Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
środa, 7 października 2026 22:33
Reklama
Reklama
Wywiad Słowa Podlasia

Myślałem, że samorząd to ludzkie sprawy, a to po prostu polityka

O tym, co wieloletniemu dyrektorowi miejskiej szkoły dała działalność samorządowa, jak zakończył się projekt obywatelskiego Stowarzyszenia Biała Samorządowa, czy w zarządzaniu samorządem jest przestrzeń dla formacji niepartyjnych, oraz o bilansie zysków i strat , rozmawiamy z Janem Jakubcem, byłym radnym miejskim i wieloletnim dyrektorem Szkoły Podstawowej z Oddziałami Integracyjnymi nr 5 w Białej Podlaskiej oraz działaczem sportowym.
Myślałem, że samorząd to ludzkie sprawy, a to po prostu polityka
Teraz już do głosu nie mają prawa dojść zwykli mieszkańcy, tylko albo działacze partyjni, albo osoby związane z daną władzą, która w danym momencie pełni zarząd nad samorządem. Reszta jest niesłyszana i niewidziana - mówi Jan Jakubiec w wywiadzie dla Słowa Podlasia

Źródło: archiwum/Słowo Podlasia

Jaką wyniósł Pan nauczkę po czterech latach sprawowania mandatu w Radzie Miasta? Już nie chce być Pan samorządowcem? 

Moje zaangażowanie i praca dla miasta, którą starałem się wykonywać z sercem , jako radny, ale i przez lata w oświacie i sporcie, została podsumowana tak, jak została podsumowana. Pomyliłem się. Ja nie mam sobie nic do zarzucenia, jeżeli chodzi o pracę jako dyrektor szkoły, jako działacz sportowy. Spokojnie, z otwartą przyłbicą mogę spojrzeć w lustro. Uważam, że moje dokonania nie są małe, że ten czas nie był zmarnowany w okresie tych 21 lat. Natomiast czasami mam takie myśli, że niepotrzebnie wszedłem w ten samorząd. Myślałem, że samorząd to nie polityka z perspektywy Warszawy, że jest coś bardziej realnego, mądrego, ludzkiego. Niestety się pomyliłem.

Jeśli nie pracę w Radzie Miasta, to jaki okres pańskiej działalności dla miasta uważa Pan za najlepszy? 

W 1995 roku, po rozstrzygnięciu konkursu na dyrektora Szkoły Podstawowej nr 5, przyszedłem do pracy do tej szkoły ze szkoły w Rokitnie. Widziałem, że tutaj mogę bardziej się rozwijać, mogę bardziej rozwijać szkołę. Mogłem pokazać, że coś więcej można zrobić w środowisku miasta Biała Podlaska niż w środowisku gminy wiejskiej. Wówczas prezydentem miasta był Maciej Kosik i zwracał się do mnie żartobliwie „kierownik prowincjonalnej szkółki w Zofii Lesie”. To mnie tak napędziło osobiście, żeby z tej rzekomo prowincjonalnej szkółki w Zofii Lesie zrobić coś, co nie przypomina tej szkółki prowincjonalnej. Rozpocząłem pracę od budowy hali w 1996 roku, największej wówczas w mieście, przy szkole. W 1998 roku tę halę ukończyliśmy, pracując wspólnie z prezydentem, Radą Miasta, wspólnie ze społecznym komitetem budowy, którego przewodniczącym był pan Stanisław Romaniuk.

Za tym poszły klasy sportowe o profilu piłki nożnej, które wprowadziłem. Dzisiaj możemy się poszczycić jako miasto, że mamy wychowanków, reprezentantów Polski, Szymański, Borysiuk, ale to miało początek właśnie w Szkole Podstawowej numer 5. Stworzyliśmy z czasem całą bazę, dając początek obiektom przy ulicy Zdanowskiego, czyli TOP54 później, bo na początku, w momencie kiedy jeszcze gimnazjum nie istniało, to był Uczniowski Klub Sportowy TOP 5.

