do ojca.

Pojechała jednak do Warszawy (rzekomo w sprawach męża), gdzie szampańsko bawiła się tak długo, jak długo starczyło jej pieniędzy, które otrzymała od męża. Wieść o romansie księżnej wyprzedziła przyjazd księżnej do Warszawy – stolica aż huczała od plotek na jej temat. Radziwiłłowa plotkami wcale się nie przejmowała, a gdy na dłuższy pobyt i zabawy w stolicy zabrakło jej pieniędzy, opuściła Warszawę, by udać się Wołyń, ale nie do ojca, lecz do majątków męża, na których miała zapisane dożywocie. 

Radziwiłł w Preszowie przebywał niemal rok skąd usilnie zabiegał o protekcję na dworach obcych, w czym wspierała go jedyna życzliwa mu osoba – księżna Anna Ludwika z Mycielskich Radziwiłłowa (macocha "Panie Kochanku"). 

Dopiero na początku lutego 1766 r. mógł pojawić się w Dreźnie, ale - mimo wsparcia przebywającej tam macochy - niczego nie zyskał. Jedynym ratunkiem dla "Panie Kochanku" było ukorzenie się przed Rosją i królem Stanisławem Augustem. Nie mając innego wyjścia (?), Radziwiłł łatwo uległ namowom Repnina, stanął na czele niechlubnej konfederacji radomskiej i odtąd – mówiąc kolokwialnie – dał się prowadzić Rosjanom "na krótkiej smyczy". 

Małżeństwo zakończone

Karolowi Stanisławowi nie układało się też życie osobiste. Niegodziwe wobec niego postępowanie żony było już na tyle dokuczliwe, iż "Panie Kochanku" w 1782 r. zdecydował się wystąpić z pozwem o unieważnienie swego małżeństwa z Rzewuską. Proces trwał długo, gdyż Teresa Karolina chwytała się różnych sposobów, aby nie tyle nie dopuścić do rozwodu, ile zyskać maksymalnie finansowo na rozstaniu się z mężem. Po wielu perypetiach "Panie Kochanku" zgodził się na bardzo niekorzystną dla siebie ugodę rozwodową, w wyniku której wypłacił żonie odszkodowanie w wysokości jednego miliona stu pięćdziesięciu tysięcy złotych polskich. Ugodę obie strony podpisały 7 października 1789 r.

Z życia publicznego i polityki książę "Panie Kochanku" wycofał się w drugiej połowie lat 80. zarówno ze względu nie tylko na dość już zaawansowany (jak na ówczesne czasy) wiek, ale przede wszystkim z powodu ustawicznie pogarszającego się stanu zdrowia (tracił wzrok). W tym czasie przebywał stale w Białej u swego przyrodniego brata, księcia Hieronima Wincentego. Zmarł w pałacu bialskim 21 listopada 1790 r.
Pozostała po nim wielka niesława i przeogromne długi, szacowane na niewyobrażalnie wysoką kwotę pięćdziesięciu milionów złotych polskich!

Całą historię przeczytacie w 47 numerze Słowa

Jerzy Flisiński

 

Słowo Podlasia | Polub nas na Facebooku
Podziel się:
Oceń:
  • TAGI:

 

Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu Słowo Podlasia. Grupa Wydawnicza SŁOWO sp z o.o. z siedzibą w mieście stołecznym Warszawa (ul. Chocimska 3A, 00-791) jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.

Pozostałe