Jedna chwila wystarczyła, by dotychczasowe życie Marcina i jego mamy legło w gruzach. Dosłownie. 8 października doszło do koszmarnego wybuchu gazu, który doszczętnie zniszczył ich dom rodzinny i odebrał życie jednej osobie. Dziś poszkodowani starają się stanąć na nogi, jednak bez wsparcia ludzi dobrej woli odbudowa ich dawnego świata jest niemożliwa.
Dramat, który rozegrał się w kilka sekund. Gdy doszło do eksplozji, Marcin wraz z mamą przebywali poza domem. To prawdopodobnie ocaliło im życie. - 8 października otarliśmy się o tragiczną śmierć. Kiedy byliśmy z mamą poza domem, doszło do wybuchu gazu. Z naszego domu została kupa gruzu i dach, który jeszcze niedawno odnowiliśmy. Zginęła jedna osoba... - wspomina mężczyzna.
Rozmiar zniszczeń przerósł najgorsze wyobrażenia. Nadzieja na to, że uszkodzenia będą powierzchowne, prysła w ułamku sekundy:
- Zostaliśmy bez dachu nad głową i bez środków do życia. Wracając na miejsce, w którym kiedyś stał nasz dom, spodziewaliśmy się zobaczyć spalenie, wybite okna i drzwi, może zburzone ścianki… Ale to, co zobaczyliśmy, zmroziło nam krew w żyłach. Kupa gruzu i leżący na nich dach. To wszystko, co zostało - opowiada Marcin.
Ostatnie świadectwo dawnego życia
Mieszkańcy wyszli z domu tak, jak stali. W gruzach przepadł cały majątek gromadzony przez lata, meble, ubrania oraz pamiątki o wartości emocjonalnej. - Wychodząc z domu tego dnia, mieliśmy przy sobie tylko dowody osobiste, a w jednej chwili straciliśmy wszystko. Nie ma naszych rzeczy, nie ma mebli, ścian, pamiątek... Nie ma nic. W szczątkach znalazłem swój dyplom ze studiów. Jak ostatnie świadectwo, że tu kiedyś było nasze życie...” – relacjonuje mieszkaniec wsi Miłków-Kolonia.
W tych najtrudniejszych chwilach nie zostali jednak sami. Ogromne wsparcie ze strony najbliższych i lokalnej społeczności dało im siłę do dalszej walki: - To tragedia, którą ciężko opisać. Gdyby nie ogromna pomoc i mobilizacja rodziny, sąsiadów, znajomych i naszego sołecnictwa, nie wiem, co byśmy zrobili. Zgasłaby wszelka nadzieja. Do końca życia będziemy im wszystkim wdzięczni - zaznacza mężczyzna.
Chce odbudować dom dla mamy
Największym pragnieniem Marcina jest stworzenie bezpiecznego schronienia dla swojej mamy, dla której to miejsce to coś więcej niż tylko budynek. - Mama szczególnie to przeżywa, bo ta ziemia to jej ojcowizna. Nie chce się przenosić z miejsca, gdzie ma swoje życie, swoje kury, gospodarstwo, krzaki malin, które uprawia… Wciąż przyjmuje leki na uspokojenie. Chcę zwłaszcza jej zbudować dom, by mogła znów poczuć się bezpiecznie - opowiada Marcin.
Są determinacja i zapał do pracy, ale barierą nie do przebicia okazują się finanse. Rodzina ma już miejsce, ma ręce do działania i ogromną nadzieję na nowy start. Ale nie ma środków. - Straciliśmy wszystko, więc nie stać nas na odbudowę domu. Stąd nasza prośba o wsparcie. Każdy gest ma znaczenie - prosi.
Liczy się każda pomoc
Rodzina przeszła już wystarczająco dużo. Ból po stracie i ogrom zniszczeń nie pozwalają im samodzielnie poradzić sobie z tą tragedią. Marcin apeluje do wszystkich ludzi o wielkich sercach. - Nasza rodzina przeszła już tak wiele... Pomóżcie nam odzyskać bezpieczny kąt, zwłaszcza dla mojej mamy, która zasłużyła, by jesień życia spędzić w spokoju. Dziękuję z całego serca - mówi.
Każda, nawet najmniejsza wpłata, udostępnienie zbiórki czy przekazanie materiałów budowlanych przybliża tę rodzinę do odzyskania dachu nad głową i spokoju ducha. Pomóżmy im odbudować to, co zabrał wybuch! Link do zbiórki znajduje się TUTAJ.


Napisz komentarz
Komentarze