Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
niedziela, 10 maja 2026 00:09
Reklama
Reklama
Reklama
Nowość na rynku wydawniczym

„Byłam Cyganką” – historia, która domagała się opowiedzenia

Pomysł na książkę zrodził się z jednego wspomnienia – o cygańskiej dziewczynce, która w czasie wojny znalazła schronienie wśród mieszkańców Kobylan. Autorka powieści „Byłam Cyganką” odkryła tę historię w zapiskach Kazimierza Jakimiuka i – jak mówi – nie mogła już przestać o niej myśleć.
„Byłam Cyganką” – historia, która domagała się opowiedzenia
"Byłam Cyganką" to trzecia powieść autorstwa Justyny Lipeckiej

Autor: Katarzyna Kusznierczuk

– Jak narodził się pomysł na książkę pt. “Byłam Cyganką”?

Kiedyś na swojej drodze przeczytałam wspomnienia Kazimierza Jakimiuka z Łosic, a pochodzącego z Kobylan. Opisał on w cienkiej książeczce swoje wspomnienia i między innymi historię cygańskiej dziewczynki, która znalazła się w jego rodzinnym domu. W 1942 roku, zimą, Niemcy zrobili obławę na Żydów i Cyganów. Cygańska rodzina ukrywała się w lesie w ziemiance, Niemcy odnaleźli ją i wrzucili tam granat. Rankiem, przed tym zdarzeniem dwoje dzieci wyszło na żebry do wsi Makarówka. Gdy wróciły, spod zwłok wyciągnęły swoją żywą, niespełna dwuletnią siostrzyczkę. Nie miały co z nią zrobić, więc zostawiły ją w najbliższej wsi – w Kobylanach.

Ta dziewczynka w cudowny sposób została odnaleziona. Warto dodać, że w 1939 roku Niemcy wysiedlili Pomorzan, żeby ich domy zostawić osadnikom niemieckim. Wielu z tych ludzi trafiło na południowe Podlasie, na nasze tereny – mówiono na nich „pomorzaki”. W każdej chacie byli osiedleni przez Niemców, w bardzo trudnych warunkach. Właśnie do takiej rodziny “pomorzaków” trafiła ostatecznie mała Cyganeczka. 

W tamtych czasach przechowywanie dziecka żydowskiego czy romskiego było zbrodnią i groziło śmiercią. Rodzina Jakimiuków odnalazła dziewczynkę i myślała, że ktoś się po nią zgłosi. Nikt się jednak nie zgłosił. Mądry sołtys ze wsi Kobylany zarządził, że dziecko będzie przebywać w każdym domu po kilka dni - nocą było przenoszone. Przez całą wojnę nikt spoza wsi nie dowiedział się o tym dziecku.

W 1944 roku wojna na tych terenach się skończyła, a bezdzietna rodzina “pomorzaków” przysposobiła dziewczynkę przez chrzest w Huszlewie i wyjechała z nią w 1945 roku na Pomorze. Ślad po niej zaginął. Kazimierz Jakimiuk, już jako dorosły człowiek, przez 20 lat jej szukał i w końcu odnalazł ją w Gdańsku.

– Jak pani trafiła na tę historię?

Przeczytałam wspomnienia Kazimierza Jakimiuka i bardzo mnie zaintrygowały. Potem spotkałam starszą panią Alę, która powiedziała: „A pani wie, że ja się bawiłam z Cyganeczką pod stołem w czasie wojny?”. Poszłam do niej ponownie, a ona dodała: „A pani wie, że mamą tej Cyganki nie była Cyganka, tylko chłopką z pobliskiej wsi Myszkowice? Zakochała się w Cyganie i poszła do taboru”. Wtedy pomyślałam, że to jest tak piękna historia, że muszę ją opisać.

Pierwsza część książki jest właśnie o matce tej Cyganki, pokazuje życie taboru na początku XX wieku oczami wiejskiej dziewczyny, która dostała dar wróżenia i weszła w życie taborowe.

Jakie emocje towarzyszyły pani przy pisaniu?

Jestem taką autorką, która bardzo się wciela w swoje postaci. Jak trzeba, jestem Cyganką, jak trzeba - chłopką, a jak trzeba - Żydówką. Nie mam planu od pierwszej do ostatniej kartki, tylko przelewam na papier to, co czuję i myślę.

Czy czuła pani odpowiedzialność za przedstawienie społeczności romskiej?

Tak, czułam odpowiedzialność nie tylko za przedstawienie społeczności romskiej, ale też wiejskiej. W książce są prawdziwe nazwiska i sytuacje, ale dialogi są już moją interpretacją. Dlatego pierwsza część to wieś wymyślona, choć można się domyślić, że chodzi o Myszkowice.

Co chciała pani przekazać czytelnikom?

Pamięć. Pamięć o tamtych czasach i ludziach. Bo pamięć jest ulotna. Jeżeli się jej nie zapisze i nie wypowie, młodzież, a nawet dorośli, nie będą wiedzieli, skąd pochodzimy. Zrozumiałam też, czym jest trauma pokoleniowa, że doświadczenia przodków wpływają na nas, choć ich nie znamy.

Jak długo trwało zbieranie materiału?

Pisałam prawie dwa lata, w wolnych chwilach. Największą podstawą były zapiski Kazimierza Jakimiuka z Łosic, który ma 94 lata.

Czy trudno było znaleźć równowagę między dokumentalną prawdą a fikcją literacką?

Tak, to było trudne. Sama opowieść o cygańskiej dziewczynce jest krótka, więc większa część książki to tło, co było przedtem i co po jej wyjeździe się działo, to moja twórczość. Opisałam też moment, kiedy dorosła kobieta dowiaduje się, że jej rodzice nie byli biologiczni, a ona sama pochodzi z taboru.

Kazimierz Jakimiuk odnalazł ją w Gdańsku, później ta kobieta dwukrotnie przyjeżdżała na południowe Podlasie, żeby poznać miejsce swojego dzieciństwa. 

Jak pani określiłaby gatunek tej książki?

To powieść oparta na prawdziwych wydarzeniach. Dwie trzecie książki to moja narracja, oparta na wspomnieniach ludzi i tym, co mogło dziać się wokół.

Co było największym wyzwaniem?

Na pewno warsztat. Jeździłam nawet do Warszawy na spotkanie z autorem Cezarym Harasimowiczem. Po rozmowie z nim zdecydowałam, że pierwsza część książki będzie anonimowa – zatytułowana „Wioska”. Dla porządku narysowałam sobie mapę tej wioski: rzekę, bór, pola, brzeziny, dwór, żeby się w tym świecie poruszać.

Jak reagują pierwsi czytelnicy?

Książka dopiero się ukazała, ale już spotkała się z dużym zainteresowaniem. Mówiono o niej na konferencji Towarzystwa Przyjaciół Ziemi Łosickiej. Wójt z Kornicy był zaskoczony, że taka książka powstała, a w Huszlewie planujemy spotkanie autorskie.

Czy miała pani kontakt ze społecznością romską?

Tak. Początkowo nie mogłam się z nimi skontaktować, ale los sam to sprawił. W szpitalu w Białej Podlaskiej, przed operacją kręgosłupa, spotkałam grupę Romów. Powiedziałam im, że napisałam książkę o nich i zebrali się wokół mnie z wielkim zainteresowaniem. Jeden z nich, starszy, o imieniu Heniek, również pisze książkę o życiu Romów.

Czy korzystała pani z literatury o Romach?

Tak. Przeczytałam wiele prac doktorskich i magisterskich o języku i współczesnym życiu Romów. Książkę dedykowałam pamięci Jerzego Ficowskiego – to postać niezwykła, encyklopedia wiedzy o Romach. Po wojnie ukrywał się w taborze, poznał ich język i odkrył Papuszę. Jego twórczość jest dla mnie nieoceniona.

Dziękuję za rozmowę


Książkę "Byłam Cyganką" można kupić w księgarni przy ul. Reformackiej w Białej Podlaskiej. 


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
KOMENTARZE
Autor komentarza: RysiekTreść komentarza: Legia to gó..o tak jak i WPR!!!! Wstyd żeby tak się zachowywać. Złapać i ukarać i to porządnie.Data dodania komentarza: 9.05.2026, 06:39Źródło komentarza: Akty wandalizmu w gminie Łosice. Zniszczona wiata i pomazane bulwary [ZDJĘCIA]Autor komentarza: AnonimTreść komentarza: GratulacjeData dodania komentarza: 8.05.2026, 20:13Źródło komentarza: Z OSTATNIEJ CHWILI. Radzyń Podlaski. Marcin Kowalczyk pokieruje szpitalemAutor komentarza: NazarTreść komentarza: Masz trochę racji Cezary . Na Terebeli I i II nic ciekawego nie ma . Sama drobnica . Leszcze skarłowaciały nie słyszałem aby ktoś tam złowił Leszcze ponad 2 kg czy Japońce ponad kilo . Co do żwirowni w Woskrzenicach to też racja .... napuścili tam tych ryb , aż woda się gotuje , że nawet dziecko 10 letnie łowi karpie czy dziadek jesiotry . Takie zbiorniki dla dziadków z Białej . Na Terebelach nic konkretnego nie łowią a na Woskrzenicach ryb aż się gotuje bo to prywatny zbiornik wioskowy . Prawdziwy wędkarz na Bugu łowi , na jeziorach mazurskich , do Szwecji na szczupaki jedzie ale musi być i Terebela jak i Woskrzenice dla dziadków i uczących się łowić bo i oni muszą posiedzieć . Sumy to najlepsze ryby a jakie z nich kotlety dobre !!!Data dodania komentarza: 8.05.2026, 13:05Źródło komentarza: Przed nami Otwarte Towarzyskie Zawody Spinningowe o Puchar Wójta Gminy SosnówkaAutor komentarza: Czarek WędkarstwoTreść komentarza: Nałapiecie tak jak i nałapaliście w zeszłym roku w Mostach . Ha ha ha . Nie umiecie łowić to i w Sosnówce nie nałapiecie . Parę skrótów i to wszystko ha ha ha . Tylko wam w Terebeli siedzieć i łowić sumiki karłowwate lub leszczyki po 25 cm ha ha ha . Albo na komercji ,hodowlanej gdzie ryba na rybie w Woskrzenicach dla starych dziadków z Białej . Zawody trzeba zrobić ktoś coś tam złowi ale większość to lepiej niech łowi simiki karłowate i leszczyki w Terebeli lub na komerscji Hodowlanej w Woskrzenicach .... tam złowicie ha ha ha .Data dodania komentarza: 7.05.2026, 08:34Źródło komentarza: Przed nami Otwarte Towarzyskie Zawody Spinningowe o Puchar Wójta Gminy SosnówkaAutor komentarza: ChudyTreść komentarza: gest gestem gra grą. Akurat jedno i drugie zatrybiło. W sobotę wszyscy na halę podziękować chłopakom za dobry sezon. Mam nadzieje, że zakończony wygraną i utrzyma siódme miejsce.Data dodania komentarza: 7.05.2026, 07:58Źródło komentarza: Ogolili głowy i Stal Gorzów
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama