Działka pana Jana Tomaszewskiego z Czosnówki zlokalizowana jest między Krzną i Rudką. To idealne miejsce na odpoczynek, które jednak na przełomie maja i czerwca zamieniło się w wybieg dla dzikiego zwierza. I to nie byle jakiego.
Łoś za nic miał ludzi i hałas.
Zwierzę pojawiało się na terenie posesji codziennie przez około dziesięć dni. Dorosły, potężny samiec wzbudzał uzasadniony lęk wśród właścicieli okolicznych działek oraz ich rodzin. Co najbardziej zdumiewało mieszkańców, łoś wykazywał się kompletnym brakiem strachu przed człowiekiem. – Łoś nie bał się nikogo i niczego. Chodził i niszczył drzewka. Sąsiad kosił trawę, a łoś w ogóle nie reagował. Wieczorami po prostu kładł się na polu i odpoczywał – relacjonuje Jan Tomaszewski.
Nie znaleźli łosia
Zaniepokojony sytuacją pan Jan postanowił szukać pomocy w państwowych instytucjach. - 2 czerwca o nietypowym lokatorze poinformowałem telefonicznie m.in. straż miejską i pracowników Urzędu Miasta Biała Podlaska. Choć urzędnicy zgłoszenie przyjęli, na natychmiastowe działania i pomoc nie mogliśmy się doczekać. Reakcji ze strony strażników też nie było. Widząc rosnące straty w ogrodzie, zdecydowałem się lepiej zabezpieczyć teren - opowiada właściciel działki.
Komendant Straży Miejskiej w Białej Podlaskiej, Henryk Nędziak zaznacza, że do komendy co raz spływają zgłoszenia o dzikich zwierzętach pojawiających się na terenie miasta. Są to najczęściej sarny, które zostały potrącone przez samochody. - W takiej sytuacji wzywamy weterynarza, który podejmuje decyzję co dalej ze zwierzęciem. Jeśli zastaniemy martwe zwierzę, przekazujemy je pracownikom Zieleni Miejskiej. Mieszkańcy zgłaszają też ptaki, które są ranne lub wypadły z gniazd. Natomiast 2 czerwca mieliśmy zgłoszenie o łosiu spacerującym w okolicy wspomnianej działki. Na miejsce pojechał patrol, ale strażnicy nie zastali już zwierzęcia. Musiał odejść - mówi Henryk Nędzak. Dodaje, że spotykając na swojej drodze łosia, nie należy na własną rękę go płoszyć. - Należy nas wezwać. Staramy się pomóc zwierzęciu zmienić kierunek wędrówki, aby zapewnić bezpieczeństwo i ludziom, i jemu samemu - tłumaczy komendant.
Pomógł elektroniczny pastuch. Okazało się, że łoś odwiedzał działkę pana Jana jeszcze wielokrotnie. Rozwiązaniem problemu pana Jana okazał się montaż tzw. elektrycznego pastucha – lekkiego ogrodzenia generującego impulsy elektryczne. To był strzał w dziesiątkę. Od momentu uruchomienia instalacji nietypowy gość przestał niepokoić właścicieli. Prawdopodobnie zniechęcony nieprzyjemnymi impulsami łoś postanowił zmienić miejsce bytowania.
Czytaj też:

Napisz komentarz
Komentarze