Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Piątek, 1 lipca 2022 00:44
Reklama

Neple, czyli tam, gdzie mieszkał ród Niemcewiczów

Pięknie położna nad Bugiem miejscowość Neple, słynna jest dzięki temu, że mieli w niej swoje posiadłości Niemcewiczowie, z których wywodzi się Julian Ursyn Niemcewicz, wybitny pisarz i dramaturg. Jedną z jego najbardziej znanych komedii jest "Powrót posła". Będąc w okolicach, przy okazji warto odwiedzić też Krzyczew, wieś o bogatej historii, gdzie obejrzymy dwór z pierwszej połowy XIX wieku oraz zabytkowy drewniany kościół.
Neple, czyli tam, gdzie mieszkał ród Niemcewiczów
Rzeka Bug stwarza możliwość ciekawych wycieczek kajakiem, z czego turyści chętnie korzystają
Autor: archiwum

Z posiadłości Niemcewiczów, której okres świetności przypada na czas od XVII do XIX wieku, zachował się lamus nazywany "Skarbczykiem", biwak czyli miejsce, w którym zatrzymywał się car Aleksander I, kaplica grobowa św. Juliusza oraz Biały Dworek, w którym  od lat mieści się dom nauczyciela. Pierwszym właścicielem włości nepelskich i klenickich był Aleksander Ursyn Niemcewicz, który podzielił je między swych synów, Marcela Ursyna i Franciszka Ursyna. Ojcem sławetnego publicysty i pisarza Juliana Ursyna był Marcel Ursyn, stąd dramaturg spędził na Podlasiu dzieciństwo. Jednak, w młodości, choć wspominał często o pobycie na tych ziemiach, to bywał na Podlasiu rzadko, gdyż od 1777 r. służył jako adiutant dowódcy wojsk litewskich Adama Kazimierza Czartoryskiego, z którym udawał się też w liczne podróże m.in. do Włoch, Anglii i Francji.

Romans z carem Rosji

Od XIX wieku dobrami ziemskimi zarządza Kalikst Mierzejewski, pełniący wcześniej funkcję marszałka szlachty grodzieńskiej oraz mający znaczący majątek na Polesiu. Choć wpływowy i zamożny, Kalikst nie miał szczęścia w miłości. Ożenił się w prawdzie z piękną Julią z Orzeszków, jednak ta spodobała się również carowi Rosji, Aleksandrowi I. Z tego powodu władca odwiedzał Neple, nawet specjalnie dla niego wybudowano tzw. biwak, którego ruiny zachowały się do dziś. Car został też ojcem chrzestnym jedynego syna państwa Mierzejewskich. Niestety, chłopiec w 1828 r. spadł z konia, a obrażenia poniesione w wypadku były tak poważne, iż jedenastolatek, po kilkudziesięciu dniach cierpienia, zmarł. Na jego cześć rodzice ufundowali ogromny głaz z krzyżem, a także kaplicę grobową. To nie koniec nieszczęść, jakie spotkały rodzinę. W 1854 r. dochodzi do pożaru, który niszczy nie tylko wnętrza pełne dzieł sztuki, antyków i bibelotów przywiezionych z egzotycznych krajów, ale też piękny ogród, którym szczycili się Mierzejewscy. Ich rezydencja, przed tym, jak strawił ją ogień, była podziwiana w całym Królestwie Polskim. Wieść niesie, iż Julia, gdy doszło do tragedii uratowała jedynie listy miłosne od cara. Odbudowanie zespołu dworskiego znamienity ród powierzył architektowi Franciszkowi Jaszczołdowi. Mimo to, posiadłość nie odzyskała już dawnej świetności. Szczególne zniszczenia obiekt poniósł w okresie II wojny światowej i tuż po niej, gdyż został rozebrany na części.  

Do dziś zachował się też kościół parafialny pw. Podwyższenia Krzyża Świętego wybudowany w 1769 r., z funduszy Franciszka Ursyna Niemcewicza. Początkowo służył jak świątynia unicka, a następnie przez władze carskie został przekształcony w latach 1873-1919 na cerkiew. Umieszczono w nim epitafia rodziny Niemcewiczów.

Opisuje historię Podlasia

W Neplach mieszka pisarz Lech Łukaszuk, który wydał już trzy książki o historii miejscowości, a także o Krzyczewie i Kuzawce, teraz planuje publikację dotyczącą kościoła pw. Podwyższenia Krzyża Świętego.

 – Każda rodzina w parafii dostanie książkę bezpłatnie, w dniu 100-lecia istnienia świątyni. Zbieranie danych nie jest proste, gdyż prawdopodobnie część dokumentów znajduje się w Moskwie i Sankt Petersburgu – mówi Lech Łukaszuk. – Pisać zacząłem w 2012 r. Tworzę pod kątem miłośników Nepli i osób, które tu mieszkają. Impulsem do rozpoczęcia prac było oglądanie starego albumu. Pomyślałem wtedy, iż niektóre rodziny mają bogate zbiory fotografii, więc zdecydowałem się je zebrać w jednym miejscu.

Przy pisaniu korzystał z ksiąg wieczystych znajdujących się w Radzyniu Podlaskim, ale nie tylko, również z archiwów wileńskich. – Obecnie pracuję nad piątą książką, dotyczącą osób pochowanych na tych terenach. Wiele z nich służyło w wojskach carskich czy ułańskich. Był mieszkaniec, który należał do gwardii carskiej i był blisko cara. Ciekawych postaci jest bardzo dużo. Zebranie materiałów i napisanie zajmuje mi zazwyczaj rok  – zaznacza autor. Wcześniej pracował w Miejskim Ośrodku Sportu i Rekreacji w Białej Podlaskiej, pomagał też w organizacji wielu imprez sportowych w Białej Podlaskiej.

Czytaj też: Masz stare przedmioty, których już nie używasz? Chcesz kupić unikat? Przyjdź na pchli targ

Popływać kajakiem, zagrać paintball

W Krzyczewie nie tylko można poczuć ducha historii odwiedzając zabytkową świątynię czy oglądając dwór z XIX wieku, ale też odpocząć pływając kajakiem. Taką możliwość daje ośrodek "Marta", który Włodzimierz Denkiewicz nazwał na cześć córki. Wypożycza też rowery, a także organizuje grę w paintball czy Cross Maraton, czyli tzw. trójbój, składający się z pływania kajakiem, jazdy na rowerze i biegu po terenie nadbużańskim. 

– W poprzednim roku, w czasie imprezy, w zawodach brało udział trzydzieści kilka osób. Przy okazji odbywały się też inne wydarzenia. W przedsięwzięcie była zaangażowana cała gmina. W przyszłym roku planuję Cross Maraton dla jeszcze większej liczby osób, gdyż zainteresowanych było bardzo dużo – mówi Włodzimierz Denkiewicz. Przyznaje, że wybrał Krzyczew na otworzenie agroturystyki ze względu na ciszę i spokój, jakich można doświadczyć wśród nadbużańskiej przyrody. Dodaje też, że większość mebli w krzyczewskim domu czy ogrodowych, a także okiennice wykonał samodzielnie. Zauważa, że mieszkańcy Krzyczewa są bardzo życzliwie nastawieni do innych i chętnie udzielają pomocy i wsparcia. – Tutaj wszyscy są jak wielka rodzina – mówi Włodzimierz Denkiewicz.

Napisał monografię Krzyczewa

Maciej Barmosz, ma 22 lata i jest studentem prawa. W wolnym czasie, od kilku lat zajmuje się zbieraniem dokumentów dotyczących Krzyczewa. Dzięki pozyskanym materiałom napisał monografię miejscowości, z której pochodzą jego dziadkowie i mama. Obecnie przygotowuje się do wydania książki.

– Historią Krzyczewa była opisywana już wcześniej. Wysiłki w tym zakresie podjął Jan Martyniuk. Niestety, to co napisał nie zostało wydane, gdyż jego zapiski zaginęły. Drugą osobą był ks. prałat Zdzisław Oziębło proboszcz parafii Neple, obejmującej też Krzyczew, w latach 1955 – 1992. Opublikował dwie prace "Wierni Bogu i ojczyźnie", to wspomnienia z okresu I i II wojny światowej, druga książka to "Neple i okolice" – mówi Maciej Barmosz.  

Jak wyjaśnia pierwsze wzmianki o Krzyczewie pochodzą z XV wieku.  Specyfiką miejscowości jest to, że ludność dokonuje tu lokalnego podziału terytorialnego. To znaczy, że każdy las, pole, sadzawka, ma swoją nazwę. – Teren wokół kościoła nazywany jest miasteczkiem, być może dlatego, że przy świątyni odbywały się niegdyś jarmarki lub ze względu na przeprawę promową, która mieściła nieopodal, a przy niej funkcjonowała karczma. Części Krzyczewa były określane hajkiem, końcem, na las mówiono butczyki, ale są też tańczyska czy porubiska – informuje Maciej Barmosz. – Jednak nawet najstarsze osoby nie wiedzą, skąd nazwy się wzięły i co oznaczają, mimo to są one wciąż używane. W jednym z dokumentów pochodzących z 1804 r. te nazwy już występują, więc muszą być bardzo, bardzo stare.

Odnowiony kościół dzięki polskiemu żołnierzowi

Właścicielami Krzyczewa od XV do XVII wieku byli Krzczewscy, jednym z członków tego rodu był Stanisław Michał Krzyczewski, który brał udział w powstaniu Chmielnickiego, jednak stanął po stronie Kozaków. Jednak inni Krzyczewscy lepiej się zapisali się w dziejach kraju, gdyż pełnili różne ważne funkcje w województwie brzeskolitewskim, które obejmowało miejscowość.

–  Kościół w Krzyczewie został zbudowany w 1675 r. do tej pory podawano datę 1683 r., taka też istnieje na froncie świątyni. Jednak jest ona błędna. Pierwsza data może pochodzić z funduszu cerkwi, który wtedy mógł powstać.  Kościół został gruntownie przebudowany w 1810 r.  Natomiast w 1874 r. cerkiew unicką przekształcono w prawosławną, co było związane z prześladowaniami unitów przez władze carskie. Cerkiew została wyświęcona na kościół katolicki 21 kwietnia 1919 r., tego aktu dokonał ks. Aleksander Fiałkowski proboszcz z Malowej Góry. Po I wojnie światowej parafia Krzyczew nie została reaktywowana, tłumaczono to małą liczbą mieszkańców. Z tego powodu Krzyczew przyłączono do parafii Malowa Góra i tak jest do dziś – opowiada Maciej Barmosz

Dodaje też, iż kościół w Krzyczewie został gruntownie wyremontowany w latach dziewięćdziesiątych, za sprawą Jana i Dory Fedoruk. Jan był żołnierzem i służył w wojskach gen. Maczka, po II wojnie światowej został w Anglii, tam z innymi żołnierzami założył gospodarstwo rolne, dzięki czemu zarobił znaczne pieniądze. W 1955 r. poślubił Brytyjkę Dorę, kiedy zmarł w 1974 r., żona ze względu na wcześniejszą prośbę męża, zaczęła wspierać Podlasie, z którego pochodził. W latach osiemdziesiątych ruszyła masowa pomoc, dla mieszkańców Krzyczewa i okolicznych miejscowości. Przesyłano ubrania, żywność, a z Dorą Fedoruk kontaktował się ks. Oziębło.

