Jak narodził się pomysł na organizację Plenerowych Spotkań Genealogicznych?
To inicjatywa ludzi, których pasja doprowadziła najpierw do powstania klubu genealogicznego, a później Bialskiego Stowarzyszenia Genealogicznego. To osoby, którym nieobca jest genealogia i poszukiwanie własnych korzeni. Na początku takim dobrym duchem i opiekunem była Beata Zacharuk, później Robert Soldat.
Wszystko zaczęło się od spotkań w Miejskiej Bibliotece Publicznej, organizowania wyjazdów, wycieczek i innych inicjatyw. Później pojawił się pomysł Plenerowych Spotkań Genealogicznych. To dobra okazja, żeby zaprosić ludzi z całego kraju. Mieliśmy gości m.in. z Warszawy i innych miejsc w Polsce. Wszystkich łączy jedna wspólna pasja – genealogia.
Jaki jest główny cel tych spotkań?
Głównym celem jest poszukiwanie korzeni, co wynika już z samego spojrzenia na genealogię. Nie chodzi jednak wyłącznie o poszukiwanie dat, aktów zgonu, narodzin, chrztów czy ślubów. To przede wszystkim poszukiwanie historii ludzi, którzy tworzyli to miejsce, nasze miasto, region i nasze rodziny, a przez lata budowali nasze społeczeństwo.
Każda odkryta historia jest fascynująca. To poznawanie swoich źródeł i korzeni, ale również ludzkich losów na przestrzeni bardzo burzliwych dziejów Polski. Z tym mieliśmy do czynienia także podczas plenerowego przedstawienia „Miłość silniejsza niż Sybir”. Ono również opowiadało o niełatwej historii Polski i losach konkretnych ludzi.
Do kogo skierowane są Plenerowe Spotkania Genealogiczne?
Do wszystkich pasjonatów. Nie tylko do osób, które interesują się genealogią naukowo, zawodowo czy pracują na uczelniach. Przede wszystkim są to spotkania dla ludzi, którzy szukają swoich korzeni, interesują się historią przodków i konkretnych miejscowości, chcą poszerzać wiedzę i poznawać nowe źródła informacji.
Nie stawiamy żadnych sztywnych ram określających, kto może uczestniczyć w spotkaniach. Są one otwarte. Sama przestrzeń Parku Radziwiłłowskiego sprawiała, że każdy mógł przyjść, zajrzeć, zobaczyć, o czym dyskutujemy i jakie tematy poruszamy.
Czy tegoroczna edycja cieszyła się zainteresowaniem?
Wydarzenie cieszyło się bardzo dużym zainteresowaniem. Bardzo się cieszę, że możemy wspólnie tworzyć taką ofertę i organizować wydarzenia razem z ruchami oddolnymi. Takim ruchem był klub genealogiczny, a obecnie jest nim Bialskie Stowarzyszenie Genealogiczne. Tworzą je ludzie, którzy poświęcają swój prywatny czas, żeby wspólnie z biblioteką przygotowywać takie przedsięwzięcia.
Cieszę się również, że biblioteka jest miejscem, do którego można przyjść z pomysłem i wspólnie go zrealizować.
Kto był zaangażowany w przygotowanie wydarzenia?
Ogromne podziękowania należą się wszystkim członkom Bialskiego Stowarzyszenia Genealogicznego, którzy mają pomysły i dzielą się z nami swoimi inspiracjami. W stowarzyszeniu działają również pracownicy biblioteki.
Głównym organizatorem całego przedsięwzięcia był Robert Soldat, prezes stowarzyszenia. Zaangażowani byli także pracownicy Działu Wiedzy o Regionie, m.in. Beata Zacharuk, autorka scenariusza przedstawienia.
Edyta Tyszkiewicz, redaktor naczelna „Podlaskiego Kwartalnika Kulturalnego”, podjęła się reżyserii spektaklu i pomagała aktorom. Nie są oni zawodowymi aktorami, a część z nich po raz pierwszy wystąpiła przed publicznością.
W przygotowaniach uczestniczyli również pracownicy Miejskiej Biblioteki Publicznej, zapewniając wsparcie organizacyjne i logistyczne. Było to kilkanaście osób, które pracowały przez całą sobotę.
Ogromne podziękowania należą się też aktorom występującym w „Miłości silniejszej niż Sybir”. To wymagało odwagi – trzeba było stanąć przed publicznością, wczuć się w rolę i odpowiednio zinterpretować tekst. Wśród aktorów były również dzieci, które wywiązały się ze swojego zadania fenomenalnie.
O czym opowiadał spektakl „Miłość silniejsza niż Sybir”?
O losach polskich rodzin, które jeszcze przed I wojną światową zostały wysiedlone w głąb Syberii, ze szczególnym uwzględnieniem losów unitów. Jeżeli ktoś interesuje się ich historią, wie, jak wielkich prześladowań doświadczali.
Opowieść stworzyła Beata Zacharuk, bazując na autentycznej historii sprzed wielu lat. To historia miłości Polki i Rosjanina, która narodziła się na bezkresnej Syberii. Żeby przetrwać pobyt na Syberii, a później wrócić do Polski, potrzeba było ogromnej siły, wytrwałości i wiary.
Jak publiczność odebrała przedstawienie?
Widziałam ogromne wzruszenie. W trakcie przedstawienia niejedna osoba uroniła łzę. Po spektaklu ludzie dzielili się swoimi spostrzeżeniami i mówili o silnych emocjach, a także o tym, że aktorzy bardzo realistycznie odtworzyli poszczególne sceny.
Szczególnie poruszająca była scena wywózki na Sybir – moment rozstania z rodzinami. Część rodzin pozostawała w swoich miejscowościach, mężczyźni byli zabierani na Syberię, a później dołączały do nich kobiety i dzieci. Ta scena wywołała w publiczności bardzo silne emocje.
Kiedy patrzymy na spektakl jako na całość i mamy świadomość, że podobne historie wydarzyły się naprawdę, mocno dociera do nas znaczenie wolności. To, że możemy żyć w wolnym kraju, chodzić do kościoła i nikt nas za to nie prześladuje, jest wielką wartością. Powinniśmy o tym pamiętać.
Dla mnie również było to wyjątkowe wydarzenie. Cieszę się, że mogłam być jego częścią, pełniąc rolę narratora.
Połączenie spektaklu z Plenerowymi Spotkaniami Genealogicznymi okazało się dobrym pomysłem?
Myślę, że tak. Stworzyliśmy szerokiej publiczności możliwość uczestniczenia w wydarzeniu, a dodatkowo mogliśmy korzystać z pięknej pogody i przestrzeni Parku Radziwiłłowskiego, położonego bardzo blisko biblioteki.
Osoby zainteresowane prelekcjami mogły ich wysłuchać, a ci, którzy chcieli swobodnie porozmawiać z pasjonatami genealogii, również mieli taką możliwość. Była część prelekcyjna i konferencyjna, ale wszystko odbywało się w bardzo swobodnej atmosferze.
Podziękowania należą się także wszystkim wystawcom obecnym podczas Plenerowych Spotkań Genealogicznych oraz sponsorom wydarzenia – Bankowi Spółdzielczemu i firmie Konkret – za pomoc w organizacji.
Cieszę się, że udało nam się zrealizować przedsięwzięcie po wcześniejszym odwołaniu wydarzenia ze względu na upały. Pierwotnie miało się ono odbyć w czerwcu. Ostatecznie zgromadziliśmy liczną publiczność, a później słyszeliśmy wiele pozytywnych opinii.
Czy takie wydarzenia mogą zachęcić młodych ludzi do poznawania historii własnych rodzin?
Myślę, że bardzo przemawiają do młodego widza, ponieważ pozwalają bezpośrednio wejść w historię. Spektakl na pewno w tym pomógł, podobnie jak same spotkania.
Zachęcamy młodych ludzi do poznawania historii swoich rodzin. Przykładem jest konkurs „Znani, nieznani – biografie naszych babć i dziadków”, który realizujemy od kilku lat. Chcemy zachęcać młodzież do rozmów z dziadkami, żeby wiedziała, kim byli, jakie mają historie i przeżycia, w jakich czasach żyli i czym te czasy się charakteryzowały.
Jak dużym zainteresowaniem cieszy się obecnie genealogia w Białej Podlaskiej?
Klub genealogiczny, obecnie już Bialskie Stowarzyszenie Genealogiczne, zrzesza około 100 członków. Spotkania odbywają się cyklicznie, raz w miesiącu, i uczestniczy w nich około 30–50 osób. Sam klub ma jednak znacznie więcej sympatyków.
Co miesiąc organizowane są spotkania poświęcone określonej tematyce. Nie jest to jednak tylko klub tematyczny. Widzę w nim więzi, a to jest coś naprawdę wyjątkowego. Klub genealogiczny stworzył więzi międzyludzkie. Bardzo mnie to urzeka, ponieważ widać tutaj prawdziwą wspólnotę.
Współpraca stowarzyszenia z biblioteką przynosi też konkretne efekty związane z zachowaniem historycznych dokumentów.
Tak. W ostatnim czasie udało się pozyskać znaczące archiwa do digitalizacji. To niezwykle cenne, że przy współudziale pasjonatów jesteśmy w stanie jako instytucja działać w taki sposób, aby ocalić od zapomnienia dokumentację zgromadzoną w archiwach parafialnych.
W ubiegłym roku digitalizacji zostały poddane księgi z parafii św. Anny w Kodniu. W tym roku podpisaliśmy porozumienie z parafią w Sławatyczach. Kolejne akta zostały zdigitalizowane i umieszczone w Bialskiej Bibliotece Cyfrowej.
Podpisując takie porozumienie, skanujemy i zabezpieczamy księgi. Zeskanowaną dokumentację przekazujemy parafii, a jednocześnie udostępniamy ją cyfrowo w Bialskiej Bibliotece Cyfrowej. W ten sposób możemy ocalić wiele cennych materiałów.
Żeby biblioteka mogła docierać do kolejnych ksiąg i nad nimi pracować, potrzebne są jednak pierwsze kontakty i zachęcenie właścicieli archiwów do współpracy. Bialskie Stowarzyszenie Genealogiczne bardzo nam w tym pomaga. Jego członkowie podpowiadają, gdzie warto dotrzeć i z kim porozmawiać.
To bardzo dobra, wzajemna współpraca Miejskiej Biblioteki Publicznej z Bialskim Stowarzyszeniem Genealogicznym, dzięki której możemy realizować konkretne działania i ocalać kolejne fragmenty naszej historii.
Czytaj też:

Napisz komentarz
Komentarze