Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
czwartek, 22 października 2026 15:03
Reklama
Reklama
Reklama
Sprawca usłyszał wyrok

Pędził BMW ponad 300 km/h. Zginęła cała rodzina

Ponad 300 km/h, uderzenie i płonące auto z rodziną w środku. Sebastian Majtczak usłyszał najwyższy możliwy wyrok za tragedię na autostradzie A1.
Pędził BMW ponad 300 km/h. Zginęła cała rodzina
Sąd nie dał również wiary wersji oskarżonego, zgodnie z którą kierowca Kii miał nagle zajechać mu drogę

Źródło: KM PSP w Piotrkowie Trybunalskim / screen TVP Info

Wyrok zapadł w środę 21 października, ponad trzy lata po tragedii, która wstrząsnęła Polską. Sędzia Renata Folkman z Sądu Rejonowego w Piotrkowie Trybunalskim skazała Sebastiana Majtczaka na 8 lat bezwzględnego pozbawienia wolności. 

To najwyższa kara przewidziana za zarzucone mu przestępstwo według przepisów obowiązujących w chwili wypadku.

Sąd orzekł także 15-letni zakaz prowadzenia wszelkich pojazdów mechanicznych oraz nakazał wypłatę pięciu osobom bliskim ofiar po 500 tys. zł zadośćuczynienia. Łącznie daje to 2,5 mln zł. 

Majtczak będzie mógł ubiegać się o warunkowe przedterminowe zwolnienie po odbyciu trzech czwartych kary, czyli 6 lat.

Rodzina nie miała szans na uniknięcie tragedii

Do wypadku doszło 16 września 2023 roku na autostradzie A1 w pobliżu Piotrkowa Trybunalskiego. BMW prowadzone przez Sebastiana Majtczaka poruszało się z prędkością od 315 do 329 km/h. Na wysokości miejscowości Sierosław samochód uderzył w Kię Proceed, którą jechali Patryk i Martyna oraz ich 5-letni syn Oliwier.

Jak ustalono podczas procesu, Majtczak stracił panowanie nad BMW i zjechał z lewego na środkowy pas autostrady, którym poruszała się Kia. Samochód rodziny uderzył w bariery energochłonne i stanął w płomieniach.

Według relacji portalu brd24.pl świadkowie próbowali ratować pasażerów płonącego samochodu. Rodzina żyła jeszcze, gdy podejmowano próby udzielenia jej pomocy. Ogień rozprzestrzeniał się jednak tak szybko, że nie udało się wydostać poszkodowanych z wraku. Wszyscy troje zginęli.

Sąd nie pozostawił wątpliwości co do odpowiedzialności za tragedię. W uzasadnieniu wyroku sędzia Renata Folkman podkreśliła, że wyłącznie działania oskarżonego doprowadziły do wypadku. Kierowca Kii nie zmieniał pasa ruchu, nie zajechał drogi BMW i nie miał możliwości uniknięcia zderzenia.

BMW miało 650 koni mechanicznych. Ogranicznik usuwano dwukrotnie

Podczas uzasadnienia wyroku sędzia przedstawiła również ustalenia dotyczące samochodu Sebastiana Majtczaka. Oskarżony zlecił przeprowadzenie chiptuningu, który miał zwiększyć moc silnika BMW do 650 koni mechanicznych. Usunięto także fabryczny ogranicznik prędkości, który uniemożliwiał rozpędzenie auta powyżej 250 km/h. 

Co istotne, ogranicznik usuwano dwukrotnie. Po jednej z wizyt samochodu w autoryzowanym serwisie BMW przywrócono ustawienia fabryczne. Majtczak ponownie zlecił jednak ich zmianę.

Zdaniem sądu modyfikacje te miały umożliwiać jazdę z ekstremalnymi prędkościami po drogach publicznych.

W uzasadnieniu sędzia przywołała również zeznania jednego z byłych pracowników Majtczaka. Mężczyzna opowiadał, że podczas wspólnych przejazdów zdarzało im się poruszać z prędkością przekraczającą 200 km/h, a raz nawet osiągnąć 300 km/h.

Świadkowie nie wiedzieli, co ich wyprzedziło

Istotnym elementem procesu były także zeznania kierowców, których Sebastian Majtczak wyprzedzał bezpośrednio przed tragedią. Jak relacjonowała sędzia, część świadków opisywała, że BMW poruszało się tak szybko, że nie byli w stanie rozpoznać wyprzedzającego ich pojazdu. Inni wskazywali, że regularnie spoglądali w lusterka, a mimo to nie zauważyli nadjeżdżającego samochodu aż do momentu, gdy nagle ich wyprzedził.

Sam Majtczak twierdził, że jechał z prędkością nie większą niż 200 km/h. Ustalenia biegłych wykazały jednak, że BMW osiągało od 315 do 329 km/h.

Sąd nie dał również wiary wersji oskarżonego, zgodnie z którą kierowca Kii miał nagle zajechać mu drogę.

Niewiele do wyjaśnienia okoliczności zdarzenia wniosły zeznania dwóch pasażerów BMW. Obaj twierdzili, że byli pijani i nie pamiętają przebiegu jazdy.

Matka ofiary: Chcieli mieć drugie dziecko

Jednym z najbardziej poruszających momentów procesu było wystąpienie pani Elżbiety, matki Martyny i babci Oliwiera.

Kobieta mówiła przed sądem o cierpieniu rodziny i przyszłości, którą odebrała jej tragedia. Przypomniała, że jej córka i zięć planowali kolejne dziecko. Chcieli, aby Oliwier miał rodzeństwo.

Podkreślała, że rodzina nigdy już nie będzie mogła przytulić swoich bliskich ani usłyszeć głosu wnuczka, który z radością oznajmiał babci swoje przybycie.

Bliscy ofiar domagali się sprawiedliwości przez ponad trzy lata. W tym czasie Sebastian Majtczak wyjechał do Zjednoczonych Emiratów Arabskich, skąd został sprowadzony do Polski dopiero w maju 2025 roku. Od tego czasu przebywał w areszcie.

Osiem lat więzienia to najwyższa możliwa kara

Sebastian Majtczak odpowiadał za spowodowanie wypadku komunikacyjnego ze skutkiem śmiertelnym, a nie za zabójstwo. Choć sąd ustalił, że świadomie łamał przepisy ruchu drogowego, nie przypisano mu umyślnego spowodowania śmierci trzech osób. Zgodnie z przepisami obowiązującymi w dniu tragedii za taki czyn groziło maksymalnie osiem lat więzienia. O taką karę wnioskował prokurator i taką właśnie karę wymierzył sąd.

Obrona do końca procesu kwestionowała ustalenia biegłych. Adwokat Katarzyna Hebda wnosiła o uniewinnienie swojego klienta. Sam Majtczak również twierdził, że nie spowodował wypadku, choć przyznał, że przekroczył dozwoloną prędkość.

Sąd nie podzielił tej argumentacji. Uznał, że zgromadzone dowody jednoznacznie wskazują na winę oskarżonego.

Wyrok nie jest prawomocny. Obrończyni Sebastiana Majtczaka zapowiedziała apelację, co oznacza, że teraz sprawa będzie rozpatrywana przez sąd wyższej instancji.


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama Bricomarche
Reklama
Reklama Skarpetkowy Szop
Reklama
Reklama
KOMENTARZE
Autor komentarza: Zakrzes Treść komentarza: Ty ... maniak . Mylisz się i to bardzo . Zasady przyjęć do policji są różne . Ci najlepsi , najbardziej inteligentni nie noszą stopni posterunkowych, sierżantów i aspirantów . Są kierowani na szkułkę i wychodzą z tej szkoły jako oficerowie czyli najniższy stopień oficerski to podkomisarz . Więc " młody " prawdę napisał . W policji jaki w każdej pracy . W cywilnych pracach są robole do wykonywania poleceń a dyrektorzy do rządenia . Tak samo w policji są posterunkowi , sierżanci , aspiranci do wykonywania poleceń i oficerowie komisarze , inspektorzy do wydawania tych rozkazów . Data dodania komentarza: 22.10.2026, 08:13 Źródło komentarza: Terespol. Policjanci uratowali życie 54-latka Autor komentarza: Bialczan Treść komentarza: To max 10km, nie przesadzajcie juz. Szkoda hajsu i latwiej ciezarowki trzepac Data dodania komentarza: 21.10.2026, 19:12 Źródło komentarza: Nie będzie A2 do samej granicy Autor komentarza: Wujek Dariusz Treść komentarza: Należy podkreślić, że poza pomocą w odbudowie domu pomożemy też kupić nowe luksusowe auto zarządzającym portalem siepomaga. Ich prowizja wynosi 6% od wpłaconej kwoty, czyli od każdej 100 zlotowej wpłaty 6 złociszy przyczynia się do podwyższenia luksusu życia ww. osób. Data dodania komentarza: 21.10.2026, 17:59 Źródło komentarza: Miłków-Kolonia. Pomóżmy im zbudować nowy dom Autor komentarza: Anonimowy Uczestnik Treść komentarza: Czekamy na Rumiankową Data dodania komentarza: 21.10.2026, 15:36 Źródło komentarza: Gmina Biała Podlaska. Przebudowano ulice w Rakowiskach Autor komentarza: Szok Treść komentarza: ten to wszędzie pojedzie, żeby tylko o nim napisać xd Data dodania komentarza: 21.10.2026, 13:43 Źródło komentarza: „Gry łączą, a nie dzielą”. Kibic z Międzyrzeca Podlaskiego w katowickim Spodku
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama