Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
sobota, 9 maja 2026 11:45
Reklama
Reklama
Reklama

Legenda: O gospodarzu Oleśku, co golibrodzie Ickowi Wajsmanowi dał nauczkę

Golibroda to jeden z najstarszych i niegdyś najlepiej opłacanych zawodów. Nie ograniczał się on wyłącznie do szybkiego cięcia ostrą brzytwą, lecz wizyta u niego rosła do rangi ceremoniału. Nie inaczej było i na naszych terenach. Kiedyś taki zakład funkcjonował podobno w Parczewie, a jego właścicielem był Icek Wajsman. Odwiedził go raz gospodarz Aleksander, który utarł nosa chytremu Żydowi.
Legenda: O gospodarzu Oleśku, co golibrodzie Ickowi Wajsmanowi dał nauczkę

Autor: www.wielkahistoria.pl

Około 20 tysięcy lat temu pojawiło się pierwsze narzędzie, które prawdopodobnie służyło mężczyznom do golenia twarzy. Był to oszlifowany kamień. W późniejszym okresie nastała moda na gładko ogoloną twarz, której prekursorem był Aleksander Wielki w IV w. p.n.e. Sto lat później zwyczaj ten przyjęto w Rzymie, gdzie golenie było wówczas symbolem przejścia młodzieńca w dorosłość. Gładko ogolona twarz stała się też symbolem wysokiej pozycji społecznej. W II n.e. sytuacja znowu się jednak zmieniła. W II wieku n.e., cesarz rzymski Hadrian zapuścił brodę, chcąc zasłonić oszpeconą przez ospę twarz. Razem z ewolucją męskiej mody rozwijał się zawód golibrody. Dlatego przypominamy historię gospodarza Oleśka, który dał nauczkę jednemu parczewskiego golibrodzie.

Gospodarz na medal

W wsi położonej niedaleko Parczewa, tuż przed I wojną światową żył dobry i mądry gospodarz. Jego pracowitość i niezwykłe umiejętności gospodarowania majątkiem sprawiły, że uważano go za jednego z najbogatszych właścicieli ziemskich w okolicy. Na imię mu było Aleksander, jednak jego przyjazny charakter sprawił, że sąsiedzi i miejscowa ludność mówiła mu Oleśko. Mężczyzna był wdowcem, choć nie był jeszcze stary. Nie miał też dzieci, toteż samotnie gospodarzył, wiodąc spokojne i uczciwe życie. Gdy tylko nastawała pora żniw, od rana do nocy w pocie czoła pracował na polu.

Niestraszne Oleśce były też sianokosy czy kopanie kartofli. Wstawał codziennie wczesnym rankiem, a do domu wracał po zachodzie słońca, gdy już wszystko było zrobione. Odznaczał się też wielkim honorem, gdy tylko kogoś prosił o pomoc, w znaku wdzięczności sowicie mu płacił albo składał obietnicę nie do złamania, że odwdzięczy się dwukrotnie taką przysługą. Na co dzień żywił się resztkami i podstawowymi produktami, jak masło i chleb, choć stać go było na wszelkie frykasy. Tylko w niedzielę wypoczywał i najadał się porządnie, nie chodził też do kościoła. Na szczęście zdrów był i nie narzekał na żadne dolegliwości.

Być może ciężka praca, a być może to, że został w młodym wieku wdowcem i tęsknota za zmarłą żoną sprawiły, że Oleśko w ogóle nie dbał o swój wygląd. Chodził z długą brodą, zarośnięty cały, jak zwykły wędrowny dziad. Niektórzy jego znajomi i inni mieszkańcy robili sobie z tegoż powodu żarty, cały czas wytykając mu wygląd i proponując ponowny ożenek, by stał się bardziej schludny i wreszcie zaczął o siebie dbać. Aleksander jednak tylko machał ręką na takie przytyki i dalej robił swoje.

Wizyta u golibrody

Nadeszło ciepłe i pogodne lato. Żyto nie musiało więc stać długo w mendelkach na polu. Nasz gospodarz nawet jak na niego uwinął się więc wyjątkowo szybko ze żniwami. A że udało mu się nająć chłopa ze specjalną maszyną do wymłócenia zboża,  robota nie została na zimę. Zanim więc skończyło się lato, mężczyzna miał już gotowe ziarno w sąsieku. Ciężka praca sprawiła jednak, że po kilku tygodniach wyglądał jeszcze gorzej niż zwykle. Toteż pewnego dnia, spoglądając w lustro, sam się siebie przestraszył. Miał bowiem na głowie brudne kudły, bo włosami nie sposób było ich nazwać. Do tego jego twarz pokrywała gęsta i długa broda. Postanowił czym prędzej doprowadzić się do porządku po parotygodniowym zaniedbaniu.

Początkowo próbował sam poradzić sobie z włosami i zarostem, ale jego tępe nożyce i brzytwa nie dawały rady. Wreszcie dał sobie spokój i postanowił, że wybierze się do fryzjera. Do miasta wziął ze sobą na wóz kilka worków zboża na sprzedaż. Nie okazało się to trudne, gdyż jeszcze niewielu gospodarzy poradziło sobie ze żniwami. Worki opchnął na rynku po świetnej cenie, bo 15 złotych za metr. Zadowolony był Oleśko bardzo, że tak rozpoczął się ten dzień. Niedaleko targu, tuż przy głównej miejskiej ulicy znajdował się zakład fryzjerski golibrody Icka Wajsmana. Korzystali z niego często mieszkańcy, również ci bardziej zamożni, bo właściciel wyróżniał się sprawnością i starannością. Radził sobie nawet z najgęstszym i najbardziej niesfornym zarostem. (...)

Cały artykuł przeczytacie w papierowym i elektronicznym wydaniu Słowa Podlasia, z 12 stycznia


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
ReklamaButik Parkowa 13 – oferta odzieży w rozmiarach 38-60. Unikalne kolekcje dla Twojej sylwetki. Zapraszamy na zakupy przy kawie
Reklama
Reklama
Reklama
KOMENTARZE
Autor komentarza: RysiekTreść komentarza: Legia to gó..o tak jak i WPR!!!! Wstyd żeby tak się zachowywać. Złapać i ukarać i to porządnie.Data dodania komentarza: 9.05.2026, 06:39Źródło komentarza: Akty wandalizmu w gminie Łosice. Zniszczona wiata i pomazane bulwary [ZDJĘCIA]Autor komentarza: AnonimTreść komentarza: GratulacjeData dodania komentarza: 8.05.2026, 20:13Źródło komentarza: Z OSTATNIEJ CHWILI. Radzyń Podlaski. Marcin Kowalczyk pokieruje szpitalemAutor komentarza: NazarTreść komentarza: Masz trochę racji Cezary . Na Terebeli I i II nic ciekawego nie ma . Sama drobnica . Leszcze skarłowaciały nie słyszałem aby ktoś tam złowił Leszcze ponad 2 kg czy Japońce ponad kilo . Co do żwirowni w Woskrzenicach to też racja .... napuścili tam tych ryb , aż woda się gotuje , że nawet dziecko 10 letnie łowi karpie czy dziadek jesiotry . Takie zbiorniki dla dziadków z Białej . Na Terebelach nic konkretnego nie łowią a na Woskrzenicach ryb aż się gotuje bo to prywatny zbiornik wioskowy . Prawdziwy wędkarz na Bugu łowi , na jeziorach mazurskich , do Szwecji na szczupaki jedzie ale musi być i Terebela jak i Woskrzenice dla dziadków i uczących się łowić bo i oni muszą posiedzieć . Sumy to najlepsze ryby a jakie z nich kotlety dobre !!!Data dodania komentarza: 8.05.2026, 13:05Źródło komentarza: Przed nami Otwarte Towarzyskie Zawody Spinningowe o Puchar Wójta Gminy SosnówkaAutor komentarza: Czarek WędkarstwoTreść komentarza: Nałapiecie tak jak i nałapaliście w zeszłym roku w Mostach . Ha ha ha . Nie umiecie łowić to i w Sosnówce nie nałapiecie . Parę skrótów i to wszystko ha ha ha . Tylko wam w Terebeli siedzieć i łowić sumiki karłowwate lub leszczyki po 25 cm ha ha ha . Albo na komercji ,hodowlanej gdzie ryba na rybie w Woskrzenicach dla starych dziadków z Białej . Zawody trzeba zrobić ktoś coś tam złowi ale większość to lepiej niech łowi simiki karłowate i leszczyki w Terebeli lub na komerscji Hodowlanej w Woskrzenicach .... tam złowicie ha ha ha .Data dodania komentarza: 7.05.2026, 08:34Źródło komentarza: Przed nami Otwarte Towarzyskie Zawody Spinningowe o Puchar Wójta Gminy SosnówkaAutor komentarza: ChudyTreść komentarza: gest gestem gra grą. Akurat jedno i drugie zatrybiło. W sobotę wszyscy na halę podziękować chłopakom za dobry sezon. Mam nadzieje, że zakończony wygraną i utrzyma siódme miejsce.Data dodania komentarza: 7.05.2026, 07:58Źródło komentarza: Ogolili głowy i Stal Gorzów
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama