Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
środa, 4 listopada 2026 07:47
Reklama
Reklama

Legenda: Dusza, co ukojenia szukała i na strychu gospodarzy utknęła

Tradycyjne przędzenie wełny było ważnym elementem życia społecznego za czasów naszych babć i prababć. Historię, którą dziś opiszemy wiejskie gospodynie opowiadały sobie właśnie podczas spotkań przy kołowrotkach w długie jesienne i zimowe wieczory. A rzecz działa się w jednym z domów w podparczewskiej wsi…
Legenda: Dusza, co ukojenia szukała i na strychu gospodarzy utknęła

Zacznijmy jednak od przypomnienia, co to takiego było przędzenie wełny czy też lnu, zwane inaczej także prządkami. Zbliża się bowiem okres adwentu, a zajęcie to ściśle związane było właśnie z przedświątecznym czasem.

Gdy zbliżał się adwent…

Niegdyś w całej Polsce wierzono, że w  okresie adwentu ziemia musi odpoczywać, należało więc zaprzestać wszelkich prac w polu. Zabronione było kopanie, oranie, grabienie czy rozrzucanie nawozu. Wśród ludzi panowało bowiem przekonanie, że poruszona ziemia może być później jałowa i nie wyda plonu. Funkcjonuje nawet przysłowie, które ostrzega gospodarzy przed adwentowymi pracami w polu – „Kto w Adwencie ziemię pruje, temu siedem lat choruje”.  Według wierzeń należało je zakończyć przed 11 listopada. Jedną z niewielu prac, które były dopuszczalne w tym okresie było przędzenie wełny i lnu oraz darcie pierza.

Często zdarzało się, że podczas wieczornic lub prządek kojarzono pary, a o tym z kolei mówi przysłowie: „Kto się zaleca w adwenta, będzie miał żonę na święta”. Pod oknami chat, w których dziewczyny przędły wraz ze swoimi mamami i babkami, zbierali się młodzieńcy i pukali w okna. Chcieli w ten sposób nastraszyć dziewczęta, a to z kolei miało być później pretekstem do odprowadzenia swojej strasząc kobiety. Strach i niebezpieczeństwo były pretekstem, by swą wybrankę chłopak mógł później odprowadzić do domu. Przędzenie rozpoczynało się późną jesienią, a często kończyło się późną zimą albo nawet tuż przed Wielkanocą.

Opowieści o duchach i demonach

Prządki pełniły ważną funkcję społeczną jeszcze kilkadziesiąt lat temu. Kobiety zbierały się w domu jednej z nich, gdzie przynosiły ze sobą swoje kołowrotki, by wspólnie spędzać czas. Siedząc godzinami przy przędzeniu lnianej bądź wełnianej kądzieli, powoli toczyły się między nimi rozmowy. Gospodynie rozprawiały o problemach życia codziennego, plotkowały, wymieniały się wiadomościami, co i kiedy zdarzyło się w sąsiedniej wsi. Często jednak tematem ich rozmów były też jednak mniej przyziemne sprawy. Gospodynie opowiadały sobie też wtedy historie o czarownicach, demonach, topielcach i strzygach, które czyhały na błądzącą ludzką duszę, za którą wspólnie się modliły.

Historie pełne strachów, zjaw i złych mocy można było zatem usłyszeć bardzo często. Jedna wspomniała o czarnym baranie, co ukazywał się na mostku, płoszył konie i straszył wracających z jarmarku gospodarzy. Inna o tym, że w pobliskim lesie o północy można spotkać pobrzękującego łańcuchami wielkiego czarnego psa, któremu z pyska buchały płomienie. W jego przypadku podobno wystarczyło się przeżegnać, splunąć i wypowiedzieć słowa „a zgiń, przepadnij”, by przerażająca zjawa znikła. Słyszano też o domach, w których straszy. A jednym z nich miał być ten w niewielkiej wsi pod Parczewem…

W księżycową, jasną noc

Antoniowa jak co roku w jesienne i zimowe wieczory chodziła do swej sąsiadki na wspólne przędzenie wełny. A że rozmowy często dość przedłużały się do późnego wieczora to zdarzało się, że wracała do domu tuż przed północą. Nie inaczej było i tym razem. Całą drogą na szczęście przyświecał jej wyjątkowo jasny tej listopadowej nocy księżyc. Gdy kobieta otworzyła drzwi do chałupy, usłyszała że jej mąż młynarz, zmęczony po ciężkim dniu pracy już smacznie chrapie. Postanowiła nie zapalać więc świeczek, by go nie obudzić.

Księżyc jednak nadal był wysoko, a jego jasne światło rozświetlało niemal całą izbę. Antoniowa odłożyła cichutko kołowrotek w kąt, przygotowała się do snu i położyła w łóżku obok męża. Pomyślała sobie, że gdyby miała mieszkać sama, z pewnością dziś nie zasnęłaby spokojnie ze strachu. Odczuwała bowiem dziwny niepokój i jakiś wyjątkowy lęk. Podczas spotkania z innymi gospodyniami opowiadały sobie dziś wyjątkowo przerażające historie. Jednak z nich wspominała o duszy zmarłego, która błąka się po okolicy. (...)

Cały artykuł przeczytacie w papierowym i elektronicznym wydaniu Słowa Podlasia, z 17 listopada


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama kalorycznyekogroszek.pl
Reklama Okna Artpol
Reklama Kawiarnia pod Aniołem
Reklama
Reklama
KOMENTARZE
Autor komentarza: por. Nos Treść komentarza: Sprytnie napisane, kibicu. Niby zaprzeczasz w obronie klubu, a jednocześnie ujawniasz prawdę o sytuacji w Podlasiu. Data dodania komentarza: 3.11.2026, 15:27 Źródło komentarza: Sięgnęli dna Autor komentarza: Dolar Treść komentarza: Kobiety okradły kobiety. Data dodania komentarza: 3.11.2026, 12:47 Źródło komentarza: Miliony do zwrotu. W tle posłanka Pawłowska i jej mąż Autor komentarza: Jarząbek Wacław, trener II klasy Treść komentarza: Dodatkowo trener jest jednocześnie członkiem zarządu, zaś zarząd to kumple tęczowego Mychajło - tzw. brązowe nosy. Data dodania komentarza: 3.11.2026, 08:54 Źródło komentarza: Sięgnęli dna Autor komentarza: jjo Treść komentarza: polityka to tylko na trybunach. Masz rację - jak polityka wchodzi do szatni , to kończy się sport. Zresztą wszędzie gdzie wchodzi polityka tam jest degrengolada. Większośc ludzi w polityce to nieudacznicy i zawsze szukają sukcesu by się podpiąć. Poszli do polityki bo nic im nie wyszło. Klub spadnie to się odczepią , tylko czy będzie taka siła by wrócić do II ligi ? Tak,,,, nie pomyliłem sie - drugiej. Bo kiedyś AZS grał na trzecim poziomie rogrywkowym. Była to III liga , Dziś mamy w nazwie III a de facto jest to IV liga. Nie wiem po co zrobiono to zamieszanie. Ja kibicowałem w latach 80-tych. Dziś nie chodze na stadion bo dzieciarnia krzyczy Pogoń Siedlce , gdzie kiedyś Siedlce robiły nas "w bambuko" przy zielonym stoliku . To był najgorszy wróg. Legia Pogoń - ktoś z tych wymienionych nam pomoże ? Niech spadają do okręgówki. Może spadek na dno uzdrowi atmosferę i politycy odczepią się od sportu. Ojacami porażki nie będą. Data dodania komentarza: 3.11.2026, 08:35 Źródło komentarza: Sięgnęli dna Autor komentarza: jjo Treść komentarza: Może się troszkę rozluźni w pociągach. Nie jeżdżę zbyt często , ale generalnie zawsze wszystkie miejsca są zajęte i nie za bardzo da się kupić na ostatnią chwilę w kasie . Zwykle pada odpowiedź - nie ma , może byc pierwsza klasa ? I nie jest to aż tak duża rożnica pod warunkiem że nie korzysta się ze zniżek np KDR. W pierwszej nie przysługuje. Rad nie rad , kupujesz, albo na stojaka. Data dodania komentarza: 3.11.2026, 08:20 Źródło komentarza: BIAŁA PODLASKA: Na torach pojawi się Bug i Krzna
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama