Co było bezpośrednią inspiracją do napisania scenariusza?
Pomysł wyszedł od Roberta Soldata, który znał podobną historię ze swoich okolic. Pomyślał, że warto byłoby ją upamiętnić, bo jest niespotykana. Szczególnego znaczenia nabiera ona w obecnych, niebezpiecznych czasach, kiedy relacje z Rosjanami są bardzo trudne. W przeszłości sytuacja również była niebezpieczna.
Na ile historia przedstawiona w spektaklu jest autentyczna?
Nie znam dokładnie prawdziwej historii. Dostałam właściwie tylko kilka zdań na jej temat. Wiedziałam, że byli tacy ludzie, przeżyli określone wydarzenia, wrócili do Polski, a mężczyzna podążył za dziewczyną. Cała reszta jest fikcją literacką stworzoną po to, żeby poruszyć emocje odbiorców.
Historia tych konkretnych ludzi była właściwie tylko tłem. Spektakl jest bardzo swobodną parafrazą ich losów. Chodziło przede wszystkim o to, żeby poprzez tę opowieść pokazać martyrologię naszego narodu, a szczególnie unitów – ich prześladowania i zsyłki przez władze carskie.
Zależało mi również na pokazaniu rozpaczy ludzi, których rodziny były rozdzielane, oraz poświęcenia kobiet, które podążały za swoimi mężami na Syberię. Teoretycznie nie musiały wyjeżdżać, ale decydowały się na to, żeby nie rozbijać rodzin.
Chcieliśmy przynajmniej nakreślić atmosferę tamtych wydarzeń i przypomnieć, że ludzie byli zsyłani za działalność polityczną, wiarę, patriotyzm, miłość do ojczyzny czy chęć posługiwania się językiem polskim.
Historię doprowadzasz aż do odzyskania przez Polskę niepodległości.
Tak. Bohater wraca wtedy i odnajduje swoją ukochaną. Jest człowiekiem ze Wschodu, który mimo wszystko podąża za dziewczyną, ponieważ miłość okazuje się ważniejsza od polityki. Namawiano go, żeby został w Rosji, ale on nie chciał. Poszedł za swoją miłością, przybył do Polski i z czasem przyzwyczaił się do tego miejsca.
Co właściwie oznacza tytuł „Miłość, silniejsza niż Sybir”?
– Chodzi o to, że miłość jest w stanie przezwyciężyć wszystko. Sybir oznaczał bardzo surowe warunki – mróz, śnieg i głód. Mimo tego miłość odgrywała bardzo ważną rolę, ponieważ pomagała ludziom przetrwać.
Najpierw połączyła dwie rodziny poprzez przyjaźń i chęć pomocy drugiemu człowiekowi. Nie miało znaczenia, czy ktoś był Polakiem, Rosjaninem czy przedstawicielem innej narodowości. Najważniejsze było to, że trzeba pomóc drugiemu człowiekowi przetrwać w bardzo trudnych warunkach.
Tytuł ma również drugie znaczenie. Na Syberii próbowano złamać tych ludzi. Unitów próbowano zmusić do przejścia na prawosławie i sprawić, żeby stali się Rosjanami. Oni pozostawali jednak wierni swojej wierze. Miłość do wiary i ojczyzny również okazała się silniejsza niż warunki, w których przyszło im żyć.
Kim są Bazyli i Bolusia?
Bazyli był młodym chłopakiem, synem strażnika. Brał przykład ze swojego ojca i wiedział, że trzeba pomagać ludziom. Zakochał się w Bolusi. Praktycznie dorastali razem i spędzali ze sobą dużo czasu. Ona uczyła go swojego języka i opowiadała mu o Polsce, natomiast on pomagał jej przetrwać.
Z czasem jego uczucie stało się na tyle silne, że nie widział innego wyjścia niż podążenie za nią. Po rewolucjach i zawirowaniach w Rosji nie miał już tam właściwie nikogo. Ojciec zmarł, więc Bazyli chciał zmienić swoje życie i być blisko ukochanej.
Kiedy przybył na nasze tereny, zaczął jej szukać. Ostatecznie zakochał się nie tylko w dziewczynie, ale również w Polsce. Bolusia budowała w nim tę miłość już wcześniej – poprzez swoje modlitwy, piosenki, wiersze i opowieści o ojczyźnie.
Czy scenariusz, który napisałaś, różnił się od tego, co zobaczyła publiczność?
Jestem scenarzystką, ale napisałam przede wszystkim pierwowzór. Mój zamysł był bardziej filmowy, dlatego nie wszystko można było bezpośrednio przenieść na scenę. Podczas przygotowań Edyta Tyszkiewicz, reżyserka spektaklu, po konsultacjach ze mną dopisywała i zmieniała pewne elementy, żeby całość miała bardziej sceniczny charakter. Główny trzon historii pozostał jednak bez zmian.
Mam nadzieję, że kiedyś uda się zrealizować również tę pierwotną, bardziej filmową koncepcję.
Co chciałaś przekazać widzom?
Przede wszystkim chciałam wzbudzić emocje i przekazać dużo patriotyzmu. Zależało mi na osadzeniu opowieści na tle wydarzeń historycznych ważnych dla naszego regionu, które wywarły ogromne piętno na ludziach żyjących tutaj w przeszłości.
Jakie wydarzenia historyczne pojawiają się w spektaklu?
Historia zaczyna się od zsyłki unitów. Nie chcieli przejść na prawosławie, dlatego spotykały ich represje i byli zsyłani na Syberię. Ważnym elementem były również wydarzenia związane z potajemnym udzielaniem chrztów i ślubów. Za takie działania także groziły represje.
Później pojawia się I wojna światowa, która przyniosła nadzieję na odzyskanie wolności, Legiony Piłsudskiego i odzyskanie niepodległości. Jest również odniesienie do Cudu nad Wisłą. Zależało nam na pokazaniu najważniejszych wydarzeń prowadzących do odzyskania przez Polskę niepodległości.
Co było najtrudniejsze podczas pisania scenariusza?
Wymyślenie takich scen, które można byłoby zagrać w naszych warunkach i z udziałem aktorów amatorów. Nie mieliśmy zawodowych aktorów, profesjonalnej scenografii ani scenografa. Wszystko powstawało wspólnymi siłami.
Scenariusz trzeba było później dostosować do rzeczywistych warunków. Chciałam, żeby przedstawienie nie było zbyt trudne do zagrania dla amatorów, a jednocześnie pozwoliło przekazać jak najwięcej informacji.
Dlatego tak dużą rolę otrzymał narrator?
Tak. Narrator prowadził całą opowieść i wyjaśniał poszczególne sceny. Dla osób, które po raz pierwszy grały w napisanej dla nich sztuce, zapamiętanie tak dużej liczby informacji byłoby trudne. Jednocześnie chcieliśmy opowiedzieć o rozległych wydarzeniach historycznych.
Wiedziałam również, że mogą pojawić się problemy ze scenografią czy kostiumami, a historię mimo wszystko trzeba było przedstawić. Dlatego słowo odgrywało tak ważną rolę.
Jak oceniasz gotowy spektakl?
Jestem bardzo zadowolona, ale mam też ogromny niedosyt. Było mi za mało tej sztuki. Chciałabym, żeby historia trwała dłużej, żeby można było pokazać wcześniejsze albo późniejsze lata i bardziej ją rozwinąć. Jak na pierwszy raz wyszło jednak super.
Najbardziej jestem zadowolona z aktorów. Zorganizowali świetne stroje i scenografię, naprawdę stanęli na wysokości zadania. Jak na amatorów, pierwszy występ i niewielką liczbę prób zagrali fantastycznie.
Nigdy wcześniej nie planowaliśmy przygotowywania spektakli. Byliśmy klubem genealogicznym, zajmowaliśmy się genealogią i historią, a nie przedstawieniami. Tym bardziej jestem zadowolona z tego, co powstało.
A jakie emocje towarzyszyły ci podczas premiery?
Byłam bardzo wzruszona. Nie tylko dlatego, że była to napisana przeze mnie sztuka. Od początku zależało mi na tym, żeby przedstawienie poruszało ludzi.
Sam tekst nie zrobiłby tego bez gry aktorów. To oni przekazali jego treść i zrobili to tak pięknie, że sama kilka razy płakałam. Widziałam również, że publiczność była autentycznie wzruszona.
Będzie ciąg dalszy?
Wiem, że aktorzy chcą jeszcze grać. Nie wiem, czy wszyscy, ale większość chciałaby kontynuować wystawianie tej sztuki. Mamy już zaproszenia.
Są również osoby, które chciałyby przygotowywać kolejne przedstawienia. Jeżeli tak się stanie, bardzo chętnie podejmę się dalszego pisania. Możemy wspólnie pracować nad kolejnymi scenariuszami. Sprawia mi to ogromną przyjemność i czuję, że się w tym realizuję.
Czytaj też:


Napisz komentarz
Komentarze