Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
sobota, 9 maja 2026 17:05
Reklama
Reklama
Reklama

Ramię w ramię w drodze na szczyt

Na co dzień ratują ludzkie życie i gaszą pożary. Mimo to Krzysztof Iwan i Marcin Serhan, druhowie z OSP Sidorki, postanowili sprawdzić się w innej równie ekstremalnej sytuacji. Wzięli udział w "Biegu na szczyt" i wbiegli na 37. piętro warszawskiego wieżowca Rondo 1.
Ramię w ramię w drodze na szczyt

Każdy z nich kolejne stopnie schodów przemierzał z zupełnie innych powodów. Udział w biegu dla Krzysztofa Iwana był osobistą rehabilitacją. W czerwcu 2015 r. starszy sierżant bialskiej KMP i równocześnie druh OSP Sidorki uległ groźnemu wypadkowi. Jego stan był poważny. Długi czas spędził w szpitalu, nie był w stanie samodzielnie podnieść się z łóżka. To był ogromny cios dla mundurowego, dla którego sport był całym życiem. Brał przecież udział w wielu imprezach biegowych m.in. Mont Everest Run czy Maratonie Komandosa.

Krok po kroku

 Gdy wydawało się, że jest już bardzo źle, wtedy z pomocą przyszli ludzie dobrej woli i koledzy - funkcjonariusze z bialskiej Komendy Miejskiej Policji i lubelskiej Komendy Wojewódzkiej Policji. – Jestem im bardzo wdzięczny, że dzisiaj jestem sprawny i mogę przyczyniać się do rozwoju sprawności fizycznej innych – mówi pan Krzysztof, który na co dzień bardzo aktywnie działa w Klubie Biegacza Biała Biega.

Choć na poprawę trzeba było poczekać, a w drodze po zdrowie niezbędna okazała się kilkumiesięczna rehabilitacja, pan Krzysztof nie poddał się. – Kiedy już dochodziłem do siebie, ćwiczenia polegały na tym, że wchodziłem na jeden stopień schodów, następnie z niego schodziłem. To pomagało trenować i wzmocnić mięśnie nóg – opowiada Iwan.

Dlatego gdy usłyszał o ogólnopolskim "Biegu na szczyt", długo się nie zastanawiał. Zwłaszcza, że wchodzenie po schodach stanowiło element rehabilitacji. Do startu potrzebny był jednak kompan.

Starostwo namiastką wieżowca

Marcin Serhan, inny druh z OSP Sidorki, dobrze pamięta telefon od Krzysztofa z propozycją wzięcia udziału w tym nietypowym przedsięwzięciu. – Zadzwonił do mnie miesiąc przed biegiem. Miałem bardzo mało czasu na treningi, zresztą nigdy wcześniej nie brałem udziału w takich zawodach – przyznaje. 

Pomimo obaw przystał na tę, jak się wówczas mu wydawało szaloną propozycję. – Szacunek dla Marcina, że w ogóle podjął się startu. Gdy dzwoniłem do innych znajomych, od razu odmawiali. Bali się podjąć wyzwanie, bo słyszeli, że to jest duży wysiłek i nie każdy taki bieg wytrzymuje – podkreśla Krzysztof.  

Wkrótce potem panowie rozpoczęli przygotowania. Wiadomo, że w Białej na próżno szukać strzelistych wieżowców, ale i w tym przypadku znalazło się rozwiązanie. – Trenowaliśmy indywidualnie rano i wieczorem, a dwa, trzy razy w tygodniu, dzięki uprzejmości pani prezes ZGL-u Bernadetty Puczki, spotykaliśmy się na wspólne treningi w budynku, w którym mieści się starostwo powiatowe – mówi Marcin.

I po pracy, w pełnym umundurowaniu, hełmach, z butlą na plecach i w ciężkim obuwiu na nogach strażacy przemierzali kolejne stopnie schodów, tak, by odpowiadały one 37 piętrom warszawskiego wieżowca. Co było najtrudniejsze? – Trzeba było opracować system. Bo jeśli zaczęlibyśmy ostro, to nie wytrzymalibyśmy do końca biegu. Uczyliśmy się zatem jak razem biec, bo jest między nami różnica wzrostu, dlatego uczyliśmy się swojego tempa, żeby jeden za drugim, jak rota strażacka podążał po kolejnych stopniach – stwierdza Iwan.

Do przodu, do przodu...

Umiejętności wypracowane podczas treningów przydały się bialczanom podczas prawdziwego biegu w Warszawie. W drodze na 37. piętro wieżowca Rondo 1 dopingowali ich znajomi, rodziny i koledzy z jednostki. Ale najważniejsza była wzajemna współpraca. Bo jedna z podstawowych zasad biegu polegała na tym, że startująca co 15 sekund dwuosobowa drużyna strażacka nie mogła się rozdzielać. Druhowie musieli w równym tempie wbiegać na kolejny poziom klatki schodowej.

