Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
czwartek, 30 lipca 2026 16:06
Reklama
Reklama baner reklamowy word biała podlaska
Reklama
Depozytariusze tradycji strzegą autentycznego wzornictwa. Walczą o zachowanie wyjątkowego dziedzictwa

Perebory – tkane dziedzictwo nadbużańskiej tradycji walczy o przetrwanie

Perebory to nie tylko misternie tkane ornamenty, ale także zapis historii, tożsamości i wielokulturowości południowego Podlasia. Przez lata ich wzory bywały mylone z białoruskimi czy ukraińskimi, dziś depozytariusze starają się przywrócić im właściwe miejsce i znaczenie. Dzięki pracy tkaczek, badaczy i Nadbużańskiego Uniwersytetu Ludowego w Husince tradycja, która jeszcze niedawno wydawała się skazana na zapomnienie, znów jest żywa. Perebory znalazły się na Krajowej Liście Niematerialnego Dziedzictwa Kulturowego, a ich opiekunowie marzą o kolejnym kroku – wpisie na światową listę UNESCO.
Perebory – tkane dziedzictwo nadbużańskiej tradycji walczy o przetrwanie
Uniwersytet Ludowy w Husince skupia nie tylko tkaczki pereborów, ale też ich promotorów

Autor: archiwum Uniwersytetu Ludowego w Husince

– Perebory to element dekoracyjny wykonywany na tkaninie techniką ręcznego tkactwa na drewnianych krosnach. Ich wykonanie polega na wybieraniu wzoru drewnianą deseczką poprzez odpowiednie przebieranie nici osnowy. Od sposobu liczenia i układania nici – góra, dół, góra, dół na deseczce – zależy powstający ornament, dlatego tkaniem pereborów zajmowały się osoby o dużych zdolnościach manualnych i bardzo dobrej pamięci. Nazwa „perebory” wywodzi się właśnie od przebierania, czyli wybierania wzoru. Po wybraniu odpowiednich nici z  osnowy i ustawieniu w pionie tej deseczki by powstał ziew przerzuca się czółenkiem kolorowy wątek, a następnie po każdym kolorowym elemencie również białą nitkę przyciskając stopą odpowiedne  łapy /pedały/ – wyjaśnia Bożenna Pawlina-Maksymiuk założycielka Uniwersytetu Ludowego w Husince, tkaczka, depozytariuszka pereborów oraz ich promotorka w regionie, kraju i zagranicą. 

Uniwersytet Ludowy w Husince skupia nie tylko tkaczki pereborów, ale też ich promotorów;
fot. archiwum Uniwersytetu Ludowego w Husince

Zanikające wzornictwo

Dodaje, że już pod koniec XIX wieku perebory uznawano za wzornictwo zanikające. – Po raz pierwszy zetknęłam się z nimi około 45 lat temu, pracując w Wojewódzkim Domu Kultury w Białej Podlaskiej. Podczas wyjazdów terenowych na przeglądy zespołów folklorystycznych zobaczyłam kobiety ubrane w stroje ozdobione oryginalnymi pasami wzorów  o bardzo ciekawej kompozycji. W tamtym czasie często spotykaliśmy zespoły z Białorusi i Ukrainy, zarówno podczas ich wizyt u nas, jak i naszych wyjazdów. Początkowo wydawało mi się, że wzory te nie są nasze, jednak zmieniły to rozmowy z tkaczkami, które uświadomiły mi, że również na południowym Podlasiu tworzono perebory na krosnach – wspomina Bożenna Pawlina-Maksymiuk wieloletnia dyrektor Gminnego Ośrodka Kultury w gminie Biała Podlaska. 

Dopiero kiedy sama zaczęła tkać, cała wiedza o pereborach uporządkowała się. – Wcześniej wydawało mi się to czymś nieosiągalnym i wyjątkowym. Jednocześnie obserwowałam, jak to oryginalne wzornictwo zanika. Stroje wyciągane z kufrów zaczęły być coraz częściej używane przez rozwijające się zespoły folklorystyczne. Częste pranie oraz stosowanie detergentów powodowało niszczenie dawnych tkanin. To właśnie wtedy rozpoczęły się moje poszukiwania sposobu na zachowanie tej tradycji i pojawiła się potrzeba stworzenia pracowni tkackiej, aby umiejętność wykonywania pereborów mogła przetrwać – mówi Bożenna Pawlina-Maksymiuk.

W zespołach ukraińskich i białoruskich dominowały pasmanteryjne imitacje dawnych zdobień. Podobne elementy zaczęły trafiać również do lokalnych strojów, jednak nie oddawały one charakteru ręcznie tkanych wzorów i ich kompozycji. – Prawdziwe perebory wyróżniały się wyjątkową strukturą i  harmonią. Wzory spotykane na Białorusi i Ukrainie były wykonywane podobną techniką wybierania, jednak różniły się kompozycją wzoru, kolorystyką, elementami graficznymi i sposobem umieszczenia na stroju – wyjaśnia depozytariuszka tradycji. 

Wskazuje, że perebory nadbużańskie i włodawskie miały własny, uporządkowany kanon. Najczęściej wykonywano je w różnorodnych odcieniach czerwieni, niekiedy z dodatkiem czarnej lub granatowej nici. W centralnej części znajdował się główny szeroki ornament, złożony z motywów geometrycznych – rombów, trójkątów, iksów, igreków oraz innych figur inspirowanych otaczającym światem. We włodawskich strojach wzbogacono kolorystykę i elementy zaczęto tkać jeden w drugim a kontury podwójnie lub potrójnie, pozostawiając coraz  więcej białego tła. Pojawiły się również zgeometryzowane elementy roślinne przypominające uproszczone kwiaty. Zarówno wielkość wzorów, jak i ich rozmieszczenie były ściśle określone. Wyjątkowa oryginalność naszych pereborów tkwi również w wysokości i symetrii elementów brzeżnych w zależności od przeznaczenia.

Ornamenty tkano bezpośrednio na spódnicach, gdzie zdobiły ich dolną część i tworzyły spójną kompozycję całego stroju. Szersze wzory pojawiały się również na fartuchach, natomiast węższe na naramiennikach, przedramiennikach, stójkach, mankietach czy kryzach kobiecych koszul. Męskie koszule zdobiła plisa na piersi i stójka. Wszystkie te elementy w określonych szerokościach były naszywane na odzież. Jednolity pas ornamentu zdobił również ręczniki obrzędowe, obecne zarówno w tradycji kościołów unickich, jak i prawosławnych. Towarzyszyły one między innymi obrzędom weselnym i stanowiły ważny element lokalnych tradycji zdobienia obrazów świętych w domach. Element ten widoczny był też na obrusach i zawojkach.

– Z czasem przekonałam się, że perebory są również częścią naszego dziedzictwa. Oryginalne wzory spotykane na Białorusi i Ukrainie różniły się kolorystyką, kompozycją wzoru oraz sposobem wykonania i umieszczania na stroju. Perebory nadbużańskie i włodawskie najczęściej tkano na splocie płóciennym, co stanowiło ich charakterystyczną cechę – tłumaczy.

Panie zaczęły otrzymywać zlecenia przede wszystkim od zespołów folklorystycznych;
fot. archiwum Uniwersytetu Ludowego w Husince

Przeprowadziła badania terenowe

W Gminnym Ośrodku Kultury gminy Biała Podlaska miała możliwość przeprowadzenia badań terenowych dotyczących zainteresowań i potrzeb mieszkańców. Wynikało z nich, że wiele osób zajmowało się dawniej różnymi formami rękodzieła, ponieważ samodzielne wykonywanie przedmiotów codziennego użytku było naturalną częścią życia. Tkano płótna na pościel i prześcieradła, worki, wykonywano garnki gliniane oraz wiele innych potrzebnych przedmiotów. Charakterystyczne były również tkaniny w kratkę i pasiaki do spódnic. Wszystko to stanowiło część bogatej tradycji tkackiej regionu.

Bożenna Pawlina-Maksymiuk po przeprowadzeniu badań terenowych zauważyła, że są miejscowości, w których nadal zajmowano się tkactwem. – Postawiłam hipotezę, że wszędzie tam, gdzie znajdowały się dawne cerkwie unickie lub świątynie przekształcone później w kościoły rzymskokatolickie, powinny zachować się także perebory. Było to związane z ręcznikami obrzędowymi wykorzystywanymi podczas ceremonii religijnych – wyjaśnia.

Kiedy dowiedziała się, że w Hrudzie są kobiety które pamiętają różne techniki tkackie, od razu pomyślała o utworzeniu pracowni, która będzie wykonywała tkaniny potrzebne zespołom ludowym. Tak powstała pierwsza pracownia tkacka w Hrudzie. Pracowały w niej między innymi Zofia Jówko, Marianna Jówko, Marianna Sawczukowa i Maria Harwacka .

– Pamiętam, jak pierwszy raz całą grupą z GOK-u pojechałyśmy do Stanisławy Baj z Dołhobrodów - tkaczki pereborów, uczyć się osnuwania. To właśnie tam po raz pierwszy usiadłam przy krośnie i samodzielnie przebrałam jeden rządek osnowy. Stanisława Baj posadziła każdą z nas przy krośnie, abyśmy mogły spróbować tej pracy. Była to dziewięcioosobowa grupa moich pracowników i tkaczek – wspomina Bożenna Pawlina-Maksymiuk.

Po przeprowadzonych badaniach etnograficznych w gminie Biała Podlaska, opracowała plany krótkoterminowe oraz długoterminowe. Powstawały plany roczne, dwuletnie i pięcioletnie, a także wizja dalszego rozwoju. – Do dziś zachowałam całą dokumentację i rozpiski dotyczące tworzenia pracowni. Korzystając z mapy gminy, podzieliłam ją na obszary sołectw, uwzględniłam drogi dojazdowe, liczbę mieszkańców oraz istniejące świetlice. Na podstawie tych analiz i przeprowadzonych badań wyznaczyłam lokalizacje poszczególnych pracowni, które otaczały całą gminę – tłumaczy.

Obecnie Nadbużański Uniwersytet Ludowy w Husince prowadzi szeroką działalność edukacyjną;
fot. archiwum Uniwersytetu Ludowego w Husince

Powstała pracownia tkactwa

Pracownia tkacka w Hrudzie powstała w 2001 roku z czasem nazwana imieniem Stanisławy Baj. W 2003 roku powstała pracownia zdobnictwa ludowego w Worońcu, w 2004 roku pracownia kulinarna w Perkowicach oraz pracownia koronkarstwa w Sitniku. Każda z pracowni miała swój wiodący konkurs. Początkowo były to konkursy gminne i międzygminne, a wraz z nabywanym doświadczeniem zaczęły odbywać się na poziomie przygranicznym i ogólnopolskim. Do Hruda i Sitnika zaczęły przyjeżdżać uczestniczki z różnych stron Polski. Powstała również pracownia plastyki ludowej w Styrzyńcu, prowadzona przez Agnieszkę Borodijuk, dzisiejszą dyrektor Gminnego Ośrodka Kultury. Następnie, w 2010 roku utworzono pracownię pieśni i tańca w Sworach oraz pracownię plecionkarstwa w Woskrzenicach w 2011 roku. 

Była to wyjątkowa współpraca pomiędzy twórcami ludowymi a pracownikami placówek kultury. Stanowiła podstawę funkcjonowania działalności Gminnego Ośrodka Kultury w gminie Biała Podlaska. Zadaniem pracowników było sprawowanie opieki nad twórcami ludowymi, ochrona ich dorobku oraz udzielanie im pomocy. Dzięki ich wiedzy i potrzebie podtrzymywania tradycji związanych ze śpiewem, tańcem i dawnymi obrzędami możliwe było prowadzenie tej działalności.

– Instytucja kultury powinna oczywiście organizować wydarzenia, ale przede wszystkim jej rolą jest edukacja, ochrona i przekazywanie tradycji. Edukacja obejmuje zarówno upowszechnianie dziedzictwa jak i współczesność, natomiast najważniejsze pozostaje zachowanie wiedzy związanej z tradycją i przekazywanie jej kolejnym pokoleniom aby zachować swoją tożsamość –  zaznacza była dyrektor GOK-u.

– Cieszę się, że dziś widać zmianę podejścia i rosnące zainteresowanie lokalnym dziedzictwem. Pracownie, które powstały przy Gminnym Ośrodku Kultury, stały się wzorem dla wielu domów kultury w regionie i Polsce. Z różnych miejsc przyjeżdżano do nas na wizyty studyjne, aby zobaczyć sposób organizacji pracowni i aranżacji ich wnętrz. Były to moje autorskie pomysły dotyczące ochrony ruchomego dziedzictwa kultury lokalnej – przyznaje.

Perebory pokazywane są również w muzeach
fot. archiwum Uniwersytetu Ludowego w Husince

Pierwsze doświadczenia

– W tamtym czasie zostałam również zaproszona na Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej. Po przyjęciu w 2003 roku Konwencji UNESCO w sprawie ochrony niematerialnego dziedzictwa kulturowego oraz rozpoczęciu jej wdrażania do polskiego prawa, zaproszono osoby zajmujące się tym obszarem na konferencję poświęconą temu zagadnieniu. Było to dla mnie ogromne przeżycie, ponieważ uświadomiłam sobie, że działania, które prowadziliśmy od lat, były zgodne z ideą ochrony niematerialnego dziedzictwa kulturowego. Mieliśmy już zgromadzone materiały i praktyczne doświadczenia, a wiele z tych działań rozpoczęliśmy znacznie wcześniej – wyjaśnia Bożenna Pawlina-Maksymiuk.

Było to również związane z jej studiami podyplomowymi w Szkole Głównej Handlowej, gdzie pisała pracę poświęconą poszukiwaniu nowego modelu instytucji kultury w Polsce. – Moją promotorką była Maria Garus z Ministerstwa Kultury, która udostępniła mi materiały dotyczące funkcjonowania instytucji kultury w krajach Unii Europejskiej. To, co działo się z instytucjami kultury i sposób ich funkcjonowania, było dla mnie bardzo ważnym doświadczeniem. Z perspektywy czasu uważam, że było to motorem wielu działań. Zawsze powtarzałam swoim pracownikom i twórcom ludowym, że władze lokalne zmieniają się wraz z wyborami i od ich indywidualnego spojrzenia na kulturę zależy, czy dane przedsięwzięcia będą miały wsparcie. Jeżeli jednak działalność oprze się na własnych korzeniach i dziedzictwie, będzie ją znacznie trudniej zlikwidować, niezależnie od tego, jakie poglądy na kulturę będą miały kolejne władze – wskazuje Bożenna Pawlina-Maksymiuk.

– Jeżeli chodzi o perebory, kolejnym krokiem było pozyskiwanie środków z Ministerstwa Kultury. Pomagała w tym organizowana akcja „Lato” i „Zima”, podczas której prowadziliśmy zajęcia z dziećmi i młodzieżą. Dzięki tym środkom mogliśmy organizować wyjazdy w teren, pozyskiwać ciekawe eksponaty oraz tworzyć aranżacje wnętrz w pracowniach – mówi Bożenna Pawlina-Maksymiuk.

Dodaje, że bardzo dużą pracę wykonywała Jolanta Zając wraz ze swoim tatą Józefem, który naprawiał krosna. Dziewczyny tkające oraz zespół śpiewaczy, zaangażowali się w pozyskiwanie eksponatów, w tym krosien. – Tata Joli miał zdolności stolarskie i naprawiał stare, zniszczone krosna. To właśnie na nich uczyliśmy się tkania. Później dokupiłam również większą liczbę niewielkich krosien, które można było ustawiać na stołach i wykorzystywać podczas zajęć edukacyjnych z dziećmi i młodzieżą – przekazuje.

Bardzo zależało jej na tworzeniu stałych form pracy. Chciała, aby dzieci i młodzież regularnie uczestniczyły w zajęciach. Klasy szkolne przyjeżdżały z nauczycielami między innymi do Hruda, Worońca, Perkowic gdzie organizowano warsztaty. Wiedziała jednak, że tego typu działalność nigdy nie będzie masowa. – Kultura zawsze była, jest i będzie elitarna, natomiast masowa jest rozrywka. To, co uda się zachować, pozostanie wartością ponadczasową dla przyszłych pokoleń o imprezie rozrywkowej już po roku nie pamiętamy.  Dzięki środkom Ministerstwa Kultury udało się wyposażyć pracownie w liczne eksponaty. Powstała kolekcja starych kufrów, dawnych tkanin, mebli oraz innych elementów wyposażenia. Wiele czasu poświęcaliśmy na ich odnawianie i czyszczenie. Pracowaliśmy wspólnie z dziećmi, młodzieżą i mieszkańcami podczas wakacyjnych akcji – wspomina.

Wszystkie pracownie bardzo mocno opierały swoją działalność na współpracy z twórcami ludowymi. – Nie bałam się podejmować decyzji, które umożliwiały tkaczkom korzystanie z pracowni także poza godzinami zajęć. Nie wszystkie miały możliwość rozstawienia krosien we własnych domach, dlatego mogły otrzymać klucze do placówki i przychodzić tam, aby tkać. To właśnie tkaczki wykonywały ogromną pracę na rzecz budowania wizerunku całej gminy i naszej działalności – przyznaje Bożenna Pawlina-Maksymiuk.

Perebory to element dekoracyjny wykonywany na tkaninie techniką ręcznego tkactwa na drewnianych krosnach;
fot. archiwum Uniwersytetu Ludowego w Husince

Mistrzynie tkactwa

Wówczas tkaczek było wiele. Niektóre pięknie snuły osnowę. – Pokazywaliśmy w formie obrzędu cały cykl związany z obróbką lnu. Dziewczyny same wysiewały len w Hrudzie. Pokazywano jego pielęgnację, wyrywanie chwastów i śpiewane przy tym pieśni. Następnie odbywało się roszenie lnu, ponieważ nie było strumienia, więc rozkładano go na rosie. Kolejne etapy obejmowały łamanie, usuwanie paździerzy na drapaczkach, przygotowywanie kądzieli do przędzenia oraz pokazy całego procesu. W zajęciach uczestniczyły liczne grupy szkolne. Panie z zespołu śpiewaczego przygotowywały oprawę muzyczną, jedne tkały, inne zajmowały się uprawą lnu. Wszystko to służyło przede wszystkim pokazom edukacyjnym. Dopiero później zaczęły rozwijać się konkursy – opowiada była dyrektor GOK-u.

Panie zaczęły otrzymywać zlecenia przede wszystkim od zespołów folklorystycznych. Najczęściej były one finansowane ze środków pozyskiwanych przez zespoły z Ministerstwa Kultury, a praca wykonywana była na podstawie umów o dzieło. Zapotrzebowanie na perebory stawało się coraz większe.

– Mówię głównie o pracowni w Hrudzie, ale ogromną pracę wykonywały również Stanisława Baj z Dołhobrodów i mistrzyni Stanisława Kowalewska, któka obecnie tka perebory w swojej pracowni w Nowym Holeszowie. Jednocześnie zauważyłam w owym czasie, że trudno było prowadzić działania na większym obszarze, ponieważ jako dyrektor Gminnego Ośrodka Kultury musiałam koncentrować się na terenie gminy i uwzględniać lokalne dziedzictwo kulturowe – tłumaczy.

- Oczywiście każdy ma prawo tworzyć własne kompozycje i je przekształcać, jednak oryginalne wzornictwo powinno pozostać zachowane - mówi Bożenna Pawlina-Maksymiuk;
fot. archiwum Uniwersytetu Ludowego w Husince

Uniwersytet Ludowy

Jej przygoda z Uniwersytetem Ludowym rozpoczęła się po ukończeniu liceum. Dowiedziała się wtedy o Uniwersytecie Ludowym we Wzdowie, który zajmował się teatrem. – Zawsze interesował mnie teatr, ponieważ jest dla mnie syntezą różnych sztuk – plastyki, muzyki, tańca i wielu innych dziedzin. Nauka trwała dwa lata i była dla mnie prawdziwą szkołą życia. Po raz pierwszy zetknęłam się tam z pracą w środowisku lokalnym. Prowadziliśmy badania terenowe, poznawaliśmy lokalne społeczności oraz tradycyjną i współczesną kulturę. Mieliśmy również ciekawe zajęcia z ludźmi teatru. Przyjeżdżali do nas reżyserzy  z teatru krakowskiego, uczestniczyliśmy także w zajęciach z aktorami Teatru im. Wandy Siemaszkowej w Rzeszowie – wspomina.

Po ukończeniu Uniwersytetu Ludowego, a następnie studiów z pedagogiki kultury na Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej, rozpoczęła pracę w kulturze. Trafiła do Wojewódzkiego Domu Kultury w Białej Podlaskiej, kiedy powstało województwo bialskopodlaskie. Wtedy rozpoczęła się jej zawodowa przygoda z teatrem Ziemi Podlasia i działalnością kulturalną. Jednocześnie przez cały czas towarzyszyła jej idea Uniwersytetu Ludowego, wolności działania i pracy w szerszym wymiarze. Marzyła o stworzeniu Uniwersytetu Ludowego.

– Kiedy moja działalność skupiła się na budowaniu sieci placówek kultury w gminie Biała Podlaska i ich systematycznym rozwoju, zrozumiałam, że możliwości działania wyłącznie na terenie gminy są niewystarczające. Wtedy pojawił się pomysł utworzenia Nadbużańskiego Uniwersytetu Ludowego, którego główną ideą stała się praca na rzecz niematerialnego dziedzictwa kulturowego oraz wspieranie społeczności lokalnych – wyjaśnia.

Tłumaczy, że idea Uniwersytetów Ludowych opiera się na pracy wśród społeczności lokalnych, integracji i przekazywaniu wiedzy. – Z mojego punktu widzenia najważniejsze jest spotykanie ludzi, którzy chcą rozwijać swoje zainteresowania, zastanawiają się nad dalszą drogą i chcą działać na rzecz swoich środowisk. Uniwersytet daje możliwość wspólnego mieszkania, rozmów, przygotowywania posiłków i wspólnego funkcjonowania. To dwuletni cykl edukacyjny, podczas którego uczestnicy mają kontakt z różnymi dziedzinami sztuki oraz zagadnieniami związanymi z lokalnymi społecznościami. Jest to wyjątkowa forma integracji, w której uczestnicy uczą się od mistrzów, ale jednocześnie sami przekazują swoją wiedzę i doświadczenie – wskazuje.

Na początku zaproponowała współpracę dyrektorom instytucji kultury, którzy wyróżniali się aktywnością i chcieli rozwijać podobne działania na swoim terenie. Z czasem powstała bardzo liczna rada i zarząd uniwersytetu. – Po pewnym czasie doszliśmy do wniosku, że zbyt duża grupa nie sprzyja sprawnemu funkcjonowaniu. Pozostali przede wszystkim ci, którzy rzeczywiście czują potrzebę takiej działalności. Obecnie przygotowujemy zmiany w zarządzie i radzie. Chciałabym stopniowo przekazywać odpowiedzialność młodszym osobom, które będą kontynuowały tę samą ideę edukacji i pracy na rzecz dziedzictwa i społeczności lokalnych – zapowiada.

Tkanie pereborów wymaga ogromnej cierpliwości;
fot. archiwum Uniwersytetu Ludowego w Husince

Działalność edukacyjna

Obecnie Nadbużański  Uniwersytet Ludowy w Husince prowadzi szeroką działalność edukacyjną. – Realizowaliśmy duży projekt obejmujący dwadzieścia szkół na obszarze nadbużańskim. W trzech grupach odwiedzaliśmy szkoły wraz z tkaczkami, przedstawicielami Uniwersytetu Ludowego i osobami związanymi z regionem. Pokazywaliśmy tkanie na dużych krosnach, a następnie prowadziliśmy zajęcia na małych krosnach – relacjonuje Bożenna Pawlina-Maksymiuk.

Okazało się, że nawet na obszarze nadbużańskim część dzieci nie rozpoznawała krosien i nazywała je maszynami do szycia. – Podczas zajęć dzieci poznawały podstawowe sploty i sposoby wiązania. Było widać, jak duże trudności ma dziś młode pokolenie z rozpoznawaniem dawnych narzędzi i tradycyjnych czynności. Nauczyciele byli bardzo wdzięczni za te spotkania i wyrażali potrzebę organizowania podobnych działań. Dzięki nim mogliśmy rozmawiać o dziedzictwie, o tym, czym zajmowali się dziadkowie i babcie, a także zachęcać dzieci do rozmów ze starszym pokoleniem – wskazuje.

Uniwersytet organizował również kursy nauki tkactwa, w tym tkania pereborów. Każdego roku jedna lub dwie tkaczki prowadziły zajęcia, a przez cały rok jedno krosno było przeznaczone dla jednego uczestnika. Zajęcia odbywały się raz w miesiącu i trwały po cztery dni. – Zależało nam na powtarzaniu całego procesu nauki, ponieważ największą trudność sprawia przygotowanie krosna – dobór przędzy, osnowanie oraz właściwe założenie nici. Samo tkanie jest znacznie łatwiejsze niż przygotowanie całego warsztatu. Założenie około ośmiuset nici, przewleczenie ich przez nicielnice i płochę z zachowanie odpowiedniej kolejności ich narzucania wymaga ogromnej precyzji i czasu – zaznacza.

– Pełny cykl edukacyjny ukończyło w ciągu ośmiu lat osiem osób. Jest to zajęcie trudne, wymagające cierpliwości i systematyczności. Jednocześnie widzimy, jak bardzo rośnie zapotrzebowanie na perebory. Nasze mistrzynie, między innymi Magda Papakul i Stanisława Kowalewska, są obecnie bardzo obciążone pracą, co pokazuje, jak duże jest zainteresowanie tym rzemiosłem – przekazuje depozytariuszka pereborów.

Dodaje, że zgłaszają się również osoby, które w dzieciństwie mieszkały na obszarze nadbużańskim i uczyły się podstaw tkactwa. Dziś mieszkają w różnych częściach Polski, ale chcą wrócić do tkania pereborów. – Cieszę się, że możemy z nimi rozmawiać i zwracać uwagę na właściwy dobór wzornictwa. Jest to niezwykle ważne dla zachowania naszej tożsamości oraz rozpoznawalności wzoru z regionu – podkreśla.

Uniwersytet Ludowy w Husince wydał książkę poświęconą pereborom, opartą na prywatnych zbiorach. Sfotografowano zachowane tkaniny, opisano je i udokumentowano. Tkaniny udostępniła Stanisława Kowalwska z Nowego Holeszowa, Jadwiga Szepiłło z Rozwadówki, Helena Karwacka z Kożanówki, Helena Horbik z Mostów oraz Magdalena Papakul, Zofia Jówko, Marianna Jówko, Agnieszka Demidowicz, Bożenna Pawlina-Maksymiuk i Paulin Humin. Zależało im na utrwaleniu prywatnych zbiorów, ponieważ osoby, które je przechowują, odchodzą, a znajdujące się w ich domach tkaniny często różnią się od eksponatów muzealnych elementami wzorów.

Na Akademii Bialskiej powstał kierunek studiów podyplomowych, na których poruszany jest temat pereborów;
fot. archiwum Uniwersytetu Ludowego w Husince

Tkacki szlak

Depozytariuszka podkreśla, że dużą pomoc uzyskano od Muzeum Synagogalnego, które umożliwiło dokładne sfotografowanie swoich zbiorów. – Również Muzeum Południowego Podlasia udostępniło swoje kolekcje. Najważniejsze były jednak prywatne zbiory mieszkańców. Oprócz książki został również wydany skrypt przeznaczony dla tkaczek – przekazuje Bożenna Pawlina Maksymiuk.

Nawet w starych wzornikach można znaleźć wiele błędów powstałych podczas ich rozrysowywania. Dawniej tkano przy lampach naftowych, przy bardzo słabym świetle, dlatego dziś trzeba wszystko dokładnie analizować i weryfikować. – Dzięki temu odkrywamy wiele nowych elementów i zdobywamy coraz ciekawszą wiedzę. Jednym z najważniejszych przedsięwzięć było stworzenie 152-kilometrowego szlaku tkackiego, który pokazuje żywą tradycję przekazywaną w poszczególnych pracowniach. Oprócz nich wskazujemy również muzea posiadające najcenniejsze zbiory związane z pereborem. Szlak został zgłoszony do ogólnopolskiego konkursu „Siła Tradycji”, organizowanego przez środowisko turystyczne. Spośród projektów z całej Polski znalazł się w gronie trzech nominowanych do głównej nagrody. Nie zdobyliśmy statuetki, jednak sama nominacja oznaczała, że nasz szlak został bardzo wysoko oceniony – informuje.

Przedstawiciele Nadbużańskiego Uniwersytetu Ludowego w Husince uczestniczą także w licznych konferencjach. – Wydawnictwa oraz mapy, które przygotowaliśmy, sprawiają, że trafia do nas coraz więcej osób. Niedawno ze Stanów Zjednoczonych przyjechała osoba zainteresowana nauką tkania pereboru. Coraz częściej odwiedzają nas również wycieczki, grupy szkolne oraz osoby chcące rozmawiać o dziedzictwie. Bardzo podobną działalność prowadzi także pracownia w Hrudzie i wzajemnie doskonale się uzupełniamy. Nie wchodzimy sobie w zakres działań, ponieważ wiemy, że turyści chcą poznawać różne miejsca i przemieszczać się po regionie – zauważa Bożenna Pawlina-Maksymiuk.

Husinkę odwiedzają także uczestnicy wycieczek rowerowych oraz osoby podróżujące indywidualnie. Nadbużański Uniwersytet Ludowy mieści się w dawnej szkole w Husince i jest miejscem otwartym. – Odtwarzamy historię tej szkoły, zbieramy stare fotografie, dokumenty i pamiątki. Coraz więcej osób przynosi nam rodzinne zdjęcia, które powiększamy z myślą o stworzeniu stałej ekspozycji poświęconej dawnym uczniom szkoły. Zbieramy coraz więcej materiałów archiwalnych – stare zeszyty uczniów oraz inne pamiątki związane ze szkołą. Prowadzimy również szerokie działania  dotyczące prawidłowego szycia regionalnych strojów. Widać już efekty tej pracy. Coraz więcej Kół Gospodyń Wiejskich, otrzymując środki na nowe stroje, przyjeżdża do nas po konsultacje. Dzięki temu poznaliśmy wiele niezwykłych osób, między innymi rodzinę z Choroszczynki, czy Helenę Kłąb związaną ze szlachtą podlaską. W ich domowych kufrach zachowały się wyjątkowe pamiątki rodzinne. Zachęcamy ich także do przygotowania wpisu dotyczącego tradycji szlacheckich Podlasia – wskazuje.

W Husince mieści się siedziba Uniwersytetu Ludowego i pracownia tkacka;
fot. archiwum Uniwersytetu Ludowego w Husince

Prace nad przyjęciem na listę UNESCO

W ten sposób rozpoczęły się pierwsze działania związane z wpisaniem pereborów na Krajową Listę Niematerialnego Dziedzictwa Kulturowego UNESCO.

– Osoby, które już tkały, ale nie wykonywały jeszcze pereborów, wyraziły chęć nauczenia się tej techniki. To właśnie im jako pierwszym zaproponowałam udział w przygotowaniu wpisu na Krajową Listę Niematerialnego Dziedzictwa Kulturowego, realizowaną w ramach Konwencji UNESCO. Warto rozróżniać Krajową Listę Niematerialnego Dziedzictwa Kulturowego od światowej listy UNESCO. Krajowa lista funkcjonuje w ramach Konwencji UNESCO, natomiast wpis na światową listę stanowi kolejny etap. Perebory zostały wpisane na Krajową Listę Niematerialnego Dziedzictwa Kulturowego. Zaraz po tym wpisie otrzymaliśmy z Ministerstwa Kultury informację, że możemy rozpocząć starania o wpis na światową listę UNESCO – wyjaśnia.

Wkrótce na południowe Podlasie przyjechały stypendystki UNESCO z Białorusi i Ukrainy. – Podczas wspólnego spotkania ustaliliśmy zadania realizowane w poszczególnych krajach oraz przygotowania do wystąpień do ministerstw w sprawie opracowania dokumentacji. Plany przerwała pandemia, a następnie wybuch wojny na Ukrainie. W związku z tym dalsze działania zostały wstrzymane – mówi Bożenna Pawlina-Maksymiuk.

Wskazuje, że posiada bardzo bogatą dokumentację i materiały dotyczące samodzielnego przygotowania wniosku. Obecnie działania zostały wyhamowane, jednak dokumentacja jest stale uzupełniana, a w tym zakresie bardzo dużo się dzieje.

– Uczestniczymy w licznych konferencjach ogólnopolskich i bardzo często jesteśmy zapraszani jako depozytariusze niematerialnego dziedzictwa kulturowego. Paradoksalnie najmniej jesteśmy dostrzegani w naszym najbliższym środowisku – przyznaje.

Ostatnio Muzeum Południowego Podlasia przygotowało interesujący projekt dotyczący pereborów. – Wcześniej rozmawiałam z dyrektorem muzeum o naszych planach, ponieważ napisałam książkę oraz skrypt i planowałam opracowanie jego drugiej części. Muzeum podjęło podobną tematykę i przygotowało własny projekt. Cieszę się, że mogliśmy być inspiracją i że wykorzystano nasze pomysły. Podczas podsumowania projektu zapytałam dyrektora, czy rozmowa ze mną miała wpływ na jego koncepcję, i potwierdził, że tak – mówi Bożenna Pawlina-Maksymiuk.

Tkaczki pereborów są depozytariuszkami zanikającej tradycji;
fot. archiwum Uniwersytetu Ludowego w Husince

Ważna rola depozytariuszy

W związku z realizacją muzealnego projektu zrezygnowała z pisania drugiej części skryptu, ponieważ wiele zagadnień dotyczących wzornictwa zostało już w nim opracowanych. – Podczas podsumowania projektu profesor Katarzyna Smyk, ekspert w zakresie niematerialnego dziedzictwa kulturowego, zwróciła uwagę, że projekt został bardzo dobrze przygotowany, jednak pominięto część depozytariuszy. Na wystawie znalazły się przede wszystkim prace osób, które dopiero rozpoczęły swoją przygodę z tkactwem. Zależało nam, aby zaprezentowano również prace depozytariuszy, ponieważ jest to dla nich ważne wyróżnienie i motywacja do dalszej pracy – wskazuje Bożenna Pawlina-Maksymiuk. 

– Naszym zadaniem jest wspieranie ludzi i ich umiejętności. To właśnie depozytariusze są strażnikami niematerialnego dziedzictwa kulturowego. Muzeum ma za zadanie gromadzić, przechowywać i prezentować zbiory. Te dwie role powinny się wzajemnie uzupełniać – zaznacza.

Przez wiele lat nasze wzornictwo było nierozpoznawalne i często uważano je za białoruskie lub ukraińskie. – Jako depozytariusze dążymy do tego, aby było rozpoznawalne tak samo jak wzór łowicki czy kaszubski. Dziś nasz perebor zaczyna być coraz bardziej charakterystyczny dzięki swojej czystości formy. Jednocześnie należy pamiętać, że inne wzornictwo występuje we  włodawskim, a inne w nadbużańskim stroju podlaskim. Pojawiła się także trzecia nazwa określająca perebory z okolic Hołowna jednak nadal zbieramy materiały i jest jeszcze za wcześnie, aby o tym mówić – stwierdza Bożenna Pawlina-Maksymiuk.

Nadbużański Uniwersytet Ludowy w Husince zainicjował również konferencję „Niematerialne dziedzictwo kulturowe obszarów nadbużańskich w kreatywnych  przestrzeniach miejskich i wiejskich’’ w murach Akademii Bialskiej.  Okazała się ona dużym sukcesem. W murach uczelni spotkały się członkinie Kół Gospodyń Wiejskich, osoby zainteresowane kulturą oraz miłośnicy regionalnego dziedzictwa. W tym roku zorganizowano jej drugą edycję.

Uniwersytet Ludowy w Husince od lat kształci tkaczki pereborów;
fot. archiwum Uniwersytetu Ludowego w Husince

 Publikacja, dzięki starostwu

  – Szczególne podziękowania należą się staroście Mariuszowi Filipiukowi za sfinansowanie kosztów wydawnictwa pierwszej konferencji która odbyła się w 2023 roku. Jest to publikacja naukowa napisana w bardzo przystępny sposób. Zawiera artykuły pokonferencyjne poświęcone strojom, pieśniom oraz innym elementom tradycji. Trafia do zespołów folklorystycznych, Kół Gospodyń Wiejskich oraz wszystkich osób zainteresowanych kulturą regionalną i stanowi dla nich praktyczne źródło wiedzy – mówi założycielka Uniwersytetu Ludowego w Husince. 

W tym roku, dzięki wsparciu starostwa, prezydenta miasta i rektora, udało się wzbogacić konferencję również o prezentację produktów regionalnych. Do udziału zaproszono wszystkie Koła Gospodyń Wiejskich posiadające zarejestrowane produkty regionalne w Urzędzie Marszałkowskim lub wyróżnione Perłami. Mogły one zaprezentować swoje potrawy podczas wspólnego poczęstunku. Po raz pierwszy udało się zgromadzić przedstawicieli wszystkich tych środowisk w jednym miejscu. – Chcemy również umieścić ich pracę w dokumentacji fotograficznej wraz z krótkimi opisami, aby ta wiedza była dostępna także dla innych – zapowiada Bożenna Pawlina-Maksymiuk.

Dodaje, że dwa lata temu na konferencję zaproszono również Brodaczy ze Sławatycz. – Bardzo cieszy mnie, że przyjęli zaproszenie, choć ich tradycja związana jest z okresem zimowym, a konferencja odbywa się już wiosną, kiedy warunki do prezentacji ich strojów są znacznie trudniejsze – przyznaje.

Pod patronatem Nadbużańskiego Uniwersytetu Ludowego swoją pracę dyplomową przygotowywała Monika Tryfus. Studiowała grafikę i poszukiwała tematu pracy. Uczyła się również tkania w przyspieszonym tempie. – Bardzo cieszy mnie, że perebory znajdują swoje miejsce także we współczesnej sztuce – mówi Bożenna Pawlina-Maksymiuk. 

Bożenna Pawlina-Maksymiuk uważa, że wierne odtwarzanie tradycyjnego wzornictwa powinno odbywać się przede wszystkim u źródła. Tylko wtedy istnieje możliwość zachowania jego autentyczności. Osoby przyjeżdżające na krótkie kursy często nie poznają w pełni idei i znaczenia tego dziedzictwa. – Dlatego przekazujemy im nie tylko umiejętności techniczne, ale również wiedzę o jego historii i znaczeniu – wskazuje. 

Zauważa, że jeżeli ktoś inspiruje się regionalnym wzornictwem, powinien wyraźnie zaznaczyć, że jest ono inspirowane pereborem nadbużańskim wpisanym na Krajową Listę Niematerialnego Dziedzictwa Kulturowego.

– Jest to dla nas bardzo ważne. Zdarza się, że w internecie pojawiają się materiały przedstawiające osoby uczące się tkania przy białoruskich wzorach, które są następnie kojarzone z naszym dziedzictwem. Wprowadza to odbiorców w błąd – podkreśla. 

Bożenna Pawlina-Maksymiuk zauważa, że południowe Podlasie od wieków było miejscem współistnienia wielu kultur i narodowości. – Już od XIV wieku żyły tu różne społeczności, które potrafiły wzajemnie szanować swoje tradycje. Dzisiaj również powinniśmy pielęgnować tę postawę poprzez szacunek dla dziedzictwa kulturowego – zaznacza.

Perebory wyszywane są obecnie na strojach zespołów ludowych;
fot. archiwum Uniwersytetu Ludowego w Husince

Zastrzegą wzór?

Wskazuje, że istotne dla ochrony niematerialnego dziedzictwa kulturowego są działania podjęte przez Narodowy Instytut Dziedzictwa oraz Polski Urząd Patentowy. Wynikają one z tego, że elementy tradycyjnego wzornictwa coraz częściej są wykorzystywane w innych państwach. Przykładem jest ceramika bolesławiecka, której charakterystyczne wzory zaczęto wykorzystywać poza Polską. Wnioski o ochronę złożyli już również depozytariusze związani z koronkami koniakowskimi.

– Rejestracja w Polskim Urzędzie Patentowym jest bardzo ważna, ponieważ stanowi zabezpieczenie przed nieuprawnionym wykorzystywaniem i zniekształcaniem elementów niematerialnego dziedzictwa kulturowego Polski. Powinny one pozostać tożsame z tym, czym są u źródła. W zdecydowanej większości to właśnie tam powinny być wytwarzane, a także przekazywane w procesie edukacji – zaznacza.

Takie rozwiązania mogą w przyszłości pomóc w skuteczniejszej ochronie naszego dziedzictwa. – Już dziś pojawiają się różnego rodzaju nadruki wykorzystujące tradycyjne wzory. Samo ich wykorzystanie jest możliwe, jednak zawsze powinno być wyraźnie zaznaczone, z jakiego źródła pochodzi dany motyw i jaki jest jego pierwowzór. Nie jesteśmy w stanie samodzielnie odnaleźć wszystkich przypadków niewłaściwego wykorzystania wzornictwa ani zwrócić uwagi każdej osobie. Ochrona zapewniona przez Polski Urząd Patentowy umożliwia egzekwowanie przestrzegania tych zasad – wskazuje.

Rolą depozytariuszy jest bycie strażnikami wzornictwa i całego tego elementu niematerialnego dziedzictwa kulturowego. To niezwykle istotne, zwłaszcza że obecnie możliwe jest już zastrzeganie niektórych elementów wzornictwa. 

– Osoby uczące się tkania bardzo często łączą elementy różnych wzorów, wybierając to, co jest łatwiejsze do wykonania. Nam zależy na zachowaniu rozpoznawalności naszego wzornictwa i wiernym odtwarzaniu tradycyjnych wzorów. Oczywiście każdy ma prawo tworzyć własne kompozycje i je przekształcać, jednak oryginalne wzornictwo powinno pozostać zachowane – mówi Bożenna Pawlina-Maksymiuk.

Istotnym elementem działalności depozytariuszy jest również obowiązek składania co pięć lat dokumentacji dotyczącej tego, co dzieje się z danym elementem niematerialnego dziedzictwa kulturowego, na przykład z pereborem. Dokumentacja obejmuje informacje o działaniach podejmowanych w celu jego ochrony, popularyzacji, wykorzystania, promocji oraz edukacji związanej z tym dziedzictwem. 

Perebory prezentowane są również w czasie imprez gminnych i powiatowych;
fot. archiwum Uniwersytetu Ludowego w Husince

Współpraca z Akademią Bialską

Depozytariuszom pereborów bardzo dobrze układa współpraca z Akademią Bialską. Profesor dr hab. Jerzy Nitychoruk zaproponował współpracę, czego efektem było podpisanie porozumienia z uczelnią. – Dzięki temu mogliśmy rozpocząć wspólne działania związane z elementem szlaku turystycznego opracowanego w Nadbużańskim Uniwersytecie Ludowym w Husince. Jednym z jego elementów jest również przestrzeń przygotowana w Akademii Bialskiej, mieszcząca się w budynku dawnych biur Biaweny. Pokazujemy tam tradycje tkackie oraz mamy kolejne plany związane z wykorzystaniem maszyn włókienniczych – przekazuje Bożenna Pawlina-Maksymiuk. 

Uniwersytet Ludowy w Husince odkupił trzy ostatnie maszyny z Biaweny, które chce przekazać uczelni. Studenci mechaniki będą mogli uczyć się ich budowy i sposobu działania. – Moim marzeniem jest, aby raz w roku maszyny były uruchamiane produkcyjnie na potrzeby turystyki. Chcielibyśmy przygotowywać program turystyczny związany z tkactwem z dwuletnim wyprzedzeniem, aby mógł trafić również do międzynarodowych biur podróży. Taka niewielka fabryka mogłaby pokazywać proces powstawania lokalnych tkanin, a wykonane w ten sposób wyroby służyłyby później twórcom ludowym i regionalnemu pamiątkarstwu. Raz w roku powstawałaby określona liczba metrów tkaniny z jednym wzorem pereboru, a w kolejnym roku z następnym wzorem, aby nie doprowadzić do przesycenia rynku – mówi Bożenna Pawlina-Maksymiuk. 

Obecnie uczelnia buduje nowy obiekt, a rektor zadeklarował przekazanie pomieszczenia przeznaczonego na te maszyny, co pozwoli stworzyć odpowiednie warunki do realizacji tego przedsięwzięcia. Do tego czasu namiastka takiej pracowni powstała w jednym z pomieszczeń dawnego biura Biaweny, które obecnie służy uczelni do prowadzenia zajęć. – Znajdują się tam tradycyjne krosna, a od pana Jerzego Jaworskiego otrzymaliśmy wiele części wykorzystywanych kiedyś w maszynach włókienniczych. Udostępniono nam również strych, gdzie odnaleźliśmy stare księgi opisujące tkaniny produkowane przez Biawenę – zdradza Bożenna Pawlina-Maksymiuk.

Zachowało się bardzo mało pamiątek po Biawenie. – Dlatego przy każdej okazji zwracamy się z prośbą do osób posiadających dyplomy, dokumenty czy inne materiały związane z tą fabryką o ich udostępnienie. Był to zakład zajmujący około czternastu hektarów gruntów hal produkcyjnych, który w okresie największego rozwoju pracował na trzy zmiany. W pewnym okresie produkcja była większa niż w Łodzi. Dziś praktycznie nie pozostały po nim żadne pamiątki, ponieważ po likwidacji zakładu wszystko uległo rozproszeniu – mówi Bożenna Pawlina-Maksymiuk. 

– Gdyby udało się raz w roku, na przykład na trzy tygodnie w okresie wakacyjnym, uruchomić te maszyny z Biaweny, mogłyby powstawać tkaniny przeznaczone dla rodzimego przemysłu pamiątkarskiego. Byłoby to bardzo przydatne, ale również odpowiedziałoby na duże zapotrzebowanie na perebory. Obecnie czynnie działa zaledwie sześć tkaczek. W ciągu ostatnich kilku lat roczny kurs ministerialny w Nadbużańskim Uniwersytecie Ludowym ukończyło tylko osiem osób. Są również osoby, które potrafią tkać inne rodzaje tkanin i przyjeżdżają na krótkie kursy, jednak zawsze pozostaje obawa, czy będą wykonywały autentyczne wzory – zauważa Bożenna Pawlina-Maksymiuk.

Dzięki działalności Uniwersytetu Ludowego młodzież ma okazję poznać tradycje przodków;
fot. archiwum Uniwersytetu Ludowego w Husince

Pierwszy wpis z Lubelszczyzny

Na Akademii Bialskiej prowadzone są studia podyplomowe, w czasie których również jest poruszany temat pereborów. – Bardzo się cieszę, że jako depozytariusze pereoborów mogliśmy być pomysłodawcami kierunku "Niematerialne dziedzictwo kulturowe w turystyce", realizowanego przez Akademię Bialską. Do prowadzenia zajęć zaproszono najwybitniejszych specjalistów  z  Polski zajmujących się niematerialnym dziedzictwem kulturowym na UMCS w Lublinie, a także wykładowcó Akademii Bialskiej – informuje Bożenna Pawlina-Maksymiuk. 

– Mam również przyjemność prowadzić tam zajęcia praktyczne. Pokazuję uczestnikom studiów niematerialne dziedzictwo kulturowe naszego regionu. Pierwszy rocznik jest już za nami. Uczestniczyły w nim osoby z Podlasia pracujące na rzecz lokalnych społeczności. Była to dla nich bardzo cenna wiedza. Wszystkie osoby, które ukończyły studia, chcą przygotować wnioski o wpis na Krajową Listę Niematerialnego Dziedzictwa Kulturowego dotyczące elementów i dobrych praktyk dziedzictwa z obszaru nadbużańskiego. Bardzo się cieszę, że trwa już drugi nabór na kierunek studiów podyplomowych Niematerialne dziedzictwo kulturowe w turystyce. Korzystając z okazji, serdecznie zapraszam wszystkich miłośników dziedzictwa kulturowego  a także osoby zainteresowane studiowaniem na tym wyjątkowym kierunku turystycznym w Akademii Bialskiej. Już można aplikować – zachęca.

Wśród uczestników są przewodnicy, nauczyciele oraz osoby, które również mają pomysł na przygotowanie kolejnych wniosków. – Bardzo mnie to cieszy, ponieważ nasze województwo ma najmniej wpisów na Krajową Listę Niematerialnego Dziedzictwa Kulturowego. Perebor był praktycznie pierwszym wpisem z Lubelszczyzny. Przez kolejne lata nie pojawiały się następne zgłoszenia, dopiero później zaczęły być przygotowywane kolejne wnioski wśród nich tradycje Brodaczy ze Sławatycz. Obecnie Lubelszczyzna bardzo intensywnie rozwija działania związane z wpisami na Krajową Listę Niematerialnego Dziedzictwa Kulturowego i nadal prowadzimy w tym zakresie szeroką współpracę – mówi na koniec Bożenna Pawlina-Maksymiuk.

Perebory są tematem różnych wystaw i konferencji;
fot. archiwum Uniwersytetu Ludowego w Husince

 

Czytaj też:

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama Okna Artpol
Reklama
Reklama
Reklama
KOMENTARZE
Autor komentarza: obserwator Treść komentarza: Faktycznie, stan niektórych ciężarówek przypomina stan znajomości twoich zasad ortografii i interpunkcji. Data dodania komentarza: 30.07.2026, 00:33 Źródło komentarza: Tragedia w Jedlance. Nie żyje rowerzystka Autor komentarza: Tylko Pis . Treść komentarza: Nie wiem jak jest w tym wypadku ale ogólnie kierowcy ciężarówek to zakała na drogach . Nie raz miałem takie przypadki , że jadąc w terenie zabudowanym 50 km/ h taki szofer z ciężarówki mi trąbi i światłami błyka , że mu za wolno . Wiele ciężarówek jest przeładowanych i towar nie jest odpowiednio zabezpieczony pasami . Stan niektórych techniczny niektórych ciężarówek woła o pomstę do nieba . Sporo jest filmików na You Tube o stanie technicznym polskich ciężarówek . Dlatego powinno być jak najwięcej kontroli przez Inspekcję Transportu Drogowego , Izbę Celno Skarbową i oczywiście Policję . Data dodania komentarza: 29.07.2026, 12:42 Źródło komentarza: Tragedia w Jedlance. Nie żyje rowerzystka Autor komentarza: Janovia też ? Treść komentarza: Pytanie może być tylko jedno, to kto zostanie przerobiony na ,,pasztet,, ? Lesovia, czy jednak ,,Pasztet,, ? Data dodania komentarza: 29.07.2026, 09:41 Źródło komentarza: Znamy pary I rundy Pucharu Polski Autor komentarza: lover - ch**over Treść komentarza: Chłop z brzuchem już nie biega na obronie więc będzie dobrze. Data dodania komentarza: 28.07.2026, 23:45 Źródło komentarza: Przy zamkniętych trybunach [GALERIA ZDJĘĆ] Autor komentarza: slwa Treść komentarza: Zapytanie do google i : "Już 2 sierpnia o godzinie 17:00 na stadionie przy ul. Warszawskiej 15 w Łukowie odbędzie się wyjątkowe wydarzenie – mecz I rundy Pucharu Polski, w którym Pasztet Team zmierzy się z Lesovią Trzebieszów. Pasztet Team tworzą ludzie, których połączyła wieloletnia przyjaźń i miłość do piłki. To starzy kumple z boiska, którzy przez lata spotykali się, by po prostu pograć dla przyjemności. W pewnym momencie postanowili, zamiast ograniczać się do sparingów i rekreacyjnych spotkań, zgłosić drużynę do oficjalnych rozgrywek Pucharu Polski." Data dodania komentarza: 28.07.2026, 22:43 Źródło komentarza: Znamy pary I rundy Pucharu Polski
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama