Przypomnijmy, że 2 sierpnia na pomniku prezydenckiej pary na pl. Wojska Polskiego zawisł baner z napisem "konstytucja". Policja wszczęła dochodzenie. Na podstawie zabezpieczonych nagrań z monitoringu miejskiego wytypowano osoby, które baner zawiesiły. Tego samego dnia policja weszła do domu Stanisława Dembowskiego, członka KOD. Przeszukano mieszkanie, zatrzymano telefon komórkowy i aparat fotograficzny, a podejrzanego zabrano na komendę celem przesłuchania.
Ryszard Filipiuk, który również usłyszał zarzut znieważenia pomnika, gdyż miał towarzyszyć Dembowskiemu, opowiadał natomiast, w jaki sposób, pod jego nieobecność policjanci weszli do jego domu 3 sierpnia. Przeszukali mieszkanie i wezwali mężczyznę do stawienia się w komendzie 4 sierpnia, strasząc, że jeśli się nie stawi, wyślą za nim list gończy. Mężczyzna już wówczas zwracał uwagę na to, że nie dostał żadnego wezwania na komendę na piśmie, a policjanci wchodząc do jego domu o 6.30 rano wystraszyli domowników, w tym małą wnuczkę i nie przedstawili nakazu przeszukania.
Sąd odniósł się również, do zachowania samych oskarżonych o zawieszenie banneru na pomniku. W uzasadnieniu sąd tłumaczy: "Zachowanie obwinionych stanowiło realizację dopuszczalnego prawa do krytyki i wyrażania opinii. Tym bardziej że w stosunku do członków władz państwowych granice dozwolonej krytyki są znacznie szersze aniżeli w stosunku do osoby prywatnej".
O samej akcji policji w ich domach, której zatwierdzenie przez prokuraturę sąd uznał za bezzasadne, Filipiuk mówi ostro: - Uważam, że była to akcja zrobiona na potrzeby polityczne.
Cały artykuł przeczytacie w najnowszym numerze i e-wydaniu Słowa Podlasia, nr 40

















Napisz komentarz
Komentarze