Później, no może nawet nie później, ale równocześnie, doszedłem do wniosku, że mamy ofertę szkoły, która promuje dzieci uzdolnione, zdrowe. Tymczasem bardzo duża rzesza dzieci pojawiała się z dysfunkcjami różnymi, więc powstał pomysł klas integracyjnych. Nie było to łatwe, bo szkoła nie była przygotowana jeżeli chodzi o infrastrukturę, z kadrą było trochę lżej. Szukałem nauczycieli w różnych placówkach oświatowych i w mieście Biała Podlaska i poza miastem i moje osobiste kontakty spowodowały też, że ta kadra, która była przygotowana do pracy właśnie w klasach tych sportowych i integracyjnych została zatrudniona. Udało się, szkoła została przystosowana pod każdym względem do prowadzenia klas integracyjnych i sportowych. To był okres wzorowej współpracy z samorządem. Sam dyrektor szkoły nie jest w stanie nic zrobić bez współpracy z samorządem, bez wsparcia samorządu.

Projekt klas integracyjnych okazał się udany.

Przy współpracy z poradnią psychologiczno-pedagogiczną, na podstawie orzeczeń tej poradni, zaczęły tworzyć się te klasy. I tutaj taka ciekawostka, kiedy przyszedłem do „piątki” w 1995 roku, w szkole uczyło się 600 uczniów. W końcówce mojej pracy w 2016, uczniów było 1200. To poszerzenie oferty oświatowej poprzez sport i dostęp dzieci z orzeczeniami spowodowało to, że przez pewien rok, jak robiłem takie badania, miałem ponad 54 proc. dzieci spoza obwodu mojej szkoły. Czyli rodzice dokonywali wyboru szkoły. Ja nigdy nie organizowałem tak zwanych drzwi otwartych, zachęcających rodziców, żeby do mnie do szkoły przychodziły ich dzieci.

Był pan dyrektorem przez lata, a na funkcji prezydentów osoby się zmieniały. Ilu prezydentów w tym czasie rządziło miastem, kiedy Pan zarządzał szkołą? 

Kiedy wspominam czas dobrej współpracy z samorządem, było dwóch - Maciej Kosik i Andrzej Czapski. Miałem przyjemność pracy w tym okresie, kiedy i organ prowadzący szkołę, czyli Urząd Miasta i organ nadzorujący czyli kuratorium realizowały swoje zadania względem oświaty. Udało mi się przepracować, pełniąc funkcję dyrektora w sumie 27 lat, a w szkole 35 lat. W historii mojej pracy nie miałem nawet jednego upomnienia. Kiedy wkroczyło do samorządu partyjniactwo, to trzeba tak to nazwać, to ja przestałem być dyrektorem. To był 2016 rok, kiedy prezydentem był pan Dariusz Stefaniuk z PiS, a wiceprezydentem pan Michał Litwiniuk z PO.

Przestałem być dyrektorem w wyniku po prostu przegranego konkursu. Wiadomo, konkursy są konkursami. Chciałem jeszcze jedną kadencję poprowadzić szkołę i przygotować kogoś, kto mógłby kontynuować to, co udało mi się w tej szkole osiągnąć. Ktoś, kto by widział taką potrzebę kształcenia właśnie w tych dwóch kierunkach. Ale niestety, niestety nie było mi dane.

To wtedy, stwierdził Pan, że na tym nie koniec Jakubca w sferze publicznej na terenie miasta i teraz czas na samorząd? 

Po takiej aktywności przez tyle lat, ciężko jest usiąść w domu przy telewizorze, czy przy gazecie i powiedzieć, że ja swoje zrobiłem. Przyznam, naciskałem kolegów na utworzenie jakiegoś stowarzyszenia, które umożliwiłoby nam kontynuowanie aktywności społecznej. No i wtedy powstało Stowarzyszenie Biała Samorządowa.

Jakie było założenie dla tego Stowarzyszenia ? 

Chcieliśmy aktywnie uczestniczyć w życiu miasta.

My, czyli kto, czyli nie politycy rozumiem? 

Nie, absolutnie. Stowarzyszenie miało charakter bezpartyjny. To była podstawa. Nie politycy. Celem naszym była aktywność nie w sferze politycznej, a samorządowej. Stowarzyszenie skupiało osoby, które w przestrzeni publicznej działały przez lata i były rozpoznawalne. Prezesem stowarzyszenia był pan Bogusław Broniewicz, jednym z wiceprezesów - oprócz mnie, był pan Maciej Buczyński. Skarbnikiem zarządu Stowarzyszenia Biała Samorządowa był pan Konrad Afaltowski. W stowarzyszeniu była Małgorzata Nikolska, była dyrektor Muzeum Południowego Podlasia, Jan Polkowski, były wiceprezydent Białej Podlaskiej, a na początku w spotkaniach naszych uczestniczył też pan Andrzej Czapski.

Głównym celem stowarzyszenia to było włączenie się w życie samorządowe. Na początku nawet nie myśleliśmy o komitecie wyborczym, tylko chcieliśmy patrzeć władzy na ręce. Chcieliśmy komunikować mieszkańców z władzą i przedstawiać problemy, którymi żyją mieszkańcy. Okazało się szybko, że żeby móc bardziej oddziaływać na tę sferę społeczną, musieliśmy iść do samorządu. Nie liczyliśmy na żadne funkcje w samorządzie typu prezydent, wiceprezydent, czy inne.

No trochę liczyliście, bo wystawiliście w 2018 roku, w wyborach samorządowych, swojego kandydata na prezydenta.

Tak. Wydawało nam się, że komitet wyborczy wzmocni nasze Stowarzyszenie, jeżeli nie mielibyśmy swojego kandydata, to co by pomyśleli mieszkańcy - nawet nie mają człowieka, który wystartowałby jako kandydat na prezydenta.

Czy wasza działalność to miał być sygnał sprzeciwu wobec obsadzania stanowisk samorządowych przez działaczy partyjnych? 

Mój na pewno tak. Mój i chyba większości naszych członków Stowarzyszenia. Uważaliśmy, że liczą się kompetencje, liczy się fachowość, liczy się doświadczenie, a nie legitymacja partyjna, która otwierała wszystkie drzwi. Generalnie w mojej ocenie, a mam prawo do takiej oceny, nasz samorząd zakończył się w 2014 roku, w momencie kiedy pan Czapski przestał być prezydentem miasta.

Wystawiacie swojego kandydata na prezydenta, w duchu samorządności i przegrywacie, bo do drugiej tury wchodzą kandydaci partyjni. Wasza wizja samorządu odpartyjnionego nie idzie w parze z wizją mieszkańców.

I pierwsza nasza myśl, jak się zachować, bo przecież przed nami jest druga tura, tak? Pierwsza nasza decyzja to, nie włączamy się. Jeżeli ludzie nie widzą naszego kandydata i nas, to wybrali. Ale przyszedł taki dzień, gdzie w naszej siedzibie zaczęli się pojawiać ludzie komitetu pana Michała Litwiniuka, łącznie z panem Michałem Litwiniukiem, z gorącymi prośbami o poparcie naszego środowiska. Mieliśmy już wówczas wiedzę, że mamy trzech radnych, a nasz komitet zebrał prawie cztery tysiące głosów. Przewodniczący Stowarzyszenia Biała Samorządowa był sceptycznie nastawiony do pomysłu popierania kogokolwiek, a tym bardziej Michała Litwiniuka. Ja naciskałem, licząc, że będziemy mieli wpływ na to, by coś zmienić w mieście. prosiłem Bogusława Broniewicza, żeby jednak się zgodził, aby coś zmienić w naszym mieście.

No i doszło do takiego spotkania w lokalu Diana, kiedy w świetle fleszy doszło do porozumienia i do poparcia kandydatury Michała Litwiniuka przez Bogusława Broniewicza i Andrzeja Czapskiego, kandydatów na prezydenta miasta w pierwszej turze wyborów samorządowych w 2018 roku.

Czy członkowie Stowarzyszenia mieli możliwość wypowiedzieć się na temat tej sytuacji? 

To była bardzo ważna decyzja, więc dlatego nie mogliśmy się tylko oprzeć na zarządzie Stowarzyszenia, ale chcieliśmy o to zapytać wszystkich członków. Zaproponowaliśmy takie rozwiązanie członkom Stowarzyszenia i otrzymaliśmy zgodę. Zakładając, że formuła od tej pory była taka, że był prezydent i dwóch wiceprezydentów, propozycja jaką miało Stowarzyszenie, była taka, że wiceprezydentem miał być przewodniczący Stowarzyszenia, Bogusław Broniewicz. Stało się inaczej. Wiceprezydentem został Maciej Buczyński. Taka decyzja zapadła poza nami, a nas po prostu poinformowano. Dostaliśmy przewodniczącego Rady Miasta.

Współpraca ostatecznie się nie ułożyła.

Dwa lata wspieraliśmy Michała Litwiniuka, ale przyszedł taki czas, że próbowano na nas wymuszać jakieś tam podejmowanie decyzji. Przyszedł taki dzień, że poprosił nas pan Michał Litwiniuk, mnie i pana przewodniczącego Rady Miasta, do gabinetu i poinformował nas, że nie jest zadowolony ze współpracy z radnymi Białej Samorządowej. Usłyszeliśmy, że nawiązał kontakt z klubem radnych Prawa i Sprawiedliwości, ma to na agendzie i będzie to realizował. Wtedy zorganizowaliśmy konferencję na Placu Wolności informując mieszkańców, że klub radnych PO nawiązuje współpracę z klubem radnych PiS-u.

Nie ma Pan dziś takich rozterek, że to wejście do samorządu pierwiastka społecznego w postaci waszej trójki radnych z zapleczem Stowarzyszenia, które miało działać na rzecz mieszkańców, spaliło na panewce? 

Mieliśmy wiarę, że jednak to partyjniactwo i polityka z samorządu być może w pewnej części wyjdzie. Niestety nie potwierdziły się nasze oczekiwania, dalej prym wiedzie partyjniactwo w samorządzie.

Myśli pan, że taki był wybór mieszkańców? 

Tak, bo ja na przykład startowałem drugi raz z rejonu Sidorskiej i Orzechówka. Miałem więcej głosów niż kilku radnych, którzy mają dziś mandat. Ale to było za mało, żeby Stowarzyszenie dostało mandat, choć uważałem, że praca przez 21 lat w tym rejonie dla miasta, robienie czegoś dla ludzi, dla tego środowiska, zostanie docenione.

To czemu ludzie nie docenili? 

Należałoby zadać to pytanie wyborcom.

Po tej pracy samorządowej, przez jedną kadencję, przestaje funkcjonować Stowarzyszenie Biała Samorządowa.

Decyzje wyborcze mieszkańców dały nam konkretną informację. Nie ma miejsca na bezpartyjność w samorządzie w mieście Biała Podlaska. Dzisiaj nas pytają - dlaczego was nie ma, po co kończyliście swoją działalność? Przecież dzisiaj my nie mamy żadnej wiedzy, co się dzieje tam w samorządzie – mówią.

A finał pańskiej działalności publicznej stał się gorzką pigułką?

Pewnie wszyscy wiedzą jak się zaczęło. Zaczęło się oskarżeniami publicznymi na sesji Rady Miasta o jakąś propozycję korupcji politycznej, co – nadal podtrzymuję, że nie nigdy miało miejsca. Będąc przekonany, że prawo w tym kraju obowiązuje i jest przestrzegane, skierowałem sprawę do sądu, a chodziło mi tylko jedno słowo: przepraszam. Takie słowo nie padło, a nasze sądy na podstawie zeznań świadków - ówczesnych podwładnych prezydenta, uniewinniły prezydenta z zarzuconych czynów, a ja w trzech instancjach sądowych tę sprawę przegrałem i poniosłem koszty.

Oprócz tego złego samopoczucia, które pozostało Panu, oprócz tego rozgoryczenia, jest coś jeszcze?

Mam poczucie krzywdy. Mam poczucie krzywdy, bo nie zasłużyłem moją pracą i w oświacie, w szkole i w sporcie, na takie zakończenie mojej działalności, takiej aktywnej działalności. Upartyjnienie samorządu, które się zadziało właśnie w momencie zakończenia kadencji pana Czapskiego, spowodowało to, co jest. Teraz już do głosu nie mają prawa dojść zwykli mieszkańcy, tylko albo działacze partyjni, albo osoby związane z daną władzą, która w danym momencie pełni zarząd nad samorządem. Reszta jest niesłyszana i niewidziana.

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Zenon 07.10.2026 20:42
Panie Janie proszę reaktywować Białą Samorządowe, ja jeśli to możliwe dopiszę się do stowarzyszenia. Potrzebna jest kontrola działań każdej i tej władzy. Pozdrawiam

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama Bricomarche
Reklama kalorycznyekogroszek.pl
ReklamaKolejowy Serwis Mobilny
Reklama
Reklama
KOMENTARZE
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama