Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
sobota, 9 maja 2026 17:05
Reklama
Reklama
Reklama

Czy odnajdzie swoje miejsce na ziemi?

Pani Walentyna do Białej Podlaskiej przyjechała z Wilna w latach 90. za miłością. Stąd pochodził jej mąż. Kilkanaście lat temu mężczyzna zmarł. Wtedy też zaczęły się jej problemy mieszkaniowe. I choć kobieta nie wyobraża sobie życia poza ukochaną Białą, niewykluczone, że będzie zmuszona ją wkrótce opuścić.
Czy odnajdzie swoje miejsce na ziemi?

Swojego drugiego męża, bialczanina, pani Walentyna poznała w Wilnie. Ale jak przyznaje, nie było to nagłe uczucie, które przewróciło jej życie do góry nogami. Może też z tego względu, że była kobietą z bagażem trudnych życiowych doświadczeń. 

Szczęście przeplatane tragedią

Z domu rodzinnego w Witebsku na Białorusi, gdzie pani Walentyna przyszła na świat, wyprowadziła się bardzo wcześnie. W wieku 12 lat ciotka zabrała ją ze sobą do Wilna, jako pomoc domową. Młoda dziewczyna musiała nauczyć się samodzielności, a przede wszystkim ciężkiej pracy. Później przyszły pierwsza miłość, ślub i narodziny dziecka – rodzinne szczęście przeplatane było tragicznymi zdarzeniami.

– Bardzo wcześnie zostałam wdową. Mój pierwszy mąż zginął w wypadku. Samotnie wychowywałam syna – opowiada pani Wala.

Przez 25 lat była sama i pewnie by już tak zostało, gdyby nie znajomi, którzy na siłę zaczęli ją swatać. – Często przyjaciele pytali mnie: "Walu, czemu ty nie majesz jakiego chłopa?". Pomyślałam, że syn jest już dorosły i że może warto spróbować ułożyć życie na nowo – wspomina.

I tak podczas jednego z wieczorów spędzanych w gronie przyjaciół poznała swojego przyszłego męża. – Mieszkał w hotelu w Wilnie, był budowlańcem. Przyjechał z Białej Podlaskiej na kontrakt. Stawiał nasz cmentarz i filharmonię. Spotykaliśmy się podczas wieczorków tanecznych i koncertów organizowanych dla Polaków – dodaje.

Znajomość się rozwijała, ale o ślubie nie mogło być mowy. – On miał swoją rodzinę. Dopiero później zaczęłam przyjeżdżać z nim do Białej, najczęściej na święta. Wtedy dla Polaków przebywających na kontrakcie podstawiany był specjalny autobus, którym wszyscy jechali na kilka dni do domu.

Walunia, zbieraj się!

Wtedy przyjazdy do Białej Podlaskiej pani Walentyna traktowała tylko jako kilkudniową wycieczkę. Stała, satysfakcjonująca praca krawcowej w wileńskim domu mody, znajomi, rodzina – to wszystko sprawiało, że kobieta czuła się szczęśliwa na Litwie i nie chciała tego zmieniać. 

– Nie chciałam wyjeżdżać. Może zarobki u nas były mniejsze niż w Polsce, ale była praca. Nie cierpiałam głodu, miałam ubranie i wszystko, co było mi do życia potrzebne – opowiada.

Wszystko zmieniła jedna noc. – Jak u nas na Litwie zaczęła się zawierucha związana z pierestrojką, naszych Polaków zabrali w autobus i mieli oni wracać do Polski. Późną nocą przybiegł do mnie z krzykiem: "Walunia, zbieraj się szybko i jedź do matki na Białoruś, stamtąd cię zabiorę". Nie docierało do mnie, o co chodzi. Powiedziałam mu, że nie wyjadę, bo jutro w fabryce zaczynamy pracę nad nowym projektem ubiorów. Popatrzył na mnie i zapytał: "No co nie chcesz? Nie pojedziesz?".

I to chyba świadomość, że mężczyzny, który stał jej się bliski, może nigdy już nie zobaczyć, sprawiła, że zdecydowała się na wyjazd do rodzinnego Witebska. – W 1991 roku, gdy był już wdowcem, wzięliśmy ślub w wileńskim Urzędzie Stanu Cywilnego. Szybka uroczystość, wypiliśmy szampana, a na drugi dzień mąż wyjechał do Polski – wspomina pani Wala.

Kilka miesięcy później dołączyła do swojego męża i wraz z nim zamieszkała w Białej Podlaskiej. Ale Polska nie od razu stała się dla niej przyjaznym miejscem. Kobiecie trudno było się zaaklimatyzować w obcym kraju. 

Choroba silniejsza...

Dobrze pamięta łzy wzruszenia i szczęścia, które płynęły jej po policzkach, gdy w 1994 roku, dokładnie w dniu obchodów rocznicy uchwalenia Konstytucji 3 Maja, nadano jej polskie obywatelstwo.

Kobieta od dziecka przyzwyczajona była do ciężkiej pracy, dlatego nie mogąc dłużej znieść bezczynności, postanowiła poszukać jakiegoś zajęcia. Gdy posłyszała, że są przyjęcia w bialskich Zakładach Włókienniczych Biawena, bez wahania podjęła tam pracę.

– W Biawenie było zupełnie inaczej niż w fabrykach, w których pracowałam na Litwie. Brud, smród, potworny hałas maszyn i ciemne hale. Nie było lekko. Wracałam do domu po ośmiogodzinnej zmianie, zakrywałam głowę kołdrą i płakałam. Mąż wtedy zawsze na mnie krzyczał, bo on był przeciwny temu, żebym pracowała – opowiada.

Nadzieja na przyjazny kąt

Pani Walentyna została sama w obcym kraju, w mieście, które przez te wszystkie lata – mimo często trudnych chwil – zdążyła pokochać. Tu jednak przyszedł kolejny cios. Okazało się, że w testamencie męża nie została uwzględniona jako osoba dziedzicząca. Wtedy zaczęły się jej problemy z mieszkaniem. Z domu, w którym mieszkała z mężem, wyprowadziła się. 

Od tamtej pory pani Wala wynajmuje stancję. To jednak wiąże się z kosztami, na które ją nie zawsze stać. – Może ktoś chciałby przygarnąć mnie do siebie, w zamian za pomoc w domu? – zastanawia się pani Wala.

Monika Pawluk

Więcej na ten temat w papierowym lub elektronicznym wydaniu "Słowa" nr 11.


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
KOMENTARZE
Autor komentarza: RysiekTreść komentarza: Legia to gó..o tak jak i WPR!!!! Wstyd żeby tak się zachowywać. Złapać i ukarać i to porządnie.Data dodania komentarza: 9.05.2026, 06:39Źródło komentarza: Akty wandalizmu w gminie Łosice. Zniszczona wiata i pomazane bulwary [ZDJĘCIA]Autor komentarza: AnonimTreść komentarza: GratulacjeData dodania komentarza: 8.05.2026, 20:13Źródło komentarza: Z OSTATNIEJ CHWILI. Radzyń Podlaski. Marcin Kowalczyk pokieruje szpitalemAutor komentarza: NazarTreść komentarza: Masz trochę racji Cezary . Na Terebeli I i II nic ciekawego nie ma . Sama drobnica . Leszcze skarłowaciały nie słyszałem aby ktoś tam złowił Leszcze ponad 2 kg czy Japońce ponad kilo . Co do żwirowni w Woskrzenicach to też racja .... napuścili tam tych ryb , aż woda się gotuje , że nawet dziecko 10 letnie łowi karpie czy dziadek jesiotry . Takie zbiorniki dla dziadków z Białej . Na Terebelach nic konkretnego nie łowią a na Woskrzenicach ryb aż się gotuje bo to prywatny zbiornik wioskowy . Prawdziwy wędkarz na Bugu łowi , na jeziorach mazurskich , do Szwecji na szczupaki jedzie ale musi być i Terebela jak i Woskrzenice dla dziadków i uczących się łowić bo i oni muszą posiedzieć . Sumy to najlepsze ryby a jakie z nich kotlety dobre !!!Data dodania komentarza: 8.05.2026, 13:05Źródło komentarza: Przed nami Otwarte Towarzyskie Zawody Spinningowe o Puchar Wójta Gminy SosnówkaAutor komentarza: Czarek WędkarstwoTreść komentarza: Nałapiecie tak jak i nałapaliście w zeszłym roku w Mostach . Ha ha ha . Nie umiecie łowić to i w Sosnówce nie nałapiecie . Parę skrótów i to wszystko ha ha ha . Tylko wam w Terebeli siedzieć i łowić sumiki karłowwate lub leszczyki po 25 cm ha ha ha . Albo na komercji ,hodowlanej gdzie ryba na rybie w Woskrzenicach dla starych dziadków z Białej . Zawody trzeba zrobić ktoś coś tam złowi ale większość to lepiej niech łowi simiki karłowate i leszczyki w Terebeli lub na komerscji Hodowlanej w Woskrzenicach .... tam złowicie ha ha ha .Data dodania komentarza: 7.05.2026, 08:34Źródło komentarza: Przed nami Otwarte Towarzyskie Zawody Spinningowe o Puchar Wójta Gminy SosnówkaAutor komentarza: ChudyTreść komentarza: gest gestem gra grą. Akurat jedno i drugie zatrybiło. W sobotę wszyscy na halę podziękować chłopakom za dobry sezon. Mam nadzieje, że zakończony wygraną i utrzyma siódme miejsce.Data dodania komentarza: 7.05.2026, 07:58Źródło komentarza: Ogolili głowy i Stal Gorzów
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama