Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
wtorek, 7 kwietnia 2026 23:17
Reklama
Reklama

Dramat zwierząt. Psy topiły się w smole [ZDJĘCIA+WIDEO]

W środowe przedpołudnie, 12 maja, zwróciła się do nas z apelem o pomoc zrozpaczona Czytelniczka. Dwa psy ugrzęzły w zbiorniku ze smolnym lepikiem, który znajduje się przy ul. Towarowej w Chełmie. Zwierzaki potrzebowały natychmiastowej pomocy.
Dramat zwierząt. Psy topiły się w smole [ZDJĘCIA+WIDEO]
Dwa psy wyciągnięte przez strażaków ze smolnego rozlewiska walczą o życie

Źródło: własne i nadesłane

Na miejscu okazało się, że zwierzęta były już wyciągnięte ze smolnej pułapki. Jak się jednak okazało, był to dopiero początek walki o ich życie. Psiaki były prawie całe oblepione lepką mazią. Co więcej, żaden z miejscowych weterynarzy nie chciał udzielić pomocy na miejscu. Przekazywali tylko telefoniczne zalecenia dotyczące tego, żeby próbować wywabiać lepik z sierści zwierząt przy pomocy oleju i innych naturalnych tłuszczy.

Poniżej galeria zdjęć i dalsza część artykułu.

– Przybyli na miejsce strażacy wykazali się nadzwyczajną empatią. Nie tylko wyciągnęli nasze psy ze smoły, ale także pomagali nam udzielić pomocy, a nawet dzwonili po instytucjach, które potencjalnie mogłyby nam w tej ciężkiej sytuacji pomóc. Do lokalnego środowiska weterynaryjnego mam natomiast wielki żal. Rozumiem, że nie zdecydowali się podjąć kompleksowego leczenia, ale żaden z nich nie chciał się zgodzić, by przyjechać, podać psom choćby środki przeciwbólowe i uspokajające – mówi drżącym głosem nasza Czytelniczka.

Robiliśmy co w naszej mocy

Ze swojej strony członkowie redakcji wsparli właścicieli zwierząt pomocą w poszukiwaniu ratunku u profesjonalistów. Obdzwanialiśmy gabinety weterynaryjne, począwszy od tych w najbliższym regionie. Pozytywny odzew uzyskaliśmy dopiero od jednej z lubelskich placówek. Naszych Czytelników udało nam się także skontaktować ze Stowarzyszeniem Chełmska Straż Ochrony Zwierząt, które zadeklarowało wszelką możliwą pomoc, jaką jest w stanie zaoferować.

Udaliśmy się też na miejsce zdarzenia. Widok, jaki zastaliśmy, był straszny. Cała rodzina, starając się ratować psiaki, metodycznie wywabiała smołę z sierści i ciał zwierząt. Dodatkowo zapach i skomlenie udręczonych zwierząt utrudniały prace i tak przejętych członków rodziny naszej Czytelniczki. Odbiło się to także na nich. Jedna z kobiet zemdlała i zespół ratownictwa medycznego musiał zabrać ją na SOR. Na szczęście po przeprowadzonych badaniach okazało się, że to nic poważnego.

Obejrzeliśmy także samo rozlewisko smoły. Tafla lepiku, o wymiarach mniej więcej 5 na 10 metrów, przykryta cienką warstwą piachu, pozornie nie budziła skojarzeń z niebezpieczeństwem. Pod wpływem rosnącej temperatury gęsta, ropopochodna substancja błyskawicznie wciągała wszystko, co znalazło się na jej powierzchni.

Ludzie z powołaniem

W międzyczasie „mediowaliśmy” między specjalistami z Lubelskiego Centrum Małych Zwierząt, które zadeklarowało pomoc, a właścicielami zwierząt. Udało się ustalić wszystkie szczegóły. Pozostała kwestia transportu. Ten zapewniły członkinie Stowarzyszenia Chełmskiej Straży Ochrony Zwierząt, które przybyły na miejsce, zabezpieczyły zwierzęta i przewiozły je do kliniki weterynaryjnej. Do Chełma wróciły późnym wieczorem.

