Do Łukowa ekipa międzyrzeckiego Huraganu pojechała mocno osłabiona. Brakowało z powodu kontuzji Miłosza Korycińskiego i Bartosza Lesiuka. Sprawy zawodowe zatrzymały Bartłomieja Semeniuka, a dwaj najlepsi strzelcy Anthony Bernardo De Souza Dorneles i Jacke Mielnik, pauzowali za kartki.
Niestety o losach spotkania zadecydowały pierwsze minuty, w których Huragan zaprezentował się słabo. Już w 9. minucie Mateusz Urbański stracił piłkę na szesnastym metrze, co wykorzystał Maksymilian Mućko, zdobywając pierwszą bramkę dla łukowskich Orląt. W 25. minucie strzałem z dystansu Szymon Mucha podwyższył na 2:0, przy biernej postawie bramkarza Huraganu, Patryka Ostapiuka.
Od tego momentu obraz gry uległ diametralnej zmianie. Goście z Międzyrzeca podeszli wyżej i zaczęli grać wysokim pressingiem. Do szczęścia gospodarcom brakowało niewiele. Co ciekawe, kiedy w 57. minucie drugą żółtą, a w konsekwencji czerwoną kartkę otrzymał Mateusz Panasiuk, zmuszając Huragan do gry w dziesiątkę przeciwko jedenastu rywalom, obraz gry nadal się nie zmienił.
Niestety brakowało bramek po stronie gości i mecz zakończył się zwycięstwem łukowian 2:0.
Za tydzień ogromne wyzwanie przed piłkarzami z Międzyrzeca, zagrają w Zamościu z niekwestionowanym liderem IV ligi lubelskiej – Hetmanem.
Adrian Świderski, trener Huraganu Międzyrzec Podlaski
– Do meczu przystąpiliśmy mocno osłabieni. Pierwsze 25 minut kompletnie nam nie wyszło, ale potem było zdecydowanie lepiej. Brakowało jednak tej przysłowiowej kropki nad „i”. Mimo że nastawialiśmy się na grę z kontry, mecz ułożył się tak, że graliśmy wysokim pressingiem. Nawet gdy musieliśmy grać w dziesięciu, obraz gry się nie zmieniał. Zostawialiśmy na boisku dużo zdrowia, aby pokazać charakter – i ten charakter został pokazany. Czekamy na powrót zawodników, którzy pauzowali. Dalej będziemy robić swoje, tak jak zaplanowaliśmy na ten sezon. Myślę, że niebawem przyniesie to zdobycze punktowe.
Napisz komentarz
Komentarze