Niełatwe zadanie stało przed młodymi piłkarzami Podlasia Biała Podlaska, którzy udali się do Krakowa, by tam w sobotnie przedpołudnie zmierzyć się z Wisłą.
Pierwsza połowa zaczęła się obiecująco. Podlasie trzymało się planu taktycznego i do 30. minuty skutecznie wybijało gospodarzy z gry. Niestety ostatni kwadrans pierwszej połowy w wykonaniu bialczan nie był najlepszy, co zaowocowało bramką dla gospodarzy w 38. minucie.
Po przerwie ofensywa Podlasia się ożywiła, dzięki zmianom, jakich dokonał trener Miłosz Storto w przerwie meczu. Zagrożenie pod bramką gospodarzy było głównie po stałych fragmentach gry. Piłkarze z Białej dożyli do wyrównania. Niestety, mimo dobrej gry i wiary, że można coś ugrać, Wisła strzeliła bramkę po ładnej, zespołowej akcji. Tym samym gospodarze wygrali 2:0, dzięki czemu awansowali na trzecie miejsce w tabeli i zepchnęli Podlasie na ostatnie. Do końca zmagań pozostały trzy mecze. Podlasie, jeśli marzy o utrzymaniu, musi wygrać wszystkie trzy. Co nie jest niewykonalne, gdyż rywalami naszej drużyny są sąsiedzi z tabeli: czternasta Resovia, piętnasty Hutnik i dwunasty Stomil. Najbliższy mecz w sobotę w Białej Podlaskiej o godzinie 14:15 z rzeszowską Resovią.
Miłosz Storto, trener AP Podlasie Biała Podlaska:
– Zagraliśmy dzisiaj bardzo słabą pierwszą połowę, która miała ogromny wpływ na wynik końcowy. Wisła pokazała nam naprawdę jakość i intensywność w grze. Myśmy sobie totalnie nie radzili w pressingu, mimo że dużo poświęcamy na to czasu. Wychodzi na to, że nie dojechaliśmy mentalnie i trochę fizycznie w pierwszej połowie. Zmiany wprowadziły większą jakość biegania. Spowodowały, że ten mecz wyglądał zupełnie inaczej. Niestety, w dobrym momencie naszego grania straciliśmy bramkę na 2:0 i w zasadzie zamknął się ten mecz. Trzeba przyznać, że dzisiaj stwarzaliśmy zagrożenie tylko po stałych fragmentach gry. Graliśmy naprawdę z bardzo dobrym zespołem. Mimo to mieliśmy też swoje szanse, szczególnie w końcówce. Przed nami trzy ostatnie mecze. Jeśli marzymy o utrzymaniu, musimy wszystkie wygrać i jeszcze liczyć na potknięcia rywali. Dopóki piłka w grze, będziemy walczyć. Osobiście wierzę, że się uda.
Napisz komentarz
Komentarze