Większość ptaków, które napotykamy na ziemi w okresie lęgowym, to tzw. podloty. Są to młode osobniki, które opuściły już gniazdo lub z niego wypadły, ale ich skrzydła nie są jeszcze na tyle silne, by unieść je w powietrze. To całkowicie naturalny etap w ich rozwoju – na ziemi lub niskich gałęziach uczą się samodzielności, skakania i ukrywania się.
Co kluczowe: one nie zostały porzucone! Ich rodzice są w pobliżu, regularnie je dokarmiają i pilnują przed drapieżnikami. Często ukrywają się w koronach drzew, czekając, aż natrętny człowiek wreszcie odejdzie.
- Każdego roku w okresie lęgowym odbieramy dziesiątki telefonów od przejętych mieszkańców, którzy zgłaszają 'ranne' lub 'wypadnięte z gniazda' ptaki. Niestety, plagą jest też zabieranie tych zwierząt do domów i przynoszenie ich do naszej dyżurki w kartonach. Apeluję do wszystkich mieszkańców: nie ruszajcie podlotów i nie wzywajcie do nich straży! Matka tego ptaka jest w pobliżu i doskonale wie, jak go wykarmić. Gdy młody nauczy się latać, sam odleci. Zabierając go, odbieramy mu szansę na normalne życie w przyrodzie - mówi komendant Straży Miejskiej w Białej Podlaskiej, Henryk Nędziak.
Zamykanie dzikiego ptaka w ciasnym kartonie, próby karmienia go chlebem czy po prostu dotykanie generują u niego śmiertelny stres. Ponieważ ptaki mają niezwykle wrażliwy układ nerwowy, szok wywołany „ratunkiem” przez człowieka może skończyć się dla nich tragicznie. Co więcej, człowiek nie jest w stanie zastąpić ptasich rodziców. Bez odpowiedniej diety i nauki przetrwania w dziczy, młody ptak wychowany w niewoli staje się kaleką, która nigdy nie poradzi sobie na wolności.
Kiedy pomoc jest naprawdę potrzebna?
Strażnicy przypominają, że interwencja człowieka jest uzasadniona tylko w kilku przypadkach.
- Na przykład kiedy ptak jest widocznie ranny, ma złamane skrzydło, krwawi, został zaatakowany przez psa lub kota lub grozi mu bezpośrednie niebezpieczeństwo, siedzi na środku jezdni lub ruchliwego chodnika - mówi komendant.
Czytaj też:

Napisz komentarz
Komentarze