Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
czwartek, 16 lipca 2026 06:07
Reklama
Reklama
Reklama

Czy ktoś poluje na nasze dzieci?

Podejrzane samochody pojawiają się w pobliżu szkół i okolicach, a ich pasażerowie nagabują dzieci. Od kilku tygodni rodzice straszą się przekazywaną pokątnie informacją. Czy mieszkańcy regionu niepotrzebnie panikują, czy jednak doniesienia mają umocowanie w rzeczywistości? Postanowiliśmy sprawdzić dwa tropy.
Czy ktoś poluje na nasze dzieci?

5 maja na jednym z radzyńskich portali społecznościowych pojawiła się informacja o próbie porwania dziecka spod szkoły w Ustrzeszy. " (...) mój znajomy był dziś świadkiem próby porwania jego dziecka w okolicy auto złomu w Ustrzeszy. Sprawcy stali czerwonym Audi, gdy autobus podjechał, próbowali porwać jego dziecko ale na szczęście po nią jechał już ojciec. Spisał numery rejestracyjne i została powiadomiona policja." (pisownia oryginalna – przyp. red.).

Policja w Radzyniu zgłoszenia próby porwania dziecka wówczas nie potwierdziła. – Gdy dostajemy taką informację, uruchamiamy specjalne procedury i angażujemy zwiększone siły. Próba porwania, to poważne doniesienie, tym bardziej jeśli dotyczy dziecka – tłumaczył wtedy Piotr Mucha, rzecznik KPP w Radzyniu Podlaskim.

Tydzień później do naszej redakcji dotarły informacje o tym, że rodzice radzyńskich maluchów obawiają się podejrzanych samochodów stających w pobliżu szkół lub przedszkoli. Okazało się, że przyczyną nie musi być tylko jeden, powielany przez tydzień w przestrzeni publicznej wpis w internecie.

Dotarliśmy do radzynianki, której 12 -letni syn, uczeń piątej klasy SP, w połowie kwietnia wrócił ze szkoły bardzo wystraszony. – Syn z koleżanką spacerowali po chodniku, a to auto podjechało. Było tam czterech mężczyzn. Najpierw mówili do nich w obcym języku. Syn nie rozumiał. Potem jeden zaczął wyzywać od najgorszych koleżankę - wspomina kobieta.

Policja namierzyła auto. Jak zaznacza rzecznik policji, głównie dzięki przytomności syna kobiety, która zgłosiła zdarzenie. – Chłopczyk, pomimo stresu, który niewątpliwie dzieci przeżywały, zapamiętał numery rejestracyjne samochodu. Dzięki temu dotarliśmy do właściciela auta. Okazał się nim mieszkaniec powiatu łukowskiego. Został przesłuchany i przyznał się do incydentu. Skierowaliśmy wniosek do sądu, o ukaranie go. Mężczyzna odpowie za kierowanie wulgarnych zwrotów pod adresem dziewczynki, która wraz z synem zgłaszającej incydent szła ul. Partyzantów – informuje rzecznik Mucha.

Więcej w papierowym i elektronicznym wydaniu Słowa nr 20.

Joanna Danielewicz

 


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
ReklamaKolejowy Serwis Mobilny
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama