Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
środa, 5 października 2022 04:34
Reklama

Kolejny protest na granicy. Tym razem protestują przewoźnicy

Protest aktywistów na granicy polsko-białoruskiej Kukuryki-Kozłowicze został zawieszony w nocy z poniedziałku na wtorek (21 na 22 marca). Aktywiści zapowiadają jednak, że to nie koniec i w sprawie całkowitego zakazu handlu z Rosją będą rozmawiać z polskimi oraz unijnymi politykami. Tymczasem w kontrze do protestu aktywistów swój protest zorganizowali przewoźnicy.
Kolejny protest na granicy. Tym razem protestują przewoźnicy
Protest aktywistów został zawieszony, teraz trwa protest przewoźników, którzy odblokowali przejście graniczne w Kukurykach

Jak poinformowała na swym profilu liderka stowarzyszenia Euromaidan-Warszawa Natalia Panchenko, protest został zawieszony, ale walka o zakaz handlu z agresorem będzie kontynuowana w Warszawie i Brukseli. Aktywiści zamierzają rozmawiać o tym z politykami. – Ten protest obnażył hipokryzję niektórych państw unijnych, które deklarują solidarność z Ukrainą, a w rzeczywistości dalej kręcą interesy z reżimem, który codziennie morduje Ukraińców i niszczy nasz kraj – twierdzi liderka. 

Jednocześnie podkreśliła, że szanując polskie prawo, aktywiści zawiesili protest. Odniosła się też do sytuacji polskich przewoźników, którzy żyją z organizowania transportu do Rosji. – Nie chcielibyśmy, żeby Polacy, którzy z tego żyli, Polacy, którzy pomagali i pomagają Ukraińcom, drastycznie ucierpieli od zerwania wszelakich kontaktów gospodarczych z Rosją. Właśnie dlatego zapytamy, czy istnieje możliwość wsparcia tych firm przez polski rząd – zapewnia liderka.  

Kolejne apele do władz

Protest na granicy spowodował zastój w odprawie ciężarówek. Kolejka TIR-ów czekających na odprawę w poniedziałek, 21 marca ciągnęła się do Międzyrzeca Podlaskiego. 

Przewoźnicy prowadzili rozmowy z aktywistami. - Tłumaczyliśmy im, że ponosimy ogromne straty, że kierowcom ciężarówek kończy się paliwo, jedzenie – mówi członek Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Przewoźników i właściciel firmy DPD Logistic Marcin Potapczuk

W poniedziałek kierowcy zorganizowali własny protest i blokowali krajową dwójkę. Poparło ich Zrzeszenie Międzynarodowych Przewoźników Drogowych w Polsce. W tej sprawie zaapelowało do ministra spraw wewnętrznych i administracji Mariusza Kamińskiego o przestrzeganie prawa. 

„Od wielu dni przekraczanie granicy państwowej pomiędzy Polską a Białorusią stało się praktycznie niemożliwe. Kierowcy wykonujący legalne przewozy są atakowani, lżeni i blokowani (...) ZMPD jest zasypywane skargami od przewoźników, zbulwersowanych zaistniałą sytuacją i coraz śmielej skłaniających się do podjęcia radykalnych działań w obronie swoich praw” - czytamy w piśmie. Przewoźnicy podkreślają, że zareagowali jednoznacznym potępieniem rosyjskiej agresji w Ukrainie: „Ruszyła pomoc humanitarna, która bez naszych ciężarówek i autokarów nie mogłaby dojść do skutku. Solidaryzujemy się z walczącą Ukrainą i dajemy temu codzienne dowody. Przewoźnicy respektują też wszelkie ograniczenia wynikające z sankcji wobec Rosji. Zaakceptują również następne kroki w tym zakresie. Będą działać zgodnie z prawem. Domagają się jednak poszanowania prawa przez innych”.  

Protest kontra protest

Na pytanie, czy protest na granicy się kończy, Natalia Panchenko odpowiada, że nie. – Pozostawiamy za sobą prawo wrócić i kontynuować nasz pokojowy protest – twierdziła w poniedziałek, 21 marca wieczorem. Ale już w środę, 23 marca poinformowała, że władze lokalne nie wyraziły zgody na przedłużenie ich pokojowego protestu. 

– Teraz oficjalnie protestują przewoźnicy z Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Przewoźników w Białej Podlaskiej. Chcą do nich dołączyć przewoźnicy z ZMPD w Warszawie. A protestować chcą jedni i drudzy, i aktywiści, i przewoźnicy. Do urzędu gminy zostały złożone wnioski o przedłużenie obu protestów. Weryfikujemy je pod względem formalnym. A my mamy przecież inne obowiązki, którymi musimy się na bieżąco zajmować – mówi wójt gminy Terespol Krzysztof Iwaniuk. – Dziś nikt nie dyskutuje o skutkach tych protestów. Do urzędu przychodzą przedstawiciele lokalnych firm transportowych i się żalą, że ponoszą ogromne straty. Protest nie powinien utrudniać normalnego funkcjonowania. Poza tym to nie jest polityka władz lokalnych, a nawet nie Polski, tylko władz unijnych. To jest za duża polityka, aby nas w to mieszać – uważa wójt. 

– My tylko dbamy o to, żeby wydawać zgody na protesty w majestacie prawa. Dziwię się, że to my musimy się zajmować takimi sprawami. To nie jest protest przeciwko władzom gminy czy naszej polityce. Poza tym protestujący działają na terenie przejścia granicznego Kukuryki-Kozłowicze, czyli na terenie zarządzanym przez wojewodę lubelskiego. Mówiłem o tym panu wojewodzie na telekonferencji. Aktywiści powinni protestować w Warszawie lub Brukseli. Tam, gdzie zapadają decyzje, a nie w Koroszczynie – twierdzi Krzysztof Iwaniuk. 

Jednocześnie dodaje, że do urzędu zgłaszają się też mieszkańcy gminy, którzy zmęczeni sytuacją chcą protestować przeciwko przejściu granicznemu. Mieszkańcy mają dosyć ciężarówek. – Po drodze do granicy nie ma sanitariatów. Ciężarówki stoją przez wiele godzin, zakłócają spokój. Nie ma parkingów, droga jest zastawiona. Tu trzeba systemowych rozwiązań. Sugerowałem, aby budowę autostrady rozpocząć od strony Warszawy, ale też Koroszczyna. Ciężarówki stałyby „w polu” i nie przeszkadzały mieszkańcom w normalnym funkcjonowaniu. A dziś 1500 ciężarówek stoi na trasie do Koroszczyna i kolejne 1000 na trasie do Małaszewicz. Jak tu żyć? – pyta wójt.  

Trwają na straży

Marcin Potapczuk wyjaśnia, że na granicy Kukuryki-Kozłowicze trwa protest przewoźników, członków Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Przewoźników z Białej Podlaskiej. – Mamy wyznaczone dyżury, zarówno dziennie, jak i nocne. Pilnujemy, aby nikt nie blokował granicy. Pilnujemy również tego, aby był spokój i porządek. Pomagamy w tym zakresie policji – mówi członek OSP. – Rozmawiamy też z kierowcami, uspakajamy ich. W kolejce stoją kierowcy z różnych krajów, i rosyjskojęzyczni, i anglojęzyczni, Węgrzy i z Mołdawii. Okazuje się, że ten kanał transportowy jest ostatnim bezpiecznym kanałem do Kazachstanu, Uzbekistanu czy Mongolii. Tranzyt przez Ukrainę jest wstrzymany, przez Turcję jest niemożliwy. Kierowcom pozostaje ten przez przejście graniczne Kukuryki-Kozłowicze – podkreśla Marcin Potapczuk.  

Protest aktywistów uderzył w lokalnych przedsiębiorców

Lokalni przedsiębiorcy liczą straty, które ponieśli z powodu blokady granicy. – Rozmawiałem z sekretarz Bialskiej Izby Gospodarczej, aby ją zainteresować tematem, bo problem zamknięcia granicy dotyka bezpośrednio pośredników, ale może za jakiś czas pośrednio dotknąć naszych lokalnych przedsiębiorców. Przepływ towarów i usług przez białoruską granicę jest bardzo ważny dla stabilizacji finansowej naszego regionu. Protest jest więc uderzeniem również w lokalnych przedsiębiorców – zaznacza przedsiębiorca.  

Jak informuje rzecznik Izby Administracji Skarbowej w Lublinie Michał Deruś, funkcjonariusze Służby Celno-Skarbowej Lubelskiego Urzędu Celno-Skarbowego w Białej Podlaskiej, w ciągu zmiany nocnej z 22 na 23 marca) odprawili na przejściu granicznym Kukuryki-Kozłowicze: na wjeździe do Polski 302 pojazdy ciężarowe, a na wyjeździe z Polski - 305 pojazdów ciężarowych. – Na wjazd do Polski oczekuje 260 pojazdów, a szacunkowy czas oczekiwania to 10 godzin. Na wyjazd z Polski oczekuje oczekuje 1100 pojazdów, a szacunkowy czas oczekiwania to 32 godziny. 

Protest przewoźników ma potrwać do końca kwietnia. 


Oceń

Napisz komentarz
Komentarze
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama