Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
środa, 2 września 2026 18:36
Reklama
Reklama
Reklama

Piłka jest ze mną od zawsze

Urodził się w Warszawie, rodzice pochodzą z naszych stron. Trafił do Białej Podlaskiej trochę przypadkowo, ale pozostał na wiele lat zadomawiając się tu na dobre.
Piłka jest ze mną od zawsze
Mateusz "Wawa" Konaszewski jest podporą międzyrzeckiej defensywy.

Autor: Klaudia Matejek

W przeddzień 30 urodzin, z Mateuszem Konaszewskim zwanym popularnie „Wawą”, o jego przygodzie z piłką na Południowym Podlasiu rozmawiał Piotr Frankowski.

Za tobą i twoim klubem ciężki sezon w IV lidze. Chyba nie tego się spodziewaliście?

To był faktycznie ciężki sezon. Nie spodziewaliśmy się, że do ostatniej kolejki będziemy się bić o utrzymanie. Ostatnie sezony były dla Huraganu Międzyrzec Podlaski o wiele lepsze, kończyliśmy ligę w górnych rejonach tabeli. Przyszedł kryzys, zmiany trenerów. Wiadomy nowy trener nowa koncepcja, do której zwodnicy musieli się dostosowywać. Myślę, ze to też nie pomagało. Finalnie udało się utrzymać i trzeba się z tego cieszyć. Cel udało się osiągnąć i teraz powinno być tylko lepiej.

Mateusz Konaszewski mocno kojarzy nam się z futbolem bialskopodlaskim, ale swoje pierwsze kroki stawiałeś w Warszawie. Jak się zaczęła przygoda z futbolem, jak wspominasz tamte czasy gry w Targówku i Polonii.

Generalnie pochodzę z Warszawy. Rodzice pochodzą z rejonu Międzyrzeca i Kąkolewnicy. Ja urodziłem się w stolicy, tam dorastałem i tam stawiałem swoje pierwsze kroki piłkarskie w KGP Targówek. W okresie nauki w szkole średniej na cztery lata przeniosłem się do Polonii. Miałem bardzo dobrych trenerów, którzy fajnie wszystko komponowali. Mieliśmy mocne ekipy. Z Polonią grałem w Centralnej Lidze Juniorów. To były fajne czasy. Dużo się nauczyłem od trenera Adama Krzyżanowskiego. Nie tylko wiedzy czysto piłkarskiej, ale kultury i podejście do życia.  

Znamy cię pod ksywką boiskową „Wawa”. Skąd się wzięła? Czy ma coś wspólnego z tym, że pochodzisz z Warszawy.

Pseudonim „Wawa” wziął się od tego, że na pierwszych treningach w Podlasia trener Dimitrij Jekimow nie mógł zapamiętać, wymówić mojego nazwiska. Wołał do mnie „Warszawa” i się to tak przyjęło w formie uproszczonej „Wawa” i jest po dziś. W sumie mi to nie przeszkadza jest przyjemne.

W sezonie 2013/2014 pojawiłeś się w Białej Podlaskiej i Podlasiu. Skąd taki wybór? Jak wspominasz ten okres swojej gry w Podlasiu?

Byłem świeżo upieczonym maturzystą. W Polonii byłem wstępnie dogadany. Klub przechodził kryzys i spadł do IV ligi. Był pomysł by odbudowywać go w oparciu o mój rocznik, który dzielnie walczył w CLJ. Trenerem był Piotr Dziewicki. Na tydzień przed ligą okazało się, że klub nie ma pieniędzy i zrezygnował z ośmiu młodych zawodników wśród, których byłem ja. Tak naprawdę z dnia na dzień trener Adam Chmielewski pomógł mi w przeniesieniu do Białej Podlaskiej. Mogłem łączyć grę w piłkę z studiowaniem. Nie żałuję, że tak się stało. Początek miałem trudny, ale fajny. Zostałem zaakceptowany w klubie przez starszych zawodników. Dużo mi pomogli: Tomasz Gawroński, Adrian Jesionek czy Adam Wasiluk, z którym też miałem okazję zagrać w jednej ekipie. Szybko wkomponowałem się w zespół. Walczyliśmy o przetrwanie klubu. Udawało się dzięki walce i zaangażowaniu.

Potem były Orlęta Radzyń Podlaski i kolejny czas w Podlasiu, Lutnia Piszczac i obecnie Huragan. Jak wspominasz ten okres w swojej karierze?

Trener Damian Panek zaproponował mi grę w Radzyniu. Z klubu odchodził Wojciech Jakubiec, a Podlasie spadło do IV ligi. W tamtych czasach przejście z Podlasia do Radzynia było swoistym awansem sportowym. Dwa lata grałem w Orlętach. To był fajny okres. Zżyłem się z chłopakami. Później ponownie pojawiłem się Podlasiu u trenera Miłosza Storto. To był moment najpoważniejszego grania w piłkę. Liga stałą się bardzo profesjonalna. My mieliśmy fajną ekipę. Wyniki nas broniły. Minusem tego okresu był fakt, że graliśmy w Piszczacu czy na PSW. Brak własnego stadionu mocno nam się dawał we znaki. Wielu osób przewinęło się wtedy w Białej, wielu ciekawych zawodników. Luka Gugeszaszwili, który był z Gruzją na Euro. Dominik Marczuk, dziś gwiazda Mistrza Polski Jagielloni Białystok. Warto wspomnieć o Kamilu Pajnowskim czy Sergieju Krykunie, którzy grali w Ekstraklasie. Myślę, że to był mój najprzyjemniejszy okres sportowy. Potem Huragan Międzyrzec i Lutnia Piszczac. Do Lutni ściągnął mnie Przemysław Grajek. Zrobiliśmy wtedy z beniaminkiem IV ligi „szóstkę mistrzowską”. Grałem tam i byłem asystentem. Teraz jestem w rodzinnym mieście mojej mamy czyli Międzyrzecu. Dobrze się tu czuję. Fajnie się to komponuje i myślę, że pozostanę jeszcze tu przez jakiś czas.

Zadomowiłeś się na Podlasiu bardzo dobrze i dużo cię tu wiąże rzeczy. Jakich? Opowiedz nam trochę o swoim prywatnym życiu?

Miałem tu być przyjazdem na rok, a jestem już wiele lat. Więc na pewno się zadomowiłem. Jestem człowiekiem, który nie lubi bardzo zmian i lubi stagnację. Więc mi to odpowiada. Był taki moment, że miałem się na studia magisterskie przenieść do Warszawy. Nie wypaliła gra w Grodzisku Mazowieckim, więc i wyjazd upadł. Zostałem w Białej, tu rozpocząłem studia magisterskie, na których poznałem żonę. Był jeszcze plan by wyjechać wspólnie z żoną do stolicy. Ale ostatecznie mieliśmy tu pracę, kupiliśmy mieszkanie i osiedliśmy się na stałe w Białej Podlaskiej. Czujemy się tu bardzo dobrze i nie zamierzamy tego zmieniać.

Rozmawiamy w przed dzień twoich 30 urodzin. Więc wszystkiego najlepszego ode mnie i redakcji Słowa Podlasia. Wchodzisz w taki wiek, że co raz bardziej myśli się o zwieszeniu butów na kołku. Czy ty już wiesz kiedy to będzie? Co zamierzasz robić później?

Dziękuje bardzo za życzenia. Faktycznie zmieniam cyfrę z przodu i wchodzę w taki dojrzalszy okres w życiu. Nie czuje jednak, że to będzie jakaś nagła zmiana. Jak się urodził pierwszy syn były trudne momenty, wiec już wtedy myślałem o zakończeniu kariery, ale poradziliśmy sobie i gram nadal. Dzieci są starsze, jest nam łatwiej w sprawach organizacyjnych w rodzinie, wiec nie mam powodów by myśleć o końcu kariery. Nie nakreślam sobie konkretnej daty. Jeśli zdrowie pozwoli i żona będzie znosić moją nieobecność związaną z wyjazdami na mecze i treningi mam zamiar grać. Angażuję się w domu sporo w obowiązki codzienne wiec jest ok. Zdrowie, chęci i umiejętności ciągle są, więc mam nadzieje, że jeszcze trochę pokopię.

Przed tobą i Huraganem kolejny sezon w IV lidze. Jak widzisz wasze szanse na grę w tej klasie rozgrywkowej w nowym sezonie?

Nowy sezon to nowe rozdanie. W sumie prawie każdy zaczyna od zera. Teraz intensywny czas przed nami. Będzie kadra komponowana, tworzona na nowo. Zapewne czeka nas sporo zmian kadrowych. Wszystko trzeba w miarę sprawnie spiąć. Zaczynamy z czystymi głowami. Myślę, że zapomnieliśmy o ostatnim sezonie. Liga będzie mocna, wszyscy się zbroją. Na pewno łatwo nie będzie, ale cel mamy jasny. Myślę, że trener Marcin Popławski to wszystko ładnie poukłada i będziemy grać tak jak oczekujemy. Mam nadzieje, że przed zimą dobrze pogramy i uzbieramy tyle punktów by być spokojnym na wiosnę.

Czym się zajmujesz w życiu jak nie grasz w piłkę? 

Poza piłką generalnie zajmuje się pracą w szkole. Jestem nauczycielem, pracuję z dziećmi niepełnosprawnymi. Cztery lata pracowałem we Wspólnym Świecie. To był bardzo fajny etap w moim życiu, który mnie wiele nauczył. Pokazał mi, że trzeba się cieszyć z małych rzeczy, że inni ludzie mają od nas o wiele gorzej. Skoro nam dopisuje zdrowie, szczęście to powinniśmy to szanować i się z tego cieszyć. Obecnie od dwóch lat pracuje w szkole im. Janusza Korczaka jako nauczyciel wspomagający i wychowania fizycznego. Uwielbiam tę pracę. Lubię pracować z dziećmi i chcę to robić dalej. Mam swoje dzieci, uwielbiam spędzać czas z nimi, z rodziną. Najważniejsza jest rodzina, potem praca i piłka jako hobby.

Gdybyś nie grał w piłkę nożną, to jak myślisz co byś robił innego w życiu?

Poważne granie w piłkę jest w wyższych klasach rozgrywkowych. Dla mnie to tylko dodatek. To nie jest tak, że ja z piłki żyję. Faktycznie jednak ona zawsze w moim życiu jest. Dzięki temu jestem tu gdzie jestem. To ona ukierunkowała mnie w życiu. To ona doprowadziła mnie tu gdzie jestem. To właściwe miejsce, w którym się bardzo dobrze odnajduję. Ukierunkowany jestem na pracę z młodzieżą i w tym kierunku podążam. Tak jak wspominam piłka jest dodatkiem, ale chyba faktycznie trudno sobie wyobrazić jak by wyglądało moje życie bez niej.

Mateusz Konaszewski, ur. 07.07.1994 w Warszawie. Obrońca.

Kariera: GKP Targówek Warszawa (2004- 2011), Polonia Warszawa (2011-2013), Podlasie Biała Podlaska (2013-2015, 2017-2019), Orlęta Radzyń Podlaski (2015-2017), Lutnia Piszczac (2020-2021), Huragan Miedzyrzec Podlaski (2019-2020, 2021-…)

Występy w III lidze: 175 gier, 0 bramek, (Podlasie 125/0, Orlęta 50/0)


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama Kawiarnia pod Aniołem
Reklama
Reklama
KOMENTARZE
Autor komentarza: Normalnie bym przegapił ! Treść komentarza: Dzięki za info o meczu Podlasia II z Sielczykiem w P.P. ( miedzy innymi ) i info o przełożeniu tego meczu na 09.09. Data dodania komentarza: 2.09.2026, 16:03 Źródło komentarza: Poniedziałkowe zmagania brydżowe Autor komentarza: No dobra, po kilku... Treść komentarza: Czym różni się ,,małpiszon,, od ,,małpkiszona,, ? Tylko tym, że ten pierwszy ,,przed i po,, , a ten drugi tylko ,,po,, chodzi na czterech... Data dodania komentarza: 2.09.2026, 11:35 Źródło komentarza: Koniec „małpek” w Polsce? Autor komentarza: Gość Treść komentarza: Zdjęcie bohatera artykułu w niecodziennej pozie ze zdjętym butem a obok pies wykonane w Galerii Autorskiej Macieja Falkiewicza w Janowie Podlaskim. Data dodania komentarza: 1.09.2026, 20:59 Źródło komentarza: Znad Buga w wielki świat. Korzenie, które wciąż inspirują Autor komentarza: Damian Kaczmarek Treść komentarza: Czekałem tylko na komentarz kogoś z Krzywdy. W nawiązaniu do waszego ostatniego meczu.... znalazłem 5 (słownie pięć) "ofiar" pana Michała Łukasika. Z dwóch nawet są nagrania i ja sam, osobiście zbieram materiały i wypowiedzi poszkodowanych żeby skleić jakiś materiał puścić to w świat. W jednej z wiadomosci wasz zawodnik powiedział że zrobił taki sam faul w meczu z Lutnią Piszczac i nie było nic. To prawda, nie było nic bo nasz zawodnik miał nogę w górze Mieliście szansę milczeć i może by sie uspokoiła sytuacja, wolicie inaczej #STOPBOISKOWEMU BANDYTYZMOWI Data dodania komentarza: 1.09.2026, 18:43 Źródło komentarza: Rezerwy Podlasia na fotelu lidera Autor komentarza: Jesteśmy snem... Treść komentarza: Wiesław Myśliwski, tematyka wiejska, chłopska w pierwszych powieściach, ale proza trudniejsza niż pisanie Kawalca czy Tadeusza Nowaka. ,,Kamień na kamieniu,, zekranizowany, ale dość słabo i film nie oddaje do końca ducha Jego prozy. A sam Bug ? Nic już nie pozostało ze stad nadbużańskich krów...pastwiska ogrodzone, Bug zgwałcony kolczastymi zasiekami i powycinanymi wzdłuż koryta drzewami. Może nie wszędzie ? Data dodania komentarza: 1.09.2026, 13:37 Źródło komentarza: „Nie miałem z nim łatwo, ale miałem z nim bardzo pięknie”
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama