Przypominamy, ze dramat rozegrał się 25 stycznia 2025 r. przy ul. Sobieskiego w Siedlcach. Pijany Adam Cz. wezwał pogotowie do rozciętej głowy. Gdy przybyli na miejsce ratownicy stwierdzili, że konieczny jest transport do szpitala, Adam Cz. chwycił za noże kuchenne i zaatakował. Cezary L. otrzymał cios w klatkę piersiową. 64-latek mimo natychmiastowej pomocy zmarł w szpitalu. Agresor ruszył też na drugiego ratownika, Mateusza M., raniąc go w rękę. 30-letni medyk przeżył tylko dzięki temu, że zdołał obezwładnić napastnika.
Wyrok zapadł 5 października. Proces toczył się dokładnie pięć miesięcy – pierwsza rozprawa odbyła się 5 mają, a przewód sądowy zamknięto pod koniec września. Sprawę rozpoznawał skład orzekający pod przewodnictwem sędziego Mirosława Leszczyńskiego, przy udziale sędzi Anity Kowalczyk-Makuły oraz trzech ławniczek. Niespełna 60-letni Adam Cz. został doprowadzony na ogłoszenie wyroku z Zakładu Karnego w Siedlcach, gdzie przebywa od chwili ataku na medyków.
Proces o zabójstwo ratownika medycznego. Prokurator żąda dożywocia, wdowa nie chce ani grosza
Sąd wymierzył Adamowi Cz. karę 25 lat więzienia za zabójstwo oraz 15 lat za usiłowanie zabójstwa, orzekając karę łączną 30 lat pozbawienia wolności. Nakazał mu także zapłatę 50 tys. zł zadośćuczynienia na rzecz rannego Mateusza M. oraz 50 tys. zł nawiązki na Fundusz Pomocy Pokrzywdzonym, o co wnosiła wdowa po zmarłym. Po ogłoszeniu wyroku, zapytany przez sąd, czy chce zabrać głos, rzucił krótko: „Nie wiem, co mam powiedzieć”.
Najważniejszym punktem sporu okazała się kwalifikacja prawna zbrodni. Prokuratura domagała się dożywocia, opierając zarzut na zabójstwie z motywacji zasługującej na szczególne potępienie – śledczy twierdzili, że oskarżony zabił z premedytacją, by wrócić do więzienia, bo nie radził sobie na wolności. Sąd wykreślił to sformułowanie z opisu czynu i zakwalifikował zbrodnię z typu podstawowego. W ustnym uzasadnieniu sędzia wyjaśniła, że zeznania partnerek oskarżonego o jego rzekomych zapowiedziach nie wystarczą, by uznać to za bezpośredni motyw ataku, ponieważ były to jedynie luźne rozmowy prowadzone przy alkoholu. Sąd uznał, że motywacji nie można się domyślać ani domniemywać, lecz trzeba ją udowodnić bez cienia wątpliwości. Nie było natomiast wątpliwości co do samego zamiaru zabójstwa – siła i bezwzględność uderzenia nożem wprost w klatkę piersiową wskazywały na zamiar bezpośredni pozbawienia życia. Na wymiar kary wpływ miała także opinia biegłych psychiatrów, którzy po wielotygodniowej obserwacji wykluczyli chorobę psychiczną, wskazując na uzależnienie od alkoholu i poczytalność ograniczoną w stopniu nieznacznym.
Oskarżyciel nie zajął jeszcze jednoznacznego stanowiska w sprawie wyroku. Prokurator Anita Żabczyńska-Komor zapowiedziała złożenie wniosku o sporządzenie pisemnego uzasadnienia. – W ocenie prokuratury motywem działania oskarżonego była chęć powrotu do zakładu karnego z uwagi na to, iż nie radził sobie na wolności. Traktowanie człowieka jako narzędzia do realizacji swoich celów w mojej ocenie było motywacją zasługującą na szczególne potępienie. Decyzja co do oceny tego wyroku zapadnie po szczegółowym zapoznaniu się z pisemnymi motywami, wtedy zapadnie decyzja, czy zostanie wniesiony środek odwoławczy – wyjaśniła prokurator.
Głos zabrał również pełnomocnik oskarżyciela posiłkowego Mateusza M., mecenas Paweł Szyszko. – W mojej ocenie wyrok odpowiada prawu, jest sprawiedliwy. Co do zasądzonego zadośćuczynienia i nawiązki, sąd w całości uwzględnił wnioski. Jeśli chodzi o kwestię kwalifikacji, nie byłem zaskoczony, ponieważ w moim przekonaniu kwestia tego, że oskarżony pozostawał w stanie upojenia alkoholowego, wskazywała, że dożywocie nie będzie uwzględnione – ocenił mecenas, dodając, że decyzję o ewentualnym zaskarżeniu podejmie po analizie pisemnych motywów rozstrzygnięcia.


Napisz komentarz
Komentarze