Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Sobota, 25 czerwca 2022 04:26
Reklama

Stefan Zemke – leśnik w mundurze zza „żelaznej granicy”

Wychował się w polskim, patriotycznym domu na wsi, ukończył prestiżową szkołę leśną. Jako leśnik pracował na Wileńszczyźnie, już w wolnej Polsce, gdzie poczuł jakim autorytetem społeczeństwo darzyło leśnika. Okres wojny to z kolei czas walki i zesłania. Najpierw walczył w Armii Andersa. Potem zasilił szeregi formującej się I Dywizji Piechoty im. Tadeusza Kościuszki, bo tylko tą drogą mógł wrócić do kraju.
Stefan Zemke – leśnik w mundurze zza „żelaznej granicy”
Leśniczy Stefan Zemke na szkółce zadrzewieniowej w leśnictwie Połoski (Nadleśnictwo Chotyłów)
Źródło: Archiwum rodzinne Wacława Zemke

Życiową misją Stefana Zemke, leśnika w „andersowskim” mundurze, było utworzenie i rozbudowa nowego leśnictwa Połoski, powstałego w początkach lat 60-tych na bazie leśnictwa Kodeń. Zaangażowanie i pasja, które towarzyszyły mu przez całe życie, sprawiły, że po śmierci chciał zostać pochowany na obrzeżach ukochanego miejsca pracy – połoskiego lasu.

Wojenne losy – od Sybiru po Taszkient

Stefan Zemke urodził się 18 grudnia 1908r w miejscowości Dobieszewiczki niedaleko Inowrocławia. W latach 20. XX wieku ukończył Państwową Szkołę dla Leśniczych w Margoninie, pierwszą tego typu w odrodzonej Polsce. 

Absolwenci Państwowej Szkoły dla Leśniczych w Margoninie (w środku – Stefan Zemke), fot. Archiwum rodzinne Wacława Zemke

– Ojciec podkreślał, że miał znakomitych wykładowców, szkoła była na wysokim poziomie i panowała w niej dyscyplina – wspomina jego syn Wacław Zemke.

Pierwszą pracę na stanowisku leśniczego Stefan Zemke podjął w Dyrekcji Lasów Państwowych w Toruniu. Pracował też na Wileńszczyźnie, w prywatnym majątku, gdzie pełnił funkcję nadleśniczego. Tam zastał go wybuch II wojny światowej. Ponieważ ukończył Szkołę Oficerów Rezerwy w Zegrzu, walczył pod dowództwem gen. Franciszka Kleeberga. Po przegranej bitwie pod Kockiem trafił do niewoli niemieckiej. Jednak pod Włodawą Niemcy przekazali jeńców Rosjanom i w ten sposób znalazł się w niewoli rosyjskiej. Wywieziono go na Syberię. 

– Ojciec opowiadał o strasznych warunkach, które tam panowały, siarczystych mrozach i ciężkiej pracy. Kiedy zaczęła się formować Armia Andersa, wstąpił w jej szeregi. Niestety z powodu choroby (tyfus plamisty) nie udało mu się dotrzeć z żołnierzami Armii do Iraku; ponownie znalazł się na terenie Związku Radzieckiego. Został aresztowany i zesłany do Taszkientu, gdzie w ciężkim więzieniu spędził 19 miesięcy. Po odzyskaniu wolności w 1943 r. zasilił szeregi formującej się 1 Dywizji Piechoty im. Tadeusza Kościuszki. Dla Polaków była to jedyna możliwość wydostania się z sowieckich łagrów – kontynuuje opowieść syn.

W zawodzie leśnika

Po wojnie Stefan Zemke pragnął wrócić do pracy leśnika. W 1947 r. dostał nakaz pracy i został zatrudniony we wrocławskiej Dyrekcji Lasów Państwowych. Pracował w leśnictwie Rębiszów, należącym do Nadleśnictwa Świeradów Zdrój. Następnie trafił do Nadleśnictwa Kubryk, potem zaś do leśnictwa Michałowice wchodzącego w skład Nadleśnictwa Piechowice. 

– W leśnictwie tym było bardzo duże pozyskanie drewna, co wiązało się z ciężką pracą. Ojciec dostał zapalenia płuc i zrezygnował z pracy w terenie. Został zatrudniony w biurze w Rejonie Lasów Państwowych w Sobieszowie - wspomina Wacław Zemke.

Po zakończeniu wojny do kraju zaczęli wracać koledzy pana Stefana, z którymi walczył w Armii Andersa. Niestety, musieli się ukrywać, a najlepszymi kryjówkami w tym czasie były leśniczówki.

 – W naszym domu pojawiało się wówczas sporo gości, których nazywałem „wujkami”. Niestety, wyłapywał ich Urząd Bezpieczeństwa, a ojciec miał z tego powodu wiele nieprzyjemności. Przeżyliśmy mnóstwo rewizji, aż w pewnym momencie ojciec został aresztowany i osadzony w więzieniu we Wrocławiu. Ciągnęła się za nim przeszłość żołnierza Armii Andersa. Nie liczyło się to, że w czasie wojny dwukrotnie został ranny oraz fakt przejścia całego szlaku bojowego również jako żołnierz 1 Dywizji Piechoty im. T. Kościuszki. Zarzucano mu, że „jadł zupę z dwóch menażek” – podkreśla Wacław Zemke.

Las na piachu

Po odzyskaniu wolności, Stefan Zemke podjął decyzję o przeprowadzce na wschodnie tereny Polski. W 1958 r. wraz rodziną przeprowadził się do Białej Podlaskiej, gdzie mieszkali rodzice jego żony. 

– Ojciec dostał pracę w leśnictwie Kodeń znajdującym się na terenie Nadleśnictwa Chotyłów. Codziennie dojeżdżał pociągiem z Białej do Chotyłowa, a stamtąd przemieszczał się rowerem do Kodnia i Kopytowa. Trwało to jakieś dwa lata - do chwili, kiedy otrzymał mieszkanie służbowe w Kodniu – wyjaśnia syn.

Kiedy na początku lat 60. na bazie leśnictwa w Kodniu zaczęto tworzyć nowe leśnictwo w Połoskach, Stefan Zemke całym sercem zaangażował się w powstanie nowej placówki i został jej pierwszym leśniczym. Nowe leśnictwo powstało na tzw. terenach poodłogowych, na zupełnym pustkowiu, gdzie bez reszty królował piach. Kiedy zjawił się tam leśniczy, ludność okolicznych wsi z wyraźną rezerwą patrzyła na jego poczynania. "Gdzie na tych piachach będzie rósł las?" – pytali mieszkańcy, skoro nawet nie rośnie tu jałowiec…

Stefan Zemke w szkółce z pracownikami, fot. Archiwum rodzinne Wacława Zemke

Jednak po pewnym czasie z tych piachów zaczęły wyłaniać się mury leśniczówki, której budowę ukończono ostatecznie w 1962r. Po roku w jej sąsiedztwie powstała całkiem pokaźna plantacja i szkółka topoli. Wyhodowano na niej ponad 7 tys. topoli, których wysokość przekroczyła 5 metrów. Doskonale rozwijała się również szkółka zadrzewieniowa. Rosły tam sadzonki jesionu, kasztanowca, klonu, karagandy, jarzębiny białej, akacji i dzikiej róży.

W mundurze zza „żelaznej granicy”

Przez kolejne lata leśnictwo Połoski stało się przysłowiowym „oczkiem w głowie” leśniczego Zemke. Z prawdziwą pasją prowadził szkółkę zadrzewieniową. By ją rozwijać, uciekał się do różnych sposobów. 

– Ktoś złapany w lesie z krowami, które tam wypasał, kwalifikował się do kolegium. Ponieważ - ze względu na niskie stawki - trudno było o pracowników, ojciec sam wymyślał kary, np. złapany chłop przychodził do pracy z koniem i redlił uprawy. Odbywało się to wprawdzie na granicy prawa, ale wtedy trzeba było szukać różnych sposobów – tłumaczy dziś syn leśnika. – W czasach mego ojca leśnicy żyli bardzo skromnie. Ich pensja była niewielka, otrzymywali tzw. deputat do obrabiania, tj. ziemię pod uprawy, łąki. Mama nie miała możliwości podjęcia pracy na wsi - tłumaczy i przywołuje jeszcze jeden fakt: - Przez cały czas pracy w leśnictwie Połoski mój ojciec chodził w zielonym, „andersowskim” mundurze z guzikami z orłem w koronie. Miał też letni mundur, również z podobnymi guzikami. Oba dostał od kolegów zza „żelaznej granicy”, z którymi walczył podczas II wojny światowej.

Syn po latach prezentuje ten leśny mundur ojca, który dziś jest jedną z nielicznych pamiątek po nim. W 1975 r. Stefan Zemke odszedł na zasłużoną emeryturę i zamieszkał w Białej Podlaskiej. Jednak nie chciał stracić kontaktu z lasem, dlatego już jako emeryt pracował dodatkowo w szkółce zadrzewieniowej. Poza pracą zawodową przez długi czas oddawał się drugiej pasji - myślistwu. Zgromadził pokaźną kolekcję licznych trofeów myśliwskich, które stanowiły prawdziwą ozdobę jego domu.

Stefan Zemke został odznaczony wieloma odznaczeniami frontowymi jak też państwowymi, m.in. Złotym Krzyżem Zasługi oraz Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski. Za pracę na rzecz Lasów Państwowych, w 1976 roku minister leśnictwa i przemysłu drzewnego uhonorował go odznaką „Zasłużony dla leśnictwa i przemysłu drzewnego”. Zmarł w 1993r w Białej Podlaskiej, do końca wierny swoim ideom i ogromnej miłości do lasu. Zaangażowanie i pasja, które towarzyszyły mu przez lata pracy sprawiły, że po śmierci chciał zostać pochowany na obrzeżach ukochanego miejsca pracy – leśnictwa Połoski. Oczywiście nie było to możliwe, ale pamięć o leśniczym trwa i wszystko wskazuje na to, że będzie trwała nadal.

Kontynuują misję leśniczego

Dziś leśnictwo Połoski, położone w obrębie dwu gmin: Tuczna i Piszczac, to piękne, pełne grzybów lasy. Śmiało można powiedzieć, iż powstały dzięki pasji i ciężkiej pracy jego założyciela i pierwszego leśniczego. 

– Na pewno praca przy tworzeniu tego leśnictwa wymagała wielkiego hartu ducha, wiary w to, że się uda. Leśniczy Zemke miał taką wiarę i dziś widzimy tego efekty – podkreśla zastępca nadleśniczego Nadleśnictwa Chotyłów, Mariusz Kiczyński. – Dzisiaj te lasy nie są już typowymi lasami na gruntach porolnych; w perspektywie lat od utworzenia leśnictwa następowała przebudowa drzewostanów. Topolę zastąpiono sosną, która najszybciej przystosowuje się do istniejących warunków. Leśnicy sadzili także sosnę z domieszką dębu, zaś w wilgotniejszych miejscach olszę i brzozę – dodaje.

Prowadzona tu gospodarka leśna nie należy do łatwych, bowiem na terenie leśnictwa występuje ok. 800 niewielkich działek leśnych, tzw. grzebieni (o szerokości ok. 2-3 metrów i 500 metrów długości). To konsekwencja przekazywania działek leśnych przez ich właścicieli do Państwowego Funduszu Ziemi, w zamian za rentę. Obok terenów należących do Lasów Państwowych są też prywatne działki leśne. 

– Marzymy o tym, żeby te grunty scalić. Jest to trudne ale kiedyś nastąpi – podkreśla Kiczyński.

Na miejscu starej leśniczówki z kancelarią, którą w latach 60. XX w. wybudował leśniczy S. Zemke, powstała niedawno nowoczesna kancelaria. Stara była już niefunkcjonalna, w złym stanie technicznym. Niebawem nastąpi odbiór nowej kancelarii. 

– Postanowiliśmy upamiętnić twórcę i pierwszego leśniczego leśnictwa Połoski pamiątkową tablicę, która zawiśnie przy wejściu do niej – podsumowuje na koniec nadleśniczy.



Oceń

Napisz komentarz
Komentarze
Reklama
Reklama
Reklama
KOMENTARZE
Reklama