Dawne wierzenia Słowian w literackim debiucie Kamili Szczubełek

  • 16.06.2021, 19:40
  • Materiały prasowe
Debiut literacki Kamili Szczubełek pt. "Droga do Wyraju" fot. Krzysztof Szczubełek
Kamila Szczubełek: z zawodu lektor języka Moliera, z pasji wielbicielka tworzenia powieści w mowie ojczystej. Od dziecka związana z muzyką. Zaraz po maturze wyjechała do Francji, by tam kształcić się w zakresie gry na saksofonie w Konserwatorium Muzycznym. Po powrocie do Polski studiowała nauczanie języków obcych oraz psychologię na Uniwersytecie Warszawskim. Mniej więcej w ćwierćwieczu swojej egzystencji postanowiła, że zacznie pisać fantastykę i uparcie przekuwa marzenia w czyny. Książkoholiczka, kawoszka, mistrzyni prokrastynacji ze skłonnością do zachwycania się kotami i powoływania do życia ceramicznych kubków. 23 czerwca nakładem wydawnictwa Papierowy Księżyc ukaże się jej debiut literacki pt. "Droga do Wyraju".

Jak to jest, wydać pierwszą książkę?
Jeszcze nie trzymałam wydrukowanej książki w rękach, więc tak do końca chyba to do mnie nie dotarło. Wyobrażam sobie, że jak już będę miała fizyczną książkę, to pewnie zastygnę na jakąś godzinę, patrząc się na nią i nie dowierzając, że to się stało. Myślę, że równie niesamowitym uczuciem jest samo otrzymanie propozycji wydawniczej. 

Czy długo czekałaś na odpowiedź wydawnictwa?
Zaskakująco krótko. A jest to o tyle niesamowite, że swoją propozycję wysyłałam do wydawnictw w lutym i marcu 2020 roku, czyli dokładnie wtedy, gdy w Polsce zaczęto wykrywać pierwsze przypadki wirusa, a na świecie ogłoszono pandemię. Muszę przyznać, że moje nadzieje na rychły debiut uleciały momentalnie. Tym bardziej nie mogłam uwierzyć w to, że w czerwcu 2020 zaczęłam otrzymywać propozycje wydania mojej powieści.

Co zainspirowało Cię do napisania Drogi do Wyraju? Jak wyglądał proces twórczy?
Zainspirował mnie… konkurs. Pamiętam ten dzień bardzo dokładnie. Byłam wtedy na wakacjach w Grecji i, jak przystało na człowieka XXI wieku, przeglądałam internet w telefonie, leżąc na plaży. Wtedy zobaczyłam, że właśnie ogłoszono konkurs na powieść w klimatach słowiańskich. Jeszcze na wyjeździe wymyśliłam, że główną postacią będzie wąpierz, a jego przygoda zacznie się od fatalnej pomyłki i niechcianego towarzysza. Gdy wróciłam do Polski od razu odnalazłam w biblioteczce Mitologię Słowian Aleksandra Gieysztora, którą dostałam kiedyś od prababci, i zabrałam się do zbierania materiałów. Później wystarczyło tylko usiąść przed komputerem i dać ponieść się historii. Na konkurs ostatecznie mojej powieści nie wysłałam, ale szczęśliwie wąpierz Elgan znalazł dom i niedługo ujrzy światło dzienne.

Czy już wcześniej interesowałaś się wierzeniami dawnych Słowian?
Przyznam szczerze, że niespecjalnie. Wiedziałam, że byli tacy bogowie jak Perun czy Weles, że zmora i strzyga to nasze rodzime demony, ale nigdy nie wgłębiałam się jakoś szczególnie w naukowe pozycje, które traktują o dawnych wierzeniach Słowian. Cieszę się, że zdecydowałam się na pisanie fantastyki z elementami słowiańskich wierzeń, bo choć zachowały się szczątkowe informacje i więcej jest hipotez niż faktów, to wierzenia dawnych Słowian są fascynującą dziedziną badań, wartą uwagi. Teraz w swojej biblioteczce mam całą stertę książek o tej tematyce.

Czy w takim razie czytelnicy, którzy sięgną po Drogę do Wyraju, dowiedzą się czegoś o wierzeniach dawnych Słowian?
I tak, i nie. Jak już wspomniałam, mam za sobą wiele pozycji naukowych, bo chciałam dobrze przygotować się do pisania, ale nie wolno zapominać o tym, że jest to fantastyka. Dawne wierzenia i zwyczaje były dla mnie inspiracją, pomysłem, który często przekuwałam w zupełnie inną historię. Oczywiście imiona bogów, demonów czy nazwy obyczajów są zaczerpnięte ze źródeł, ale to, jak je przedstawiłam, jest już w większości moją inwencją twórczą.

Na co mogą liczyć czytelnicy, którzy sięgną po Twój debiut?
Przede wszystkim na przygodę i rozrywkę. Poza słowiańskimi motywami wplotłam w historię sporo humoru i tajemnicy. Droga do Wyraju to lekka powieść, która powoli wprowadzi czytelnika do wielkiej przygody. Pierwszy tom Demonów Welesa skupia się przede wszystkim na losach dwójki bohaterów: wąpierza Elgana i szamanki Dorady. Będą oni musieli przebyć podróż zarówno fizyczną, jak i metaforyczną. Oboje wyruszą na poszukiwanie lasu Czarnoboga, ale każde z nich będzie szukało też siebie. Elgan stara się dowiedzieć, jak doszło do jego przemiany w wąpierza, a Dorada, która właśnie wkracza w dorosłość, zmierzy się z konsekwencjami podejmowania lekkomyślnych decyzji. Myślę, że ta książka spodoba się czytelnikom, którzy lubią powieści drogi, słowiańskie demony i humor.

Opowiedz, co wydarzyło się między postawieniem przez Ciebie ostatniej kropki w pierwszej wersji tekstu a pojawieniem się książki w księgarniach.
Ta droga jest jeszcze dłuższa od tej, którą musiał przebyć Elgan, by dotrzeć do Wyraju (śmiech). Powieść napisałam dość szybko, bo zajęło mi to trzy miesiące, ale postawienie ostatniej kropki było dopiero początkiem. Zanim wysłałam książkę do wydawnictw, najpierw sama redagowałam ją dwukrotnie, a później zleciłam korektę, by nie odstraszyć redaktorów źle postawionymi przycinkami czy innymi potworkami językowymi. Myślę, że jak ktoś chce pisać książki, to bardzo ważne jest, by jak najszybciej uświadomić sobie, że powieść to praca wielu ludzi. Nikt nie jest idealny. Wszyscy popełniamy błędy. Czasami nie jesteśmy w stanie wyłapać pewnych rzeczy czy obiektywnie spojrzeć na fabułę, która w naszej głowie często wygląda lepiej od tej, jaką spisaliśmy.

Miałam to szczęście, że w wydawnictwie Papierowy Księżyc trafiłam na cudownych ludzi. Jestem ogromnie wdzięczna za pracę redaktora i korektorki, którzy nauczyli mnie wielu przydatnych rzeczy. To są cisi bohaterowie, którzy sprawiają, że książki nabierają barw. Jako czytelnik nie zdawałam sobie sprawy, jak ważną rolę pełnią redaktorzy i korektorzy. Teraz za każdym razem, gdy otwieram nową powieść, czytam ich nazwiska z należytym szacunkiem i podziwem.

Czy masz jakieś rady dla osób, które chciałyby wydać swoją pierwszą książkę?
Tak jak już wcześniej wspomniałam, trzeba zaakceptować fakt, że napisanie książki to dopiero początek. Warto być otwartym na pomoc i propozycje redaktorów czy naszych pierwszych czytelników. Dla mnie pisanie jest jak granie na instrumencie. Przez większość swojego życia grałam na saksofonie i doskonale pamiętam swoje początki, gdy z trudem wydobywałam jeden dźwięk. W miarę poświęconych godzin na ćwiczenia szło coraz łatwiej, a mój wysiłek był nagradzany na konkursach. Do pisania podchodzę podobnie. Początek po prostu musi być trudny i tylko od tego, ile czasu poświęcimy na praktykę, zależy jakość naszych powieści. W dwóch słowach? To, co niezbędne jest aspirującym pisarzom, to pokora i wytrwałość.

 

Materiały prasowe

Podziel się:

Oceń:


Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu Słowo Podlasia. Grupa Wydawnicza SŁOWO sp z o.o. z siedzibą w mieście stołecznym Warszawa (Domaniewska 17/19/133, 02-672) jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.

Pozostałe