Wyrazy uznania należą się także personelowi lubelskiej placówki, który w licznej obsadzie natychmiast wziął się do pracy. Stan zwierząt jest bardzo zły. W gorszym jest suczka. Podczas transportu dostała drgawek, wymiotowała smołą. Ropopochodna substancja dostała jej się także do oczu i uszu. 

Poszukiwanie winnych

Przy okazji całej tej sytuacji, na właścicieli posesji, na której znajduje się smolne rozlewisko, wylało się morze inwektyw, włącznie z wulgarnymi oskarżeniami o brak wyobraźni i odpowiedzialności. Postanowiliśmy wybadać sprawę. I okazuje się, że jest ona znacznie bardziej złożona.

Skontaktowaliśmy się zarówno z delegaturą Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska, chełmskim magistratem, jak i samym zainteresowanymi. Z informacji przekazanej nam przez urząd miasta wynika, że magistrat wydał decyzję, w której zobowiązał właścicieli nieruchomości przy ul. Towarowej do usunięcia z terenu działki substancji ropopochodnej. Przed wydaniem decyzji, na miejscu przeprowadzono kontrolę. Zdaniem urzędników, jednocześnie zobowiązano ich do właściwego zabezpieczenia posesji. Właściciele, nie zgadzając się z decyzją urzędu miasta, odwołali się od niej. Samorządowe Kolegium Odwoławcze utrzymało jednak decyzję magistratu w mocy. Właściciele złożyli więc skargę na decyzję do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Lublinie, wnosząc jednocześnie wniosek o wstrzymanie wykonalności decyzji i dodając, że na chwilę składania wniosku nie występuje ryzyko szkody w środowisku. WSA w Lublinie przychylił się do wniosku i wydał postanowienie (z dnia 22 września 2021 r.) o wstrzymaniu wykonalności decyzji. Jednocześnie Wojewódzki Sąd Administracyjny w Lublinie postanowieniem z dnia 11 stycznia 2022 r. utrzymał w mocy decyzję zobowiązującą właścicieli do usunięcia odpadów. Decyzję ponownie zaskarżono, tym razem do Naczelnego Sądu Administracyjnego w Warszawie. W tej chwili trwa oczekiwanie na decydujący werdykt, który wyda NSA. Cała procedura odwoławcza wstrzymuje natomiast nakaz wykonania pierwotnego postanowienia chełmskich urzędników.

Właściciele poszkodowani?

Jednocześnie okazuje się, że postawa dysponentów wspomnianej nieruchomości przy ul. Towarowej również nie jest bezzasadna. Jak nam przekazują, zostali oszukani przez poprzedniego właściciela – jedną ze spółek skarbu państwa, która nie poinformowała, że takie substancje znajdują się na terenie posesji. Okazało się to dopiero po tym, jak nowi nabywcy chcieli zniwelować teren na własny użytek.

– Poinformowano nas tylko, że pod spodem znajdują się odpowiednio zabezpieczone zbiorniki z wodą. Nikt nas natomiast nie uprzedził o obecności węglowodorów. Kiedy okazało się, że jest tu taka substancja, robiliśmy, co mogliśmy, żeby zabezpieczyć ten teren, żeby lepik nie rozlewał się na samą ulicę. Nie jesteśmy jednak w stanie zrobić wszystkiego we własnym zakresie, a tym bardziej zutylizować tych odpadów, bo znajduje się to poza naszym zasięgiem finansowym. Poza tym powinna to zrobić spółka, do której teren należał wcześniej. Wciąż próbujemy dociekać swoich praw w nierównej konfrontacji z poprzednim właścicielem, ale stoimy na z góry straconej pozycji – mówi jeden z obecnych posiadaczy nieruchomości.

Medialna sprawa

Słowa naszego rozmówcy zdaje się potwierdzać komentarz, który pojawił się pod wpisem prezydenta miasta, Jakuba Banaszka, na jednym z portali społecznościowych.

– W całej tej tragicznej sytuacji należy mieć na uwadze że ta substancja nie jest tam od wczoraj, ale od kilkudziesięciu lat. To pozostałość po poprzednim właścicielu terenu czyli spółce Skarbu Państwa - PKP S.A. To nie pierwszy przypadek w kraju, gdzie PKP sprzedało grunt z „niespodzianką” i pozbyło się problemu z chwilą przeniesienia własności na nowego właściciela, zastrzegając w umowie sprzedaży, że nabywca nie ma prawa mieć roszczeń w stosunku do PKP w przypadku wystąpienia takich sytuacji. Tak samo było na terenie dawnej lokomotywowni obecnej Castoramy. PKP doskonale wie, że utylizacja takiej ilości takich substancji to setki tysięcy złotych, więc po co ponosić koszty, jak można to „przerzucić” na przypadkowego Kowalskiego. Taka patologia na skalę kraju. Dlatego uważam, że przez najbliższe lata nic z tym nie zostanie zrobione, bo trudno wymagać od obecnego właściciela, który nie kupował nieruchomości z „niespodzianką”, by dziś wydał kilkunastokrotność wartości samego gruntu na utylizację pozostałości po spółce Skarbu Państwa. No chyba, że PKP zachowa się honorowo i wykona to na swój koszt, co oczywiście jest nierealne. Jedyne co należy zrobić niezwłocznie, to zabezpieczyć teren przed dostępem ludzi i zwierząt! (pisownia oryginalna) – twierdzi internauta.

Faktem jest, że cała ta dramatyczna sytuacja przynosi jednak skutek, bo w piątek, 12 maja, rozpoczęto odgradzać teren.

Jak pomóc właścicielom psów

Ponieważ koszty kompleksowej opieki całego sztabu weterynaryjnego są niemałe, stowarzyszenie Chełmska Straż Ochrony Zwierząt zdecydowało się uruchomić zbiórkę, która ma pomóc właścicielom poszkodowanych zwierząt w walce o ich życie i zdrowie.


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
KOMENTARZE
Autor komentarza: ??????Treść komentarza: Właśnie ....... jaki jest sens iść na kontrakt jak można do normalnej służby . Jak nic nie nawywijasz to 25 lat i emerytura a tak kontrakt się kończy i możesz iść na bruk . Przecież trzeba być nie w pełni rozumu aby iść na jakiś kontrakt . Gdyby przyjmowali tylko na kontrakty to rozumiem .... że lepszy rydz niż nic ale .... Przecież przyjmują normalnie na stałe do pracy więc trzeba mieć coś mie tak pod kopułą aby wybrać kontrakt .Data dodania komentarza: 7.04.2026, 15:17Źródło komentarza: Nowi funkcjonariusze Straży Granicznej ślubowali [ZDJĘCIA, FILM]Autor komentarza: PiS moja miłośćTreść komentarza: Czyli zgon z przyczyn naturalnych . Tak jak moja babcia mówiła , że zmarła dlatego gdyż śmierci przyszła. Tylko dziwne że akurat śmierci przyszła w tym rowie. Ale jak to mówią śmierć , miłość i sroczka przychodzą z nienacka .Data dodania komentarza: 7.04.2026, 11:52Źródło komentarza: Gm. Janów Podlaski: Ciało kobiety w rowie. Prokuratura wszczyna śledztwoAutor komentarza: Damian KaczmarekTreść komentarza: Odpowiadam: normalnie.Data dodania komentarza: 7.04.2026, 10:53Źródło komentarza: Klasa okręgowa - wyniki, jedenastka kolejki, statystyki 19.kolejki oraz wybory piłkarza marcaAutor komentarza: JaTreść komentarza: Dokładnie tak jest . Jakby było tak dobrze to by nie szukali tylko ludzie sami by się garneli to takiej pracy . Jak jest dobra praca to nikt nie szuka pracowników tylko sami momentalnie się znajdują chętni do pracy . Fakt to prawda do WOT przyjmują już po zawodówce więc samo mówi za siebie jakie tam są kryteria .Data dodania komentarza: 7.04.2026, 08:50Źródło komentarza: Armia swoją ofertę pokaże na kwietniowych targachAutor komentarza: Były FunkcjonariuszTreść komentarza: Na kontrakt wcale się nie opłaca . Po skończonym kontrakcie 3 lub 5 lat nie masz pewności , że podbiszą z funkcjonariuszem następny kontrakt. Więc po co isc na kontrakt jak lepiej od razu na funkcjonariusza do służby przygotowawczej .Data dodania komentarza: 7.04.2026, 08:46Źródło komentarza: Nowi funkcjonariusze Straży Granicznej ślubowali [ZDJĘCIA, FILM]
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama