Polska – Brazylia 28:30 (12:13)
Polska: Ciupa, Kwiatkowski – Mucha, Frankowski 1, Wierzbicki 3, Malinowski 6, Wleklak, Tokarz 5, Głuszczenko 2, Jaworski 2, Wielgucki 1, Antoniak 1, Petlak 3, Antolak 4.
Polacy mieli z Brazylijczykami rachunki do wyrównania po bardzo twardym, momentami wręcz brutalnym i zakończonym niefortunnie jednobramkową przegraną meczu grupowym. Początek meczu zdecydowanie należał do Polaków. Rywale pod presją polskiej obrony popełniali wiele błędów, po jednej z ich strat szybki kontratak przeprowadził Jakub Wielgucki i trafił na 6:3. Chwilę później Paweł Ciupa obronił rzut Luisa Pereiry w sytuacji sam na sam. Świetne podanie Dominika Antoniaka na koło i bramka Franciszka Wierzbickiego w trakcie gry w przewadze pozwoliły powiększyć przewagę do stanu 10:6. Wydawało się, że wszystko zmierza w dobrym kierunku, zwłaszcza że Polacy mieli okazję do gry w podwójnej przewadze. Niestety, sędzia odgwizdał faul w ataku Antolaka, a chwilę później pokazał czerwoną kartkę Antoniakowi. Na nic zdały się protesty, jeden z liderów naszej kadry został wyrzucony na trybuny. Brazylijczycy nabrali wiatru w żagle, wykorzystali grę w przewadze i do końca pierwszej połowy rzucili aż pięć bramek, nie tracąc żadnej i tym samym to oni zmieniali strony na prowadzeniu.
Atmosfera meczu po przerwie szybko zrobiła się znów bardzo gorąca, dorównując temperaturom panującym od tygodnia w Bordeaux. Wydawało się, że Polacy wyrównają, gdy Paweł Ciupa obronił rzut ze skrzydła Luisa Fernandeza i od razu przerzucił całe boisko, wykorzystując pustą bramkę. Piłka odbiła się kozłem od nawierzchni, trafiła w poprzeczkę i spadła wyraźnie za linią końcową, zanim zdążył ją wygarnąć brazylijski bramkarz, ale sędzia widział tę sytuację inaczej. Na dodatek Biało-Czerwoni otrzymywali kolejne kary – z boiska na dwie minuty najpierw został wyrzucony Wielgucki, a następnie Dawid Petlak. Rywali te sytuacje tylko napędzały i gdy po stracie Paweł Ciupa nie zdążył się odpowiednio ustawić się w bramce, rzucili gola na 21:18. Do końca zostało wciąż ponad 17 minut, ale wraz z ich upływem dystans nie topniał, w przeciwieństwie do czasu. Tuż przed upływem 50. minuty Brazylijczycy trafili na 24:20, ale chwilę później skuteczny ze skrzydła był Stanisław Malinowski i na przerwę na nawodnienie schodziliśmy znów z trzybramkową stratą. Kolejne sekundy nadal jednak nie przyniosły poprawy, a wręcz przeciwnie – gdy trener Marcin Stefaniec zażądał przerwy na 5 minut i 51 sekund przed końcem, przegrywaliśmy 22:26. Na domiar złego Franciszek Wierzbicki nie trafił rzutu karnego i rywale mieli okazję, by jeszcze powiększyć prowadzenie, ale na szczęście oni też posłali piłkę nad poprzeczką. Rolę lidera w ofensywie wziął na siebie Jakub Tokarz, który indywidualnymi akcjami przedzierał się przez obronę rywali i to on w taki właśnie sposób rzucił upragnionego gola nr 23. Do odrobienia pozostały jeszcze trzy, a Polacy mieli na to dokładnie 302 sekundy. Nadal nie byli jednak w stanie powstrzymać ataków Brazylijczyków, którzy regularnie trafiali do naszej bramki. Wydawało się jeszcze, że może sygnałem do ostatniego zrywu będzie rzut karny obroniony przez Wiktora Kwiatkowskiego, ale sędzia nakazał jego powtórzenie, Wesley Silva za drugim razem się nie pomylił i było już 28:24, a do końca tylko 3 minuty. Było jasne, że nasi szczypiorniści potrzebują w tej chwili cudu, a ten nie nastąpił. Rozpaczliwe próby w ostatnich sekundach przyniosły jeszcze dwa gole po stratach rywali, ale za trzecim razem Brazylia piłki już nie straciła i to ona cieszyła się z awansu do finału. Polakom pozostaje walka o brąz z Hiszpanami, którzy w drugim z półfinałów przegrali jedną bramką z gospodarzami.
– W momencie, gdy Dominik dostał czerwoną kartkę, oni poczuli krew, dogonili nas. My w głupi sposób traciliśmy te piłki. To też było dla nas duże osłabienie, bo Dominik dużo wnosił i w obronie, i w ataku, a do jest leworęczny. Nie mamy drugiej lewej ręki na rozegraniu i zdecydowanie ciężej nam się grało przy tak wysokiej obronie – przyznał już po meczu Dawid Petlak.

Napisz komentarz
Komentarze