W primaaprilisową środę rozegrane miały być dwa mecze Pucharu Polski Lubelskiego Związku Piłki Nożnej – Biała Podlaska. Rozegrano jeden Orlęta Radzyń Podlaski wygrały w Piszczacu z Lutnią.
Pierwsze minuty meczu obu drużynom upłynęły na badaniu przeciwnika. Pierwsi zaatakowali goście. W 16. minucie w polu karnym gospodarzy ręką zagrał Dawid Hawryluk, za co sędzia podyktował rzut karny. Marcel Obroślak pewnie wykorzystał jedenastkę i goście objęli prowadzenie. Dosłownie kilka chwil później sędzia podyktował karnego dla gospodarzy za faul Szymona Gęcy na Tomaszu Tuttasie. Do piłki podszedł poszkodowany, jednak bramkarz Hubert Nowak wyczuł jego intencje i pewnie złapał piłkę.
W 30. minucie Jakub Rycaj idealnie zagrał w pole karne do Krzysztofa Cudowskiego. Ten przyjął piłkę i uderzył mocno obok Wiktora Dejneki. Piłka trafiła w słupek. Po chwili ponownie Cudowski znalazł się w dogodnej sytuacji, ale przegrał pojedynek z bramkarzem Lutnii. Po raz trzeci w krótkim odstępie czasu zrobiło się gorąco pod bramką Lutni – tym razem strzał piłkarza z Radzynia został zablokowany przez obrońców.
W 38. minucie powinno być 2:0. Cudowski otrzymał idealne podanie i wyszedł sam na sam z Dejneką, ale uderzył prosto w nogi bramkarza. W rewanżu sytuacja zrobiła się niebezpieczna pod bramką Orląt, jednak piłkarze z Radzynia skutecznie blokowali kolejne strzały Lutnii.
W 44. minucie silnym strzałem z około jedenastu metrów Milan Storto pokonał Nowaka i wyrównał wynik.
W drugiej połowie pierwszą groźną akcję w 57. minucie przeprowadziła Lutnia. Z prawej strony piłkę z autu daleko w pole karne wrzucił Hawryluk. Doskoczył do niej Tuttas i próbował zaskoczyć Nowaka uderzeniem głową, lecz zagrał prosto w bramkarza Orląt.
W 66. minucie pod bramką Nowaka zrobiło się gorąco. Najpierw strzał Jakuba Magiera zablokował obrońca, a po chwili uderzenie Tuttasa trafiło w innego zawodnika Lutnii zamiast do bramki.
W 70. minucie na strzał z dystansu zdecydował się Vincente Ferreira Santos Gustavo. Piłka ugrzęzła w siatce bramki Lutnii, obok bezradnego Dejneki, który był źle ustawiony i zasłonięty przy tej akcji.
W 85. minucie z rzutu wolnego uderzał Storto z około siedemnastu metrów – piłka przeleciała jednak nad poprzeczką bramki Nowaka. Chwilę później z około trzydziestu metrów nad bramką uderzył Jakub Kuczyński.
W końcówce, po akcji Karola Rycaja z Kacprem Borkowskim, piłkę do bramki skierował Cudowski. W doliczonym czasie gry strzał Hawryluka minimalnie minął światło bramki.
Mecz zakończył się zwycięstwem Orląt, które po dwóch porażkach z rzędu w lidze wróciły na zwycięską ścieżkę. Lutnia walczyła na ile było ją stać, ale to było zbyt mało, by awansować do finału. Rywala Orląt w finale Pucharu poznamy 15 kwietnia, kiedy to w bratobójczym pojedynku zmierzą się rezerwy Podlasia Biała Podlaska z pierwszą drużyną bialczan.
Rafał Dudkiewicz, trener Orląt Radzyń Podlaski: – Wygraliśmy mecz na wyjeździe z wiceliderem ligi okręgowej, co bardzo cieszy, zwłaszcza że w Pucharze to jedno spotkanie – albo przechodzisz dalej, albo odpadasz. My wygraliśmy. Co do naszej gry mamy sporo zastrzeżeń, szczególnie indywidualnie powinniśmy spokojniej rozegrać ten mecz. Najważniejsze jest jednak zwycięstwo. Wielkie podziękowania dla zawodników – Karol Rycaj, Krzysztof Cudowski, Karol Pendel, Jakub Rycaj i Szymon Gęca grali czwarty mecz z rzędu po dziewięćdziesiąt minut, co generuje dodatkowy wysiłek, zwłaszcza gdy chcemy grać na dużej intensywności. Ich postawę trzeba szanować, bo podchodzą do tego z pełnym zaangażowaniem. Czekamy na finał, w którym na pewno zmierzymy się z Podlasiem, prawdopodobnie z pierwszą drużyną, która nie powinna pozwolić swoim rezerwom na awans. Pamiętajmy jednak, że to Puchar i derby.
Mateusz Kacik, trener Lutni Piszczac: – Jestem niezwykle dumny ze swojego zespołu. Jako drużyna z ligi okręgowej stanęliśmy naprzeciw rywala z IV ligi i pokazaliśmy, że potrafimy rywalizować na bardzo wysokim poziomie, stawiając naprawdę trudne warunki. Szkoda niewykorzystanego rzutu karnego. Finał Okręgowego Pucharu Polski byłby dla nas ogromnym sukcesem i historycznym wydarzeniem dla naszego klubu, jednak tym razem musieliśmy uznać wyższość rywali. Mimo to praca, jaką wykonali moi zawodnicy na boisku, zasługuje na ogromne uznanie. Zaangażowanie, determinacja i serce do walki były na najwyższym poziomie. Takie mecze, jak ten pucharowy oraz ostatnie spotkanie ligowe w Komarówce Podlaskiej, utwierdzają mnie w przekonaniu, że zmierzamy w dobrym kierunku. Teraz musimy to potwierdzić w kolejnych meczach ligowych.
Napisz komentarz
Komentarze