Ludzie stąd: Tragiczne wspomnienia Zdzisława Grenia

  • 03.07.2020, 17:47
  • Anna Chodyka
Ludzie stąd: Tragiczne wspomnienia Zdzisława Grenia
Zdzisław Greń jest prezesem stowarzyszenia Dzieci Wojny oddziału Biała Podlaska od około dwudziestu lat. Wspomina babcię Antoninę, która zginęła na jego oczach, od wybuchu granatu, a także okrutne przesłuchanie przez Urząd Bezpieczeństwa jego matki Anny. Opowiada też o ojcu, który służył w Armii Krajowej i wspólnym słuchaniu radia Wolna Europa przez całą rodzinę.

Urodził się 25 października 1938 r. w Cieleśnicy. Jego rodzice Anna i Władysław poznali się na jednej z zabaw, organizowanych w tej miejscowości. Po niedługim czasie przenieśli się do wsi Pokinianka. Do majątku Alicji Kuczewskiej. Tam Władysław został zatrudniony jako fornal i stangret, a jego żona opiekowała się dziećmi. Kiedy przyjechali okazało się, że nie ma dla nich miejsca w czworakach zamieszkiwanych przez służbę. Wówczas szlachcianka udostępniła im małe mieszkanie w jej pałacu.

Kiedy Niemcy wycofywali się we wrześniu 1944 r. i trwały bombardowania oraz walki z Sowietami, Zdzisław miał 6 lat. Pamięta długie godziny spędzone w okopie. Kiedy trzymał się spódnicy ukochanej babci Antoniny Greń, kobieta postanowiła zobaczyć, co się dzieje na zewnątrz i wychyliła się. W tym czasie uderzył granat, a jego odłamki w nią trafiły. Mały Zdzisław z przerażeniem zobaczył jak babcia zalana krwią osuwa się do okopu.

– Miała porozrywane części ciała. Została zawieziona do szpitala, który mieścił się przy ul. Janowskiej w Białej Podlaskiej. Niestety, obrażenia były zbyt duże i po trzech dniach zmarła – mówi Zdzisław ze łzami w oczach. Dodaje, że Antonina zawsze była odważną kobietą i to ją zgubiło. Została pochowana na cmentarzu przy ul. Janowskiej w Białej Podlaskiej. To jedno z dwóch najbardziej wyrazistych wspomnień z okresu wojny, które posiada mężczyzna.


Drugie dotyczy działalności jego ojca Władysława w Armii Krajowej.

– Został zaangażowany do oddziału przez prawnika Jerzego Świątkiewicza, który przed wojną był zarządcą majątku Alicji Kuczewskiej. Jako kilkulatek zauważyłem, że ojciec chowa coś pod strzechą spichrza. Pewnego dnia postanowiłem sprawdzić, co to takiego. Wszedłem po bardzo wysokiej drabinie i wyciągnąłem zawiniątko. Kiedy odkryłem materiał zobaczyłem najprawdziwszy pistolet. Bałem się, że ojciec się dowie, że go znalazłem, więc nic nie mówiłem o swoim występku w domu – opowiada Zdzisław Greń. Dodaje, że jego ojciec często znikał na noc, a nawet na kilka dni i nigdy nie mówił czym się zajmuje i gdzie chodzi. Wiadomo było, iż dostarcza tajne wiadomości żołnierzom Armii Krajowej. – Nawet, kiedy byłem dorosły i pytałem o działalność, unikał odpowiedzi – zaznacza. (...)

Jedynym dorosłym i naocznym świadkiem była Anna Greń. – Funkcjonariusze postawili ją nad trupem nauczycielki, który leżał na długiej ławie pod ścianą i zaczęli zadawać pytania. Te stawały się coraz bardziej natarczywe. Nie obyło się też bez szarpania, popychania i grożenia. Słyszałem wszystko, bo byłem w pokoju obok, także płacz i błaganie mamy, by ją puścili, bo nic nie wie. Ten koszmar trwał kilka godzin – przyznaje Zdzisław Greń. Kiedy przesłuchanie jego matki się skończyło, pozwolono jej wrócić do syna. Jednak, nie była ona w stanie powiedzieć ani słowa. Stała jak słup soli, wyczerpana długotrwałym i bardzo stresującym spotkaniem z UB. Przyjaciel ojca, kiedy dowiedział, co się stało, przyszedł sprawdzić, w jakim stanie jest Anna. Próbował do niej mówić. Nakłaniał, by się odezwała, choć słowem, jednak bezskutecznie. W końcu postanowił włożyć jej w usta łyżkę, by zmusić ją do jakiejkolwiek reakcji. Udało się. Anna powiedziała, że jest zmęczona i położyła się. (...)

Po parcelacji majątków ziemskich, rodzina Greniów otrzymała kilka hektarów, dzięki temu miała, gdzie wybudować dom i budynki gospodarcze. – Ojciec świetnie radził sobie jako cieśla, kiedy tworzył dla nas siedlisko. Pomagał mu w tym jego przyjaciel i mój ojciec chrzestny Jan Kowalski, a także jego synowie – wyjaśnia Zdzisław.  Dodaje, że choć ojciec nie krytykował władzy, bo uważał, iż dzięki niej ma gospodarstwo, to często słuchał radia Wolnej Europy. - Mnie też do tego zachęcał – wspomina prezes stowarzyszenia Dzieci Wojny. (...)

Cały artykuł przeczytacie w papierowym i elektronicznym wydaniu Słowa Podlasia, z 30 czerwca

 

Anna Chodyka

Podziel się:

Oceń:


Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu Słowo Podlasia. Grupa Wydawnicza SŁOWO sp z o.o. z siedzibą w mieście stołecznym Warszawa (Domaniewska 17/19/133, 02-672) jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.

Pozostałe