Pan Sławomir mieszkał sam w drewnianym domu w Wohyniu. W środę 25 stycznia po południu wracał po pracy do domu. – Pomagałem jeszcze kościelnemu na cmentarzu. Jechałem do domu i zobaczyłem kłęby dymu – opowiada mężczyzna.
Szybko zadzwonił na numer alarmowy, ale dom na jego oczach stanął w płomieniach. – Nic nie dało się zrobić – mówi pan Sławomir. Pozostało mu tylko stać i patrzeć, jak strażacy walczą z ogniem.
Akcja strażacka trwała trzy godziny. Strażacy z radzyńskiej Komendy Powiatowej PSP oraz OSP z Wohynia i Suchowoli gasili jeden dom i walczyli, aby ogień nie przeniósł się na drugi budynek, stojący obok, gdzie zaczęła się już palić cześć dachu. Ten dom to również własność pana Sławomira.
Aneta Franczuk
Cały artykuł czytaj w papierowym i elektronicznym wydaniu "Słowa" nr 5 z 31 stycznia

















Napisz komentarz
Komentarze