 – W głowie miałem zakodowane: "Nie możesz zostawić kolegi, musimy walczyć". W ten sposób jeden drugiego motywował i ciągnął – wspomina pan Krzysztof. – Do przodu, do przodu... myślałem sobie, kiedy widziałem, że jesteśmy na 20. piętrze. Mimo tego, że nogi już nie chciały chodzić, tak jak na początku, nie było mowy, żeby się poddać – dodaje nasz rozmówca.

Dodatkowa utrudnieniem był fakt, że strażacy, biegnąc, podłączeni byli pod butle z tlenem.

– Różnica polega na tym, że powietrze trzeba zasysać, co przyznam nie jest proste. Ale przez to, że było trudniej, większą satysfakcję można było poczuć na górze, po ukończonym biegu – przyznaje Iwan.

Bialczanie uplasowali się w środku stawki. Z wyniku są zadowoleni, biorąc pod uwagę debiut w tym biegu i fakt, że na przygotowania mieli zaledwie miesiąc. Czy wystartują w przyszłorocznej edycji? – Decyzja jest w rękach naszych przełożonych. Jeśli wyrażą zgodę, podejmiemy wyzwanie – stwierdza Iwan.

Nocą po lotnisku

Zabiegani strażacy mają już kolejne plany. Pan Krzysztof marzy o starcie w ekstremalnym biegu w Rosji. Nawet już zaczyna przygotowania do wyzwania, które chciałby podjąć w przyszłym roku. Oprócz tego OSP Sidorki, wspólnie z Klubem Biegacza Biała Biega, przygotowuje bieg nocny.

– Zaadaptowaliśmy nazwę, ale raczej chcemy robić kontynuację szczytnego biegu bohaterskich lotników Podlasia, a więc wydarzenia, które kiedyś odbywało się w centrum miasta. Teraz biegacze pobiegną na bialskim lotnisku – wyjaśnia Iwan.

~ Monika Pawluk

Pasjonują Cię historie o ludziach? Przeczytaj nasze inne reportaże!


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
KOMENTARZE
Autor komentarza: RysiekTreść komentarza: Legia to gó..o tak jak i WPR!!!! Wstyd żeby tak się zachowywać. Złapać i ukarać i to porządnie.Data dodania komentarza: 9.05.2026, 06:39Źródło komentarza: Akty wandalizmu w gminie Łosice. Zniszczona wiata i pomazane bulwary [ZDJĘCIA]Autor komentarza: AnonimTreść komentarza: GratulacjeData dodania komentarza: 8.05.2026, 20:13Źródło komentarza: Z OSTATNIEJ CHWILI. Radzyń Podlaski. Marcin Kowalczyk pokieruje szpitalemAutor komentarza: NazarTreść komentarza: Masz trochę racji Cezary . Na Terebeli I i II nic ciekawego nie ma . Sama drobnica . Leszcze skarłowaciały nie słyszałem aby ktoś tam złowił Leszcze ponad 2 kg czy Japońce ponad kilo . Co do żwirowni w Woskrzenicach to też racja .... napuścili tam tych ryb , aż woda się gotuje , że nawet dziecko 10 letnie łowi karpie czy dziadek jesiotry . Takie zbiorniki dla dziadków z Białej . Na Terebelach nic konkretnego nie łowią a na Woskrzenicach ryb aż się gotuje bo to prywatny zbiornik wioskowy . Prawdziwy wędkarz na Bugu łowi , na jeziorach mazurskich , do Szwecji na szczupaki jedzie ale musi być i Terebela jak i Woskrzenice dla dziadków i uczących się łowić bo i oni muszą posiedzieć . Sumy to najlepsze ryby a jakie z nich kotlety dobre !!!Data dodania komentarza: 8.05.2026, 13:05Źródło komentarza: Przed nami Otwarte Towarzyskie Zawody Spinningowe o Puchar Wójta Gminy SosnówkaAutor komentarza: Czarek WędkarstwoTreść komentarza: Nałapiecie tak jak i nałapaliście w zeszłym roku w Mostach . Ha ha ha . Nie umiecie łowić to i w Sosnówce nie nałapiecie . Parę skrótów i to wszystko ha ha ha . Tylko wam w Terebeli siedzieć i łowić sumiki karłowwate lub leszczyki po 25 cm ha ha ha . Albo na komercji ,hodowlanej gdzie ryba na rybie w Woskrzenicach dla starych dziadków z Białej . Zawody trzeba zrobić ktoś coś tam złowi ale większość to lepiej niech łowi simiki karłowate i leszczyki w Terebeli lub na komerscji Hodowlanej w Woskrzenicach .... tam złowicie ha ha ha .Data dodania komentarza: 7.05.2026, 08:34Źródło komentarza: Przed nami Otwarte Towarzyskie Zawody Spinningowe o Puchar Wójta Gminy SosnówkaAutor komentarza: ChudyTreść komentarza: gest gestem gra grą. Akurat jedno i drugie zatrybiło. W sobotę wszyscy na halę podziękować chłopakom za dobry sezon. Mam nadzieje, że zakończony wygraną i utrzyma siódme miejsce.Data dodania komentarza: 7.05.2026, 07:58Źródło komentarza: Ogolili głowy i Stal Gorzów
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama