Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
niedziela, 20 września 2026 02:52
Reklama
Reklama
Reklama

Legenda: O gospodarzu Oleśku, co golibrodzie Ickowi Wajsmanowi dał nauczkę

Golibroda to jeden z najstarszych i niegdyś najlepiej opłacanych zawodów. Nie ograniczał się on wyłącznie do szybkiego cięcia ostrą brzytwą, lecz wizyta u niego rosła do rangi ceremoniału. Nie inaczej było i na naszych terenach. Kiedyś taki zakład funkcjonował podobno w Parczewie, a jego właścicielem był Icek Wajsman. Odwiedził go raz gospodarz Aleksander, który utarł nosa chytremu Żydowi.
Legenda: O gospodarzu Oleśku, co golibrodzie Ickowi Wajsmanowi dał nauczkę

Autor: www.wielkahistoria.pl

Około 20 tysięcy lat temu pojawiło się pierwsze narzędzie, które prawdopodobnie służyło mężczyznom do golenia twarzy. Był to oszlifowany kamień. W późniejszym okresie nastała moda na gładko ogoloną twarz, której prekursorem był Aleksander Wielki w IV w. p.n.e. Sto lat później zwyczaj ten przyjęto w Rzymie, gdzie golenie było wówczas symbolem przejścia młodzieńca w dorosłość. Gładko ogolona twarz stała się też symbolem wysokiej pozycji społecznej. W II n.e. sytuacja znowu się jednak zmieniła. W II wieku n.e., cesarz rzymski Hadrian zapuścił brodę, chcąc zasłonić oszpeconą przez ospę twarz. Razem z ewolucją męskiej mody rozwijał się zawód golibrody. Dlatego przypominamy historię gospodarza Oleśka, który dał nauczkę jednemu parczewskiego golibrodzie.

Gospodarz na medal

W wsi położonej niedaleko Parczewa, tuż przed I wojną światową żył dobry i mądry gospodarz. Jego pracowitość i niezwykłe umiejętności gospodarowania majątkiem sprawiły, że uważano go za jednego z najbogatszych właścicieli ziemskich w okolicy. Na imię mu było Aleksander, jednak jego przyjazny charakter sprawił, że sąsiedzi i miejscowa ludność mówiła mu Oleśko. Mężczyzna był wdowcem, choć nie był jeszcze stary. Nie miał też dzieci, toteż samotnie gospodarzył, wiodąc spokojne i uczciwe życie. Gdy tylko nastawała pora żniw, od rana do nocy w pocie czoła pracował na polu.

Niestraszne Oleśce były też sianokosy czy kopanie kartofli. Wstawał codziennie wczesnym rankiem, a do domu wracał po zachodzie słońca, gdy już wszystko było zrobione. Odznaczał się też wielkim honorem, gdy tylko kogoś prosił o pomoc, w znaku wdzięczności sowicie mu płacił albo składał obietnicę nie do złamania, że odwdzięczy się dwukrotnie taką przysługą. Na co dzień żywił się resztkami i podstawowymi produktami, jak masło i chleb, choć stać go było na wszelkie frykasy. Tylko w niedzielę wypoczywał i najadał się porządnie, nie chodził też do kościoła. Na szczęście zdrów był i nie narzekał na żadne dolegliwości.

Być może ciężka praca, a być może to, że został w młodym wieku wdowcem i tęsknota za zmarłą żoną sprawiły, że Oleśko w ogóle nie dbał o swój wygląd. Chodził z długą brodą, zarośnięty cały, jak zwykły wędrowny dziad. Niektórzy jego znajomi i inni mieszkańcy robili sobie z tegoż powodu żarty, cały czas wytykając mu wygląd i proponując ponowny ożenek, by stał się bardziej schludny i wreszcie zaczął o siebie dbać. Aleksander jednak tylko machał ręką na takie przytyki i dalej robił swoje.

Wizyta u golibrody

Nadeszło ciepłe i pogodne lato. Żyto nie musiało więc stać długo w mendelkach na polu. Nasz gospodarz nawet jak na niego uwinął się więc wyjątkowo szybko ze żniwami. A że udało mu się nająć chłopa ze specjalną maszyną do wymłócenia zboża,  robota nie została na zimę. Zanim więc skończyło się lato, mężczyzna miał już gotowe ziarno w sąsieku. Ciężka praca sprawiła jednak, że po kilku tygodniach wyglądał jeszcze gorzej niż zwykle. Toteż pewnego dnia, spoglądając w lustro, sam się siebie przestraszył. Miał bowiem na głowie brudne kudły, bo włosami nie sposób było ich nazwać. Do tego jego twarz pokrywała gęsta i długa broda. Postanowił czym prędzej doprowadzić się do porządku po parotygodniowym zaniedbaniu.

Początkowo próbował sam poradzić sobie z włosami i zarostem, ale jego tępe nożyce i brzytwa nie dawały rady. Wreszcie dał sobie spokój i postanowił, że wybierze się do fryzjera. Do miasta wziął ze sobą na wóz kilka worków zboża na sprzedaż. Nie okazało się to trudne, gdyż jeszcze niewielu gospodarzy poradziło sobie ze żniwami. Worki opchnął na rynku po świetnej cenie, bo 15 złotych za metr. Zadowolony był Oleśko bardzo, że tak rozpoczął się ten dzień. Niedaleko targu, tuż przy głównej miejskiej ulicy znajdował się zakład fryzjerski golibrody Icka Wajsmana. Korzystali z niego często mieszkańcy, również ci bardziej zamożni, bo właściciel wyróżniał się sprawnością i starannością. Radził sobie nawet z najgęstszym i najbardziej niesfornym zarostem. (...)

Cały artykuł przeczytacie w papierowym i elektronicznym wydaniu Słowa Podlasia, z 12 stycznia


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama Restauracja Austeria
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
KOMENTARZE
Autor komentarza: apcoa Treść komentarza: Oczywiście zapłaciła 1000? Data dodania komentarza: 19.09.2026, 09:26 Źródło komentarza: Pokazał, jak nie płacić kary za parkowanie przed sklepem. Każdemu się uda? Autor komentarza: Czy da się klepać ? Treść komentarza: Pytanie do mechaników , klepaczy . Czy tego strucla rozbitego da się jeszcze wyklepać i doprowadzić do użyteczności czy już tylko na złom ? Kupiłbym tego rozbitego strucla za groszę , wyklepał i bym śmigał jeszcze . Czy da i opłaca się klepać ? Data dodania komentarza: 19.09.2026, 05:56 Źródło komentarza: Śmiertelny wypadek Holi. Policja ujawnia szczegóły Autor komentarza: Bolek Milicjant Treść komentarza: Wątpię, abyś miał rację, ale jeżeli będzie tak jak piszesz, to nikogo to nie zmartwi :D Data dodania komentarza: 18.09.2026, 20:25 Źródło komentarza: Narkotyki były w domach, autach i budynkach gospodarskich Autor komentarza: pod celą Treść komentarza: Te dwa pachołki będą robić ...... znam ich . Całe życie zasmarkani chodzili z glutem pod nosem. Data dodania komentarza: 18.09.2026, 13:41 Źródło komentarza: Narkotyki były w domach, autach i budynkach gospodarskich Autor komentarza: Wójek Dariusz Treść komentarza: Gdyby jechał tak 20 - 30 km / h to mimo tego , że zjechał na przeciwny pas ruchu to by przeżył. Gdyby jechał 20 - 30 km / h to mimo uderzenia w ciężarówkę to by przeżył. Gdyby jechał 20 - 30 km / h to może by nie zjechał na przeciwny pas ruchu . Data dodania komentarza: 18.09.2026, 13:33 Źródło komentarza: Śmiertelny wypadek Holi. Policja ujawnia szczegóły
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama