Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
sobota, 9 maja 2026 13:31
Reklama
Reklama baner reklamowy word biała podlaska
Reklama

Legenda: Dusza, co ukojenia szukała i na strychu gospodarzy utknęła

Tradycyjne przędzenie wełny było ważnym elementem życia społecznego za czasów naszych babć i prababć. Historię, którą dziś opiszemy wiejskie gospodynie opowiadały sobie właśnie podczas spotkań przy kołowrotkach w długie jesienne i zimowe wieczory. A rzecz działa się w jednym z domów w podparczewskiej wsi…
Legenda: Dusza, co ukojenia szukała i na strychu gospodarzy utknęła

Zacznijmy jednak od przypomnienia, co to takiego było przędzenie wełny czy też lnu, zwane inaczej także prządkami. Zbliża się bowiem okres adwentu, a zajęcie to ściśle związane było właśnie z przedświątecznym czasem.

Gdy zbliżał się adwent…

Niegdyś w całej Polsce wierzono, że w  okresie adwentu ziemia musi odpoczywać, należało więc zaprzestać wszelkich prac w polu. Zabronione było kopanie, oranie, grabienie czy rozrzucanie nawozu. Wśród ludzi panowało bowiem przekonanie, że poruszona ziemia może być później jałowa i nie wyda plonu. Funkcjonuje nawet przysłowie, które ostrzega gospodarzy przed adwentowymi pracami w polu – „Kto w Adwencie ziemię pruje, temu siedem lat choruje”.  Według wierzeń należało je zakończyć przed 11 listopada. Jedną z niewielu prac, które były dopuszczalne w tym okresie było przędzenie wełny i lnu oraz darcie pierza.

Często zdarzało się, że podczas wieczornic lub prządek kojarzono pary, a o tym z kolei mówi przysłowie: „Kto się zaleca w adwenta, będzie miał żonę na święta”. Pod oknami chat, w których dziewczyny przędły wraz ze swoimi mamami i babkami, zbierali się młodzieńcy i pukali w okna. Chcieli w ten sposób nastraszyć dziewczęta, a to z kolei miało być później pretekstem do odprowadzenia swojej strasząc kobiety. Strach i niebezpieczeństwo były pretekstem, by swą wybrankę chłopak mógł później odprowadzić do domu. Przędzenie rozpoczynało się późną jesienią, a często kończyło się późną zimą albo nawet tuż przed Wielkanocą.

Opowieści o duchach i demonach

Prządki pełniły ważną funkcję społeczną jeszcze kilkadziesiąt lat temu. Kobiety zbierały się w domu jednej z nich, gdzie przynosiły ze sobą swoje kołowrotki, by wspólnie spędzać czas. Siedząc godzinami przy przędzeniu lnianej bądź wełnianej kądzieli, powoli toczyły się między nimi rozmowy. Gospodynie rozprawiały o problemach życia codziennego, plotkowały, wymieniały się wiadomościami, co i kiedy zdarzyło się w sąsiedniej wsi. Często jednak tematem ich rozmów były też jednak mniej przyziemne sprawy. Gospodynie opowiadały sobie też wtedy historie o czarownicach, demonach, topielcach i strzygach, które czyhały na błądzącą ludzką duszę, za którą wspólnie się modliły.

Historie pełne strachów, zjaw i złych mocy można było zatem usłyszeć bardzo często. Jedna wspomniała o czarnym baranie, co ukazywał się na mostku, płoszył konie i straszył wracających z jarmarku gospodarzy. Inna o tym, że w pobliskim lesie o północy można spotkać pobrzękującego łańcuchami wielkiego czarnego psa, któremu z pyska buchały płomienie. W jego przypadku podobno wystarczyło się przeżegnać, splunąć i wypowiedzieć słowa „a zgiń, przepadnij”, by przerażająca zjawa znikła. Słyszano też o domach, w których straszy. A jednym z nich miał być ten w niewielkiej wsi pod Parczewem…

W księżycową, jasną noc

Antoniowa jak co roku w jesienne i zimowe wieczory chodziła do swej sąsiadki na wspólne przędzenie wełny. A że rozmowy często dość przedłużały się do późnego wieczora to zdarzało się, że wracała do domu tuż przed północą. Nie inaczej było i tym razem. Całą drogą na szczęście przyświecał jej wyjątkowo jasny tej listopadowej nocy księżyc. Gdy kobieta otworzyła drzwi do chałupy, usłyszała że jej mąż młynarz, zmęczony po ciężkim dniu pracy już smacznie chrapie. Postanowiła nie zapalać więc świeczek, by go nie obudzić.

Księżyc jednak nadal był wysoko, a jego jasne światło rozświetlało niemal całą izbę. Antoniowa odłożyła cichutko kołowrotek w kąt, przygotowała się do snu i położyła w łóżku obok męża. Pomyślała sobie, że gdyby miała mieszkać sama, z pewnością dziś nie zasnęłaby spokojnie ze strachu. Odczuwała bowiem dziwny niepokój i jakiś wyjątkowy lęk. Podczas spotkania z innymi gospodyniami opowiadały sobie dziś wyjątkowo przerażające historie. Jednak z nich wspominała o duszy zmarłego, która błąka się po okolicy. (...)

Cały artykuł przeczytacie w papierowym i elektronicznym wydaniu Słowa Podlasia, z 17 listopada


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
ReklamaButik Parkowa 13 – oferta odzieży w rozmiarach 38-60. Unikalne kolekcje dla Twojej sylwetki. Zapraszamy na zakupy przy kawie
Reklama
Reklama
Reklama
KOMENTARZE
Autor komentarza: RysiekTreść komentarza: Legia to gó..o tak jak i WPR!!!! Wstyd żeby tak się zachowywać. Złapać i ukarać i to porządnie.Data dodania komentarza: 9.05.2026, 06:39Źródło komentarza: Akty wandalizmu w gminie Łosice. Zniszczona wiata i pomazane bulwary [ZDJĘCIA]Autor komentarza: AnonimTreść komentarza: GratulacjeData dodania komentarza: 8.05.2026, 20:13Źródło komentarza: Z OSTATNIEJ CHWILI. Radzyń Podlaski. Marcin Kowalczyk pokieruje szpitalemAutor komentarza: NazarTreść komentarza: Masz trochę racji Cezary . Na Terebeli I i II nic ciekawego nie ma . Sama drobnica . Leszcze skarłowaciały nie słyszałem aby ktoś tam złowił Leszcze ponad 2 kg czy Japońce ponad kilo . Co do żwirowni w Woskrzenicach to też racja .... napuścili tam tych ryb , aż woda się gotuje , że nawet dziecko 10 letnie łowi karpie czy dziadek jesiotry . Takie zbiorniki dla dziadków z Białej . Na Terebelach nic konkretnego nie łowią a na Woskrzenicach ryb aż się gotuje bo to prywatny zbiornik wioskowy . Prawdziwy wędkarz na Bugu łowi , na jeziorach mazurskich , do Szwecji na szczupaki jedzie ale musi być i Terebela jak i Woskrzenice dla dziadków i uczących się łowić bo i oni muszą posiedzieć . Sumy to najlepsze ryby a jakie z nich kotlety dobre !!!Data dodania komentarza: 8.05.2026, 13:05Źródło komentarza: Przed nami Otwarte Towarzyskie Zawody Spinningowe o Puchar Wójta Gminy SosnówkaAutor komentarza: Czarek WędkarstwoTreść komentarza: Nałapiecie tak jak i nałapaliście w zeszłym roku w Mostach . Ha ha ha . Nie umiecie łowić to i w Sosnówce nie nałapiecie . Parę skrótów i to wszystko ha ha ha . Tylko wam w Terebeli siedzieć i łowić sumiki karłowwate lub leszczyki po 25 cm ha ha ha . Albo na komercji ,hodowlanej gdzie ryba na rybie w Woskrzenicach dla starych dziadków z Białej . Zawody trzeba zrobić ktoś coś tam złowi ale większość to lepiej niech łowi simiki karłowate i leszczyki w Terebeli lub na komerscji Hodowlanej w Woskrzenicach .... tam złowicie ha ha ha .Data dodania komentarza: 7.05.2026, 08:34Źródło komentarza: Przed nami Otwarte Towarzyskie Zawody Spinningowe o Puchar Wójta Gminy SosnówkaAutor komentarza: ChudyTreść komentarza: gest gestem gra grą. Akurat jedno i drugie zatrybiło. W sobotę wszyscy na halę podziękować chłopakom za dobry sezon. Mam nadzieje, że zakończony wygraną i utrzyma siódme miejsce.Data dodania komentarza: 7.05.2026, 07:58Źródło komentarza: Ogolili głowy i Stal Gorzów
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama