Do tragedii doszło 25 stycznia 2025 r. w jednym z bloków przy ulicy Sobieskiego w Siedlcach. Tego dnia Adam Cz. brał udział w zakrapianej alkoholem imprezie imieninowej. W pewnym momencie spadł z krzesła i rozbił sobie głowę. Znajomi odprowadzili go do mieszkania jego partnerki, piętro niżej. Stamtąd 59-latek zadzwonił po pogotowie ratunkowe. Na miejsce przyjechał dwuosobowy zespół ratownictwa medycznego: 64-letni Cezary L. oraz 30-letni Mateusz M. Medycy przystąpili do opatrywania rozciętej głowy pacjenta, a z uwagi na stan rany poinformowali go o konieczności przewiezienia do szpitala. Wtedy spokojny do tej pory Adam Cz. chwycił za noże kuchenne. Cezary L. został ugodzony w klatkę piersiową, a drugi z ratowników podjął dramatyczną walkę. Powalił napastnika i obezwładnił go, odnosząc przy tym ranę ręki. Gdy zdołał odepchnąć agresora, wezwał służby i przystąpił do reanimacji starszego kolegi. Mimo przewiezienia do szpitala, 64-letni medyk zmarł tuż przed operacją.
Czytaj też: „Wszystkich was pozabijam”. Ruszył proces o zabójstwo ratownika medycznego z Białej Podlaskiej
To było dawno temu
Finałowa rozprawa w Siedlcach rozpoczęła się od przesłuchania ostatnich świadków. Przed sądem stanął mąż byłej konkubiny oskarżonego. Świadek miał odnieść się do zeznań złożonych wcześniej przez swoją żonę, która ujawniła, że w 2024 r. Adam Cz. zaatakował go nożem w kuchni. Przed obliczem składu orzekającego mężczyzna zeznawał jednak z wyraźnym oporem. Tłumaczył, że pili wtedy piwo oraz wódkę i niewiele pamięta z tamtego zajścia. Przyznał, że oskarżony sięgnął po nóż kuchenny, ale bagatelizował incydent:
– Wcześniej nie było między nami awantury. Tam nic się nie stało, po prostu zabrałem mu ten nóż i tyle, dalej normalnie piliśmy. Czasem oskarżony po alkoholu miał napad agresji, ale nie zawsze. Czasami po alkoholu był taki nadpobudliwy – zeznawał.
Następnie świadek relacjonował dramatyczne wydarzenia ze stycznia ubiegłego roku. To on po usłyszeniu krzyków zbiegł na parter i jako jeden z pierwszych zobaczył makabryczny widok na korytarzu. Zastał ciężko rannego Cezarego L. leżącego na posadzce oraz młodszego medyka, który desperacko walczył o jego życie. – Ratownik, co klęczał, wzywał pomocy, krzyczał: „Ludzie, pomóżcie!”. Przechodziłem koło niego i widziałem, ten leżał na ziemi, a tamten go uciskał jakoś i tłumaczył: „Czarek, Czarek, wszystko dobrze będzie, wszystko dobrze będzie” – relacjonował.
Świadek podszedł wówczas do stojącego pod schodami Adama Cz., chwycił go za dłonie i przytrzymywał do przyjazdu radiowozu. Na sali sądowej próbował jednak przekonywać, że trzymany przez niego 59-latek był spokojny i nie wywoływał awantury. Przewodnicząca składu sędziowskiego, sędzia Anita Kowalczyk-Makuła, natychmiast wytknęła mu rażące sprzeczności i odczytała protokół ze śledztwa, z którego wprost wynikało, że obezwładniony Adam Cz. szarpał się i wykrzykiwał do ratowników groźby śmierci. Skonfrontowany z dawnymi słowami mężczyzna wycofał się ze swoich twierdzeń na sali:
– Skoro sędzia tak czytała, to tak było. Może i tak mówił, nie pamiętam, to było dawno temu.
Potraktował człowieka jak narzędzie
Po przesłuchaniu świadka i zamknięciu przewodu sądowego przewodnicząca składu orzekającego uprzedziła strony o możliwości zmiany kwalifikacji prawnej zarzucanego oskarżonemu zabójstwa. Sąd rozważa zmianę artykułu z aktu oskarżenia – z art. 148 par. 3 na podstawowy art. 148 par. 1 kk. W praktyce oznacza to odstąpienie od uznania, że zabójstwa ratownika medycznego dokonano z motywacji zasługującej na szczególne potępienie. Drugi zarzut, dotyczący usiłowania zabójstwa ratownika Mateusza M. oraz czynnej napaści na funkcjonariusza publicznego, pozostaje bez zmian.
Czytaj też: Zmienili treść zarzutów zabójcy ratownika medycznego
W mowie końcowej oskarżyciel publiczny, prokurator Kamil Żmudziński z Prokuratury Okręgowej w Siedlcach, stanowczo sprzeciwił się modyfikacji kwalifikacji prawnej. Wskazywał, że Adam Cz. zabił ratownika wyłącznie po to, by wrócić do zakładu karnego. – W zakładzie karnym, zdaniem oskarżonego, nie musiał starać się o lżejsze życie, dbać o środki finansowe, o mieszkanie i codzienne troski. Wskazywał wcześniej wprost do świadka, że może nawet kogoś zabić, żeby dostać się do zakładu karnego. Jak uznać w jakikolwiek sposób logiczny, że zabija się człowieka i posługuje się nim jako narzędziem, które ma pozwolić udać się do więzienia? Cezary L. chciał mu pomóc, a oskarżony potraktował go jako bilet do zakładu karnego, bo tam jego życie będzie wygodniejsze – podkreślał prok. Żmudziński.
Prokurator przypomniał, że Cezary L. pracował w zawodzie od 1987 r. i zginął na rok przed planowaną emeryturą. Zaznaczył również, że biegli psychiatrzy uznali Adama Cz. za w pełni poczytalnego, a stwierdzone upojenie alkoholowe miało charakter prosty. Oskarżony wiedział, jak agresywnie reaguje po alkoholu, co zdaniem śledczych wyklucza jakiekolwiek okoliczności łagodzące. Zażądał dla oskarżonego kary dożywotniego pozbawienia wolności i 5 lat pozbawienia praw publicznych za zabójstwo Cezarego L., 20 lat więzienia i 4 lat pozbawienia praw za usiłowanie zabójstwa Mateusza M., a jako karę łączną – dożywocia oraz 8 lat pozbawienia praw publicznych. – Surowa kara nie przywróci życia, ale pozwoli tę zbrodnię nazwać karygodną. To zbrodnia zasługująca na jak największe potępienie – podsumował oskarżyciel.

Rachunek za krzywdę
Stanowisko prokuratury w całości poparli pełnomocnicy oskarżycieli posiłkowych. Reprezentujący pokrzywdzonego Mateusza M. adwokat Paweł Szyszko podkreślał głębokie rany psychiczne, z jakimi młody medyk boryka się do dzisiaj. – Mój klient dalej pracuje w zawodzie, ale każdy wyjazd jest dla niego rodzajem traumy i przestrachu. Wstaje każdego dnia do pracy z chęcią niesienia pomocy innym, a tutaj mógł stracić życie. Na jego oczach zamordowano kolegę, z którym jeździł ratować ludzi – mówił mecenas, wnosząc w imieniu Mateusza M. o 50 tys. zł zadośćuczynienia za doznaną krzywdę.
Pełnomocniczka żony zmarłego ratownika wniosła o orzeczenie dożywocia oraz zasądzenie 150 tys. zł nawiązki. Zwróciła przy tym uwagę na postawę wdowy, która odmówiła przyjęcia pieniędzy od mordercy męża na własne konto. Pierwotnie rodzina zawnioskowała o przekazanie środków na rzecz domu dziecka w Komarnie. Gdy przewodnicząca składu zwróciła uwagę na brak formalnych podstaw prawnych do wskazania konkretnej placówki w orzeczeniu karnym, pełnomocniczka zmodyfikował wniosek:
– Oskarżycielka nie chce pieniędzy dla siebie, nie chce od oskarżonego żadnych środków. Dlatego wnosimy o zasądzenie nawiązki na Fundusz Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Postpenitencjarnej.
Czytaj też: Podejrzany o zabójstwo ratownika medycznego jest poczytalny
Prosi o umiar
Obrońca oskarżonego zaapelował do sądu, aby nie ulegał emocjom i presji opinii publicznej. – Wiem, jakie są oczekiwania opinii społecznej, która już wydała wyrok. To zrozumiałe, bo widzi skutek, a nie przyczynę. Sprawy karne rozstrzyga jednak sąd, nie społeczeństwo. Gdyby oskarżony chciał trafić do zakładu karnego, jest wiele sposobów, by to zrobić bez krzywdzenia kogokolwiek – argumentował mecenas, wskazując, że oskarżony z powodu silnego upojenia i uderzenia w głowę mógł nie panować nad swoim zachowaniem.
Na zakończenie głos zabrał sam Adam Cz., który przez cały proces konsekwentnie nie przyznawał się do winy.
– Dlaczego nie ma moich odcisków palców? Dlaczego nikt mi tego nie wyjaśnił? Ja nie miałem żadnego powodu, żeby zabić ratownika. Jak ratownicy dwa razy ratowali mi życie, to o co tu chodzi? Ja nie wiem, ja nic nie pamiętam z tego zajścia. Czy ja jestem takim zwyrodnialcem? – mówił z ławy oskarżonych.
Sędzia Anita Kowalczyk-Makuła zamknęła rozprawę. Wyrok w sprawie ma zostać ogłoszony jeszcze w październiku.

CZYTAJ TEŻ:

Napisz komentarz
Komentarze