Posiadłość miała wielu właścicieli

Dwór, który znajduje się w Krzyczewie prawdopodobnie został wybudowany przez właściciela miejscowości, Jerzego Dramińskiego, ok. 1810 r. Posiadłość była też przez wiele lat w rękach rodu Bogusławskich, którzy aktywnie uczestniczyli we wszystkich powstaniach, a także starali się o rozwój majątku. W 1876 r. jego posiadaczami została rodzina Kuczewskich i była nimi do 1945 r. czyli do czasu wejścia dekretu PKWN-u na mocy, którego wszystkie majątki ziemskie zostały przejęte przez Skarb Państwa i rozparcelowane. Po wojnie mieściła się w budynku strażnica Wojsk Ochrony Pogranicza, która działała do 1956 r. Później dwór był zamieszkiwany przez repatriantów wracających ze Związku Radzieckiego, ludzi bezdomnych, a w 1989 r. nabył go obecny właściciel.

Czytaj też: Katarzyna Bosacka pokazuje paragony grozy. Za rybę nad morzem zapłacimy krocie



Oceń

Napisz komentarz
Komentarze
Reklama
Reklama
Reklama
KOMENTARZE
Autor komentarza: WoloreTreść komentarza: Co za kitData dodania komentarza: 30.06.2022, 23:19Źródło komentarza: Miej energię ze słońca w zasięgu ręki z firmą PVTIMAutor komentarza: kibicTreść komentarza: Tomasz Nieścieruk, wielki szacun ! I powodzenia !Data dodania komentarza: 30.06.2022, 20:05Źródło komentarza: Tomasz Nieścieruk odchodzi z Podlasia Biała PodlaskaAutor komentarza: wioTreść komentarza: hm , coś tu nie tak. Drzewo to wciąż najtańsze paliwo. Tylko zapewne nie ma zapewnionych kierunków dostaw. Rosja już nam nie da, a zieloni Puszczy Białowieskiej nie dadzą wyciąć. Może jak będzie budowana autostrada to z wycinki pod pas drogowy coś się skombinuje. 48 tysięcy ton rocznie to sporo - a gdzie to trzymać ? Tak mniej więcej jeden kubik waży od 600 do 800 kg w zależności od rodzaju drzewa. Powiedzmy średnio 700 kg . To mniej więcej wychodzi 68500 kubików czyli klocków 1m/1m/1m . A Biała ma taki magazyn ? Gdzieś to trzeba sezonować bo niesezonowane nie spełni znów parametrów ekologicznych. Chyba inwestycja logistycznie źle zaprojektowana, pewnie stąd to cba. Oj widać nie tylko bialskie spółdzielnie się czepiają PECu. Problem jest głębszy bo kto będzie w Białej grzał. Nie ma alternatywy !!! PEC musi istnieć i musi grzać. Dlatego powiem tak : " dajcie PECOWI spokój aż do chwili gdy kaloryfery będą zimne. Potem nie będzie potrzebne CBA. ludzie sami z widłami pójdą na ul. Pokoju. Dajcie im spokój bo zagrożenie zimnymi mieszkaniami jest realne.Data dodania komentarza: 30.06.2022, 14:24Źródło komentarza: CBA wchodzi do miejskiej spółki. Nowa ciepłownia pod lupą służbAutor komentarza: Ja...Treść komentarza: Odejmij sobie od wypłaty pięknisiu .Data dodania komentarza: 30.06.2022, 12:22Źródło komentarza: CBA wchodzi do miejskiej spółki. Nowa ciepłownia pod lupą służbAutor komentarza: MieszkaniecTreść komentarza: Radzę autorowi tekstu lepiej sprawdzać miejscowość o której pisze a nie wprowadzać czytelników w błąd. Wyżej wymieniony wypadek miał miejsce w Dubicy Dolnej a nie jak autor tekstu pisze Polubiczach wiejskich.Data dodania komentarza: 29.06.2022, 21:20Źródło komentarza: Jeden samochód na drzewie, drugi w polu. Dwie osoby w szpitalu
Reklama