Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
piątek, 10 kwietnia 2026 19:09
Reklama
Reklama

Biała Podlaska: Bialczanki na krańcach świata

Jak do szerzącej się pandemii podchodzą Szwedzi i Norwegowie? Czy Amerykanie panikują? Czego brakuje w sklepach w Wielkiej Brytanii? Na te pytania odpowiadają Polki mieszkające zagranicą, w tym bialczanki, które wyemigrowały ponad pięć lat temu w poszukiwaniu pracy i możliwości rozwoju, a także ze względu na relacje osobiste.
Biała Podlaska: Bialczanki na krańcach świata

Autor: Paulina Kowalska

Karolina mieszka w Norwegii od ponad pięciu lat, a pochodzi z Białej Podlaskiej. – W Norwegii ludzie nie noszą maseczek, poza tym dużo osób siedzi w domu z dziećmi. Maja płacone zasiłki. Ci co muszą iść do pracy np. obydwoje rodziców są lekarzami, mogą zostawiać dzieci w przedszkolach, gdyż są one otwarte. Jednak, szkoły i przedszkola dla dzieci pozostałych mieszkańców są zamknięte do odwołania. Taka decyzja zapadła 13 marca. Cześć sklepów jest pozamykana, a te co są otwarte mają płyny do dezynfekcji oraz zamontowane plastikowe płyty oddzielając sprzedawcę od klienta. - Największy boom na zakupy był 12-13 marca, w sklepach zabrakło chleba, mąki, drożdży, mięsa, ryb, itp. – mówi Karolina. Dodaje, że dużo osób nie wychodzi z domu, ale przyznaje, że można wyjść na spacer czy do sklepu spożywczego, bądź drogerii. Jednak jest zalecenie, by chodzić pojedynczo. - Jako rodzina czteroosobowa, razem do sklepu nie chodzimy, zawsze jeden z rodziców zostaje w domu z dziećmi. Teraz sklepy są dobrze zaopatrzone,  jednak był potrzebny apel władz, aby nie kupować na zapas. Wprowadzono też limity na towar, np. 1-2 sztuki danego produktu na osobę – wyjaśnia emigrantka. Dodaje też, że jak władze państwowe zamknęły granice, to Norwegowie masowo zaczęli wyjeżdżać do swoich domków letniskowych. - Wtedy premier wprowadziła kary i zakazy, aby nie spędzać kwarantanny w innych miejscach niż dom "rodzinny". Wiadomo, że małe gminy nie są przygotowane na przyjazd turystów do domków letniskowych podczas pandemii, nie mają szpitali w okolicach, więc to mogłoby skończyć się katastrofą, dlatego uważam działanie premier za słuszne – zaznacza Karolina.
 

Weronika Harrysson w Vaxjo mieszka sześć lat. - W Szwecji pomimo ponad 6000 zarejestrowanych zachorowań nie został wprowadzony stan wyjątkowy. Wszystko tak na prawdę funkcjonuje bez większych zmian - fryzjerzy, restauracje, centra handlowe, place zabaw, przedszkola i szkoły podstawowe. Zamknięte zostały jedynie szkoły wyższe i licea. Rządzący nie chcą wprowadzać większych ograniczeń, ponieważ uważają, że jest to wbrew modelowi państwa demokratycznego i to sami obywatele powinni być odpowiedzialni w zaistniałej sytuacji. Niestety odpowiedzialność Szwedów w tym wypadku została przeceniona – zauważa Weronika.

Przyznaje też, że w sklepach ludzie zazwyczaj nie zachowują żadnego dystansu stojąc w kolejkach, pomimo narysowanych linii, jakby ich to nie dotyczyło. - Zawsze też znajdzie się jakiś kaszlący, który nie przejmując się niczym nawet nie zasłoni się w rękaw. W masce nie widziałam tutaj jeszcze nikogo. I jak dotychczas to chyba ja jako jedyna z córką, chodzimy w plastikowych rękawiczkach. Oczywiście tylko wtedy, kiedy musimy wyjść po zakupy spożywcze. Bo zostajemy w domu, pomimo działającego przedszkola. Ale to jest moja decyzja – mówi Weronika. Podkreśla, że ograniczenia, co do sklepów czy usług nie zostały wprowadzone ze względów ekonomicznych. - Założenie jest takie, że wirus przejdzie, ludzie nabiorą odporności, bądź umrą, ale gospodarka nie może upaść – stwierdza mieszkanka Szwecji.
 

Do sklepu jedna osoba

Zofia w Londynie mieszka od ponad sześciu lat, a pochodzi z Białej Podlaskiej. - Nie wychodzę z domu kiedy nie muszę, ostatnio byłam w supermarkecie tydzień temu. Obowiązują odstępy między klientami na długość 2 metrów. Ograniczoną liczbę osób chcących zrobić zakupy wpuszcza ochroniarz. W sklepach założone są plastikowe ochrony na kasie, żeby kasjer nie miał kontaktu z potencjalnym zarażonym. Do mniejszych, lokalnych sklepów może wejść tylko jedna osoba. Nie ma pieczywa luzem, jest tylko pakowane – wyjaśnia Zofia.

Podkreśla też, że kto nie musi, nie wychodzi. - Ludzie pracują z domu bądź wcale, chyba, że są zatrudnieni w sklepie spożywczym, szpitalu, transporcie itp. W sklepach brakuje papieru, mydła, chemii, żeli antybakteryjnych, mąki, drożdży – wymienia Zofia. Dodaje, że ludzie chodzą w maskach, używają żeli antybakteryjnych. - Ostatnio kobieta dostała mandat 600 funtów za to, że nie powiedziała policji, gdzie podróżuje. Podróżując metrem ludzie nie są w stanie utrzymać dystansu 2 metrów - przyznaje.
Stay at home

Z kolei Paulina Kowalska prowadząca bloga: za-oceanem.blogspot.com i mieszkająca w Chicago przypomina, że najwięcej zachorowań na Covid-19 odnotowano dotąd w USA. - Najgorsza sytuacja jest w stanie Nowy Jork, gdzie chorych jest już więcej, niż w jakimkolwiek kraju! Pomimo tak poważnej sytuacji, większość regulacji pozostawiona jest w gestii poszczególnych stanów. W Illinois, gdzie mieszkam, większość chorych skupiona jest wokół Chicago, a sytuacja pod wieloma względami jest podobna do Polski – wyjaśnia Paulina.

Dodaje, że mniej więcej od połowy marca zamknięte są szkoły, restauracje oraz większość zakładów usługowych. - Otwarte są sklepy spożywcze, choć i te zmieniły sposób funkcjonowania: skrócone są godziny otwarcia oraz limit osób w sklepie. Niemal od samego początku epidemii brakuje żeli antybakteryjnych i papieru toaletowego, a półki z makaronem czy mąką przeżywają oblężenie. Pół żartem pół serio mówi się, że kolejnym artykułem, którego brakuje, są farby do włosów – zaznacza mieszkanka Chicago.

Podkreśla również, że w Illinois obowiązuje rozporządzenie Stay at Home. To prośba władz, by w miarę możliwości pozostawać w domach i unikać wyjść. - Jest to jednak bardziej sugestia niż nakaz - stwierdza. Wyjaśnia, że w Chicago egzekwowany jest zakaz zgromadzeń. - Za jego złamanie grozi mandat w kwocie 500 dolarów, a w skrajnych przypadkach nawet areszt. W mieście zamknięte są parki i plaże – mówi Paulina Kowalska. W jej opinii Amerykanie raczej poważnie traktują zagrożenie, ale jednocześnie nie panikują. - Stosują się do zasad, starają się trzymać dystans w przestrzeni publicznej i mają nadzieję, że szybko będą mogli wrócić do normalności  - przyznaje Paulina Kowalska.

Artykuł został opublikowany w najnowszym Super Podlasiaku, z 24 kwietnia
 


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
ReklamaButik Parkowa 13 – oferta odzieży w rozmiarach 38-60. Unikalne kolekcje dla Twojej sylwetki. Zapraszamy na zakupy przy kawie
Reklama
Reklama
Reklama
KOMENTARZE
Autor komentarza: SebastianTreść komentarza: A to zabawne w planie miejscowym są uwzględnione a wójt głosi że nie będzie zastanawiająca dobre kłamstwo czy kompletny brak wiedzyData dodania komentarza: 10.04.2026, 06:39Źródło komentarza: W gminie Olszanka nie chcą wiatrakówAutor komentarza: 77 Bramek dla ReprezentacjiTreść komentarza: Nie zaorana ale nie róbcie z jakichś kopaczy gały w 12 czy 13 lidze jakichś piłkarzy czy talentów . Od zwykli kopacze jak Ty , ja czy Mietek od Kaziuków z sąsiedzniej wioski . Piłkarze z nazwy to co najmniej I liga .Data dodania komentarza: 9.04.2026, 16:20Źródło komentarza: Wybieramy piłkarza marca w bialskopodlaskiej klasie okręgowejAutor komentarza: RacjonalizacjaTreść komentarza: Parking przy cmentarzu na Janowskiej powyżej 3 godzin też powinien być płatny. Teraz służy za bazę dla autobusów prywatnej firmy. Urzędnicy podejrzanie nie reagują na ten stan.Data dodania komentarza: 9.04.2026, 13:17Źródło komentarza: BIAŁA PODLASKA: Szlaban na miejskie parkingi w centrumAutor komentarza: Damian KaczmarekTreść komentarza: Tak proszę pana, jest tak jak pan mówi. Lokalna piłka nożna powinna być zaorana i zdelegalizowana bo nikogo nie obchodzi. Zwłaszcza tych którzy komentują.Data dodania komentarza: 9.04.2026, 11:50Źródło komentarza: Wybieramy piłkarza marca w bialskopodlaskiej klasie okręgowejAutor komentarza: BudowlaniecTreść komentarza: Ciekawe ile płacą ? Ja w wykończeniach u kolegi mam 40 zł na godzinę . Praca od poniedziałku do piątku od 7 do 17 . Każda noc spana w domu , każdy weekend wolny . Każde święta wolne . Co prawda umowa zlecenie ale z godziny wychodzi 8000 zł już na czysto plus zawsze premia 1000 zł więc co miesiąc mam 9.000 zł przelew na konto więc nie wiem czy w tym wojsku tyle dostanę i każą noc będę spał w domu i każdy weekend i święto też będę miał wolne .Data dodania komentarza: 9.04.2026, 09:00Źródło komentarza: Armia swoją ofertę pokaże na kwietniowych targach
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama